Strony

środa, 13 marca 2013

"Piknik pod wiszącą skałą", czyli od czego zależy to, że książka nam się podoba?

Czytając tę książkę wiedziałam, że o niej nie napiszę.
A jednak.
Amber niedawno wspomniała jak przeczytała "Piknik po wiszącą skałą" niemalże jednym tchem.
Zachęcona, poszperałam w necie o czym książka jest.
Zdecydowanie zachęciła mnie tajemnica. 
I czas, w którym historia jest osadzona.
Bardzo lubię powieści z początku XX wieku albo przełomu XIX i XX.
Wiedząc, że jeden z najbliższym dni spędzę w większości w taborze, przejrzałam allegro i naprędce książkę zamówiłam. 
Jako (wydawało mi się) nową.
Otrzymałam z obdartym grzbietem, wydaną ponad 20 lat temu....
Mój błąd.

Zaczynając książkę, niechcący przyuważyłam pewne zdanie na ostatniej stronie.
Zdanie, które nie musiało na nic wskazywać.
Zdanie, które mogło odnosić się do wszystkiego.
I do niczego.

 empik.com

"Piknik..." ów, to opowieść o nastoletnich dziewczętach, które rok szkolny spędzają na renomowanej australijskiej pensji. Jedną z letnich sobót większość panien i dwie nauczycielki spędzają na pikniku.
Cztery dziewczęta udają się na długi spacer po skałach.
Wraca tylko jedna.
Znika też nauczycielka matematyki.
Nie ma dziewcząt. Nie ma ciał. Nie ma też podejrzanych o cokolwiek.
Dochodzenie jest. Niemrawe jakieś takie.
Wątki poboczne są, owszem. Niektóre zbyt ogólne. Niektóre słabo związane ze sprawą.

Książkę czytałam bez wypieków na twarzy.
Nie mogę powiedzieć, że z niechęcią!
Tylko o czym świadczy fakt, że wysiadając w czwartek z pociągu do końca zostało mi 20 stron, a ja po książkę sięgnęłam w sobotę wieczorem?
20 stron! Wydawać, by się mogło, że to punkt kulminacyjny!
Koniec mnie zawiódł.

 janellemccullochlibraryofdesign.blogspot.com - kadr z filmu o tym samym tytule

Czy lubiane przeze mnie kryminały rozpieściły mnie zaskakującymi zwrotami akcji?
Czy inne powieści z tego okresu rozpieściły mnie opisami wnętrz, strojów, obyczajów i potraw?
Czy książkę czytałam w złych pociągowych warunkach? Choć to właśnie lubię w jeździe pociągiem. Nadrabianie czytelniczych zaległości.
Może tę książkę powinnam czytać jak Amber po nocy? Najlepiej sama w domu?
Czy może TO zdanie przeważyło? Bo niestety okazało się, że znaczyło właśnie to o czym myślałam!

I tylko niesmak obdartych grzbietów pozostał....

Dlaczego książka, która swoim opisem tak bardzo mnie zachęciła okazała się niemalże klapą?
Jakie Wy macie doświadczenia w tych tematach?
Czemu niektóre książki Was zawiodły? A właściwie te, które zawieść nie miały.

38 komentarzy:

  1. Alucha,
    i to jest dowód na to,że nie wszystko musi się każdemu podobać.
    Ja znam tę książkę jeszcze z wczesnych swoich ,młodzieńczych' czasów i dla mnie jest kwintesencją epoki,starej Australii i tajemnicy.
    Lubię stare klimaty i powieści.
    Może Ty zaczytujesz się w nowych książkach akcji,gdzie wszystko jest spektakularne i w każdej książce coraz bardziej zaskakujące.
    W zawiązku z tym nie potrafiłaś dostrzec wyjątkowości powieści J.Lindsay?
    I klimat ,Pikniku pod wiszącą skałą' Cię nie uwiódł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobry dowód ;)
      No własnie, jak się zna książkę / film z dzieciństwa to inaczej się podchodzi do tematu. Na pewno bardziej sentymentalnie.
      Właśnie nie zaczytuję się w nowych książkach akcji! :)
      Jak napisałam u Ciebie i tu, uwielbiam książki osadzone w takim klimacie jak Piknik i w tych właśnie czasach. I wcale nie muszą to być książki napisane współcześnie.

      Usuń
  2. Książki co prawda nie czytałam, ale ogladałam ten film wieki temu i do dzisiaj klasyfikuję go w gatunku najlepszych (wg mnnie:) filmów grozy- zrobił na mnie ogromne wrażenie i bałam sie właśnie szczególnie pod koniec. Czasami filmy na podstawie ksiazki są lepsze od oryginału:)
    pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka opowiadała mi o filmie właśnie jako niesamowity film grozy. Jak zdradzała szczegóły filmu to odniosłam wrażenie, że był zdecydowanie straszniejszy niż książka :)
      Pozdrawiam Cię Kalinko! :)

      Usuń
  3. Alutko,
    zdecydowanie tak mam. Nie lubię czytać ksiażek "szczególnie" polecanych, choć oczywiście zdarza mi siegnąc po jakąś z TOP 10. Wolę się miło rozczarować.
    A z drugiej strony, prawdą jest, że w ostatnich latach, rozpieściły nas chyba nieco skandynawskie (i nie tylko kryminały). Wartka akcja, zaskakujące zwroty akcji, coraz to bardziej "zwichrowani" bohaterowie. Ja je uwielbiam. Nic na to nie poradzę.
    Aczkolwiek, rzadko pozostają na dłużej w pamięci... Pamiętam natomiast jakie wrażenie zrobiło na mnie pewne opowiadanie o grupce wspinających się w górach przyjaciół, którzy w obliczu tragedii, głodu i bólu... przekroczyli granicę człowieczeństwa. Dla mnie to było niezwykłe przeżycie. Po lekturze, jeszcze długo siedziałam przetrącona... To jest literatura!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, ja nawet lubię jak ktoś mi coś poleca. Sięgam też czasem po książki z TOP 10 ;).
      Co do skandynawskich kryminałów masz rację, aczkolwiek nie mogę czytać ich często i wiele, bo mnie nużą! W pewnym momencie zaczynam zauważać tzw. system, styl pisania i coraz mniej mnie zaskakuje.
      Tak, ta książka, która zostaje w nas na dłużej to jest LITERATURA przez duże L! :))

      Usuń
  4. Nie czytałam książek, które mnie zawiodły;) Dla mnie najważniejszy jest język jakim napisana jest książka. Jak jest dobrze napisana nie zraża mnie trudna treść, ani nudna fabuła. Lubię dobrze poukładane słowa:) Czytam wtedy wolniej, z przerwami i z przyjemnością wracam do lektury.
    Nawet najlepszej historii opowiedzianej językiem, który mnie irytuje nie jestem w stanie przeczytać. Biorę więc książkę do ręki czytam jedną, dwie, trzy kartki i już wiem, czy chcę czytać ją dalej. Na przykład chętnie przeczytam każdą książkę Olgi Tokarczuk i żadnej Katarzyny Grocholi. No, nie lubię i już;)Najbardziej cenię te, które zostawiają po sobie ślad w pamięci, a po skończonej lekturze wspaniałe uczucie przyjemności, rozlewające się ciepełkiem w okolicach brzucha i karku;)))
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaprysiu, słowa jakimi książka jest napisana są najważniejsze. I sformułowania.
      Nie lubię zbyt banalnych powtarzających się określeń.
      Pamiętam jak w liceum postanowiłam sprawdzić o co chodzi z tymi Harlequinami. Nie mogłam przebrnąć. To było straszne przeżycie ;))
      Tokarczuk nic nie czytałam! A Grocholi też nie lubię i w ogóle nie zauważam jej książek ;).
      Lubię gdy chcę jak najszybciej książkę skończyć, bo tak mnie ciekawi, a jednocześnie żal mi się z nią rozstawać.

      Pozdrawiam :))

      Usuń
    2. Groholi i temu podobnym ksiazkom sie nie poddaje tez

      Usuń
  5. no czasem tak bywa ...wiesz kazdy ma inny gust co podoba sie jednej osobie nie koniecznie spodoba sie drugiej ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ oczywiście, że tak :) mój post nie jest o kwestionowaniu czyiś upodobań ;)
      pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  6. Nie czytałam, ale mam zamiar.
    Film bardzo mi się podobał, a zwykle książki są znacznie lepsze od ich ekranizacji
    więc mam nadzieję, że się nie zawiodę:)
    Poinformuję o moich odczuciach w stosownym czasie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko kiedy bywa odwrotnie :)
      Mnie najczęściej film rozczarowuje.
      Wyjątkiem było np. Millenium. Czytałaś? Pierwszą część oglądałam w skandynawskiej ekranizacji (amerykańskiej nie widziałam chyba nawet) - byłam niemalże zachwycona. Te naturalne postaci nie bez skazy. Naturalni ludzie wyglądający jak ludzie, a nie jak lale :).
      Koniecznie daj znać jak przeczytasz! :)

      Usuń
    2. Do Millenium zabieram się już od jakiegoś czasu i w końcu przeczytam.
      Mroczna tematyka jakoś nie pasowała mi do wystarczająco ponurej momentami zimy;)
      Skandynawskie kino lubię właśnie za tę ich naturalność i Millenium też mi się podobało,
      choć nie mogę powiedzieć, że siedziałam przykuta do ekranu;)

      Usuń
    3. Z tej trylogii najbardziej podobała mi się pierwsza część. Ostatnio lekarz rodzinny polecił mi jakieś książki w klimacie właśnie tej części. No właśnie - JAKIEŚ :///.
      ZARAZ wiosna, więc możesz zacząć czytanie :)
      Też nie byłam przykuta - bardzo rzadko jestem - ale pozytywnie film mnie zaskoczył :)

      Usuń
  7. A ja przyznam, że film widziałam dawno temu i też byłam zawiedziona jego zakończeniem, o ile nie nim całym - już nie pamiętam.
    Przesłuchałam ostatnio z płyty Annę Kareninę i dosłownie oszalałam po raz kolejny na jej punkcie. To jest literatura! Dla osób na różnym etapie życia, każdy znajdzie coś dla siebie, a pojąc główną myśl Tołstoja, to będzie pewnie można dopiero na starość. Ile tam jest warstw! Ile mądrości! Kiedy byłam nastolatką, to pochłaniałam szczegóły romansu Anny i widziałam ją jako ofiarę, a teraz... Widzę coś całkiem innego i coś innego jest ważne.
    Buziak Sy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu nie widziałam - kilka osób mówiło mi, że WOW ;).
      Koniec był dla mnie dziwny. Historia ostatniej dziewczynki - hmmm... A może ja tylko nie kumam? Haha ;)
      Kareniny nie czytałam! Wstyd. Dlatego też nie poszłam na ostatni film. Na pewno tę pozycję nadrobię. W swoim odpowiednim czasie - myślę, że już niedługo.
      Każdą książkę w każdym wieku odbiera się inaczej.
      Pamiętam jak na początku podstawówki czytałam z zapałem "Dzieci z Bulerbyn" - była to dla mnie ogromna i wielce gruba książka ;D
      Buziaki Te ;)

      Usuń
  8. Hej :)
    mam córeczkę Alicję, na którą mówię Alutka :)
    co do książek to uwielbiam je czytać a nie lubię oglądać ich ekranizacji. Czytając książkę mam swoje własne wyobrażenie postaci, sytuacji, sposobu rozmowy, poruszania się bohaterów, otoczenia w którym żyją. A więc książki czytam osobno, a filmy osobno. Razem mi nie grają.
    Nie mogę też napisać o rozczarowaniu książką, choć było kilka takich, których nie dałam rady do końca przeczytać. Bez książek nie wyobrażam sobie życia. Uwielbiam Chmielewską, zaczytuję się w Jodi Picoult, lubię też Cooka, serię "Prawdziwe historie" i wiele innych, które wpadły mi w ręce. Czytam chyba wszystko oprócz Harlekinów i powieści fantasy :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emko :)
      Miło mi Cię tu widzieć :)
      Powiem Ci w sekrecie, że Twoja córka ma piękne imię :D
      Ja od dziecka byłam Aluchą :). Długo nie lubiłam Alki i Alicji. Na studiach koleżanka zaczęła do mnie mówić Alutka - jak mnie to drażniło! Kojarzyło mi się z serialem "Rodzina zastępcza" - tam była taka głupiutka Alutka. Na szczęście wszystkie animozje mi minęły ;)))

      Mnie ekranizacje zwykle rozczarowują. Zawsze mi czegoś istotnego dla mnie brakuje. Nie lubię niektórych interpretacji scenarzystów bądź wprowadzanych przez nich "niezbędnych" ulepszeń.
      Pod komentarzem Konwalii w kuchni napisałam, który film pozytywnie mnie zaskoczył :)

      Też nie wyobrażam sobie życia bez książek :)
      Jeśli masz ochotę to zapraszam Cię do zerknięcia na mój post o ambitnych książkach http://nieladmalutki.blogspot.com/2013/01/cukiernia-pod-amorem-ambitne-ksiazki.html

      Nie czytam dokładnie tego samego co Ty! :)
      Swego czasu przeczytałam Harry'ego Pottera, ale to nie fantasy...

      Pozdrawiam Cię Emko ciepło :)

      Usuń
    2. Harrego POttera również przeczytałam -wszystkie tomy :) I bardzo mi się podobał, choć podejrzewam, że w grupie docelowej mieli być zapewne dużo młodsi odbiorcy :)
      Masz uroczy blog :)
      A ze względu na imię lubię Cię jeszcze bardziej, jeśli jesteś taka "zakręcona" jak moja malutka Alutka to na pewno jest tu bardzo ciekawie :) Będę zaglądać :*

      Usuń
    3. Masz rację, tylko pewnie sama przyznasz, że od czwartej części było już niedziecięco. Sama momentami się bałam ;). Książki podobały mi się ogromnie. Filmy już mniej.
      A czytałaś tę najnowszą książkę Rowling? Ja nie, ciekawi mnie.

      Emko, jak miło mi czytać takie słowa! :*
      Zapraszam Cię do mnie jak najczęściej :)
      Uściski ślę :)

      Usuń
  9. jakiś czas temu przeżyłam takie rozczarowanie, nie dobrnęłam do końca, pomimo iż bardzo nie lubię odpuszczać i nie doczytać książki... tym rozczarowaniem była "Czarna księga" Pamuka.
    "Piknik" obejrzałam lata temu i bardzo mi się podobał.
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nie lubię nie kończyć książek, ale zdarza mi się to. "Czarnej księgi" nie czytałam.
      Wychodzi na to, że "Piknik" więcej osób widziało niż czytało i jednak film się podoba :).
      Buziaki!

      Usuń
  10. chyba sporo rozczarowan by sie znalazlo
    ale ostatnie to 50 twarzy Greya
    no slaba jakas i nie moge znalezc najmniejszej motywacji zeby siegnac po nastepny tom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po Greya nie sięgnęłam. Przeczytałam w kilku miejscach, że książki są napisane tak kiepsko, że nie da się ich czytać... Poza tym jak widziałam gdzieś w sieci zdjęcia zaczytujących się gwiazdeczek, celebrytek... No nie zachęciło mnie to! I na pewno też zadziałała moja przekora - wszyscy czytają, więc ja nie :D
      Buziak życzeniowy Rybciu :*

      Usuń
    2. ja niestety poszlam za tlumem, rzadko kupuje ksiazki, ale hurtowo, o czesci wiem, ze sa wartosciowe, niektore kupuje w ciemno po nazwizku autora liczac np na dobry kryminal a czesc dlatego, ze jest znana, i czasem sie oszukam
      Grey to zenada literacka, na moje niefachowe jednak oko

      Usuń
    3. Rybciu, mi też czasem zdarzy się pójść za tłumem (Millenium, Harry...)
      Fachowe oka twierdzą tak jak Twe niefachowe, więc... ;))
      Ostatnio lubię książki typu wywiad z Czybaszkową, Mann i Materna, Trójka z dżemem, Awantury... - syn Lema wspomina ojca (doskonała!). Teraz w końcu planuję przeczytać Wałęsową - czytałaś?

      Usuń
  11. ja uwielbiam stare kryminały, największy sentyment mam dla tych polskich. Jednak i tu nie brakuje rozczarowań. Nigdy nie zrażam się do książki po 10 stronach, daję jej jeszcze szanse, ale jeśli po 20, 30 stronach nadal nic we mnie nie drgnie, nie ciągnę tego dalej. Uważam, że jest tak wiele książek do przeczytania, że szkoda czasu na te, które nam nie podchodzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też muszę zawsze przeczytać jakąś część książki zanim ewentualnie ją odrzucę. Ile razy zdarzało się tak, że przez ciężki początek warto było przebrnąć! :)
      Nie lubię nie doczytywać książek, ale masz rację - szkoda czasu.
      Czasem chciałabym iść na kurs szybkiego czytania, by więcej książek móc przeczytać, tylko z drugiej strony czasem nie chcę rozstawać się z daną pozycją! :))

      Usuń
  12. hehe:) jak zobaczyłam tytuł tego posta, to zapytałam miśka czy my oglądaliśmy kiedyś "piknik pod wiszącą skałą?", a miśku odpowiedział:
    - tak, spaliśmy na tym oboje:)
    Oprócz tego, że to książka/film o pannach to nic więcej nie pamiętałam z tego filmu.
    Zdecydowanie bardziej polecam "Piknik na skraju drogi":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahha! Wiesz jak mnie rozbawiliście? :D
      Przekaż mój ubaw Miśkowi ;)
      Już obczaiłam, że to SF, a ja to ciągle długie zęby mam na ten rodzaj ;)

      Usuń
  13. Być może spodziewałaś się więcej?... A może czegoś innego... A może to nie ten moment. Ja przeżyłam bardzo podobnie swoje spotkanie z filmem Le Quatro Volte. Pisałam o nim u siebie kiedyś. Piękny obraz, mądra opowieść, a ja zobaczyłam w nim odbicie własnych lęków... Nie oglądnęłabym go do końca, gdyby nie osoba, która mi go przesłała. Nie żałuję, ale jest dla mnie przykładem, że oczekiwania często rozmijają się z naszymi doświadczeniami... :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piękny, ale niezwykle trudny film, nie dziwię się Tobie! Masz rację, że w nim jest odbicie naszych leków i tekst na to, czy postrzegamy życie przez różowe okulary, czy też potrafimy zobaczyć je realnie, takim jakie jest.

      Usuń
    2. Abi, tak jak piszesz - spodziewałam się więcej i odrobinę czego innego. Myślę, że książkę tę powinnam przeczytać kiedyś. Nie teraz.
      Hmm, nie wiem czy miałabym odwagę ten film obejrzeć. Chyba z pewnej wygody i może tchórzostwa na razie tego nie zrobię. Na pewno do czasu.

      Buziaki A & A ;)

      Usuń
  14. siedzę teraz z kartką i notuję - jutro wyprawa do biblioteki, zawsze święto :)

    Film "piknik..." oglądałam dawno temu, pamiętam, że był taki niedopowiedziany, zamglony jakby. a może to moja pamięć jest zamglona?? Książkę przeczytam koniecznie:)

    Jedyny przypadek, kiedy film okazał się wg mnie lepszy od książki, to forrest gump.
    Film pokochałam a książka - brr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno nie byłam w bibliotece :/. Książki ostatnimi czasy pożyczam od kogoś i czasem kupuję. Uwielbiam kupować książki.

      Pamięć Cię nie myli! Książka taka właśnie była i niedopowiedziana się zakończyła. Pewnie służyć to miało domysłom i wyobraźni, ale... Jakoś mi nie posłużyło ;)

      Hmmm, nie wiem czy mam taki film, który okazał się lepszy. Muszę pomyśleć ;)

      Usuń
  15. Nienawidze nie doczytac ksiazki do konca... I zdarza mi sie to arcyrzadko.
    Bo zawsze poczytuje to jako porazke moja ale i autora takze. Zupelnie tak, jakbysmy z chwila otwarcia ksiazki zawierali pakt jakis.
    I najbardziej lubie ksiazki, ktore sa wlasnie jak taka umowa, ktorej musisz dotrzymac... bo nie mozesz inaczej, bo prowadzi Cie i trzyma mocno za reke az do konca wspolnej drogi.
    Dla mnie zawsze najwazniejszy byl jezyk. Warunek absolutny. Musi byc jakas magia; kod; ktory trafia wlasnie do Ciebie. I niekoniecznie do kogos innego. Chemia, zawsze ta chemia.
    Wlasnie mi takiej ksiazki ostatnio brakuje... ktora mnie tak wciagnie, pociagnie za soba i nie odpusci... Za to jest lista ksiazek do kupienia jak tylko do Polski przyjedziemy...
    A kryminalow nie czytam. I wspomnianego Millenium takze, choc nie wiem czemu. Po prostu ;-)

    Serdecznie
    Anna

    OdpowiedzUsuń
  16. Przychodzi wielkie rozczarowanie... są książki do których potrafię wracać po kilka razy, a są i takie, o których wolę nie pamiętać :-)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za to, że tu jesteś i piszesz :)