Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papryka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Młoda kapusta bez mięsa i o niedzielnych przejażdżkach

Wiosna i początek lata nas nie rozpieszcza.
Upału nie lubię,
ale chciałabym skorzystać z dobrodziejstw balkonu
i posiedzieć na nim w wieczornym słońcu. ;)

Na szczęście wiatry i ciemne chmury nam nie straszne!
Po imprezowej sobocie,
lekko ociężali wybraliśmy się na rower.
Po drodze odwiedziliśmy znajomych.
Przecież trzeba się wzmocnić kawą! :D
Nie mogliśmy się zdecydować, w która pojechać stronę.
Ostatecznie postanowiliśmy objechać dookoła nasze miasto.
Całego się nie udało, ale założone minimum, czyli 20 km, zostało osiągnięte.



Uwielbiam rower!
Z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej.
I zachwycam się tym ile mamy ścieżek rowerowych.
Trochę ich jeszcze brakuje,
ale w każdym roku pojawiają się nowe trasy
(w tym, jest plan na 30 km!).
W niektórych miejscach wystarczy zjechać z narzuconej trasy,
tylko po to by znaleźć się w lesie,
na żużlówce, na piachu (tego nie lubię;)), na szutrówce...

Górek u nas tez nie brakuje, więc w pewnym momencie miałam dość.
Zawróciliśmy więc na asfalt, ale wrócliśmy do domu okrężną drogą.
I to był strzał w 10!
Po drodze był tak wspaniały zjazd...
Buzia śmiała się z radości i poczucia wolności.
Nawet hamując jechałam w tej części ponad 40 km/h.

To było wspaniałe uczucie,
nie wspominając o całym dniu,
który obfitował w wiele niespodzianek... ;)
(jedna z nich tutaj).



Wieczorem przyjemnie się odpoczywało
i ze smakiem jadło młodą kapustkę :))

Skład: 1 mała młoda kapusta, 1 papryka, 1 duża cebula, kawałek pora, sok z 1/4 cytryny, koperek, 2 łyżki oleju, kilka kulek pieprzu, 2 ziela angielskie, 1 liść laurowy, 2 szczypty cząbru, łyżeczka miodu, pieprz biały mielony i sól;

  • cebulę i paprykę kroimy w kostkę i wrzucamy do garnka na rozgrzany olej, 
  • kroimy kapustę i pora i dodajemy do garnka,
  • doprawiamy wszystkimi przyprawami i dusimy do miękkości,
  • pod koniec duszenia dodajemy cytrynę, miód i dużą ilość koperku
  • kapusta lubi tłuszcz, więc możemy jeszcze dodać klarowane masło;



Co u Was? Jak spędziliście weekend? :)

czwartek, 25 września 2014

Rozmowy telefoniczne / Domowy keczup


Mój telefon jest stary jak świat.
Zdezelowany, porysowany i daleko mu do typu smart ;)
Spełnia swoje podstawowe funckje i to jest najważniejsze.
Tylko w zasadzie ja nie przepadam za jego podstawową funkcją...
Absolutnie nie jestem telefoniczną gadułą!
Poza kilkoma wyjątkami.
Dzwonię gdy muszę coś załatwić, albo ustalić.
Nie przedłużam rozmowy w nieskończoność,
na pytanie co u mnie, odpowiadam krótko,
albo rzucam "umówmy się", "pogadamy na żywo".

Te kilka wyjątków to Ajwonka, dawno nie widziana koleżanka ze studiów czy liceum.
Choć z nimi też wolę i staram się umówić.
Rozmowy telefoniczne mnie męczą i chyba też nużą, bo po chwili mam wrażenie, że nic nie robię.
A słuchawka między ramieniem, a uchem to też nie jest dobra pozycja. ;)


Gdy jechałam niedawno pociągiem, w moim przedziale siedział młody facet.
Podróż była kilkkugodzinna i zdziwiłam się, że facet nie ma gazety czy książki.
Za to miał telefon!
Przez większą część trasy stał za drzwiami przedziału i gadał...
Mimo zamkniętych drzwi, słyszałam wszystko.
Każda rozmowa (tak, rozmów było wiele) zaczynała się od pytania "no i co tam działacie?", "działacie?". I każda kończyła się przez kilka minut, powtarzanym "no to nie przeszkadzam".
Nie wiem czy rozmówcom ów pan przeszkadzał, ale mnie w czytaniu książki na pewno.
Poza tym skoro myślał, że przeszkadza, to po co dzwonił? :P
Najciekawsza okazała się rozmowa z synem.
"No cześć. Jest mama? A gdzie jest? Aha. A lekcje zrobiłeś? Aha. No dobra, to powiedz mamie, że później zadzwonię".
Mam nadzieję, że pan chciał z synem porozmawiać... po prostu na żywo...

Dziś przepis na domowy keczup. Idealny dla dzieci i dorosłych. :)
Przepis z Jadłonomii.


Skład: 3 kg pomidorów, 1 kg papryki czerwonej, 350 g cebuli obranej i pokrojonej w kostkę, 500 g jabłek obranych i pokrojonych w kostkę, 100 g selera naciowego (pokrojonego w plastry), 2 posiekane papryczki pepperoni, 2 ząbki czosnku, 6 ziaren ziela ang., 2 liście laurowe, łyżeczka gorczycy, łyżeczka cynamonu, 3 łyżki octu, 3 łyżki cukru, kawałek świeżego imbiru (obrany, pokrojony w kosteczkę), olej, sól, pieprz;
  • pomidory przekrawamy na pół i wykrajamy gniazda nasienne, 
  • piekarnik włączamy na 200 stopni,
  • w dużym garze (około 5l) rozgrzewamy kilka łyżek oleju, 
  • wrzucamy cebulę, zielę, liść, gorczycę, czosnek, imbir, papryczkę - mieszamy,
  • dodajemy seler naciowy i jabłka - dusimy kilka minut,
  • dodajemy pomidory ze szczyptą soli - przykrywamy garnek i dusimy ok. godzinę,
  • do nagrzanego piekarnika wkładamy całe papryki - pieczemy 15 minut, po czym obracamy je i pieczemy kolejne 15 minut; poczerniałe papryki wyciągamy do foliowego worka, szczelnie zamykamy i odstawiamy na 20 minut; po tym czasie ściągamy z nich skórę, kroimy i wrzucamy do gara z pomidorami; całość mieszamy,
  • dusimy przez około 2 godziny (garnek odkryty), czasem mieszamy,
  • po tym czasie keczup blendujemy (wyławiamy kulki przypraw i ziele),
  • keczup przecieramy przez sito lub durszlak i jeszcze raz blendujemy,
  • przelewamy do garnka, dodajemy cukier, ocet, sól, cynamon i/lub inne przyprawy,
  • dusimy przez kilka godzin; im dłużej tym keczup będzie bardziej gęsty,
  • gotowy keczup przekładamy do wyparzonych słoików i pasteryzujemy (można pasteryzować w piekarniku - słoiki do góry dnem ustawiamy na blaszce, wkładamy do zimnego piekarnika, ustawiamy temp. na 120 stopni i od tego czasu liczymy 25 minut; piekarnik wyłączamy, a słoiki wyjmujemy gdy będą zimne).


Keczup jest bardzo dobry. Myślę, że nie pogardzi nim żaden keczupowy miłośnik. ;) Mój wyszedł delikatny w smaku, a wolę pikantne, wyszedł też odrobinę za rzadki, ale to nic. Jest mój, bez zbędnych polepszaczy! :)

A jak jest z Waszymi rozmowami przez telefon? ;)

Uwaga! Weryfikacja obrazkowa w komentarzach :)

poniedziałek, 21 października 2013

Lekcja historii, lekcja polskiego

Podstawówka.
Lekcje historii z Michałem. Przyjacielem domu, do którego już jako dziecko mówiłam "Ty".
W szkole był Panem. Panem od doskonałego przekazywania historycznych opowieści.
Ja tego nie pamiętam. Nie pamiętam też czy słuchałam uważnie. Możliwe, że nie.
Nie lubiłam historii. W liceum było z tym jeszcze gorzej, ale wtedy nie było nikogo kto zmieniłby moje podejście do tego przedmiotu.
Nie było już Michała, który odszedł zbyt wcześnie. Zbyt nagle.
Szkoda, bo do pewnych tematów dojrzewa się znacznie później.
Pewne tematy chciałoby się poznać długo długo po podstawówce.

Z lekcji zapamiętałam co innego. Poza notkami spisywanymi z encyklopedii PWN. I poza kilkoma datami.
Zapamiętałam, że nie można na końcu linijki zostawić spójnika. Ile to razy, gdy ktoś kto zrobił taki lub inny błąd pisząc na tablicy, słyszał koło swojego ucha trzask kluczy o tablicę.
Przerażające wspomnienie? Absolutnie nie!
Zapamiętałam pytania uczniów: "co tam pisze?" wskazując na tablicę. "Maszyna pisze!" odpowiadał Michał zniecierpliwiony, dodając "mówi się: co tam jest napisane!".


Dlaczego o tym piszę?
Zauważam wokół siebie coraz więcej błędów.
Zauważam coraz większą ignorancję języka ojczystego.
Moje uszy powoli robią się coraz bardziej zmęczone.
Gdy słyszę kolejną językową durnotę ogarnia mnie zdenerwowanie, poirytowanie i nie wiem...
Nie wiem czy zwracać uwagę?!
Nie chcę być przemądrzała, czy złośliwa.
Tylko żal, gdy osoby po studiach nagminnie mówią "pisze".
W trakcie poważnych służbowych rozmów używają w zdecydowanym nadmiarze "co nie?", "tak?" i o zgrozo! "nooo"! albo "żeście zrobili".
O roku "dwutysięcznym trzynastym" nie wspomnę...
"Wzięłem", "pogłoś", "wyłanczam", "włanczam"...
Kiedy można to można. Kiedy żartujemy to żartujemy, ale...

Cóż znaczą studia w dzisiejszych czasach? Nic.
Już dawno przestały być wyznacznikiem inteligencji, a może raczej dobrych chęci.
Mało komu chce się poprawić swój błąd. Ileż to osób z irytacją reaguje na moje coraz rzadsze uwagi...
Przestaje mi się chcieć.
Mało komu chce się sięgnąć po dobrą jakąkolwiek książkę. Jedną, drugą, piątą, po których może sami zaczniemy zwracać uwagę na to, co i jak mówimy.


Mnie pozostaje cieszyć się z tego, że zostało mi kilka wspomnień z lekcji historii, która nauczyła mnie miłości do języka polskiego.
Pozostaje mi cieszyć się z tego, że odkąd w podstawówce przeczytałam "Anię z zielonego wzgórza", nie wyobrażam sobie życia bez książek. W końcu kto czyta, ten żyje wiele razy!
Pozostaje mi cieszyć się z tego, że jest Ajwonka i Lee, z którymi zawsze o książkach mogę podyskutować :).

Michał, co niedzielę przychodził do nas na rosół. Zawsze jadł najpierw rosołową "wodę". Makaron zostawiał na koniec :). Myślę, że ze smakiem zjadłby moje rosołowe mięso.

Skład: 2 nieduże białe papryki, 1 bakłażan, 2 pomidory, 2 nieduże marchewki, mięso z rosołu (u mnie 2 udka i ćwiartka), 1 duża cebula, 1 duża marchewka, czubata łyżka drobno posiekanej papryczki jalapeno , ryż, sól, pieprz, oliwa z oliwek;
  • piekarnik nagrzewamy do 180 stopni,
  • bakłażana kroimy w plasterki,
  • papryki przekrawamy na pół i oczyszczamy z gniazd nasiennych,
  • pomidory przekrawamy na pół,
  • wszystkie ww. warzywa układamy na blaszce do pieczenia, skrapiamy oliwą, solimy, pieprzymy,
  • pieczemy w piekarniku przez ok. 40 minut,
  • w tym czasie kroimy w kostkę cebulę,
  • marchewkę obieramy, ścieramy na tarce,
  • na rozgrzany na patelni olej wrzucamy cebulę - jak będzie szklista dodajemy marchewkę i papryczkę - dusimy kilka minut,
  • upieczonego bakłażana kroimy w dużą kostkę, paprykę w paski,
  • pomidory rozdrabniamy blenderem na krem,
  • wszystko wrzucamy na patelnię, doprawiamy do smaku, dusimy kilka minut,
  • dobrym dodatkiem jest brązowy ryż;

A Wy zwracacie uwagę na to, w jaki sposób mówią Wasi rozmówcy?


* Rozwiewając ewentualne wątpliwości. Lubię gdy ktoś zwróci mi uwagę, że coś powiedziałam źle. Nie oburzam się, nie obrażam, tylko biorę do serca każdą taką uwagę i postanawiam poprawę :). 

** Lubię tę piosenkę, która obok :).

środa, 9 października 2013

Jesienne miłości / Przecier paprykowy

Dziwię się, że już październik.
Znów!
Rok zatoczył koło szybciej niż zwykle.
Kolejny rok za mną.
Przede mną ostatni z dwójką z przodu.
Czy się tym martwię?
Nie bardzo ;)
Bardziej martwi mnie pędzący czas.
Jednak nie o to, nie o to :). 


Fajnie jest mieć urodziny jesienią :).
Lubię ją.
Za to, że nie jest upalnie,
a słońce przyjemnie grzeje.
Za kolory liści
i kasztany pod nogami.
Za długie wieczory,
często z bębniącym o okna deszczem
(kto oprócz mnie i Jagody lubi deszcz?).
Za to, że czas płynie wolniej niż latem.
A co najważniejsze - spokojniej!
Czasem mam wrażenie, że latem coś, a nawet więcej trzeba!

Jesień uspokaja i zwalnia :)
I pod kocem ulubionym pozwala siedzieć.
Bez wyrzutów sumienia ;).
I hektolitry herbaty pić. Przeróżnej.
Z cytryną, z miodem.
Z malinami, z imbirem.


Jesienią wracają zupy wszelakie.
Gulaszowa, grochówka czy choćby rosół.
One mnie cieszą, a nie chłodnik latem :).
Jesienią otwieramy kolejne słoiki...

Skład: 1,5 kg czerwonej papryki, 50 ml oliwy z oliwek, 50 ml octu, 100 g cukru, 100 g przecieru pomidorowego, 5-6 ząbków czosnku, łyżka soli, suszona bazylia i tymianek;
  • paprykę myjemy, usuwamy gniazda nasienne, kroimy na nieduże kawałki,
  • pokrojoną paprykę traktujemy blenderem tak długo aż osiągniemy gładką masę (im drobniejsze kawałki tym szybciej zblendujemy),
  • masę paprykową odsączamy z nadmiaru wody na gęstym sicie,
  • przekładamy do garnka,
  • dodajemy pozostałe składniki,
  • gotujemy 5 minut,
  • gorący przecier przekładamy do wyparzonych słoiczków,
  • pasteryzujemy kilkanaście minut,
  • otwarty słoiczek przechowujemy w lodówce;
Przecier jest cudowny. Zwłaszcza po otwarciu słoiczka. Wcześniej wydawał mi się zbyt octowy.
Paprykę otworzyłam do mięsa i co chwilę sobie dokładałam. Pożałowałam, że zrobiłam tak mało :).
Na podstawie przepisu znalezionego tutaj.

A post dołączam do jesiennej zabawy, do której zaprasza Jagoda tym oto pięknym zdjęciem :)

 
Kto się dołączy? :))
Miłego, jesiennego dnia! :)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Krem z pieczonych pomidorów i papryki / Czego nie lubię?

Nie lubię gdy są rzeczy ważniejsze.
Gdy spieszę się do domu, by na gwałt kolejny dzień malować.
Bo absolutnie nie może być dnia przerwy.
Przecież wałki wówczas będą do wyrzucenia.
Przecież nie będę ich myć!
Paradoks...



Nie lubię zostawać po godzinach.
Gdy w głowie pełno rzeczy do zrobienia jeszcze na dziś!
Nie lubię po tych nadgodzinach biec na na 5 minut do Siwego.
Z okazji imienin.
I nie pójść z nim i KS na powolny spacer.
Bo przecież muszę jeszcze w domu zrobić to i tamto...
Bo zaraz sobota...

Nie lubię mówić, że dopiero w maju wybiorę się na działkę.
Bo do maja tamto i owamto.



Nie lubię bardzo późnym wieczorem pospiesznie czytać książki.
Chcę, ale nie lubię.
Z tyłu głowy słyszę tylko:
Już bardzo późno, zaraz trzeba wstać.

Nie lubię przez dwa miesięce odkładać wizyty u optyka.
I u speca kolanowego.
I tak byłby niezadowolony.
Częstotliwość ćwiczeń...
O pomstę do nieba woła.


Nie lubię gdy dopiero była sobota.
A już jest piątek.
A ja nawet nie zadzwoniłam do przyjaciela.
Który być może w potrzebie.

Viki, szacun za spontaniczność!


Już po sobocie.
Pełnej pozytywów.
Sobocie, dzięki której sprężyłam się z kuchnią.
Dzięki, której mieszkanie niemalże lśni.
Dzięki, której w niedzielę po niej leżę i pachnę.
I patrzę się na piękne białe tulipany.
I nadrabiam.
To i owo.
I na obiad pójdę do KS.
Nie na 5 minut.

Już po sobocie.
W czasie której pojawiło się kilka pyszności.
Przystawką była bursztynowa komnata :).


Skład: 1 kg pomidorów, 2 papryki czerwone, 1 średnia cebula, 4 ząbki czosnku, łyżka mascarpone, łyżeczka cukru (muscovado lub zmielony kandyzowany lub brązowy), oliwa z oliwek, sól, pieprz, suszony rozmaryn, oregano, bazylia, świeża bazylia do dekoracji;
  • piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni,
  • pomidory przekrawamy na pół,
  • paprykę również kroimy na pół, wykrawamy gniazda nasienne,
  • cebulę obieramy i kroimy na ćwiartki,
  • wszystkie warzywa wraz z nieobranymi ząbkami czosnku układamy na blaszce,
  • polewamy oliwą, posypujemy cukrem, ziołami, solą i pieprzem,
  • blachę wstawiamy do piekarnika - pieczemy 45 minut,
  • po wyjęciu i ostygnięciu miksujemy całość blenderem (czosnek wyciągamy z łupinek),
  • krem podgrzewamy w garnku dodając mascarpone, 1 łyżeczkę oliwy,
  • możemy dodać trochę wody jeśli krem jest zbyt gęsty; 


Do kremu idealnie pasują paluchy grissini. Robiłam dwa podejścia. Ciasto nie urosło.
Trzeba się było raczyć kupnymi :)

* wybaczcie mój brak komentarzy w niektórych miejscach :(
czasem nie jestem w stanie ogarnąć postów, które wrzucacie codziennie,
czytam i zmykam.
Tego też nie lubię, ale ... life is life ;)
** przepis zaczerpnięty z bloga Wiewióry

poniedziałek, 18 marca 2013

Co do pracy? #3 Twaróg z olejem lnianym, papryką i prażonym słonecznikiem


Dziś - myślę zdrowa propozycja.
Trochę nabiału.
Trochę błonnika.
Trochę warzyw.
I olej lniany.
Jednym z ulubionych obiadów Za Rzeką są pyry z gzikiem.
Uwielbiamy to postne danie.
Zwykle kończy się obżarstwem...
Ajwonka zawsze do twarogu dolewała sobie olej lniany.
Ja miałam długie zęby. W końcu to się zmieniło i od kilku lat nie wyobrażam sobie inaczej.
I bardzo dobrze, bo wiecie jakie olej ów ma właściwości? Przeczytacie o tym pod przepisem :).

Skład: 250 - 275 g twarogu (ja najczęściej kupuję półtłusty), pół czerwonej papryki, duża garść słonecznika łuskanego, ok. 100 g śmietany (u mnie 12%, oczywiście można zastąpić jogurtem), 2-3 łyżki oleju lnianego, sól morska, świeżo zmielony pieprz;
  • słonecznik prażymy na suchej patelni,
  • twaróg przerzucamy do blendera, dodajemy śmietanę, olej, sól, pieprz - miksujemy,
  • paprykę kroimy w kostkę,
  • słonecznik i paprykę wrzucamy do sera - całość mieszamy;

Właściwości*: 
- wspomaga metabolizm, 
- ma dobroczynny wpływ na działanie układu nerwowego, 
- obniża poziom tak zwanego „złego cholesterolu”, 
- zapobiega chorobom nowotworowym, 
- obniża ryzyko zachorowania na choroby układu krążeniowego, 
- pomaga skutecznie redukować tkankę tłuszczową i utrzymywać właściwą równowagę hormonalną, 
- może doskonale zapobiegać występowaniu reakcji alergicznych.
- można go wykorzystać do leczenia trądziku różowatego, do poprawy kondycji włosów oraz paznokci.

Olej najlepiej nadaje się właśnie do twarogu oraz do sałatek.
Największe właściwości ma po zmiksowaniu - np. z twarożkiem :).
Do jego smaku niektórzy muszą się przyzwyczaić, jest dosyć specyficzny, ale ja już nie wyobrażam sobie białego sera bez tego dodatku :).

A Wy znacie ten olej? Używacie?
Mój dziadek w oleju lnianym maczał chleb :)

P.S. Post czwartkowy się robi ;)

* informacje ze strony http://olejlniany.org/

czwartek, 7 lutego 2013

Tłusty czwartek, czyli w prostocie siła! Ziemniaki pieczone i sałata

Dwa tygodnie temu odkryłam, że już zaraz będzie tłusty czwartek!
Zresztą ilość faworków na blogach nie dałaby zapomnieć o tym dniu.
Dziwię się, że jeszcze mi się te faworki nie przyśniły ;)
A może gdyby się przyśniły to i u mnie by się pojawiły?
Tylko może by to Was znudziło?
A na pewno nie zdziwiło! :P

Rok temu z okazji tłustego czwartku była u mnie biała kiełbaska.
Kto nie widział, niechaj zajrzy, bo kiełbaska jest przepyszna.
W tym roku nie będzie inaczej :P


Skład: ziemniaki, oliwa, ulubione przyprawy - u mnie sól morska, tymianek suszony, gałka muszkatołowa, papryka ostra;
  • ziemniaki obieramy, myjemy, większe przekrawamy na dwie, trzy części,
  • gotujemy w osolonej wodzie około 7 minut (by nie były do końca ugotowane),
  • odcedzone ziemniaki kroimy na mniejsze dość podobnej wielkości części,
  • przekładamy na blaszkę, polewamy obficie oliwą, posypujemy przyprawami,
  • mieszamy i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni,
  • pieczemy około 50 minut - do momentu aż się zezłocą;
Skład sałatowy: ulubiony rodzaj sałaty - u mnie miks plus rukola, do tego to co miałam w lodówce - pół dużej czerwonej cebuli, pół dużej czerwonej papryki, kilka plasterków pieczarek usmażonych na złoto;

Skład na sos: oliwa z oliwek (4-5 łyżek), łyżeczka musztardy (u mnie Dijon z ziarnami gorczycy), sól morska, świeżo zmielony pieprz, ząbek czosnku, sok z małej połówki cytryny;
  • umytą sałatę przekładamy do miski,
  • mieszamy z pokrojonymi dodatkami,
  • składniki sosu mieszamy w miseczce,
  • sałatę z dodatkami polewamy sosem, dokładnie mieszamy;

A Wy co dziś jecie? :)
Udanego dnia! 

P.S. Roman kazał przekazać, iż łaskawie dziękuje za wszelkie głaski i inne miziadła, ale... mu mało! Jak żyć? Jak żyć? :P 

wtorek, 7 lutego 2012

rzecz o zupach z gulaszowym podsumowaniem

Jak w temacie - rzecz dziś będzie o zupie, zupach. Choć czy warto się tu na tym skupiać skoro wszędzie o tym piszą? Bo przecież są takie okresy w roku, że zupy wynoszone są na piedestał. Bo pożywne, bo rozgrzewające, bo zdrowe, bo powinny być jedzone codziennie w takie dni jak te ostatnie. I wcale nie zamierzam dyskutować z powyższymi "bo", BO się z nimi zgadzam. Oczywiście o ile nie jest to zupka tzw. chińska czy gorąco - kubkowa. Choć myślę, że jak raz na ruski rok taką zjemy to nic złego się nie stanie i dajmy sobie wówczas spokój z jakimiś glutaminianami sodu czy innymi podejrzanymi E.


Dziś jednak będzie bez podejrzanych E. A może i z nimi? Bo co jest w składzie kostki rosołowej? Nawet (niby) lepszej firmy? Nie wiem, nie zgłębiłam tematu. Bo i po co? I tak do dzisiejszej zupy nie zrobiłabym bulionu z prawdziwego zdarzenia. Najzwyczajniej w świecie nie chciałoby mi się go robić mając przed sobą wizję krojenia papryk kilku, krojenia cebul iluś tam, krojenia wołowiny, krojenia ziemniaków wielu, a tym bardziej krojenia twardej marchewki (a raczej twardych marchewek)! Tylko absolutnie się nie zniechęcajcie! 

Ok ok, znawcy o których wspominałam przy okazji poprzedniego wpisu oburzyli by się i stwierdzili, że jak to?! Przecież wystarczy nagotować rosołu, ostudzić i wlać go do foremek do lodu. Oczywiście kwadratowych co by po zamrożeniu otrzymać KOSTKĘ rosołową PRAWDZIWĄ, domową i zdrową. Tylko czy aby na pewno wyjdzie taka jak znawcy by sobie życzyli? Na pewno tak jeśli kurę dostanę od rolnika, kawałek wołowinki też (rosół musi być z wołowiną przecież), a warzywa nie będą z Hiszpanii czy z Chin (czy marchewki też tam produkują na szeroką skalę?).
Ale kiedyś "zaryzykuję" i zrobię te kostki :). Z warzywkami własnymi i kurą z mięsnego ;).Tylko najpierw muszę kupić kwadratowe foremki do lodu ;).


A teraz o mojej ulubionej zimówce jaką jest gulaszowa:
  • 3 papryki (żółta, zielona, czerwona) i jedną małą papryczkę pepperoni kroimy w kostkę i dusimy na oleju - do momentu aż zmiękną,
  • w tym samym czasie na oleju podsmażyć 0,5 kg wołowiny pokrojonej w małą kosteczkę (może być wieprzowina) - posolić, popieprzyć,
  • po kilku minutach do mięsa dorzucić 2 średnie cebule (kostka) - dusimy do momentu aż woda wyparuje,
  • podduszone mięsko zalewamy 2 szklankami bulionu (może być z kostki sklepowej ;) ) i dusimy 10 - 15 minut, a jeśli mięsko będzie zbyt twarde to czas ten można wydłużyć (zwłaszcza wołowinka potrzebuje czasem więcej czasu),
  • po tym czasie wrzucamy paprykę, pokrojone w kostkę ziemniaki (6 średnich lub więcej) i 2 marchewki,
  • całość doprawiamy solą, pieprzem, papryką ostrą, przyprawą do gulaszu,
  • zapewne będzie tzw. "gęściocha" - wówczas dolewamy bulion - tyle ile uważamy za stosowne ;),
  • gotujemy do miękkości.
A uwierzycie, że przez większą część mojego dotychczasowego życia nie przepadałam za zupami? A Wy jakie polecicie na te dni?

piątek, 20 stycznia 2012

po polsku, zimowo, jesiennie #2 czyli placki ziemniaczane


Muszę się spieszyć z kolejnym daniem tej serii, bo brak zimy mnie przeraża. Pewnie u wielu z Was jednak jest zimowo, ale na zachodzie naszego kraju króluje obrzydliwa jesień. Dziś owszem, pięknie sypał śnieg, ale co z tego skoro topił się w locie? Dramat. 
Swoją drogą to temat pogody jest jednym z ulubionych w ostatnim czasie. A może nie tylko ostatnio? Czyż to nie ulubiony temat Polaków? A jednocześnie jak krytykowany - "o czym gadaliście? pewnie o pogodzie, phi... " :). Ależ my jesteśmy przewrotni :).
A póki co: 

Będzie zima? Nie będzie? 
Będzie? Nie będzie? 

Meteorolodzy prześcigają się w przekazywaniu pogodowych informacji, dziennikarze pytają górali co i jak, a my narzekamy, że pewnie się dobra prognoza nie sprawdzi (przecież ONI się nie znają!) albo, że przewidziano złą. No i to ciśnienie! Głowa boli - nieważne czy spada, czy rośnie - ważne, że się zmienia i jest na co to wszystko zwalić ;). I tylko pukamy w ten barometr z nadzieją, że strzałka DRGNIE :).

Dziś skupmy się lepiej na dłuższym staniu przy patelni - zapomnimy o bólu głowy, bo ponarzekamy na ból nóg ;). I znów będzie pretekst... :)



Placki ziemniaczane to jedno z moich ulubionych dań. Robię je niestety rzadko, bo nie lubię trzeć warzyw na tarce. Choć już się wycwaniłam - wrzucam ziemniary do maszynki i po 2 minutach papka ziemniaczana gotowa :). Mój przepis na to co do papki dodać, czyli placki idealne w swej prostocie:
  • 8 średnich ziemniaków obieramy, myjemy i trzemy / mielimy - ja lubię papkę ;), ale wiem, że niektórzy trą na dużych oczkach tarki na paski,
  • dodaję około 5 łyżek mąki, 1-2 jaja,
  • doprawiamy solą,
  • całość dokładnie mieszamy,
  • smażymy na porządnie rozgrzanym oleju - chwilkę z każdej strony; ja bardzo lubię placki mocno zrumienione, chrupiące, raczej cienkie i nieduże - na patelnię kładę 4 porcje, a nie jedną dużą :)
Uwielbiam placki tylko i wyłącznie ze śmietaną (jem bez cukru). Tym razem zrobiłam sos - były pyszne :).


  • na naoliwioną patelnię wrzucamy pokrojone w kostkę pieczarki (200 - 300 g), solimy je i pieprzymy,
  • dorzucamy 1 cebulę - w kostkę,
  • jak wytworzy się woda dodajemy paprykę (u mnie żółta i czerwona - po jednej) i jedną cukinię - wszystko oczywiście w kostkę pokrojone,
  • doprawiamy solą i pieprzem, ewentualnie papryką ostrą,
  • jak wszystko zmięknie dodajemy przecier pomidorowy - tyle, by ładnie całość połączył,
  • sosik nakładamy na placki :).

I zasłońmy okna, by nie widzieć co się tam za nimi na dworze dzieje. Zapomnijmy o tym co tam i popatrzmy na kolory poniżej :). A i tak będą gadać, że się izolujemy zasłanianiem okien coraz to potężniejszymi roletami i obsadzaniem domu drzewkami ;), ale to już zupełnie inna historia...


P.S. Powyższe proporcje starczą dla 3-4 osób - głodnych :).

P.S.2. Dla przypomnienia - pierwszy przepis z jesienno - zimowej serii znajdziecie tutaj.

wtorek, 22 listopada 2011

feta nie feta

Już dawno miałam o tej całe fecie pisać. Powiem krótko. Miłośniczką tego słonego sera nie jestem absolutnie, a co za tym idzie, rzadko jem wszelkie sałatki z greckim przymiotnikiem w nazwie. Smak za słony. Zdecydowanie za słony. I nie jest w stanie go zabić żaden dodatek ze słonością mający tyle wspólnego co nic. Tylko teraz ważne pytanie - jak smakuje prawdziwa feta? Nie wiem. W Grecji nie byłam, prawdziwego greckiego sera nie miałam okazji jeść, a te sklepowe to niby które są te prawdziwe?


Kolega Pietka, przy okazji letniego grilla i.... sałatki greckiej (!) zakomunikował, iż najbardziej zbliżony do greckiej fety jest ser typu bałkańskiego z Lidla. W zasadzie uwierzyłam, bo czemu by nie, skoro Pietka w Grecji był nie raz i próbował jak co smakuje. No chyba, że ściemnia, że próbował? ;)
Ów ser, zakupiony został do rzeczonej sałatki. Pokrojony został w warunkach prawie polowych, w temperaturze bardziej ciepłej niż pokojowa i co? I absolutnie się nie maział! Moje dotychczasowe doświadczenie z fetopodobnymi było takie, że jak nie włożyłam pudełeczka do zamrażalnika to absolutnie nie było ładnych kosteczek, a nawet jak czasem takie wyszły to w sałatce się maziały. No i to rozcinanie tego kartonika wzdłuż i wszerz... Samo to zniechęcało mnie bardzo.
A tu proszę, nie ma kartonika do rozcinania i jakie kosteczki ładne są! I co najważniejsze? Nie ma tyle słoności i smak naprawdę mnie bardzo zadowala :). Zmieniłam stosunek do fety (nie fety?) zdecydowanie :). No i do sałatek greckich :).

Ostatnio, wspomniany ser wykorzystałam tak:


  • 1 opakowanie sera typu bałkańskiego (firma Pilos - wiem, reklamuję :), trudno się mówi ;) ), który kroimy w kostkę,
  • 1 paprykę (u mnie trafiła się żółto - zielona) kroimy w sporej wielkości kostkę,
  • kilka pomidorków koktajlowych kroimy w ćwiartki,
  • dorzucamy trochę makaronu "z wczoraj" ;), albo i nie dorzucamy jeśli nie mamy ;),
  • do tego świeża bazylia - kilka sporych listków,
  • całość mieszamy i doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem,
  • ja doprawiłam jeszcze mieszanką przypraw do sałatek (kamis, mały słoiczek - znów reklama, ale przyprawy te dostałam od Lee i chętnie korzystam),
  • na koniec dodałam troszkę jogurtu naturalnego - tyle, by składniki się połączyły;


A Wy co wiecie i powiecie o fecie i fetopodobnych? 

wtorek, 27 września 2011

zapiekanka prawie całkowicie warzywna


W któryś z ostatnich weekendów, odwiedziła mnie Lee. A nie wiem czy wiecie, ale Lee nie jest zwolenniczką mięs maści wszelakiej. Mówiąc mięs, mam na myśli również mięsko rybie. Mówiąc, że nie jest zwolenniczką, mam na myśli zdecydowanie nie jest zwolenniczką ;). Jakby nie było, obiad musiał być całkowicie bezmięsny, bezrybii etc. Nie chciałam robić czegoś co Lee już u mnie jadła, a także tego co zwykle ma dodatek mięsa, tyle, że tym razem miało go nie być... (przykładem tu może być jakakolwiek zupa).
Padło na zapiekankę.

  • ziemniaki obieramy i gotujemy w przyprawach - ziele angielskie, pieprz w kulkach, liść laurowy, sól, przyprawa do ziemniaków,
  • ugotowane ziemniaki kroimy w plastry i układamy na dnie naczynia żaroodpornego, posypujemy przyprawą do ziemniaków i suszonym tymiankiem,
  • cebulę, paprykę i jedną niedużą papryczkę pepperoni kroimy w paski i wrzucamy na rozgrzany na patelni olej - dusimy na małym ogniu, aż warzywa zmiękną,
  • powyższe warzywka układamy na ziemniakach,
  • pieczarki kroimy w plastry i smażymy po krótkiej chwili z każdej strony - tak by były złotawe,
  • pieczarki to nasza kolejna warstwa,
  • fasolkę szparagową przekrawamy na pół i gotujemy w osolonej wodzie do momentu, aż będzie półmiękka,
  • fasolka na pieczary :),
Teraz przyszła pora na sosik:

  • do małej śmietany 12% wbijamy jedno jajo, solimy, pieprzymy i miksujemy na jednolitą masę,
  • kawałeczek żółtego sera ścieramy na małych oczkach i mieszamy z jajeczną śmietaną,
Sosem zalewamy to co już mamy w naczyniu :), a następnie:
  • cukinię kroimy w plastry i układamy na reszcie,
  • na samą górę mozzarella w plasterkach,
  • doprawiamy świeżo zmielonym pieprzem,
  • wstawiamy do piekarnika (180 stopni) na około 30 minut lub do momentu roztopienia się mozzarelli,
  • podajemy ze szczypiorkiem.

Proporcji nie podaję - każdy zrobi według swoich upodobań :). Mogę podpowiedzieć, iż każdy (podpowiedź nie dotyczy np. papryczki pepperoni lub sera żółtego) z moich składników miał na oko 200 g. Na DUŻE OKO :D

Nie wiem czy tą informacją nie strzelę sobie w kolano, ale zaryzykuję :). Lee nie powiedziała czy dobre czy nie dobre ;). Jednak mam nadzieję, że smakowało. Mnie na pewno - inaczej bym o tej zapiekance nie pisała :).

niedziela, 31 lipca 2011

słoikowo #2


Nie przepadam za cukinią. Jakoś ostatnio całe mnóstwo osób się nią zachwyca, dookoła jest sporo przepisów na to co z nią zrobić, a ja - no nie teges. Ok, w leczu może być, ale nawet z grilla w czosnku nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Jednak jednak... Ano jednak jest takie, że cukinia bardzo mi pasuje zamarynowana w słoiku ;) i nie sama, a z dodatkami. Spotkanie pierwszego stopnia z tą pyszną mieszanką, było ostatniej zimy kiedy to Szpakers przywiózł to coś od Wróbla (nie wnikajcie w te ptasie koligacje;) ). Oczywiście byłam sceptycznie do tego nastawiona skoro była tam cukinia! Myliłam się ;) bo taki słoik wyciągnięty zimą do obiadu - pyszne! Nie nie, nie słoik pyszny ;)
I oby więcej takich pomyłek! Nie tylko kulinarnych ;) 
No to do roboty: 


Warzywka:
  • 3 kg cukinii obieramy i kroimy w kostkę; zaznaczam, iż 3 kg ma być po obraniu i wydrążeniu pestek i pianki ze środka,
  • 6 papryk (kolory dowolne) trzemy na tarce - w paski trzemy albo wrzucamy do maszynki i mielimy - w paski mielimy,
  • 0,5 kg cebuli w kostkę kroimy;
Zalewa:
  • 2 szklanki octu 10%,
  • 4 łyżki soli,
  • 3 szklanki cukru,
  • 4 łyżeczki gorczycy,
  • 4 łyżeczki kurkumy;

Pokrojone warzywa zalewamy mieszanką, wszystko dokładnie mieszamy i odstawiamy na noc. Po nocce, przekładamy do słoików, które zalewamy sokiem wytworzonym w naszym garze :) Słoiki gotujemy 20 minut, odstawiamy do góry nogami. A potem wynosimy do piwnicy ;)
Sałatka jest wręcz przepyszna! :)

A wczoraj jadłam placki cukiniowe wg przepisu z Palce lizać i dalej mam na to urocze warzywo trochę za długie zęby :/ chyba za delikatna jest jak na moje potrzeby ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...