Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieładowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieładowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 marca 2020

Nie zapomina się pisania?




W piątkowy wieczór
siedzę wzruszona.
W ten czas niespokojny
dzielę się zakwasem,
przepisami na chleby.
I wchodzę tu...
Filtruję "pieczywo",
przesyłam link.
I nie zamykam strony.
Nie odpalam netflixa
w ten cichy wieczór.

Tylko zaczynam czytać
słowa moje
nieczytane od miesięcy
i myślę przez łzy
"jakie to pisanie było cudne,
dlaczego przestałam,
przecież to taka pamiątka
dla tych chwil
ulotnych."


A tych chwil,
pięknych,
zwykłych,
gorszych i lepszych 
było tak wiele.

Nie chciałabym,
by zlały się w jedno.

Pisania
to się jednak
nie zapomina!

****************

Nie śmiem mówić
cześć
witajcie,
będę pisać.
Choć...
chciałabym :*

czwartek, 19 kwietnia 2018

Idąc za ciosem...

Kurczę no...
Człowiek to ma naprawdę szczęście.
Człowiek milknie na pół roku prawie.
Nie pisze,
zdjęć nie pokazuje,
w odwiedziny prawie nie chodzi,
a gdy okiem rzuci
to śladu raczej nie zostawia.
I to nie ze złej woli człowieka
tylko z powodu...
życia? :)

I co?
Człowiek nagle się odzywa,
kilka zdań skleci,
rąbka uchyli
i nagle odzew,
lawina
wspaniałych słów.

Człowiek się wzrusza
i serce mu rośnie,
bo on, ów człowiek
zawsze w ludzi wierzył.
A jeszcze mając dwa serca w sobie
prosił wirtualnych przyjaciół o dobrą myśl,
o wsparcie.
Bo kryzys był.
Wsparli,
moce przekazali,
kryzys minął,
a jedno serduszko pojawiło się
na świecie pełnym dobrych ludzi,
idealnie w punkt.
Nie za wcześnie,
nie za późno.


Panienka eM
jest już z nami kolejny miesiąc :)

Człowiek dziękuje dziś wszystkim
i kłania się w pas,
rozsyłając ogrom ciepłych myśli
i uśmiechów swoich i Panienkowych :*

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Zapomniałam? Odwyklam? Jednak jestem :)

Nie wiem co napisać,
od czego zacząć?
Odwykłam,
zapomniałam już jak to się robi.
A może,
jak jazdy na rowerze,
tego się nie zapomina?

Tylko, że ja nawet zamiast w edycję bloga
wpisałam jego adres w wyszukiwarce.
Tak, na pewno wyszłam z wprawy.
Nawyk to jednak rzecz fantastyczna!
A mój blogowy nawyk 
uśpiony został totalnie.
Przeze mnie.
Przez życie w realu.
Przez lenistwo trochę też.
Przez dokonywanie wyborów.
Przez inne zajęcia...
No można by pisać,
ale czy trzeba?

Chciałoby się wrócić,
bo żal nie wrócić!
Oj bardzo żal.
Ten blog to kawał mojego życia.
Miejsce, które było świadkiem zmian
jakie zachodziły we mnie i dookoła mnie.
Miejsce, które nie raz dało radość,
ukojenie, pociechę, satysfakcję.
Miejsce, które dało wieeelu
fantastycznych ludzi wokół mnie.
Miejsce, z którym idę pod pachę 
od ponad 7 lat! 

I jak to miejsce ma nie być świadkiem
kolejnej zmiany?
I to dość sporej,
która jednak nie wywróciła mojego życia do góry nogami! :)
Jak to możliwe?
O tym, następnym razem. :)



Ściskam serdecznie, wiosennie i proszę, napiszcie co u Was!

piątek, 1 września 2017

Balkon po mojemu



Bardzo lubię otaczać się ładnymi rzeczami.
Oczywiście ładnymi dla mnie. :)
Zwracam uwagę na to jak mamy urządzone mieszkanie,
staram się by nie było nic "od czapy",
żeby całość była w miarę spójna.
Oczywiście różnie to wychodzi,
jestem amatorem ;)
W sumie nigdy nie pokazywałam tu naszego mieszkania.
Może to zbyt prywatne dla mnie?
Ale może by pokazać jakieś skrawki?
Co myślicie?
Dziś, na pewno pokażę Wam nasz tegoroczny balkon.
Mimo, że mamy działkę
to nie zniosłabym gdyby balkon stał pusty,
niezagospodarowany.
Męczyłoby to moje oczy!
Kurcze... serio tak by było ;))





Kwiatek u góry przyniesiony z domu, gdzie już umierał...

Nasz balkon jest bardzo długi i wąski.
Ma około 6m x 1,2m.
Wychodzi się do niego z salonu i z sypialni.
W części od sypialni stoi tylko suszarka na pranie i drapak Heli.
Za to w drugiej części mamy przedłużenie salonu.




 Pięcioklapek

Te kamyki są dla mnie bardzo ważne. Przytargaliśmy kilka kilo znad morza. Na rowerach... ;) 


Podkładka zrobiona przeze mnie na szydełku

Wszystkie meble są z ikei*.
W tym roku dokupiłam regał (też w ikei),
dywan (plastikowy, specjalny na dwór) i kratkę na pnącze.
Wszystkie tegoroczne zakupy były strzałem w 10!
Zrobiło się przytulnie i jest ładniej niż rok temu.


Ślicznie kwitną - nie wiem jak się nazywają 


I znów TE kamyki... Kwiat obok bukszpanu to?

W tym roku postanowiłam kupić kilka roślin wieloletnich
żeby nie wydawać dużo kasy co rok na sezonowe kwiaty.
I tu z pomocą przyszła mi nieoceniona Hana.
Jaką ona ma wiedzę na temat roślin!
Hanuś, chylę czoła i ściskam :*
Dzięki rozmowom z Haną
kupiłam funkię, bluszcz pięcioklapowy i bukszpan.
Sama dokupiłam muhlenbekię, jednego kwiatka kwitnącego (nie pamiętam nazwy) i kilka roślin sezonowych.



Drożdżówki wg przepisu z whiteplate.com 



Szczyt szaleństwa osiąga surfinia i muhlenbekia.
Rosną jak szalone!! Jestem nimi zachwycona.
Mam nadzieję, że muhlenbekia ładnie przetrwa zimę w domu.
Wszystkie wieloletnie rosną pięknie.
Jedynie funkia pożółkła od słońca i myślę czy nie przenieść jej na działkę.
Co radzicie?
W jednej donicy zasadziłam miętę, bazylię i tymianek.
Mięta "wygryzła" wszystkie zioła i została sama, miętowa królowa :P
Donice z ziołami i funkią wysypane są kamykami, na to ziemia.
Zrobiłam tak, bo są to osłonki, a nie donice z odpływem wody.
Reszta, głównie wieloletnich, jest w najzwyklejszych donicach ceramicznych z castoramy.
Bardzo mi się takie proste donice podobają i będą dobre na zimowanie.
Aha, mam też trochę konwalii, wykopanych z działki. Rosną już kilka miesięcy.


Bratki dają radę od wiosny 



Muhlenbekia <3 



Królowa co to nikogo nie chciała ;) 


Funkia i chwosty :)

Krzesełka nie są balkonowe, tylko awaryjne dla gości ;)
Poduszki w paski kupiłam w biedrze - 3,90 za sztukę.
Do starego koca doszyłam chwosty i proszę jaki efekt. :)

Tegoroczny balkon bardzo mi się podoba,
ma jednak jeden minus,
Brak miejsca do leżenia.
Szkoda, że nie jest trochę szerszy.
Myślę, że może w następnym sezonie wykombinuję jakąś leżankę w miejscu stolika.
A stolik? Hm, nie wiem ;))


 I kilka ujęć w zachodzącym słońcu




Nasz balkon jest trochę mieszaniną wzorów i może niektórym się one gryzą.
W domu pewnie przeszkadzałoby mi to,
ale na balkonie bardzo mi się to podoba. :)

Filmik. :)



*********

*Ikea - słowo, które odmieniamy. Bardzo często czytam "byłam w IKEA". To nie jest po polsku. Mówimy "byłam w ikei, kupiłam w ikei, odwiedziłam ikeę". Na potwierdzenie moich słów na stronie radiowej Trójki można odnaleźć wypowiedź w temacie ikei mistrzyni języka, Katarzyny Kłosińskiej. :) (tu link do audycji)

poniedziałek, 8 maja 2017

Teneryfa na własną rękę II - krajobrazy górskie jakże odmienne :)

Wracamy na Teneryfę...
Teneryfa jest największą wyspą Kanarów, jednak sama w sobie nie jest duża.
Ma około 80 km długości i 50 km szerokości.
Dla turystów zwiedzających jest to doskonała informacja,
bo przez tydzień można wyspę zjechać wzdłuż i wszerz.
Tak jak wspominałam w tym wpisie, my w 8 dni zrobiliśmy 1000 km autem.
Mimo swoich niewielkich rozmiarów Teneryfa nazywana jest małym kontynentem,
z uwagi na ogromną różnorodność krajobrazu i kilka stref klimatycznych!
Rzeczywiście, gdy byliśmy na północy musieliśmy ubierać się w długie spodnie i bluzy,
a gdy godzinę później siedzieliśmy na południowej plaży, niezbędne były spodenki i stroje kąpielowe.
Nie zapominajmy, że nasz urlop przypadł na styczeń i pogoda była głównie wiosenna.
Wiosenna dla nas, bo miejscowych często widzieliśmy w zimowych kurtkach, czapkach, szalikach... :)



Dziś, chciałabym pokazać Wam dwa różne masywy górskie, które dzieli jakieś 60 km...


Na południowym wschodzie wyspy znajdują się przepiękne góry Anaga.
W kilku miejscach czytałam, że są porównywane do widoków jakie można zobaczyć w Norwegii.
W góry pojechaliśmy późnym rankiem. Liczyliśmy na to, że zdobędziemy jakąś mapkę ze szlakami w informacji turystycznej. Niestety była zamknięta i jedyne co mieliśmy to zdjęcie mapy, która wisiała w dużej gablocie. ;) No zawsze to coś.




Ruszyliśmy na szlak, jednak oznaczenie było bardzo kiepskie i po jakimś czasie najzwyczajniej w świecie się zgubiliśmy.
Szliśmy na czuja. Nie martwiło nas to za bardzo, korzystaliśmy z google.maps i te działania dość znacząco zwiększyły mój rachunek za telefon... ;)





No patrzcie jaki tajemniczy las...



Wyszliśmy z lasu, a tu proszę.
Zieloność, kwiecistość, sielskość.


  

A ostatecznie, nasze zagubienie i ten rachunek za telefon okazały się opłacalne.
Widoki roztaczające się przed nami były coraz piękniejsze...







Turystów w górach było bardzo mało. O ile na początku jeszcze kogoś mijaliśmy, tak im dalej tym bardziej byliśmy sami. Może inni wiedzieli gdzie iść? ;)

W jednej dolinie spotkaliśmy dwoje (chyba) mieszkańców. Starszy pan zawzięcie kosił trawę, (chyba) jego żona działała w ogródku. Pomachała nam z uśmiechem i chyba ze zdziwieniem "co oni tu robią?". A nam tak się tam podobało... :)





No to schodzimy i szukamy drogi do naszego auta.


Po zejściu, w kanjpce zamówiliśmy nasze lokalne odkrycie, czyli kawę barraquito. Jedna z lepszych kaw jaką piłam. Opowiem Wam o niej w osobnym wpisie.


Po drodze widoki cudowne.
No do znudzenia Wam je będę pokazywać ;)







A następnego dnia...







Góra, którą widzicie jest najwyższym szczytem Hiszpanii. Ma 3718 m n.p.m. i jest wciąż czynnym wulkanem o miłej nazwie Teide. Ostatnia erupcja miałam miejsce w 1909 roku.
Wulkan znajduje się w Parku Narodowym Teide, w którym jest sporo szlaków pieszych.
Samochodem można dojechać na wysokość 2356 m. Na tej wysokości znajduje się kolej linowa, która dojeżdża na wysokość 3555 m. Czyli na sam szczyt trzeba wejść samemu, jednak trzeba mieć na to zezwolenie. Można je uzyskać na stronie internetowej parku.
My zdecydowaliśmy się na podróż samochodem do miejsca kolejki. Zastanawialiśmy czy jechać wyżej kolejką, jednak na miejscu okazało się, że tego dnia jest ona nieczynna. Nie musieliśmy się więcej zastanawiać. ;)
Oczywiście, na miejscu była kawka. :D



Krajobraz w parku jest typowo wulkaniczny. Jest surowo, sucho, rdzawo.




Niektórzy twierdzą, że w tym rejonie nagrywane były Gwiezdne Wojny. Podobno to tylko plotki.




Na drogach parku jest wiele miejsc widokowych, z których bardzo chętnie korzystaliśmy.
Oczywiście było na co patrzeć i czym sie zachwycać.




Teide w całej okazałości




Jak to w górach, pogoda jest bardzo zmienna...



Za chwilę było już tylko tak :)




To były piękne dwa dni, pełne ochów i achów. Nadziwić się nie mogłam, że na tak małej powierzchni jest tak ogromna różnorodność.
Na dziś wystarczy. :) Do następnego!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...