Strony

poniedziałek, 12 listopada 2012

Dygresyjnie. O napiwkach i o pastach

Mała dygresja tytułem wstępu ;)
Dygresja a propos wspomnianej w poprzednim poście restauracji.
Bellini to jedna z wielu restauracji Magdy Gessler, która w swoim "naprawczym" programie zwykle przekonuje do niskich cen.
O cenach nie ma co tutaj dywagować, tym bardziej, że w Bellini są całkiem przystępne.
O napiwki się tu tym razem rozchodzi. I nie o to czy dawać, czy nie dawać.
A o to, że jak otrzymałyśmy rachunek, doliczono nam do niego tzw. serwis - 10% całości.
Wtedy przypomniało mi się, że gdzieś czytałam / słyszałam, że Pani Magda taki serwis właśnie dolicza ;)
(Na wstępie się o tym nie dowiedziałyśmy, a szkoda)
Może to jest często spotykane w wielu knajpach. Nie wiem ;) Nie bywam często ;)

Chciałam tylko skromnie spytać co o tym sądzicie - patrząc od strony klienta. Nie pracownika, bo to rzecz (chyba) oczywista.
Fajnie, że ktoś za nas podejmuje decyzję o tym, że zostaliśmy dobrze obsłużeni?
Fajnie, że ktoś za nas podejmuje decyzję o wysokości napiwku? I pomińmy tu fakt, że 10% to ogólnie przyjęte minimum. Może ktoś nie chce dać wcale - pomińmy powody ;)
Może chce dać mniej - pomińmy powody.
Może chce dać NIC, bo nie był zadowolony z obsługi. Może ta obsługa była zbyt miła, zbyt narzucająca się albo zbyt wszędobylska?
A może ktoś chce dać więcej, ale w momencie gdy widzi na koniec, że zadecydowano za niego o wysokości napiwku, z irytacji więcej nie da?
No to jakie jest Wasze zdanie? :)


Bez dygresji pasta kanapkowa z przepisu Goh.
Ja niezmiennie pasty uwielbiam. Kanapkowe PASTY (czemu zapominamy, że nasz makaron to stary dobry MAKARON? Tylko ta wszędobylska pasta i basta :P No i bez dygresji się nie obeszło).

Skład: 1/2 szklanki ziaren słonecznika (obranych), łyżka oliwy z oliwek (w oryginale oliwa z pestek dyni), garstka posiekanego koperku, wrzątek, sól morska;
  • słonecznik zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 20 minut, pozwalając by w tym czasie zmiękł,
  • odsączony prawie całkowicie (odrobinę wody zostawiamy) słonecznik traktujemy blenderem wraz z oliwą i koperkiem,
  • podajemy z dodatkowym koperkiem ;) i solą;
A na inne kanapkowe pasty zapraszam tutaj:

38 komentarzy:

  1. Jeśli wszystko było w porządku to pewnie nawet bym się nad tym nie zastanawiała. Gorzej, jeśli obsługa byłaby niemiła albo jedzenie niesmaczne - wtedy byłabym zła, bo napiwek powinien być wolą klienta, a nie przymusem w każdej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Kasiu, wszystko było w porządku! Było miło, przyjemnie, smacznie... A mimo to dała mi ta sytuacja do myślenia :)
      A co by było gdybym była niezadowolona?! :)

      Usuń
  2. no tak, wliczone, opodatkowane i ciekawe czy obsługa cokolwiek z tego dostaje, ale też jestem zdania, że wolę sama decydować i powinno się o tym uprzedzać (może było napisane w karcie, tylko nie zwróciłaś uwagi ?),

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, faktycznie Jo - ja to naiwniara jestem ;) od razu sobie pomyślałam, że to całość dla tego kelnerzyny :D
      Masz rację, możliwe, że było w karcie. Zerknęłam na stronę www, ale nie znalazłam tej informacji :)

      Usuń
  3. Napiwki to moim zdaniem taki denny pomysł na zrzucenie na klienta problemu wynagrodzenia swojego pracownika.
    Że to niby ma motywować?
    Bzdura. Są inne sposoby na motywację, a tak, to stawia się klienta w kłopotliwej sytuacji.
    Bo niedanie napiwku, może być odebrane jako sknerostwo, krępujące, a wyłudzanie go na siłę, jest po prostu bezprawiem. Klient powinien mieć cennik na to co zamawia i koniec kropka. Reszta to jego sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magnolio, dobre spojrzenie na temat. Masz rację, wiele osób na pewno czuje się niezręcznie gdy współtowarzysz uczty daje napiwek.
      A z drugiej strony, czy każdy pracownik dostaje napiwki? Nie. Tylko konkretnych zawodów to dotyczy.

      Też uważam, że takiej sprawy nie powinno się narzucać. Jestem klientem, więc decyduję :)

      Usuń
  4. Pyszna pasta, też się na nią szykuję :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się szykowałam i szykowałam i szykowałam... Szkoda, że tak długo ;)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Absolutnie dla mnie jest to niedopuszczalne, aby bez pytania ktoś mi cokolwiek doliczał do rachunku. Jeśli kelner zapytał, czy może doliczyć te 10%, to ok, to wtedy bym się zgodziła, skoro było dobrze, ale bez zapytania nie. To bezprawie i wymuszenie bazujące na tym, że nie chcesz psuć atmosfery.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, nikt o nic nie zapytał.
      A już myślałam, że napiszesz, że tak jest często... W końcu Tyś światowa :D

      Usuń
  6. już trzeci raz próbuję napisać ten komentarz i ciągle ktoś mi przerywa;)...

    a zatem: sztuka kelnerska w wielu restauracjach pozostawia wiele do życzenia, dlatego wolałabym jednak mieć wybór, czy płacić czy nie płacić. ciężko jest oddać 10% rachunku, gdy ktoś cię starannie olewa przez całą wizytę w restauracji;)

    inna sprawa, że w naszym kraju nie ma kultury "napiwkowania", w Stanach daje się napiwek za wszystko, że ktoś ci kawę nalał przy śniadaniu, że ktoś łóżko pościelił w hotelu, torbę z taksówki wyniósł - u nas nie ma takiego zwyczaju...

    i cieszę się, że ci się spodobała ta moja słonecznikowa pasta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe kto ;))

      Ze wszystkim co napisałaś się zgadzam w całej rozciągłości.
      W niektórych knajpach kelnerzy są tak mili, że aż widać jaki to fałsz... Nie znoszę tego.
      Ze Stanami nie mamy się co porównywać nawet. Dwie skrajności. Choć jak tak się zastanowić, tam przynajmniej wynagradza się wszystkich, a nie jest to przywilej kilku zawodów :)

      Spodobała się bardzo!

      Usuń
  7. Kiedyś z mężem się zastanawialiśmy nad tym. Bywamy w różnych miejscach, lubimy poznawać nowe smaki. I naszym zdaniem nie powinni narzucać, dodawać do rachunku. Każdy klient powinien za to sam indywidualnie podejść do sprawy. Zawsze jednak pamiętamy, że 10% napiwku się należy, ale od jakości to zależy...:)
    Pozdrawiam Ala:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze pamiętam o tych 10%, ale nigdy nie jest to regułą. I przyznam, że nie często mam chęć dać ten napiwek.
      Buziaki Kasiu :)

      Usuń
  8. Generalnie jestem na nie. Choćby z tego powodu, że mam prawo sama zadecydować o wielkości napiwku lub wręcz o jego zaniechaniu, gdy (tak jak zdarzyło mi się to nie dawno, nomen omen też w restauracji po Kuchennych Rewolucjach) nie jestem zadowolona z obsługi. Za to z przyjemnością zostawiłam więcej niż rzeczone 10% przemiłej pani obsługującej Nas w restauracji "Dobra Kasza Nasza" w Zakopcu. Pani była sympatyczna, doradziła, poleciła przy tym tak uśmiechnięta, że aż miło było być obsługiwanym przez tak sympatyczną kelnerkę, bo i nam się udzielił jej pogodny nastrój!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może czasem też jest tak, że gdy knajpa wyrobi sobie jakąś renomę to pracownicy myślą, że im się należy i koniec. Nieważne jak będą się zachowywać.

      Zapiszę sobie tę nazwę (to też po rewolucjach?) - rzadko się zdarza, że kelner jest szczerze miły, szczerze poleca i szczerze obsłuży. Super, że trafiliście na taką Panią :))

      Usuń
  9. Po pierwsze - napiwek nie jest OBOWIĄZKOWY! Oczywiście do dobrego tonu należy jego wręczenie, ale na tym koniec. Nikt nie powinien za mnie decydować, ile tego napiwku wręczę. Poza tym, do tej pory, ZAWSZE napiwek wręczało się kelnerowi i na tym to polegało. To ma być gratyfikacja jego pracy, a nie restauracji, w której pracuje.
    Ale jest też inne - bardziej zakręcone - wytłumaczenie. Sporo klientów nie przyjrzy się dokładnie rachunkowi, rzuci okiem na wartość końcową, zapłaci i... wręczy napiwek kelnerowi. A restauracja zarobiła o 10% więcej. Sprytne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, nie pomyślałam o tym... Ja dobrotliwie od razu założyłam, że to dla pracowników :D

      Usuń
  10. Ja jednak wolałabym być poinformowana, nie lubię takich niespodzianek:) Napiwkuję praktycznie zawsze, ale sama wolę decydować o tym ile i jeśli jesteśmy zadowoleni to jesteśmy hojni a jeśli nie to dlaczego mam dorzucać te 10% skoro ktoś mnie olewał podczas całego posiłku?:) Z tego co pamiętam to we Włoszech doliczają 1EUR za nakrycie stołu, ale że jedzenie jest tam pyszne a obsługa z reguły bardzo miła to tak naprawdę nie miało to znaczenia, poza tym kwota też nie jest wygórowana:) I pamiętam jeszcze raz byłam z przyjaciółką w Zakopanem (jeszcze za czasów studenckich) i poszłyśmy na kolację do pewnej góralskiej knajpy- w środku pięknie ładnie, pali się w kominku, gra kapela góraska więc wchodzimy, zamawiamy jedzenie, biesiadujemy po czym dostajemy rachunek a tam doliczono nam opłatę za kapelę 20zł/os...oj zabolało studencką kieszeń, niestety nikt nas na wstępie o tym nie poinformował ani nigdzie nie widniała taka informacja...nieładnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale we Włoszech to konkretnie wiesz za co płacisz to 1EUR - poza tym jak się ma taka wartość do 10% rachunku? ;))
      A przygoda w Zakopcu niezła :D. Ja nie lubię takich przygrywających kapel, więc byłabym wściekła ;))

      Bużka!

      Usuń
  11. Fakt we Włoszech płaci się za nakrycie, ale wyraźnie jest to napisane w karcie, poza tym jest tam tak zawsze i wszędzie. We Francji są dwa systemy, z tym że ten doliczający napiwki jest już wyraźnie w zaniku, w większości menu wyraźnie jest napisane (najczęściej na każdej stronie)"service compries" co oznacza, że obsługa jest wkalkulowana w cenę. Jednak mimo to jeśli ktoś CHCE MOŻE dać napiwek, ale jest on uzależniony od chęci klienta. Dlatego ja kategorycznie nie godzę się na doliczanie 10 % do rachunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli co kraj i obyczaj i... wiadomo co i jak :)
      U nas panuje CHCIEĆ i MÓC, ale okazuje się, że nie zawsze.

      Dziękuję za odwiedziny :)

      Usuń
  12. Alucho, napisałam do Ciebie wiadomość w związku z książką od Anki Wrocławianki, czekam na odzew :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze :D To juuuuż? Ale fajnie! Czekam na maila - jeszcze nie dotarł :)

      Usuń
    2. Wysłałam go po 17, jakby co to wyślę jeszcze raz

      Usuń
    3. I jeszcze pomyślałam, że może zespamowało mojego maila :(

      Usuń
  13. bardzo podoba mi się ta zielona pasta:)dawno nie poczyniłam żadnej/dzięki za przypomnienie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tę robi się naprawdę szybko, więc nawet brak czasu nie jest przeszkodą :))

      Usuń
  14. uwielbiam pastę i chyba sama się skuszę i zrobię:)Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem fanką wszelkich past kanapkowych. Uwielbiam je jeść i robić :). I te domowe są o niebo lepsze niż kupne, w których zwykle czuć głównie smak octu...
      Pozdrawiam :))

      Usuń
  15. Istota napiwku jest taka,że zależy od WOLI konsumenta i tyle.Sam napiwek i jego wysokość takoż.Czy zmiana istoty napiwku wyjdzie nam na zdrowie-nie wiem, ale te 10 % i stanowisko Pani Gesler jakoś podoba mi się mało.W gruncie rzeczy nie podoba mi się wcale, ale nie chcę krzyczeć głośno "nie i amen", bo nie mój to problem.Gdyby jednak był to mój problem- tak właśnie powiedziałabym.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam w poście tak bardzo dosadnie pisać, że NIE, poza tym chyba tliła się myśl, że może to się robi taki standard, a ja o tym nie wiem :).
      Tak czy siak zdecydowanie jestem przeciwna.

      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  16. Po pierwsze - taki doliczany z góry napiwek nie ląduje w kieszeni uprzejmej obsługi, tylko właściciela, który z obsługą nie ma nic wspólnego (no chyba, że nagradzamy go za to, że wybrał odpowiednich kelnerów...). Po drugie 0- idea napiwku jest taka, żę dostaje go ten, kto zasłużył. I to klient ma prawo do decyzji, czy był obsługiwany dobrze, czy też niekoniecznie. Dlatego ja kręcę nosem - doliczanie z góry, o czym nie poinformowano mnie na początku...? Nic z tego.

    A pasta bardzo apetyczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, fajnie to ujęłaś - "chyba, że nagradzamy go za to, że wybrał odpowiednich kelnerów". Bardzo trafnie. Może, więc o to chodzi?? ;))

      Usuń
  17. nie podoba mi sie taki haracz:))) we Francji daje się 15%..nie dasz toś gbur...ale gburem byłby i ten ,kto doliczyłby sobie sam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to Qro - jasne zasady nie bycia gburem są? Są! :) Tylko nie u nas...

      Usuń
  18. Wydaje mi się, że taki napiwek, który jest nabijany na kasę fiskalną nie trafia do pracowników. Chyba, że w formie 10% od dziennego utargu (co jest dość popularne w knajpach). W rzeczywistości to po prostu pretekst na dodatkowy zarobek. W dodatku kosztem pracowników, bo przecież nikt już nie zostawi drugiego...

    Wiem, że we Włoszech zdarza się, że doliczają tzw. coperto i jest to napiwek za miejsce przy stole i nakrycie. W Polsce się z tym nie spotkałam.
    Miałam jeszcze takie doświadczenie w Jordanii, ale tam było to zaznaczone w menu.

    No i wlasnie, tu masz zawsze wyjscie - jak nie ma informacji w menu, mozesz sie odwolac, wezwac menagera i powiedziec, ze nie zostalas uprzedzona. Po to jest menu, zeby klient mogl zorientowac sie w cenach. Czego tam nie ma - nie obowiazuje. I tu druga sytuacja z Jordanii - w tej samej knajpie, ktora wymienilam wyzej drugiego dnia (w sobote) probowano doliczyc nam kolejny "napiwek weekendowy". W rezultacie miałybyśmy zapłacić ponad 2 razy więcej, niż kosztowało nas to, co zamowiłyśmy... Zaprotestowałysmy więc i po krotkiej rozmowie z menagerem skreslono nam wszystkie dodatkowe oplaty. Sadze wiec, ze to metoda na "kto się nie oburzy, to zaplaci". Protestuj więc, jeśli czujesz się naciągana. Masz prawo.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Fantastycznie do tematu napiwków podchodzi pewna Łodzianka: "Napiwki??? My zawsze jeszcze pytamy przy rachunku czy nie da się stargować z ceny." Fantastycznie nie dlatego że nie płaci. Fantastycznie, że można mieć inne spojrzenie. Co ciekawe w połowie przypadków udaje im się zejść z ceny o ok. 10 %. Można? Można!
    Dla mnie było śmieszne jak z grupą w ramach projektu poszliśmy do sfinksa i na fakturze (na ok 600 zł) było napisane service not included, a kelner pozwolił sobie na podkreślenie tej frazy różowym zakreślaczem. Dla mnie jako osoby płacącej oznaczałoby to zapewne że musiałbym z własnej kieszeni dorzucić w ramach tego projektu te 10% czyli z 60 zł. Jako że nie na fakturze to nikt by mi tego nie zwrócił. Tak samo jak innych napiwków w gastronomii. A przecie tego co nie mam na fakturze to nie rozliczę w żaden sposób.
    Sobie pozostawiam ocenę czy napiwek się należy czy nie. Byłbym niezadowolony gdyby ktoś mnie zmuszał do zapłącenia napiwku. Co innego gdyby taki zwyczaj/prawo zwyczajowe/prawo zwykłe (stanowione) w Polsce było. Wiadomo by było że to wynagrodzenie człowieka za pracę (10 % normalna obsługa, 15% z premią). Ale chyba nie ma w dalszym ciągu w polsce nawet takiego jednoznacznego prawa zwyczajowego? Jeśli mi się nie podoba lub - jesli założę że nie zapłacę bo mam taki kaprys- to nie płacę i nikt nie powinien miec do mnie o to pretensji.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za to, że tu jesteś i piszesz :)