Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co do pracy?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co do pracy?. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 maja 2015

Co do pracy? #12 kasza jaglana z prażoną cieciorką i z granatem


Nie przepadam za kryzysami, ale...
czasem są niezbędne!
By w drodze z pracy dostrzec piękne granatowo-szare niebo,
by nagle pożałować, ze nie ma się w ręku aparatu,
by znów zapragnąć nabycia umiejętności pięknego łapania chwili w kadr...
by na nowo spełniać się w kuchni i nie bać się łączenia smaków,
by narobić tyle zdjęć, że chciałoby się wszystkie Wam pokazać ;)
by mieć w zanadrzu kilka postów do publikacji,
by w końcu poczuć luz pt. "przecież ja nic nie muszę, ja chcę!".


Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem,
bo to m. in. dzięki nim odkryłam, że naprawdę lepiej gdy nie robi się czegoś na siłę!
Niby oczywiste, ale... ;)

A dziś przepis na wspaniałą mieszankę,
którą odkryłam dzięki pewnemu detoksowi
i dzięki Markowi z bloga Gotuj zdrowo. :)

Skład: niepełna szklanka kaszy jaglanej (przed ugotowaniem), puszka ciecierzycy (lub tyleż samo ugotowanej), owoce z połowy dużego granata, 2 garście migdałów, garść mięty, 1 łyżka miodu, 2 łyżki oliwy, szczypta cynamonu;
  • piekarnik włączamy na 180 stopni,
  • kaszę gotujemy 2:1 (więcej wody ;)); ja gotuję kaszę maksymalnie przez 15 minut, zostawiam na chwilę w garnku pod przykryciem,
  • migdały kroimy na mniejsze kawałki i prażymy na suchej patelni,
  • cieciorkę mieszamy z miodem, oliwą i cynamonem, przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem i pieczemy 15-20 minut, w międzyczasie dwa razy mieszamy,
  • ugotowaną kaszę, uprażoną cieciorkę i migdały, owoce granatu mieszamy w misce i przygotowujemy sos;


Skład na sos: 6 łyżek oliwy z oliwek, sok z całej lub z połowy cytryny, łyżka miodu, sól morska;
  • wszystkie składniki dokładnie mieszamy - najłatwiej w małym słoiczku ;),
  • łączymy z naszą sałatką i dodajemy liście mięty;

Kasza w takim wydaniu smakuje i dzieciom i dorosłym. Sprawdzone! :D

czwartek, 19 marca 2015

Co do pracy? #11 kasza orkiszowa z warzywami na ostro

Staram się jeść sezonowe produkty.
Myślę, że wielu z nas tak je - intuicyjnie.
Jecie zimą pomidory, albo świeże ogórki?
Pewnie nie :)
Zimą nie sięgam też np. po sałaty, cukinie, bakłażany, rzodkiewki, kalafiory i inne...
Nie jest to trudne, ale pewnie, że nie trzymam się restrykcyjnie tej zasady.
Zdarzyło mi się kupić paprykę, albo brokuła.
Nie ma co się usztywniać. ;)
Jednak wychodzę z założenia, że to co od wieków matka natura daje nam w danym okresie, w danym klimacie, najlepiej nam służy.



Wiecie, że nawet twaróg ma swój czas?
Kupuję domowy twaróg od rodziców Gosi.
Późną jesienią produkcja się zakończyła i nadal nie ruszyła.
By twaróg był smaczny krowa musi wyjść na słońce. :)
Gosia przyniosła mi kawałeczek w grudniu, i to naprawdę nie było TO.
Dodatkowo dopadł mnie po nim katar
(twaróg wychładza organizm).
Dlatego też, zimą jedliśmy naprawdę dużo warzyw korzeniowych
(gotowana marchewka na przekąskę do pracy - pycha!).
Do pracy często zabierałam zupy, jaja ;)
duszone jabłka (muszę je tu pokazać!)
albo takie sałatki jak ta dzisiejsza. :)
Wszystko doprawione odpowiednimi rozgrzewającymi przyprawami.



Skład: 3 marchewki, 1 nieduży por, niepełny kubek suchej kaszy orkiszowej, 2 kubki zimnej wody, 1 łyżka masła klarowanego, 3 krople tabasco, 4 łyżeczki octu ryżowego, imbir mielony, sól;
  • do zimnej wody wsypujemy opłukaną kaszę i gotujemy do momentu wyparowania wody (lub do miękkości jeśli się okaże, że wody było za dużo),
  • marchewki obieramy, wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy chwilę, tak by były nie do końca miękkie,
  • pora kroimy w kostkę,
  • na rozgrzaną patelnię wrzucamy masło klarowane,
  • na stopione masło dodajemy marchewkę, następnie por,
  • doprawiamy tabasco i imbirem mielonym, mieszamy,
  • doprawiamy solą i krótką chwilkę dusimy,
  • dodajemy kaszę i ocet ryżowy, mieszamy i po minucie wyłączamy;


A Wy zwracacie uwagę na sezonowość produktów?
Tu jest bardzo fajny kalendarz sezonowości. :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Co do pracy? #10 Sałatka z młodych ziemniaków, bobu i rzodkiewki


Nie mam z Nim zbyt wielu wspomnień.
Wydaje mi się, że widziałam Go tylko raz,
podczas pobytu u Niego, po drugiej stronie kraju. 
To dzięki tej wizycie przejechałam się trolejbusem. :)

Pamiętam, że miał duży ogród,
a w nim czerwone porzeczki.
Były też jakieś drzewka owocowe,
na które łatwo było wejść i zasiąść.
Na którąś kolację podał coś brzydkiego.
Ciepłe szare kulki, prosto z ogrodu.
Do tego masło i sól.


Mimo, że byłam wtedy dzieckiem
(ok, starszym dzieckiem)
bardzo posmakowało mi coś co nie wyglądało.
I do dziś w tej formie najbardziej lubię bób. :)
W innej, obranej i pięknie zielonej smakuje równie dobrze.

Skład: 6 niedużych młodych ziemniaków, pół paczki świeżego bobu, 3 duże rzodkiewki (6 normalnych; trafił mi się wyjątkowo okazały pęczek), pół czerwonej cebuli, olej lniany, sok z cytryny (mniej więcej z ćwiartki), sól, pieprz;
  • ziemniaki gotujemy w mundurkach, a ugotowane obieramy,
  • bób gotujemy 4-5 minut w osolonej wodzie (można dodać ziele ang. i liść laurowy), po czym przelewamy go zimną wodą,
  • cebulę kroimy w cienkie piórka, ziemniaki w połówki lub ćwiartki, rzodkiewkę w plastry,
  • bób obieramy,
  • wszystkie składniki mieszamy polewający olejem, skrapiając cytryną i doprawiamy;


   
A Wy lubicie te kulki? :)

wtorek, 10 czerwca 2014

Co do pracy? #9 owocowy miks, a także: jak zadbać o dobre samopoczucie?

Zauważyłam pewną prawidłowość.
Po dłuższym nieruszaniu się (dłuższym, czyli już po około tygodniu!) zaczynam mieć problemy.
Po pierwsze, czuję się ociężała,
Po drugie, bolą mnie plecy (odzywa się siedząca praca),
Po trzecie, mam coraz większy wzdęty brzuch,
Po czwarte, jestem znudzona i zła!
Myślę, że jestem doskonałym przykładem na to jak zbawienny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie ma ruch.
I nie mam tu na myśli aerobików, ćwiczeń siłowych, czy maratonów...
Mam na myśli podróż do pracy inną niż samochód.
Jeśli to możliwe, wybierz rower lub spacer.
Jeśli to niemożliwe to może chociaż autobus?
Z autobusu można wyjść 2 przystanki wcześniej.
Mam na myśli spacery (chociaż weekendowe!).
Mam na myśli ćwiczenia domowe (choć 2 razy w tygodniu).


Jeżdżę do pracy rowerem. W jedną stronę to około 12 minut. Tylko! A jednak jakie to zbawienne... Czasem wracam okrężną drogą.
Spaceruję sporo.
Staram się ćwiczyć 2-3 razy w tygodniu Skalpel Chodakowskiej (wyłączam fonię, wiem kiedy oddychać, a nie chcę słuchać o tym, że dam radę i że po tych ćwiczeniach zmieni się całe moje życie i jaka to będę teraz szczęśliwa! Tfu...). Jak nie mam czasu (40 min.) to włączam Trening z gwiazdami i wybieram jedną z trzech części (jakieś 18 min.) - lepsze to niż nic! Fonię wyłączam. :)
Powiem szczerze, że dotąd żadne ćwiczenia nie dały mi takich efektów jak te, więc je po prostu szczerze polecam. Są spokojne, bez biegów i skoków. Przecież nie będę się pocić! Tego nie lubię. :P
Chyba już wie czemu zawsze lubiłam basen... :P

Tylko tyle wystarczy, by nie wystąpiły działania niepożądane, wymienione na początku tejże ulotki instrukcji.

Zaraz, zaraz... By działać zgodnie z zaleceniami trzeba mieć możliwość do pełnego zginania kolan...
W takich chwilach ratuję się inaczej.


Codziennie rano, na czczo piję kubek wody z łyżeczką miodu i sokiem z cytryny. Napój przygotowuję dzień wcześniej i przykrywam, bo nie cierpię wody po nocy zakurzonej.
Po tym, jaglanka. Przepis znajdziecie tutaj u Marzeny. 
Ten poranny zestaw działa! Po tygodniu stosowania takich śniadań czuć wyraźną różnicę. Jest lżej. Mimo braku ruchu!
Jako, że ta jaglanka to całkiem spore śniadanie (dodaję jakieś owoce, albo suszone, albo świeże), to drugie śniadanie jest już zwykle mniejsze.

Owoce na trzecie śniadanie. ;) Polskie - tylko sezonowe. Tutaj fajny kalendarz sezonowości.
Wiem wiem, wiele osób o tym wie i stosuje, ale jednak jak widzę jak ktoś je pomidora zimą, albo truskawki w marcu... A potem narzekają na bóle i łykają kolejne tabletki...
Przyznaję, że dotychczas bardzo rzadko jadłam owoce. Nie lubię słodyczy (lubię tylko czasem), a owoce z nimi mi się kojarzą, a poza tym nie są konkretnym jedzeniem. Jednak nie ma co przesadzać z tym, by każdy z moich pięciu posiłków był super konkretny. :)
I znów przyznaję, owoce jako jeden z posiłków to był strzał w dziesiątkę!
Mam jeszcze taką dziwną przypadłość, że owoce zjem raczej tylko pokrojone. Nie pamiętam kiedy wgryzałam się w jabłko! Buzia cała mokra jak przy arbuzie, albo brzoskwini. Never! 

Taki owocowy miks jak ten dzisiejszy też daje radę. :)) 


Skład: 1 dojrzałe awokado, 1 banan, 10 truskawek, ewentualnie miód i / lub sok z cytryny (ja ostatecznie zostałam przy samych owocach);
  • awokado i banana obieramy, kroimy na kawałki, wrzucamy do blendera wraz z truskawkami,
  • wciskamy przycisk,
  • chwila moment i gotowe,
  • wstawiamy do lodówki;
Mam jeszcze kilka metod na lepsze samopoczucie, ale o tym innym razem. :)
A Wy jakieś macie? :)

Kto dotrwał do końca? Dla tych osób nagroda w postaci Helutki. ;)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Co do pracy? #8 Czyli co zrobić z mięsem z rosołu. Zdrowiej.

Wychodzę do pracy - szaro.
Wracam z pracy - szaro.
Przy tym wiatr, czasem deszcz.
Czapka na głowie, szalik coraz grubszy.
Rękawiczki, których nie lubię.
Wolałabym je na rower zamienić,
ale ten zostaje od kilku dni w domu.
Z Helą, która coraz więcej śpi.
Nawet Za Rzeką, gdzie Majeczka kusi wspólnymi zabawami.
Nie, nie, nie zabawami. Szaleństwem! ;)



Nie narzekam na tę pogodę.
Więcej czasu spędzam w domu,
który ocieplam jak mogę.
Zasłonami, dywanem, obrusem.
Kolejnymi lampkami i świeczkami.
A to tylko w salonie, który w końcu zaczynam lubić.

W kuchni coraz częściej rosół.
Uwielbiam.
Tylko co z tym mięsem?
 
Potrawka? Zapiekanka? Dodatek do samego rosołu?
To już było.
Choć z podsmażonej wołowinki z dodatkiem cebuli i maczanego w tym chlebie nie zrezygnuję. O nie! ;))

Skład: mięso drobiowe z rosołu - u mnie 2 skrzydełka i 2 udka, ok. 2 łyżki majonezu, coś pomidorowego - ja akurat miałam zmiksowane pieczone pomidory i paprykę z tego przepisu (klik) (może być przecier, keczup, koncentrat pomidorowy) - ilość wedle uznania (u mnie ok. 3 łyżek), sól, pieprz, szczypiorek do posypania;
  • mięso obieramy ze skóry i oddzielamy od kości,
  • miksujemy blenderem z całą resztą dodatków,
  • posypujemy szczypiorkiem; 



Bardzo lubię pasztet i ta pasta ogromnie mi przypomina taki lepiej-nie-czytać-składu drobiowo-pomidorowy. ;) To zdecydowanie zdrowsza alternatywa.

Moi mili, przypominam Wam o trwającym konkursie. Zapraszam! :)

poniedziałek, 9 września 2013

Co do pracy? #7 Sałatka z pęczakiem

Już dawno nie miałam tylu postów do opublikowania!
Fajne to uczucie, kiedy czeka tyle wersji roboczych :).
A, że wśród nich nazbierało się już kilka dań pracowych,
nieśmiało wracam do mojego cyklu "Co do pracy?".
To nawet dobry moment,
wszak skończyły się wakacje.
Choć moje, dopiero za trzy dni! :D
Zazdrościcie? :P


Lubię urlop wrześniową porą.
Nieważne gdzie,
nieważne czy gdziekolwiek.
W końcu jakie to ma znaczenie?
Znaczenie ma to, że słońce nie pali,
a w końcu cieszy.
Że powoli kolorowo się robi.
Że jest czym oddychać rano!
Że można kocem się przykryć wieczorem,
gdy przyjemny chłód nadejdzie.
Lubię urlop gdy nadchodzi jesień.
Moja ukochana :).


Pod tę zbliżającą się jesień, coś zdrowego, coś pysznego. Kasza.
Nie od dziś wiadomo, że kasze wszelakie są źródłem wielu witamin, minerałów i jakże ważnego błonnika.
Pęczak, czyli najmniej rozdrobniona kasza jęczmienna, zawiera niacynę, która poprawia wygląd skóry, obniża poziom cholesterolu we krwi. Pęczak zapobiega bólom brzucha i wzdęciom. Wskazany dla osób chorujących na serce.

Niech kasza nie kojarzy nam się tylko z krupnikiem i bitkami wołowymi! :)
A pęczak, niech nie kojarzy się (tak jak moim kolegom z pracy) z dobrą przynętą na ryby :P


Skład: szklanka (nieugotowanej) kaszy pęczak, kilka ogórków konserwowych, 2 pomidory, szczypiorek, garstka listków bazylii, sól morska, świeżo zmielony pieprz, oliwa z oliwek;
  • pęczak ugotować w 2 szkl. wody, z odrobiną soli, ew. kawałeczkiem masła,
  • kasza będzie dobra jak wchłonie całą wodę,
  • warzywa pokroić w kawałki,
  • posiekać szczypior, bazylię porwać,
  • wszystkie składniki połączyć, doprawić i dodać trochę oliwy - dla lepszego połączenia składników;
 

A Wy, którą kaszę lubicie najbardziej?

poniedziałek, 6 maja 2013

Co do pracy? #6 Hummus

Co można zrobić w ciągu pięciu wolnych dni?

Skończyć jedną książkę.
Przeczytać w połowie kolejną.
Przeczytać spokojnie.
Na przemian z artykułami z WO.
Ekstra i tych nie-Ekstra.

Można zjeść zupę szczawiową.
Z jajkiem.
I śmieciową zupę.
Bez jajka.


Można po raz enty ciasto najłatwiejsze w świecie upiec.
I kakao dodać do niego.
I wiśnie ze słoika przytarganego z piwnicy.

Można też każdego dnia wsiąść na stary rower.
Kupiony we Wro.
Rower, który nie tylko wrocławską Odrę widział.

Można bez końca rzucać Mai patyk.
Do wody rzucać i gapić się ze zdziwieniem jak ona pływa!
Przecież w tamtym roku nawet łapy nie chciała wsadzić do jeziora!

Można też w pokera pograć.
I wygrać co nieco.  

Szczaw można zebrać.
Jak i kaczeńce.
Można jeszcze...*


A po tych pięciu dniach do domu wrócić.
Rozpakować się.
Zamieszać mąkę.
Chleb wstawić.  
I pomyśleć nad śniadaniem do pracy :)

Skład: puszka ciecierzycy (240 g po odsączeniu), 5 łyżek ziaren sezamu, duży ząbek czosnku, sok z połowy średniej cytryny, oliwa z oliwek (3-4 łyżki + 2 łyżki do sezamu), sól morska, świeżo mielony pieprz; 
  • sezam wrzucamy na rozgrzaną suchą patelnię - prażymy na małym ogniu do momentu aż delikatnie zbrązowieje (trwa to kilka krótkich minut),  
  • uprażony sezam wraz z oliwą traktujemy blenderem do momentu powstania w miarę zbitej pasty,  
  • wszystkie składniki wraz z sezamową pastą wrzucamy do pojemnika blendera,
  • miksujemy aż całość się porządnie połączy i powstanie jednolita pasta;
Doskonale pasuje do grzanek z odrobiną dodatkowej soli. 
Świetnym dodatkiem są jajka, ale nie tylko one :).

*Co można jeszcze? Pytanie do Was - jak minęły Wam dni ostatnie? 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Co do pracy? #5 Sałatka z kaszą gryczaną


Wyrzuciłam wczoraj przedostatni wałek.
Przykręciłam prawie wszystkie fronty.
Wyszorowałam już pół podłogi.
Za chwilę nie będzie ani jednej białej ciapki.
A to wszystko z czerwienią na ustach,
która trzymała się dłużej niż chwilę...
O tym jednak nie dziś :P

Dziś - zmęczona cieszę się.
Akcja kuchnia powoli dobiega końca.
Zaczyna się akcja wymiana pionów.
I zacieranie dowodów zbrodni.
Zalaniowej zbrodni.
Równowaga w naturze być musi, czyż nie?
********************



Pewna koleżanka blogowianka spytała mnie ostatnio o to co jeść, by zrzucić co nieco.
Nie czuję się specem w tej kwestii, ale... napisałam owej koleżance całkiem długiego maila!
Wspomniałam o kaszy, która jest doskonałym lekiem na wzdęcia i na problemy z trawieniem.
Jakże często po obiedzie zostaje pół, albo i cały woreczek kaszy. I tak zalega w lodówce na talerzyku. A wystarczy dać kaszy szansę i zabrać do pracy. Z czym? Z tym co w lodówce! :)

Skład: woreczek ugotowanej kaszy gryczanej, 2/3 ogórka węża, garść pietruszki, małe jabłko, 2-3 łyżki oliwy z oliwek, sól, pieprz;
  • ogórka obieramy, kroimy w półplasterki,
  • natkę pietruszki siekamy,
  • jabłko obieramy, kroimy w małe kawałki,
  • wszystkie składniki mieszamy, dodajemy oliwę i przyprawy;
 


poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Co do pracy? #4 pasta z makreli, jaj, ogórka kiszonego

Niemoc twórcza.
Zmęczenie materiału.
Mimo, że kuchnia pięknieje.
Do końcowego efektu bliżej niż dalej.
Jednak odpuszczam na tydzień.

Może w końcu coś pogotuję?
Wszak niebawem pierwszy sezon "Ugotowanych" ;) 
Domowych. Prywatnych.

Może w końcu zrealizuję receptę na okulary?
Z 7 marca...
Wszak dziwnym trafem stałam się posiadaczką nowych oprawek.
Całych białych dla odmiany.
O dziwo pasują.
Będą na zmianę.

Może w końcu udam się do Castoramy?
By pół tuzina wężyków zwrócić.
Żaden się nie przypadł.
Wiedzieliście, że baterie sprzedają z wężykami?
No i n-te wałki dokupię oczywiście.

Może w końcu odpiszę na maile zaległe?
Wstyd.

Może w końcu ktoś wpadnie?
Na kawę.
Albo herbatę z jaśminem.
Co z tego, że podłoga w kuchni upstrzona plamami.
Białymi rzecz jasna.
Wszak do zlewu nowego pasują! 

A może po prostu się tak spieszyć nie będę?
Chociaż po pracy.



A dziś kolejna pasta. 
Nigdy mi się nie znudzą.
Zwłaszcza makrela.

I jednak są.
Te kilka zdań.
A już się bałam, że będzie sam przepis.

Skład: 1 nieduża makrela wędzona, maks. 100 g żółtego sera, 2 jaja ugotowane na twardo, 3 małe ogórki kiszone, pieprz, ewentualnie 1-2 łyżki oliwy z oliwek jeśli ryba jest zbyt sucha, ewentualnie sól;
  • oczyszczoną z ości rybę przerzucamy do blendera,
  • dodajemy 2 jaja i starty żółty ser,
  • doprawiamy pieprzem (oliwą, solą),
  • miksujemy na gładką masą,
  • na koniec dodajemy starte ogórki, mieszamy :).
 
Kanapki z pastą zabrałam na niedawną wycieczkę. Do Ikei ;). Współtowarzyszom wyprawy smakowała.

poniedziałek, 18 marca 2013

Co do pracy? #3 Twaróg z olejem lnianym, papryką i prażonym słonecznikiem


Dziś - myślę zdrowa propozycja.
Trochę nabiału.
Trochę błonnika.
Trochę warzyw.
I olej lniany.
Jednym z ulubionych obiadów Za Rzeką są pyry z gzikiem.
Uwielbiamy to postne danie.
Zwykle kończy się obżarstwem...
Ajwonka zawsze do twarogu dolewała sobie olej lniany.
Ja miałam długie zęby. W końcu to się zmieniło i od kilku lat nie wyobrażam sobie inaczej.
I bardzo dobrze, bo wiecie jakie olej ów ma właściwości? Przeczytacie o tym pod przepisem :).

Skład: 250 - 275 g twarogu (ja najczęściej kupuję półtłusty), pół czerwonej papryki, duża garść słonecznika łuskanego, ok. 100 g śmietany (u mnie 12%, oczywiście można zastąpić jogurtem), 2-3 łyżki oleju lnianego, sól morska, świeżo zmielony pieprz;
  • słonecznik prażymy na suchej patelni,
  • twaróg przerzucamy do blendera, dodajemy śmietanę, olej, sól, pieprz - miksujemy,
  • paprykę kroimy w kostkę,
  • słonecznik i paprykę wrzucamy do sera - całość mieszamy;

Właściwości*: 
- wspomaga metabolizm, 
- ma dobroczynny wpływ na działanie układu nerwowego, 
- obniża poziom tak zwanego „złego cholesterolu”, 
- zapobiega chorobom nowotworowym, 
- obniża ryzyko zachorowania na choroby układu krążeniowego, 
- pomaga skutecznie redukować tkankę tłuszczową i utrzymywać właściwą równowagę hormonalną, 
- może doskonale zapobiegać występowaniu reakcji alergicznych.
- można go wykorzystać do leczenia trądziku różowatego, do poprawy kondycji włosów oraz paznokci.

Olej najlepiej nadaje się właśnie do twarogu oraz do sałatek.
Największe właściwości ma po zmiksowaniu - np. z twarożkiem :).
Do jego smaku niektórzy muszą się przyzwyczaić, jest dosyć specyficzny, ale ja już nie wyobrażam sobie białego sera bez tego dodatku :).

A Wy znacie ten olej? Używacie?
Mój dziadek w oleju lnianym maczał chleb :)

P.S. Post czwartkowy się robi ;)

* informacje ze strony http://olejlniany.org/

poniedziałek, 4 marca 2013

Co do pracy?#2 sałatka niezwykle wiosenna

Pozostając odrobinkę w klimacie poprzedniego 'dwójkowego' posta, dziś dwa słowa o dwóch dodatkach.
O soli.
O oliwie z oliwek.
Jakiej soli używacie?

Ja od jakiegoś już czasu tylko morskiej. Podobno jest zdrowsza. Lecz nie w tym rzecz, ta sól po prostu mi smakuje ;). Nie solę dużo. Wyjątek stanowi jajecznica i twarożek. 
A dosypując tę sól do oliwy dobrej jakości i maczając w tym chleb... Uwielbiam.
Oliwę kiedyś kupowałam pierwszą z brzegu, tańszą. Latem dostałam kilka litrów Monini prosto z Włoch. Od tego czasu wiem co znaczy dobra oliwa (według mnie). Jeśli tylko możecie kupić taką to to po prostu zróbcie! :) Myślę, że nie warto kupować byle jakiej. To nie ten smak. To smak po prostu niesmaczny! I dodatkowo szkoda kasy.
Dzisiejsza sałatka oliwy zawiera sporo - teraz wiecie dlaczego ;).



Skład: 5-6 średnich ziemniaków, 4 jaja, jedna mała cebula czerwona, puszka tuńczyka w sosie własnym, kilka sztuk suszonych pomidorów, duża garść rukoli, jeszcze większa garść ulubionej sałaty, mała papryczka pepperoni, oliwa z oliwek, sól morska, świeżo zmielony pieprz, kilka ziarenek ziela angielskiego i pieprzu, dwa liście laurowe;
  • ziemniaki obieramy, gotujemy w osolonej wodzie z kulkami i listkami lautowymi,
  • jaja gotujemy na twardo,
  • ugotowane ziemniaki kroimy na kilka części,
  • cebulę kroimy w piórka, wrzucamy do ziemniaków,
  • tuńczyka odsączamy i dodajemy do reszty,
  • całość polewamy dość obficie oliwą, doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy,
  • posypujemy sałatą i rukolą,
  • ugotowane jaja kroimy w ćwiartki, układamy na wierzchu,
  • pomidory kroimy w paski i układamy na jajach,
  • całość możemy jeszcze doprawić solą i pieprzem i polać oliwą;


Początkowo sałatka miała być według pomysłu Magdy. W zasadzie jest, ale nie do końca ;)).
Oczywiście z powyższych proporcji to śniadanie pracowe, może być na więcej niż raz ;)

poniedziałek, 18 lutego 2013

Co do pracy? #1 pasta orzechowo - pietruszkowa

Zgodnie z obietnicą rozpoczynam dziś na dobre cykl z drugim śniadaniem do pracy, szkoły lub po prostu na wynos. Mam już przygotowanych kilka postów i złapałam się na tym, że myślę głównie o cyklu owym! A gdzie inne wpisy, inne pomysły? No gdzie?! Ech ;)

Zapewne wielu z Was zauważyło już moje upodobanie do past kanapkowych.
Takie pasty są dla mnie idealnym kanapkowym urozmaiceniem. Za kanapkami przepadam. Tak jak za dobrym chlebem.
Przepadam też za wszelkimi smarowidłami. Tylko niestety skład tych sklepowych często rozkłada mnie na łopatki.
A i smak też często pozostawia wiele do życzenia.
Domowe smarowidła to i smak pożądany mają i składniki mają początkowe ;).
Tak je sobie nazywam. Czyli nieprzetworzone. Z ciekawości przyjrzałam się ostatnio serkom do smarowania. Bardzo je lubię i co tu dużo mówić, są 'wygodne' w użytkowaniu. Wiecie jakie serki mają idealny, wręcz domowy skład? Tartare (nie jest to żadna kryptoreklama!), a dodatkowym plusem jest fakt, iż sporządza go polska mleczarnia :).


Dzisiejsza pasta jest w ścisłej czołówce mojego pastowego rankingu.
Myślę, że zawsze i od zawsze na pierwszym miejscu będzie jajeczna:P. Wiadomo.
Zaś ta i krabowa są zaraz za nią.
To są takie pasty, do których się wraca często, które schodzą na imprezkach niczym smalczyk ;)
Tę, na specjalne życzenie Lee zrobiłam też na sobotnią imprezę - tak więc nie tylko jest doskonałym dodatkiem do pracowego śniadania :).


Skład na pastę: duży pęczek natki pietruszki, duży ząbek czosnku, 65 g orzechów włoskich, 250 g ricotty, 4 łyżki oliwy z oliwek, skórka z jednej cytryny starta na tarce;
Dodatkowo: pieczarki, sól, pieprz, parmezan
  • wszystkie składniki wrzucamy do blendera i miksujemy na gładką masę,
  • pieczarki kroimy w plasterki, obsmażamy na złoto na rozgrzanej oliwie, pod koniec smażenia doprawiamy solą i pieprzem,
  • kromki chleba opiekamy w tosterze lub na suchej patelni,
  • pastą smarujemy ciepłe kromki, obkładamy pieczarkami, posypujemy parmezanem;
Pasta najlepiej smakuje w powyższym wydaniu, ale to nie znaczy, że nie można jej zapakować do pojemniczka i zjeść ze świeżą bułeczką. Pomijając parmezan i pieczarki :).


Następny przepis z cyklu za dwa tygodnie. A jeszcze w tym zapraszam Was na akcję 'sukienka'!

*Źródło przepisu

poniedziałek, 4 lutego 2013

Co do pracy?

Od dawna chodził mi po głowie ten pomysł.
Pomysł na (dosyć) regularną serię propozycji na pracowe (szkolne) śniadanie.
Nigdy do pracy nie biorę gotowych kanapek. 
Cały okres liceum i studiów takie miałam śniadanie. Całe te 9 lat dojeżdżałam codziennie pociągiem Zza Rzeki. Często wracałam późno, a wstawałam wcześnie (wcześniej niż o 6 :P) i najzwyczajniej w świecie nie miałam głowy i nie chciało mi się kombinować z jedzeniem, które ze sobą zabierałam.
Prawdą jest też, że jeszcze kilka lat temu wszyscy nosili kanapki lub kupowali drożdżówki, pączki, princessy, grześki itd. :). 
Nigdy nie mogłam zrozumieć osób, które gdy dopadał je głód kupowały te słodkości i nie miały kanapki! 
Kanapka w takim momencie była wręcz idealna! Była zbawieniem.  
Ja bardzo je lubię, przede wszystkim na świeżo. Dobrze, że mam warunki, by takowe w pracy przyrządzić. 
Poza tym, nie rozumiem jeszcze niedawnej mody na niejedzenie chleba. Ja chleb uwielbiam. Chleb ociepla mnie od wewnątrz :). Chleb przecież jadali nasi przodkowie, zwłaszcza w naszym klimacie, więc myślę, że nam służy.
Dlatego nie raz przeczytacie tu o chlebie i dodatkach do niego.

W najbliższym pracowym poście pokażę Wam doskonałą pastę kanapkową.
Jak się za bardzo nie rozgadam to przytoczę Wam krótką historyjkę z liceum. Kanapkową oczywiście.

Nie martwcie się - śniadania będą tu różnorakie :).
Jeśli Wam znudziło się Wasze drugie śniadanie i szukacie czegoś innego - zapraszam :)

Posty śniadaniowo - pracowe będę publikować w co drugi poniedziałek. Otrzymają też nowy znacznik - nazwany wiadomo jak :). Tagiem tym oznaczę też stare posty, które według mnie idealnie nadadzą się na drugie śniadanie.
Przy okazji tej akcji może poznam Wasze preferencje i pomysły :).

******************************************************
Nie mogłam pominąć pewnej niespodzianki, która mnie spotkała.
Otóż powiem Wam jedno. Nieważne co sobie dotychczasz o tym myśleliście.
Nieważne jak bardzo milczeliście. Jak mało gadaliście.
Wiecie co się opłaca? Opłaca się gadać! Ot co!
Za moje gadulstwo dostałam prezent! Wpadlibyście na to, że to może się opłacić?!
Anka Wrocławianka przy okazji rocznicy swego bloga wyróżniła kilka osób, które najwięcej razy udzieliły się pod jej postami.
Alucha okazała się gadułą nr 1 i w nagrodę dostałam list. I herbatę. I psa!
Moi mili, oto Roman!

 początkowo miał mnie w poważaniu - delikatnie mówiąc;
a może strzelił focha?

potem spojrzał groźnie,
by w końcu...

ujrzeć w drzwiach szafy,
że nie jest tu sam!

Anko, fenks end aj lavju :P

******************************************************

Aha! Wyłączyłam moderację komentarzy. Zobaczymy czy się sprawdzi. A czemu w ogóle ona tu jest (była?) przeczytacie w zakładce "o nie-ładzie".

A wiecie, że najbliższy czwartek będzie tym tłustym? Koniecznie zajrzyjcie do mnie, bo nie będzie tu faworków ani innych pączków... :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...