Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MMMAK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MMMAK. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 listopada 2017

Jarski obiad na jesień - Grzybowe gofry z grzybowym sosem ;)



Wstaję rano,
wstawiam wodę w czajniku,
idę do łazienki.
Nalewam wrzątek do kubka,
rozkładam matę i ćwiczę.
Tak,
już to kiedyś pisałam,
może nawet nie raz.
Piszę znów,
by pokazać, że różne zmiany
nie muszą generować kolejnych.
Moje rytuały są dla mnie cenne,
niektóre, a może większość z nich
dają mi poczucie bezpieczeństwa, stabilności
i posiadania czegoś swojego.

Ćwiczę więc z ogromną wdzięcznością,
bo czuję co dobrego dzieje się w ciele.
Kręgosłup się rozciąga w każdą stronę,
potem lewy bok i prawy.
Coś czasem strzeli, strzyknie,
czasem się zachwieję,
pozamykam oczy, bo bywa, że jeszcze jestem jakby w nocy.
Czasem ćwiczę przy włączonym radiu,
a czasem potrzebuję ciszy,
by pomyśleć.

Po takich 10 minutach 
miękko wchodzę w dzień.




Nie rezygnujmy z tego co nam sprzyja
tylko dlatego, że może usłyszycie, że nie powinniście czegoś robić,
że może nie wypada albo lepiej nie, bo nie. ;)
Warto słuchać siebie, swojej intuicji,
o której często zapominamy w dzisiejszych czasach.
Powodzenia w pielęgnowaniu swoich nawyków! :*


****************

Poza ćwiczeniami oczywiście gotuję i w jesiennej odsłonie "Jarskich obiadów" postawiłam na grzyby. Tegoroczny sezon był w nie szalenie bogaty! Tak bardzo, że zapasów na zimę (i pewnie nie tylko) jest sporo. W postaci suszonej i mrożonej. Mam nadzieję, że i Wy macie takie skarby u siebie i skorzystacie z mojej propozycji. :)
Ciekawa jestem na co tej jesieni postawiły dziewczyny. :)



Sos grzybowy: grzyby leśne* (ja miałam podgrzybki, maślaki, kurki), cebule, śmietana, natka pietruszki, pieprz, sól, olej do smażenia; ilości składników dostosowane do ilości grzybów, jednak nie żałować cebuli;

  • pokrojoną w kostkę cebulę podsmażamy na rozgrzanym oleju,
  • gdy cebula się zeszkli dodajemy pokrojone na kawałki grzyby,
  • smażymy aż woda odparuje,
  • dodajemy śmietanę i natkę pietruszki; doprawiamy;

* w sezonie grzybowym podsmażam grzyby z cebulką, pakuję do woreczków i mrożę - mam gotową mieszankę na sos np. późnym listopadem ;)

Gofry*: 1 szklanka mąki pszennej, 1/2 szklanki mąki owsianej, 3-5 łyżek proszku z suszonych grzybów (suszone grzyby zmielić w blenderze), 1 łyżka proszku do pieczenia, sól, 75 g startego żółtego sera, szklanka mleka, 1 pomidor drobno posiekany (można dać pomidorki koktajlowe), 1/3 szklanki oliwy, 2 jaja;

  • wszystkie składniki mieszamy i ciasto gotowe,
  • rozgrzewamy gofrownicę i nakładamy 2-3 łyżki ciasta (w zależności jak dużą gofrownicę macie),
  • smażymy na złoto,
  • gotowe gofry odkładamy na chwilę na kratkę, aby nabrały chrupkości.
* bazowałam na przepisie z bloga Co dziś zjem na śniadanie.


czwartek, 24 sierpnia 2017

Jarski obiad na lato - pieczone pomidory z kalafiorem i soczewicą / O podróży...


Tęsknię za podróżą.
Zachłannie oglądam zdjęcia wyjazdowe na IG.
Nie zazdroszczę,
tylko chcę być tam, tam i tam.
Pan Wu. z racji swojej pracy nie może wziąć długiego urlopu latem
i śmieje się do mnie
"przecież była Teneryfa w styczniu,
w tym roku urlop zaliczony".
Później tez było kilka krótszych wyjazdów,
ale ja tęsknię za podróżą...
Śmiało mogę stwierdzić,
że im więcej jeździmy, zwiedzamy,
tym bardziej tego chcę.
Tym chcę nie rzadziej,
lecz właśnie częściej!

Mimo, że cudnie czuję się w naszym domu...
To tęsknię za przygodą,
nie czymś ekstremalnym,
ale jest we mnie ogromna chęć poznawania
i kolejnego mierzenia się z jakimiś swoimi blokadami.
W podróży ogarnia mnie błogość,
ogromna radość
i takie uczucie wzruszenia nad pięknem, które wokół.
Zawsze znajdzie się coś co zachwyci mnie do łez.
Raz będzie to widok maków na łące,
raz widok gór na horyzoncie,
a kiedy indziej bezkres morza czy oceanu.


Jak więc nie jeździć?
Nie poznawać?
Może wyszarpiemy kilka dni wolnego we wrześniu,
pojedziemy gdzieś w Polskę.
I będzie pięknie,
i na pewno jak zwykle wrócę z radością do domu,
by za chwilę znów zacząć tęsknić i marzyć. :)
I czekać na spełnienie tych marzeń. :)))

A dzisiejszym daniem przenoszę się na Kretę,
gdzie jedliśmy na śniadanie plastry pieczonych pomidorów.
Doprawiłam je smakami Azji, którą na razie poznaję w ten sposób,
na odległość.

Ciekawa jestem czy w letniej odsłonie dań dla jaroszy,
moje koleżanki też przeniosły się w inne rejony świata?
Magda, Marzena, Małgosia, Kamila - idę do Was. :)


Skład: 11 większych pomidorów, 150g czarnej soczewicy, 1 kalafior (do farszu zużyłam około połowę dużego), 1 duża cebula, 3 ząbki czosnku, mała garść natki pietruszki, olej rzepakowy tłoczony na zimno* (naprawdę to inny smak, bardziej orzechowy, złocisty), 2 łyżeczki garam masali, pieprz i sól;

Dodatkowo: główka sałaty lodowej, miąższ z pomidorów, sok z 1/2 cytryny, 4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno*, 2 łyżeczki mieszanki przypraw - zioła tajskie;
  • soczewicę płuczemy na sicie i gotujemy trochę krócej niż wskazują na opakowaniu (gotowałam 20 min.),
  • kalafiora myjemy, dzielimy na małe różyczki i gotujemy w osolonej wodzie ok. 6 minut (tak by był al dente) - ja ugotowałam całego kalafiora i później dobrałam odpowiednią ilość do farszu,
  • cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oleju z łyżeczką garam masali,
  • od pomidorów odkrajamy główki (nie wyrzucamy), wydrążamy środek, który przyda nam się do sałatki,
  • pomidory pieprzymy i solimy,
  • w misce łączymy soczewicę, drobno posiekanego kalafiora, cebulę, starte ząbki czosnku, natkę pietruszki,
  • dodajemy 3 łyżki oleju, łyżeczkę garam masali, doprawiamy solą, pieprzem do smaku,
  • pomidory faszerujemy i układamy w naczyniu żaroodpornym (natłuścić je olejem), obok układamy główki,
  • pieczemy 40 min. bez przykrycia w 190 stopniach;
Sałatka:
  • sałatę myjemy, suszymy i rwiemy na małe kawałki,
  • dodajemy miąższ z pomidorów (sok niekoniecznie, ten warto odlać do słoika i wykorzystać np. do zupy) i resztę składników,
  • w ziołach tajskich, które mam w składzie jest: czosnek, kolendra, liście kolendry, chilli, trawa cytrynowa, imbir, kozieradka, kurkuma, kumin.
* oczywiście można użyć zwykłego oleju rzepakowego (i do pomidorów i do sałatki).


Jeśli szukacie pomysłów na bezmięsny obiad, zapraszam Was do moich koleżanek. :)

środa, 14 czerwca 2017

Wiosenny bezmięsny obiad, czyli placuszki warzywno-ziołowe z miętowym sosem



Wstaję gdy mała wskazówka na zegarku jest jeszcze na 5.
Robię wszystko to, co rano jest mi niezbędne.
Codziennie to samo.
Niby nuda, rutyna,
ale to takie potrzebne jest.
Gdy zatęsknię za zmianą jedziemy w podróż,
z której wracam z radością do mej niby-nudy.

Jak już zakończę poranne rytuały i mam nadmiar czasu,
w drodze do pracy zajeżdżam na targ.
Teraz kupuję głównie szparagi, truskawki, kalarepę i zieleninę.
Dużo nie mogę, bo przecież jadę rowerem.
A gdy skończę pracę, targ już dawno zamknięty, pusty, cichy, smutny taki.
Rankiem ma niesamowity klimat,
jest gwarno, kolorowo, pachnąco.
W soboty kupuję kwiaty od starszych osób,
które przycupną gdzieś z boku.
Te kwiaty to z ogrodu prosto,
piękne,
przewiązane sznurkiem albo tasiemką.



Niby mam pod domem całkiem nieźle zaopatrzony warzywniak
i czasem tam chodzę,
ale to taki warzywniak dla biznesu, bez serca, bez wiedzy.
Gdy mogę to wiozę tę kalarepę rankiem do pracy,
a potem prosto do domu.
I zetrę z innymi warzywami i zielskiem na wiosenne placki.
A przy smażeniu pomyślę jaki bezmięsny obiad zrobiły tej wiosny moje koleżanki.
Małgosia, Marzena, Magda i Kamila, czyli MMMAK. :)


Skład: 3 marchewki, 1 cukinia, 1 duża kalarepa, garść natki pietruszki, garść mięty, garść bazylii, 3-4 duże ząbki czosnku, 6 łyżek mąki orkiszowej, 3 jaja, pieprz, sól, olej do smażenia;
Sos: duży jogurt naturalny, garść mięty, sok z połowy limonki, pieprz, sól;
  • marchewkę i kalarepę obieramy i wszystkie warzywa ścieramy na tarce o grubych oczkach,
  • przekładamy na sito, dociskamy, by odsączyć nadmiar soku,
  • warzywa mieszamy z posiekanymi ziołami, wyciśniętym przez praskę lub startym na tarce czosnkiem,
  • dodajemy jaja, mąkę i przyprawy, całość mieszamy,
  • łyżką nakładamy placki na rozgrzany na patelni olej,
  • smażymy kilka minut z obu stron;
  • jogurt mieszamy z posiekaną miętą, sokiem z limonki i doprawiamy do smaku.


Placki robiłam na podstawie przepisu Agnieszki Maciąg.
Zapraszam Was na wiosenne bezmięsne obiady do Małgosi, Magdy, Marzeny i Kamili. :)

wtorek, 28 lutego 2017

Jarski obiad zimą, czyli czarny ryż z jarmużem i aromatyczną pieczoną ciecierzycą

W głowie miała totalną pustkę.
Gdy coś się w niej pojawiało
było niepełne,
nie miało sensu.
Kolejne pomysły były bez polotu
i najzwyczajniej w świecie
nie miały tego czegoś.
Odkąd zaczęła wierzyć,
że ma intuicję,
(jak się okazało ogromną!)
wiedziała, że nie może
skorzystać z pomysłów, których nie czuła.
Które,
jak to teraz mówią,
nie klikały.



Odpuściła,
zapomniała na chwilę,
a budząc się w niedzielę,
miała w głowie TO COŚ.
W zasadzie nie wiedziała do końca
jak będzie efekt,
ale zrobiła co czuje.
Wyszedł doskonały, zdrowy, bezmięsny i ładny obiad.

A ta opowiastka niech będzie wskazówką
i przełożeniem na inne,
poważniejsze aspekty życia.
Zawsze słuchaj siebie,
swojego wewnętrznego głosu,
swojego organizmu.
Jeśli trudno Ci usłyszeć,
wycisz się, zaufaj, skup.
A czasem, po prostu odpuść, wyluzuj.




Z tym podsumowaniem zapraszam Was na pierwszą, zimową odsłonę nowego cyklu pt.
JARSKIE DANIA NA CZTERY PORY ROKU.
Dań w sumie będzie 20, po 5 na każdą porę roku, na 5 blogach.
U Marzeny, Małgosi, Magdy, Alutki, Kamili.Czyli u MMMAK ;)
Zapraszam! Myślę, że wiele z Was skorzysta, bo wiem, że wiele moich czytelniczek nie je, lub rzadko je mięso. :) Jak ja.

Skład: 150 g czarnego ryżu, puszka ciecierzycy (lub tyle samo ugotowanej - nawet lepiej), 4 garście jarmużu, 10 pomidorów suszonych, 2 średnie pomarańcze, 2 łyżki oleju rzepakowego, 3 łyżeczki oliwy, 3-4 łyżeczki harissy*, szczypta papryki wędzonej ostrej, szczypta papryki wędzonej słodkiej, sól;

Porcja na 2 osoby
  • piekarnik nagrzać do 180 stopni,
  • pomarańcze obrać i wyfiletować (moje pomarańcze były bardzo dojrzałe i poległam w tej kwestii;)),
  • ryż przepłukać na sicie, przełożyć do garnka, zalać wodą (w stosunku 2:1) i gotować 30 minut (tak by nie był całkiem miękki); po ugotowaniu odcedzić;
  • ciecierzycę odcedzić i opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem i przełożyć na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia; dodać harissę, oliwę, papryki wędzone i szczyptę soli; wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 20-25 minut w międzyczasie 2-3 razy przemieszać,
  • na patelni rozgrzać olej, dodać jarmuż, szczyptę soli, a po chwili dodać suszone pomidory pokrojone w paski, chwilkę przesmażyć,
  • dodać ryż, wymieszać i smażyć około 5 minut, tak by ryż był miękki,
  • dodać ciecierzycę i cząstki pomarańczy wraz z powstałym sokiem, pomieszać, smażyć 2 minuty; ewentualnie doprawić do smaku.



*Harissa - arabska pikantna pasta. Można kupić gotową lub zrobić samemu.
Ja zrobiłam według przepisu Dominiki Wójciak ("Warzywo"), który podaję poniżej.
Jako, że nie miałam chilli, dodałam ostrą paprykę, co w konsekwencji nie dało dużej ostrości paście, ale to dobrze, bo Pan Wu. nie lubi pikantnych potraw.

Harissa: 2 ząbki czosnku, 2 łyżki soku z cytryny, 1/2 łyżeczki ziaren kuminu, 1/2 łyżeczki ziaren kolendry, 1/4 łyżeczki ziaren kminku, 1 łyżka chilli w proszku, 1/2 łyżeczki wędzonej papryki, 1 łyżka przecieru pomidorowego, 4 łyżki oliwy z oliwek, 1/2 łyżeczki soli;

  • Czosnek rozgnieść na pastę razem z solą i sokiem z cytryny. Kolendrę, kumin i kminek uprażyć na suchej patelni, a następnie utrzeć w moździerzu. Pastę z czosnku połączyć z przyprawami, oliwą i przecierem.
  • Przełożyć do czystego wyparzonego słoika. Przechowywać w lodówce do tygodnia.
  • Harissa pasuje do przyprawiania pasztetów wegetariańskich, do pieczenia warzyw lub strączków, do zup, mięs.


A Wy jakie bezmięsne obiady jecie? :) No i pytanie ważniejsze - słuchacie siebie? Czy nie zawsze się udaje?

środa, 2 listopada 2016

Potrzeby własne, a schematy / Błyskawiczna zupa z suszonych grzybów, czyli zupa na jesień


Poszliśmy wczoraj na działkę.
Działka, jak już wiecie, jest po dziadku.
No to zamiast stroić się w futra, nowe kozaczki, nowe fryzury,
stać w korku, w duchu przeklinać, bać się czy przypadkiem w tym aucie nic nam się nie zdarzy...
Ubraliśmy się w dres i na tej działce zgrabiliśmy piękne liście,
zerwaliśmy ostatnie jabłka z jabłoni dziadka pamiętającej,
zamknęliśmy wszystkie kłódki
i wróciliśmy do domu na kawę i na zupę.
Na cmentarzu byliśmy w weekend i wczoraj po zmroku (pieszo).
I tak mi fajnie i lekko było. I miło.
A dziś czytam jak pewna starsza pani pisze, że Wszystkich Świętych jest raz w roku, a nie w weekend.
Czyli co, raz w roku odwiedzamy zmarłych?
Raz w roku o nich myślimy?
Kto jak uważa.
Kto jaką czuje potrzebę.


No właśnie.
Potrzebę.
Niech ona z serca płynie,
niech w głowie każdej pojedynczej urośnie,
niech osobista będzie,
taka własna.

Moją potrzebą 1 listopada było
odwiedzenie dziadka na działce,
spędzenie czasu w domu z Panem Wu,
ugotowanie zupy,
szydełkowanie
i spacer na jeden z piękniejszych cmentarzy w Polsce,
spacer gdy już ciemno było,
żeby najzwyczajniej w świecie nacieszyć oko mrowiem światełek.



Ktoś powie, że to nie takie te potrzeby,
że w kalendarz się nie wpisują,
a może i w schemat,
ale są moje.
Ja będę się tego trzymać.
A Ty?
Trzymasz się siebie czy życia innych?
Żyjesz według siebie czy według schematu?

I tak mi fajnie i lekko.
I miło.

*************

Idealna, na listopadową słotę jest zupa!
Zapraszam Was na banalnie prostą zupę grzybową.
Kiedyś znałam tylko taką, bo tylko taka była (i jest nadal) Za Rzeką.
Jest to nasza zupa wigilijna.
A jakie zupy proponują na jesień Magda, Marzena, Małgosia i Kamila?

Skład na 2 porcje: 2 garście suszonych grzybów (najlepiej podgrzybków), 1 litr bulionu, 3 łyżki kwaśnej śmietany, sól, pieprz;
Do podania: makaron łazanki lub domowe grzanki (chleb pokroić w kostkę i smażyć na maśle aż będzie rumiany);

  • grzyby zalać zimną wodą, odstawić na 30 minut, następnie wypłukać i przełożyć do garnka,
  • grzyby zalać niewielką ilością wody (tak by je zakryła) i gotować 40 minut,
  • po tym czasie grzyby wyjąć i pokroić na mniejsze kawałki, przełożyć do wywaru,
  • dolewać bulion do smaku (myślę, że nie więcej niż 1 litr, chyba, że wolicie zupę bardzo słabo esencjonalną),
  • zahartować śmietanę i powoli dodawać do zupy,
  • doprawić solą i pieprzem,
  • podawać z grzankami lub łazankami;



Zapraszam Was Kochani do moich koleżanek na zupy jesienne. :)
I napiszcie o Waszych potrzebach. :)

piątek, 5 sierpnia 2016

Co z tym życiem?! / Zupa z cukinią, kurkami i świeżymi pomidorami

Co z tym życiem?

Niedzielny poranek
- o nie, już niedziela... przecież dopiero był piątek...

Niedzielny wieczór
- i jutro znów poniedziałek...
- nie chcę iść do pracy,
- nie chce mi się.

Poniedziałek rano
- o Boże, cały tydzień przede mną,
- byle do piątku,
- byle do weekendu.

Piątek rano
- uff, ostatni dzień wstawania rano,
- no nareszcie piątek!
- jutro w końcu sobie pośpię,
- jeszcze tylko kilka godzin i wolność...



I tak w kółko. Tydzień w tydzień. Miesiąc za miesiącem. Rok za rokiem?! ....
Słyszę te zdania od wielu osób. Ba! Od siebie samej niektóre słyszę!
Ile można tak gadać? Czy tego właśnie chcemy?
Czy chcemy żyć tylko 2 dni w tygodniu? A nawet 1,5? Bo połowa piątku w strasznej robocie, a niedziela to już dramat, bo zaraz poniedziałek i znów koszmar się zacznie.
1,5 dnia na 7. To wychodzi 21% luzu, radości, wolności, czy czego tam jeszcze?

Coś tu nie gra.
Czy tego chcemy? Czy tak chcemy?
Inaczej się nie da - powiesz.
Na pewno?
Niektórzy żyją w 80% (może też i 100%) luzu, radości, wolności, czy czego tam jeszcze.
Skoro oni tak żyją to inni nie mogą? 
Jest na to jakiś limit ludzi?
Pula się wyczerpała?
Nie sądzę.



Co zrobisz w niedzielę wieczór?
Będziesz wściekły jak osa?
Drażliwy i niecierpliwy?
Czy może ucieszysz się z czasu dla siebie i / lub bliskich?

Co zrobisz w poniedziałek rano?
Będziesz kląć na budzik?
Czy może wstaniesz kilka minut szybciej żeby rozruszać kości?
Wejdziesz wkurzony do pracy czy może uśmiechniesz się do współpracowników?

Czy którejś środy docenisz w końcu swoją pracę i kasę, która regularnie wpływa na konto?
A może zamiast tego, w końcu zrobisz krok na przód i zaczniesz coś nowego?

Czy we wtorek po południu jak zwykle bezmyślnie włączysz tv i będziesz skakać po kanałach?
A może wsłuchasz się w ciszę i usłyszysz nieznane dotąd tony?



To co, spróbujesz się częściej uśmiechać?
Spróbujesz zmienić nastawienie?
Zrobisz krok do przodu?
Zastanowisz się nad tymi, które wiecznie ciągną w dół?
Nie będziesz prychać pod nosem na to co piszę? :)

Powodzenia!

A na spokojne letnie popołudnie (np. poniedziałkowe :P) przygotuj zupę.
Zupę na cztery pory roku - lato.
Tę, którą proponuję ja lub Marzena, Magda, Małgosia, Kamila.
I... po prostu zjedz z radością!

Wywar warzywny: 4 marchewki, nać z 5 marchewek, nać z jednego młodego selera, duża nać z jednej pietruszki, 1,5 l wody, 1 łyżka masła, kulki pieprzu, liść laurowy, szczypta nasion kopru włoskiego, pieprz, sól, bertram (opcjonalnie);
  • obrane i przekrojone wzdłuż marchewki wrzucamy do garnka,
  • dodajemy umytą zieleninę,
  • zalewamy wodą, doprawiamy, dodajemy masło i gotujemy na małym ogniu do miękkości;



Skład: 150 g kurek, 1 kg żółtej cukinii (waga przed wycięciem pestek), 1 kg pomidorów, 4 ząbki czosnku, 2 łyżki masła klarowanego, łyżeczka nasion kolendry, łyżeczka nasion kuminu, pół łyżeczki mielonej kurkumy, pieprz, sól, pół szklanki czarnej fasoli, natka pietruszki;
  • czarną fasolę należy namoczyć na 12 godzin, a po tym czasie opłukać i gotować około 50 minut,
  • kurki myjemy i kroimy na kawałki,
  • w moździerzu ucieramy kolendrę i kumin,
  • w dużym garnku rozgrzewamy masło,
  • dodajemy starty na tarce czosnek, a następnie kurki i wszystkie przyprawy,
  • z cukinii wykrawamy pestki i gąbczastą część, resztę ścieramy na tarce (część do plasterków),
  • gdy kurki trochę zmiękną, dodajemy cukinię, przesmażamy około 10 minut,
  • z pomidorów ściągamy skórkę,
  • 2 pomidory miksujemy w blenderze, a pozostałe kroimy w kostkę,
  • pokrojone pomidory dodajemy do cukinii, a zmiksowane do gotowego już wywaru,
  • warzywa dusimy aż puszczą soki i trochę odparują (nie do końca!),
  • podlewamy wywarem według uznania (ja dałam około 1l), zagotowujemy
  • podajemy z czarną fasolą i natka pietruszki;


Dobrego weekendu, a co najważniejsze, dobrego tygodnia, Kochani!
Jakie macie podejście do dni w środku tygodnia?

środa, 25 maja 2016

Zupa szparagowa na smacznym warzywnym wywarze / A bezdzietni głosu nie mają?




Hałas.
Nie lubię go.
Męczy mnie.
Czasem męczy szumiące w oddali radio.
Nie uznaję krzyczących kłótni,
nie rozumiem krzyku na drugą osobę.
Pan Wu. ma donośny głos
i potrafię powiedzieć "ale mów, proszę, ciszej". :)

Nie wiem
czy to ja mam tak wrażliwe ucho?
Może niedobory wzrokowe
dały mi nadmiary słuchowe? :)

Nie lubię uporczywego hałasu.
I nieważne czy jest to długotrwały dźwięk kosiarki,
piły,
okapu (!),
czy gromady dzieci krzyczących godzinami pod oknami naszego parterowego mieszkania.



A piszę o tym dlatego,
że o te dzieci toczy się spór w naszym bloku.
Wielu osobom to przeszkadza,
a innym nie.
I tak, usłyszałam od jednej z matek
"bo nie ma pani dzieci".

Hm,
no tak, nie mam,
ale czy to znaczy,
że nie mogę wyrazić swojego zdania?
Zdania w kontekście hałasu?
Nawet nie dzieci jako takich.
Choć gdybym miała na to ochotę,
to też nie mogę?
Bo NIE MAM DZIECI?

Póki co,
zamykam okna,
wyciszam radio,
wyłączam okap,
wentylację ustawiam na najniższy poziom,
nalewam zupę
i jem.
Jem i spokojnie rozmawiam z Panem Wu. 
A później, zastanawiam się, jakie wiosenne zupy zjadłabym u moich koleżanek.
Małgosi, Marzeny, Magdy i Kamili.





Zupa na cztery pory roku - wiosna!
Skład: 1,5 l wody, 3 średnie marchewki, 2 średnie pietruszki, pół małego selera, zielona część pora, kawałeczek imbiru, pęczek zielonych i pęczek białych szparagów, 2 spore gałązki lubczyki, 2 spore gałązki natki marchewki, łyżka masła, kulki kolorowego pieprzu, 2 kulki ziela ang., 1 liść laurowy, szczypta kurkumy, szczypta bertramu (opcjonalnie);
  • wodę zagotowujemy i dodajemy łyżkę masła,
  • warzywa korzeniowe obieramy i kroimy w duże kawałki,wrzucamy do wrzątku,
  • białe szparagi obieramy i kroimy na pół - dolną część (wraz ze zdrewniałymi końcówkami) dodajemy do wrzątku,
  • to samo robimy z zielonymi szparagami, ale nie obieramy ich,
  • do wrzątku dodajemy por, lubczyk, nać marchwi,
  • dodajemy przyprawy,
  • gotujemy na małym ogniu aż wszystkie warzywa będą miękkie;
  • z wywaru wyławiamy wszystko oprócz szparagów,
  • gdy wywar trochę ostygnie blendujemy całość na delikatny krem (nie będzie bardzo gęsty),
  • jeśli w zupie wyczujemy łyka przelewamy ją przez sito lub durszlak;


Następnie: 4 średnie ziemniaki, kawałeczek świeżej ostrej papryczki (ilość wedle upodobań), 50 ml śmietanki 30%, garść koperku
  • ziemniaki obieramy, myjemy, kroimy w kostkę,
  • pozostałe szparagi kroimy na kawałki, nie uszkadzając główek,
  • zupę zagotowujemy i dodajemy do niej ziemniaki, papryczkę i szparagi bez główek,
  • po 5 minutach dodajemy główki,
  • gotujemy około 15 minut, do pożądanej miękkości szparagów,
  • pod koniec gotowania dodajemy śmietanką i posiekany koperek,
  • w razie potrzeby doprawiamy;

Zupa, dzięki wywarowi jest bardzo smaczna.
A z warzyw wyciągniętych z wywaru i surowego pora zrobiłam sałatkę jarzynową. :) Dogotowałam jedynie ziemniaki i jaja. 
A teraz idę poczęstować się zupami dziewczyn. :)

czwartek, 11 lutego 2016

Pikantny kapuśniak z przecierem pomidorowym, czyli zupa na zimę


Pomyśleć, że kiedyś miałam długie zęby na zupy.
Owszem, niektóre jadłam,
ale bez większej radości.
Kilku zup absolutnie nie tykałam,
żurku, białego barszczu, grzybowej...
Kapuśniak jednak lubiłam.
Tak jak ogórkową.
I nie rozumiałam gdy niektórzy dorośli mówili, 
że oni kapuśniaku nie mogą.
Jak można czegoś nie móc skoro się lubi?
Jak może boleć brzuch?


Przekonałam się o tym wiele lat później.
Nie było to przyjemne doświadczenie.
Od kapuśniaku zaczęłam więc stronić.
I to ze smutkiem,
więc czasem go robiłam.
Chyba tylko po to, żeby przypomnieć sobie czemu go robię tak rzadko.

Aż w końcu przyszedł czas na zmianę.
Jakiś czas temu, w moje ręce wpadła kapusta kiszona, która składała się z kapusty, marchewki i soli.
Koniec.
Po kapuśniaku z tej kapusty
czułam się... normalnie!

Czy to była zasługa składu?
Myślę, że nie tylko,
ale to na pewno miało znaczenie!




Z przyjemnością zapraszam Was dziś na jedną z moich ulubionych zup.
Na kapuśniak, w nieco odmienionej formie.
Takiej na zimę,
gdy potrzebujemy się rozgrzać.

Jestem ciekawa jakie zimowe zupy wyczarowały moje koleżanki.


Skład: 5 dużych ziemniaków, 2 średnie marchewki, 750 g kapusty kiszonej, 300 g pikantnej kiełbasy (lub suchej usmażonej na patelni z ostrą papryczką - u mnie kawałeczek habanero), 2 średnie cebule, 400 ml przecieru pomidorowego, 2 litry wody, łyżka masła, łyżka masła klarowanego, 2 liście laurowe, 5 kulek ziela ang., pieprz, sól;
  • ziemniaki i marchewkę obieramy, myjemy, kroimy w kostkę; zalewamy wodą (2l), dodajemy łyżkę masła i gotujemy do miękkości,
  • kapustę kiszoną kroimy, przekładamy do osobnego garnka, zalewamy wodą (tyle, by delikatnie przykryło kapustę), dodajemy ziele i liście i gotujemy 30 minut,
  • kiełbasę kroimy w plastry, cebulę w kostkę,
  • na patelni rozgrzewamy masło klarowane, dodajemy drobno posiekaną papryczkę (jeśli używamy) i plastry kiełbasy; układamy je tak, by każdy plaster się usmażył na chrupiąco z każdej strony;
  • widelcem ściągamy gotową kiełbaskę na talerz, a na patelnię wrzucamy cebulę; smażymy tak długo aż będzie złota,
  • ugotowaną kapustę odcedzamy (wywaru nie wylewamy) i dodajemy do miękkich warzyw (nie wcześniej, bo warzywa nam się nie ugotują),
  • dodajemy cebulę i kiełbasę, oraz przecier,
  • zagotowujemy,
  • doprawiamy solą i pieprzem, oraz wywarem z kapusty jeśli zupa jest za mało kwaśna;


Dodatek habanero sprawia, że zupa jest naprawdę ostra. Jeśli nie jesteście fanami pikanterii, dodajcie np. papryczkę pepperoni.
Zupę tę zagryzaliśmy chałką domowej roboty :)

Macie jakieś doświadczenia z kapuśniakiem? :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...