środa, 11 marca 2015

Chleb pszenno-żytni z prażoną mąką i pasztet z wątróbki


Dwa lata temu, mniej więcej o tej porze roku, malowałam kuchenne szafki,
by moja kuchnia nabrała uroku.
I tak, między jednym wałkiem a drugim, wybiegłam z domu na pobliski parking.
Wypatrywałam konkretnego samochodu,
choć nigdy wcześniej nie widziałam go na oczy.
Za to na oczy widziałam kierowcę ;)
Kierowcą była Marzenka, która wiozła mi zakwas
na mój pierwszy chleb na zakwasie.

Pamiętam, że byłam przejęta i zestresowana.
Do tego ten kuchenny burdel...
Ciasto wyrastało mi 20 godzin!
I nadal bochenki były niskie...
W panice dzwoniłam do Marzeny. ;)
Upiekłam.
Był to raczej zakalec, ale!
Ale była najsmaczniejszym zakalcem na świecie.
Ale się nie zraziłam.
I to jest dla mnie najważniejsze. :)



Od tamtego czasu rozdałam chyba już kilkadziesiąt zakwasów!
Większość osób chleby piecze do dziś.
Niektóre z nich miały ciężkie początki,
ale nie zniechęciły się.
Chciałabym, aby każdy kto dostanie zakwas wciągnął się w magię pieczenia domowego chleba.
Tak jak ja się wciągnęłam.

Dzięki temu, a może i przez to :P
w niedzielne popołudnie musieliśmy szybciej wrócić do domu,
szybciej wyjść od Jego rodziców,
bo Ala musi upiec chleb w marcowej piekarni ;), którą tradycyjnie nadzoruje Amber.
A przepis na ten chleb zaproponowała Jola.



Skład na zaczyn: 83 g zakwasu żytniego dokarmionego 10-12 godzin wcześniej (u mnie mieszany), 165 g mąki żytniej razowej (u mnie typ 2000), 225 g wody;
  • Składniki mieszamy i pozostawiamy przykryte na 14-16 godzin w temperaturze pokojowej;
Skład na zasmażkę: 120 g mąki żytniej (u mnie typ 2000), 300 g wody;
  • Na rozgrzaną suchą patelnie wsypujemy mąkę i prażymy, cały czas mieszając do uzyskania lekko brązowego koloru (mąka nie może się przypalać!),
  • przesypujemy na miseczkę i dolewamy stopniowo zimną wodę, energicznie mieszając łyżką lub trzepaczką,
  • kolor zasmażki brązowy, konsystencja papki,
  • przykrywamy i pozostawiamy na zbliżony czas do zaczynu (14-16 godzin);
Po tym czasie do ładnie przefermentowanego zaczynu dodajemy zasmażkę, mieszamy do dobrego połączenia składników, po czym dodajemy:
330 g mąki pszennej typ 650, 375 g wody wymieszanej z 2 łyżkami soli
  • całość dokładnie mieszamy i pozostawiamy na 2,5-3 godziny w dużej torbie foliowej zawiązanej u góry (ja miskę z ciastem włożyłam do foliówki) - zapobiega to wysychaniu ciasta i tworzy się stabilna temperatura,


Po tym czasie do ładnie przefermentowanego ciasta dodajemy:
600 g mąki pszennej typ 650
  • dosypujemy stopniowo mąkę i wyrabiamy ręką aż ciasto będzie odchodzić od miski i ręki,
  • pozostawiamy na 20 minut, aby ciasto odpoczęło,
  • przekładamy do dwóch keksówek o wymiarach 30x7 cm (moje to 12x26) wysmarowanych tłuszczem i wysypanych otrębami (u mnie buka tarta),
  • wierzch wyrównujemy, pozostawiamy do wyrośnięcia (włożyłam do piekarnika, przykryłam folią i chleb wyrastał 2 godziny),
  • chleb pieczemy przez 10 minut w 250 stopniach, kolejne 10 minut w 230 stopniach i kolejne 25 minut w 210 stopniach,
  • chleb studzimy na kratce;

Chleb wyrósł mi ogromny! Podczas pieczenie jeszcze wystrzelił do góry ponad foremki. Moje foremki były większe niż te w przepisie, więc nie wiem jak się mieście tyle chleba w mniejszych foremkach. ;)) Chleb bardzo nam zasmakował. Jest sycący, mięsisty w środku. Przypomina mi mój chleb codzienny, ale jest zdecydowanie bardziej pszenny.
Jeden bochenek posypałam prażonym słonecznikiem.


Chleb ten zajadaliśmy z najprostszym pasztetem z wątróbki wg przepisu Magdy:

Skład: 500 g wątróbki drobiowej, 2 średnie cebule, 2 jaja ugotowane na twardo, sól, pieprz, 2 liście laurowe, masło klarowane;
  • cebulę obieramy, kroimy w kostkę i szklimy na rozgrzanej łyżce masła klarowanego,
  • wątróbkę oczyszczamy, kroimy w mniejsze kawałki i dodajemy do cebuli wraz z liściem laurowym,
  • pod koniec smażenia doprawiamy pieprzem i solą,
  • całość przekładamy do miski, dodajemy jaja i blendujemy na gładką masę,
  • przekładamy do kokilek,
  • w garnuszku topimy minimum 3 łyżki masła klarowanego i polewamy nim pasztet,
  • odstawiamy do lodówki, by masło zastygło.
Pasztet ten jest stałym elementem naszego menu. :) Świetnie smakuje z natką pietruszki.

Przy okazji, wszystkich piekarzy i piekarki zapraszam do zabawy / konkursu :)


poniedziałek, 9 marca 2015

Akcja Wiosenna Opowieść

Sobotni poranek.
Popijam resztki śniadaniowej herbaty.
Jest mi dobrze, bo najadłam się jaj ze szczypiorkiem.
Za oknem błękitne niebo i słońce.
Zaglądam na bloga GosiAnki, a tam zdjęcie Ninki z Akcji Szafa.
Dopijam herbatę, idę do kuchni, kończę robić fasolkę po bretońsku.
Do tego reszta zupy zielonkowej.
To będzie dobry obiad.
Przed nam (chyba) długi dzień.
Trzeba kupić kilka rzeczy do mieszkania.
Planuję zakup butów do "latania"
i ogarnia mnie nerw, bo znów będę musiała odwiedzić szanowną sąsiadkę.
Maluję rzęsy.
I wtedy nachodzi mnie myśl.



banerek do udostępniania :)


WIOSNA!
Nie mam czasu, ale to nie znaczy, że Wy go nie macie. :P
Rok temu była Akcja Szafa (podsumowanie klik),
dwa lata temu Akcja Sukienka (podsumowanie klik).
W tym roku zapraszam Was na Akcję Wiosenna Opowieść.
Forma dowolna (zdjęcie, tekst, wiersz, coś z przymrużeniem oka).
Opowieść ma być związana z wiosną,
z Waszymi skojarzeniami z tą porą roku,
może z pierwszą myślą gdy czujecie zapach wiosennego powietrza?

Na Wasze zgłoszenia czekam do 31 marca do godziny 24 (wszystko kierujcie na aluucha@gmail.com).
Jako, że wtedy planuję kilka dni urlopu to zaraz po powrocie opublikuję wszystkie zgłoszenia i tak sobie myślę, że może coś bym nagrodziła? ;) Dawno konkursu tu nie było...
A może nagroda publiczności? Co Wy na to?
Kochani! Liczę na Was!



Piszę tego posta popijając kawę z przyprawami,
wąchając świeże powietrze płynące przez uchylone kuchenne okno.
I dostając bukiet tulipanów od Niego. :)
Czyż to nie potwierdzenie na to, że TĘ Akcję trzeba przeprowadzić?!

wtorek, 24 lutego 2015

Cytrynowy makaron z jarmużem, czyli makaron na zimę / o sąsiadce

W niedzielę miałam (nie)przyjemność odwiedzić moją sąsiadkę.
To wyjątkowo męcząca sąsiadka.
Dobrze jednak, że nie odczuwam jej paskudnego charakteru w domowym zaciszu.



Musiałam do niej wpaść dosłownie na chwilę.
Czasem do niej zajdę, jednak staram się tego nie robić w weekend.
Tym razem mnie "wezwała".
Po raz kolejny przeżyłam szok.
Jak wiele osób lubi ją odwiedzać,
wręcz ubóstwiają ją.
Spędzają u niej cały dzień,
oglądają każdy jej kąt,
całymi rodzinami jedzą chemiczny obiad,
po którym ciągną małe dzieci na rurkę z kremem,
albo lody,
do tego zimny chemiczny napój,
a sami popijają ciepłą kawkę.
Przecież jest zima, trzeba coś ciepłego.
Dzieci nie muszą...

Przemykam chyłkiem, 
krokiem bardzo szybkim,
by jak najszybciej zakończyć wizytę.
Męczy mnie tłum, hałas i takie rodzinne weekendy.
Męczą i trochę smucą,
ale z drugiej strony, to nie mój problem!



My zjedliśmy pyszny zimowy makaron,
w domowym zaciszu,
nie u sąsiadki, której imię mogłoby brzmieć dostojnie.
Galeria.
Nazwisko jednak zdradza wszystko.
Handlowa.

*************

Dzisiejszy obiad otwiera kolejny rok, w którym wraz z MAKowymi dziewczynami ugotujemy dania na każdą porę roku. W ubiegłym, królowały pierogi. W tym, makarony!
Zapraszam do Magdy, Małgosi, Marzeny i Kamili.



Skład: 250 g makaronu (szerokie wstążki), jedna polędwiczka wieprzowa, 400 g jarmużu, 100 g mascarpone, sok z połowy cytryny, łyżka ciemnego sosu sojowego, łyżka masła klarowanego, 2 łyżki oleju rzepakowego, biały pieprz, sól, szczypta płatków chilli, skórka z cytryny;
  • umytą i osuszoną polędwiczkę nacieramy pieprzem i sosem sojowym, odstawiamy na godzinę do lodówki,
  • jarmuż myjemy, osuszamy, odkrawamy twarde końcówki, resztę kroimy i wrzucamy do blendera,
  • do jarmużu dodajemy sok z cytryny, olej rzepakowy i blendujemy,
  • piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni,
  • na patelni rozgrzewamy masło, na którym smażymy mięso, po dwie minuty z każdej strony,
  • mięso przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika na około 15 minut,
  • jarmuż przerzucamy na patelnię, na której smażyło się mięso, doprawiamy chilli, białym pieprzem, solą i kilka minut dusimy,
  • w między czasie wstawiamy wodę na makaron,
  • do jarmużu dodajemy mascarpone, dokładnie mieszamy i zostawiamy na małym ogniu,
  • ugotowany makaron odcedzamy, zostawiając 3 łyżki wody z gotowania, którą dodajemy do jarmużu wraz z makaronem, całość dokładnie mieszamy,
  • upieczone mięso kroimy w plastry, które układamy na jarmużowym makaronie,
  • na wierzch ścieramy skórkę z cytryny;




piątek, 13 lutego 2015

Tłusty czwartek zabiegany i zapomniany

Tym razem zapomniałam, że on już tradycyjnie wpisał się w mój blog.
Gdy sobie o tym przypomniałam, było za późno.
Za późno, by stworzyć przekorne danie,
które sprostałoby wymaganiom tego szczególnego dnia.
Niekończący się remont,
niekończące się zakupy.


Do tego luty - kulminacja urodzin i imienin najbliższych.
I...
zupełnie nowe, niezwykle zaskakujące wyzwanie zawodowe przede mną.
Spora zmiana, której się nie spodziewałam i nie planowałam.
Życie jest naprawdę zaskakujące i ciągle ma dla nas niespodzianki. :)
Zatem trzymajcie kciuki,
bo przede mną sporo nauki i egzaminów. :)


Zdjęcia wspominają moje tłuste czwartki na tym blogu.
Kliknięcie w zdjęcie przekieruje Was do tamtych przepisów i postów. :)


Tegoroczny tłusty czwartek spędziłam w stolicy, nie mając okazji na zjedzenie pączka!
Była za to smaczna rybka ;)

wtorek, 10 lutego 2015

Chleb orkiszowy ubijany - dobre zwieńczenie dobrego weekendu :)


Sobotni poranek i milion myśli w głowie.
Do zrobienia
ciasto urodzinowe dla Niego,
makaron zimowy w ramach MAKowej akcji,
chleb w ramach lutowej piekarni.
Do tego pomalowanie kilku ścian,
posprzątanie mieszkania
i dopilnowanie, by wszyscy dotarli na wieczorne kręgle
i by każdy te kręgle utrzymał w tajemnicy przed Nim.
Dzień pełen pracy,
wieczór pełen emocji i radości.
Widzieć, że druga osoba jest szczęśliwa i zszokowana* niespodzianką
- bezcenne!
To chyba większa radość niż samemu niespodzianek doświadczać. :)
Za to niedziela była przyjemnie leniwa,
z długim porankiem w towarzystwie tego pięknego i pysznego chleba orkiszowego.


Chleb do lutowej piekarni wybrała Ania z bloga Nie tylko na słodko.
A nad całą piekarnią tradycyjnie czuwa Amber.

Skład: 840 g mąki orkiszowej (u mnie pół na pół mąka orkiszowa 2000 i 720), 160 g razowej mąki orkiszowej (u mnie pszenna typ 750), 10 g świeżych drożdży, 20 g soli, około 800 g wody;

Wieczorem:
  • mąki mieszamy w misce, dodajemy i rozcieramy drożdże, dodajemy sól i wodę,
  • ciasto ubijamy na wysokich obrotach miksera, najlepiej końcówką do ubijania piany (można również hakiem), do momentu aż ciasto zacznie odchodzić od ścianek (u mnie nie zaczęło, ale może byłam za mało cierpliwa),
  • miskę przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy do lodówki na noc;
Następnego dnia:
  • ciasto wyjmujemy z lodówki i zostawiamy na blacie na 2-3 godziny, by się ogrzało,
  • ciasto delikatnie wyjmujemy na omączony blat i obsypujemy je mąką,
  • dzielimy ciasto na cztery równe prostokąty,
  • ostrożnie, żeby nie naruszyć struktury ciasta, skręcamy ze sobą po dwa paski na kształt warkocza; w ten sposób powstaną dwa bochenki,
  • chleby przekładamy na blaszki lub tace wyłożone papierem do pieczenia, przykrywamy ściereczką, pozostawiamy do wyrośnięcia - mają prawie podwoić objętość,
  • piekarnik nagrzewamy wraz z blachą do pieczenia (w oryginalnym przepisie wraz z kamieniem) do 250 stopni,
  • piekarnik obficie spryskujemy wodą,
  • zsuwamy bochenek wraz z papierem na gorącą blachę, spryskujemy piekarnik, a po minucie powtarzamy tę czynność,
  • w sumie po 5 minutach zmniejszamy temperaturę do 210 stopni i pieczemy jeszcze przez 20-30 minut,
  • chleby studzimy na kratce.


Moje uwagi:
Ciasto po nocy, po wyjęciu z miski było wilgotne i bardzo rozciągliwe. Podsypałam sporo mąki, by nie kleiło się do rąk. Skręcanie warkoczy nie było trudne, jednak ciasto bardzo się wyciągało i stawało się coraz dłuższe. ;) Tym sposobem powstały mi dwa nieduże bochenki (rozcięłam jeden dłuuuugi), które zmieściły się na jednej blasze piekarnikowej, oraz kolejne dwa bochenki, które utworzyły literę Z. :D Tak się ciasto wydłużało, tak zaczęłam nim skręcać, że literka Z gotowa. ;)


Poza tym ciasto pięknie mi rosło, i w nocy, i na blaszkach i w piecu.
Chleb jest przepyszny! Bardzo go wszystkim polecam. :)
To jeszcze trochę chleba Zet ;)




* jeśli facet kilka razy z rzędu ma 0 punktów w kręgle to wiedz, że coś się dzieje :D

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...