środa, 13 listopada 2013

Zdrowiej! "Zamień chemię na jedzenie"

Julita Bator przez lata miała problem brzuchem. Przez lata miała problem z dziećmi, a raczej ich permanentnymi chorobami.
Jeden antybiotyk zastępował kolejny. Kolejny zastępował syrop na kaszel. Zapalenia oskrzeli, gardła, alergie i inne wysypki.
Dzieci zdrowiały, chorowali rodzice. I tak w kółko. Przez kilka lat.
Najstarsza córka pani Julity pierwszy antybiotyk (a raczej dwa naraz) dostała w czwartej dobie życia, kolejny w trzecim miesiącu. Do siódmego roku życia dostała około 20 antybiotyków i sterydów wziewnych.
Młodsza córka przebyła podobną drogę. Najmłodszy syn dostał tylko jeden antybiotyk.
W końcu przyszedł moment, w którym Julita Bator zaczęła szukać przyczyny ciągłych chorób pojawiających się w jej rodzinie.
Po przestudiowaniu wielu książek, stron internetowych, a przede wszystkim po dogłębnej analizie składu różnych produktów spożywczych i leków (!) znalazła przyczynę. Gdzie? Oczywiście w chemicznym składzie rzeczy, które jedli, które przyjmowali jako lekarstwo.

Czy to odkrywcza teza? Nie bardzo.

Od jakiegoś czasu docierają do nas informacje o tym, co złe, co niedobre. O żywności bio, eko.
Tylko jest jeden problem. Czy te informacje rzeczywiście do nas trafiają? Czy próbujemy coś zmienić?
Część osób na pewno tak, ale to (chyba) ciągle garstka.
Ciągle panuje przekonanie, że zdrowsze jedzenie wymaga od nas nakładu ciężkiej pracy. Że zdrowsze jedzenie jest dla osób zamożnych. Nieprawda!
Między innymi tę nieprawdę ;) Julita Bator próbuje przekazać w swojej książce "Zamień chemię na jedzenie", wskazując wprost, jakie produkty możemy spokojnie kupić w supermarkecie.

Po 4 latach od zmiany nawyków żywieniowych w pięcioosobowej rodzinie Państwa Batorów pojawił się jeden antybiotyk. Nie pojawiły się żadne alergie, a wieloletnie problemy jelitowe pani domu zniknęły.

Przekonuje Was to? Mnie tak.
 
znak.com.pl

Książka podzielona jest na rozdziały tematyczne - od zasad ogólnych po szczegółowe dotyczące np. mięsa, warzyw, owoców, napojów.
Autorka w sposób jasny i klarowny wyjaśnia, co w danym produkcie jest szkodliwe i dlaczego. Wskazuje, jak tego uniknąć, jak odszukać zdrowszy produkt.
Produkty, które kupujemy na co dzień, rozłożone są na czynniki pierwsze. Każdy ze składników oznaczony jest odpowiednim znacznikiem (unikać, zachować ostrożność, nie jeść za często, dodatek bezpieczny). Znaczniki są dla mnie nie do końca logiczne, ale to moje subiektywne odczucie (znak "-" oznacza dodatek najgorszy, a "!" już taki zły nie jest; wg mnie powinno być odwrotnie).
Każdy z rozdziałów kończy się ciekawymi przepisami kulinarnymi oraz zwięzłym podsumowaniem zawierającym najważniejsze informacje.

Sporo miejsca autorka poświęca żywieniu dzieci. Ostro krytykuje wszystkie gotowce (mleka, kaszki, deserki, jogurciki, napoje itp.), a jeszcze ostrzej słodycze i przeróżne przekąski.
Chcesz dać dziecku kaszkę? Ugotuj kaszę mannę.
Chcesz dać coś słodkiego? Poczęstuj owocami, upiecz ciasto
Nie jest to czcze gadanie. Wszystko ma swoje uzasadnienie.
Podpowiada też, jak przemycać warzywa czy kasze. Jak negocjować z najmłodszymi członkami rodziny.

Spora część informacji zawartych w książce dla mnie samej odkrywcza nie była.
Nigdy nie byłam fanką wszelkich kolorowych napojów. Od lat piję wodę, herbatę i kawę (tylko sypaną!).
Nigdy nie byłam fanką jogurtów smakowych i innych deserków. Od lat nie jem tych słodkich chemicznych papek.
Nigdy nie byłam fanką słodyczy. Zauważyłam jakiś czas temu, że jak zjem kilka czekoladowych cukierków, boli mnie brzuch. Wzdyma się. Nie ma więc sensu tego ruszać.
Nie używam w ogóle przypraw typu vegeta, kucharek (jak to dobrze, że Ajwonka nigdy tego nie używała!) i innych kostek rosołowych.
Nie kupuję wędlin. Większość z nich to istna tablica Mendelejewa. Czasem kupię dobrą podsuszaną kiełbasę. A lepiej kupić kawałek mięsa i upiec. Zdrowiej i taniej.
Od jakiegoś czasu nie kupuję pieczywa. Naprawdę nietrudno zrobić samemu chleb na zakwasie. Trwa to chwilę, a w chlebie kupnym bardzo często są przeróżne naprawdę zbędne dodatki, ulepszacze, spulchniacze...

Tak, te informacje odkrywcze nie były, ale sporo innych już tak. Na przykład nigdy nie zwracałam uwagi na skład nabiału. Teraz już wiem, by nie kupować produktów zawierających mleko w proszku.
Tylko raz poświęciłam dłuższą chwilę na analizę składu jogurtów naturalnych i już wiem, po który sięgnąć. Zmiany można wprowadzać powoli, sukcesywnie. Nie odczujemy wówczas, że zabiera nam to wiele czasu.
W książce podoba mi się np. zestawienie dodatków "E" (nie, nie jest ono przerażająco długie), których lepiej unikać.
Podoba mi się to, że wiele rzeczy można zrobić samemu, że wiele zdrowszych produktów nie jest absolutnie z górnej półki.
Podobają mi się argumenty Autorki, że można wydać więcej pieniędzy na zdrowsze produkty, oszczędzając na lekach, na słodyczach kupnych itp.
Wszystkie ważne i niezwykle rozsądne informacje są w pigułce.
Czyż to nie proste? Wystarczą chęci. :)

Bardzo wszystkich zachęcam do zdrowych zmian. Do sięgnięcia po tę książkę.
Ja planuję co jakiś czas zamieszczać tu zdrowsze propozycje jedzeniowe (oznaczone tagiem "zdrowiej"). Jesteście za? :)
W piątek zapraszam Was na konkurs związany oczywiście z dzisiejszym tematem.
A dziś proszę o Wasze opowieści, doświadczenia, obserwacje...

P.S. W swoim życiu (w dzieciństwie) brałam 2 razy antybiotyk. Później już tylko raz, przepisany przez panią dermatolog. Nie pomógł.

102 komentarze:

  1. Piękna idea.
    Ja dawno realizuję swoją drogę jedzenia bez chemii,świadomie,samodzielnie.
    Tylko często produkty eko takimi nie są,niestety...
    I tego trzeba mieć świadomość i rozsądnie kupować.
    Pozdrawiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amber, bardzo się cieszę, że taką drogę obrałaś, choć... nie dziwi mnie to. ;))
      Zgadza się, ceny bywają różne, ale można nie przepłacać.
      Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. Mam świadomość tego po co sięgam. Produkty wysoko przetworzone bardzo mi szkodzą, z drugiej strony staram się jednak nie dać się zwariować. Akcja zdrowiej bardzo mi pasuje :)
    Miłej środy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli najlepiej wiesz po sobie jakie to świństwa.
      Myślę, że świadome zakupy, świadome jedzenie to nie wariactwo. ;))
      Miłego wieczoru Kamilko :*

      Usuń
  3. Generalnie staram się od lat odżywiać zdrowo, więc czekam na Twoje propozycje
    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Vikuś, że chętnie zerkniesz na propozycje. :))
      Buziaki :*

      Usuń
  4. Alutka jestem bardzo ZA!!:)
    od kilku lat staram się odżywiać zdrowo rodzinę,teraz jak Córcia jest na etapie zdrowego odżywiania się,to nasiliło się bardziej parcie na ''jesć zdrowiej"
    wędlinę też robię sama,chleb piekę lub kupuję w dobrej sprawdzonej piekarni na zakwasie,dużo chemii odrzuciłam która sie dodaje do sosów,zup.....nawet nachosy robimy same :P
    :****

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marguś :**
      Wspaniale mieć w domu kogoś, kto podziela taką zdrową pasję. Marzę o tym!
      Brawo za tę wędlinkę, za chleb, za nachosy! :D
      :***

      Usuń
    2. To prawda Kochana,jak jest Ktoś kto daje motywację to tym bardziej się chce a i dla siebie samego naprawdę warto,tym bardziej,ze można poprawić swoje samopoczucie zdrowotne bardzo znacząco:)
      A dzięki Tobie mam pomysł na prezent dla Córki,fanatyczki zdrowego odżywiania i wyczytywania dokładnie etykietek towarów zanim coś trafi do koszyka a jak sie domyślasz za dużo tam nie ma jak się dojedzie do kasy:)))
      Dzięki za ten post Alutku:*******

      Usuń
    3. No właśnie Margo, wówczas jeszcze bardziej się chce i jest jeszcze bardziej przyjemnie! :)
      Cieszę się, że nieświadomie podsunęłam Ci pomysł. :D Koniecznie daj znać co córcia powiedziała! ;)
      I bardzo dobrze, że masz osobistego kontrolera koszykowych zawartości! :D Zwykle z dziećmi jest odwrotnie... koszyk wyładowany po brzegi.

      To ja dziękuję za Twój czynny udział pod tym postem :***

      Usuń
  5. Staram się żyć podobnie.
    Nie jest to proste ale jest bardzo wkręcające.
    Zamiast gotowych słodkich jogurtów, robie koktajle z jogurtu naturalnego i owoców.
    Zamiast batonów - piękę ciasta.
    Zaczynam piec chleb.
    Z szynkami podobnie.
    Zdroweij!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Petitko! To wciąga. Odkąd zaczęłam sama piec chleb, piekę go coraz częściej i więcej - nie tylko dla siebie.
      Bardzo podoba mi się Twoje "zamiast".
      A do pieczenie chleba namawiam każdego! :)))

      Usuń
  6. oooo, mój ulubiony temat!!!
    jestem maniaczką kupowania tego co zdrowe, ale nie zgodzę się do końca z Tobą, że zdrowiej wcale nie znaczy drożej...
    chleb żytni na zakwasie - ale taki prawdziwy, bez dodatku drożdży spożywczych - 30zł!!!!!, żytni makaron eko - 8zł, ser kozi - 7zł, mleko kozie - 10zł, dobra wędlina bez konserwantów, ulepszaczy - około 40-50zł/kg....
    absolutnie wykluczam wszystkie napoje gazowane, kolorowe!!! dzieci piją wodę i soki bez dodatku cukru (oraz innych substancji słodzących!!!)
    wędliny, jeśli kupuję to te najmniej różowe i soczyste :). Często kupuję schab, karczek i sama robię coś na chleb. Tyle że ten schab czy karczek to niestety ze sklepu (cholera wie czym faszerowane!!).
    i od dłuższego czasu tłumaczę dzieciom co jest zdrowe dla nich, co szkodliwe, syn jest już na etapie czytania składu na etykietach i wie, że im mniej tym lepiej :)
    acha - i też zero vegetty, przecież to typowy wzmacniacz smaku!
    zamiast śmietany jogurt naturalny
    i też robię sama chleb na zakwasie, i jeszcze zakwas na żurek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mammo, troszkę źle się wyraziłam. Produkty zupełnie eko są oczywiście droższe. Tak jak piszesz.
      Chodziło mi raczej o zastępowanie wędlin pieczonym własnoręcznie mięsem, o świadomym wybieraniu produktów z lepszym składem - jogurt naturalny jogurtowi nat. nie równy, musztarda musztardzie itp... A ceny są prawie takie same. Nie mówiąc o kupowaniu wody zamiast wszelkich kolorowych napojów i tzw. soków. To miałam na myśli mówiąc o cenach. :)))

      Do pozostałej części Twojego komentarza odniosę się później. I do wszystkich innych również. :)))

      Usuń
    2. Mammo, to mamy wspólny ulubiony temat! :D
      Napoje, które wymieniasz to samo zło. Nie wiem jak to w ogóle może gasić pragnienie? To sam cukier i chemiczny posmak. Zdarza mi się wypić pepsi - tylko i wyłącznie na imprezach. Raz, nie zawsze.
      Kupiłam dziś suchą kiełbaskę (same podstawowe składniki). Przede mną w kolejce stała starsza pani, poprosiła o skład białej kiełbasy. Odłożyła śliczne kiełbaski z hukiem na ladę. :)))

      Podoba mi się bardzo, że uświadamiasz syna. Wejdzie mu to w krew. :)
      Ostatnio znalazłam przepis na domową vegetę. Będę robić i umieszczę tu, jeśli będzie dobrym miksem przypraw.
      Zakwasu na żurek nigdy nie robiłam, ale moja mama planuje - muszę bacznie podpatrywać. :)

      Dziękuję Ci za Twój obszerny wpis! :)))

      Usuń
    3. A jeszcze mi się przypomniało.... Ja używam i śmietanę i jogurt nat. Często wolę śmietanę. Poza tym, że jest bardziej kaloryczna niż jogurt ma jakieś wady?
      Przychylam się do teorii, że dobrze jest jeść to co właściwe dla naszego regionu. A nasi przodkowie jedli śmietanę, zsiadłe mleko, a nie jogurty. :)

      Usuń
  7. Ja mam wrażenie, że mimo iż coraz więcej mówi się na temat chemii w żywności,
    wciąż niewiele osób zwraca na to uwagę i nie kojarzy swoich dolegliwości z tym, co jemy.
    Przyzwyczailiśmy się, że zawsze coś nam dolega,
    a na każdą dolegliwość znajdziemy pigułkę i sprawa załatwiona,
    a przecież naturalnym stanem naszego organizmu jest ZDROWIE.
    Warto poruszać ten temat i zarażać innych miłością do zdrowego jedzenia:)
    Nawet jeżeli początkowo pukają się w głowę i uważają nas za dziwolągi;))
    Z chęcią przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Moje odczucia są identyczne.
      Przecież pigułkę łatwiej połknąć niż w ogóle zastanawiać się nad przyczyną dolegliwości...
      Co jakiś czas możemy przeczytać, że Polacy kupują tony leków.
      Mówisz, że mimo, iż się pukają ;)) to warto? Pewnie tak. Tylko jak osobnik oporny to czasem się odechciewa, czasem cierpliwości brak...
      Książka będzie do wygrania w konkursie. :)

      Usuń
    2. Nawet jeżeli zarazisz tym jedną osobę na sto, to warto,
      ale na pewno nie na siłę i nie kosztem własnych nerwów;)

      Usuń
    3. Masz rajcę :)
      A na swoje nerwy muszę uważać ;))

      Usuń
  8. Dzięki Alutko, przypomniałaś mi o tej książce, którą już od jakiegoś czasu planuję kupić:)
    W moim przypadku punktem zwrotnym było szkolenie u dietetyczki na skutek cukrzycy ciążowej przeszło dwa lata temu.
    Od tej pory "zamieniam chemię na jedzenie";-)
    Coraz bardziej skłaniam się nawet do kuchni pięciu przemian. Znasz?
    Pominąwszy całą ideologię, która nie każdemu musi odpowiadać, ogólne założenia są naprawdę sensowne.

    Czekam na zakładkę "zdrowiej":)
    A teraz pogmeram u Ciebie za jakimś smakowitym przepisem:)
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, miło mi, że zajrzałaś. :))
      Książka będzie do wygrania w piątkowym konkursie. :)
      O kuchni pięciu przemian słyszałam, ale niewiele o niej wiem. Zgłębię temat. Dzięki. :)

      Fajnie, że trafiłaś na taką dietetyczkę. Z nimi naprawdę różnie bywa. :/

      Buziaki!

      Usuń
  9. Zawsze wolę zrobić swoją wędlinę czy upiec swój chleb bez polepszaczy. Do picia wody juz przywykłam. Mam dostęp do większości eko-produktów . Jest tylko jedno ale, moje dziecię i tak będąc ze swoim towarzystwem wybierze KFC czy pizzę z pizzerii, chipsy o smakach kebabowych, pieczonego kurczaka z budy (blee...)...Mimo kultu zdrowego żywienia musi sama dojrzeć, tak jak ja dojrzewałam. Pamiętam doskonale siebie sprzed lat, u babci na wsi zawsze był pieczony chleb na zakwasie w piecach chlebowych ( dla mnie musiał być kupny), swojskie wędliny nie smakowały jak te sklepowe, a śmietana i masło miało dziwny kwaśny zapach;-). Boże ile bym dała, żeby móc się cofnąć w czasie i skosztować tego teraz...
    Wracając do twojej propozycji jestem na TAK. Będę dalej podawać w domu swoje, zdrowe jedzenie i może kiedyś moja córcia też sobie przypomni i u siebie w domu będzie to kultywować. Może...;-)
    P.S.
    2 rok pijemy na czczo wodę z miodem i cytryną, dzięki temu moje dziecko już drugi rok nie choruje. Mam nadzieję, że dzięki temu;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenko, myślę, że naprawdę ciężko uniknąć tego, ze dziecię nie pójdzie do KFC lub "Maca". Znajomi chodzą, więc nie ma się co wyłamywać, tym bardziej jeśli smakuje. Tak już jest. Jednak sam fakt, że w domu ma dobry przykład, że Ty ją uświadamiasz znaczy wiele! Jestem przekonana, że dojrzeje... W swoim czasie. :))) Dzięki Tobie!
      A znasz może jakieś źródło domowego masła??

      P.S. Taka woda podobno czyni cuda. ;)) Piłam ją wiosną i latem. Teraz przerzuciłam się na herbatę, żeby się rozgrzać. Może będę sobie przygotowywać wieczorem pół kubka tej wody, a rano dolewać ciepłą wodę?

      Usuń
    2. Nie znam źródła domowego masła, ale koleżanka z pracy ubija mikserem śmietanę 36% i mówi, że masełko jest pyszne;-)
      Nam pasuje rano taka woda i pijemy ją właśnie jesienią i zimą (odwrotnie niż Ty;-)), ale pewnie nic nie szkodzi na przeszkodzie gdybyś piła ciepła rano ;-)
      A robiłaś tę kaszę jaglaną?

      Usuń
    3. Oooo, ciekawe... Spróbuję na tej śmietanie!
      Ja lubię zimą ciepłe pić rano. Tak pokombinuję z ta wodą :))
      Budyń na kaszy robiłam - rewelacja! Jedyny minus jest taki, że nie miałam w czym zmielić kaszy na proszek i konsystencja nie była idealnie budyniowa. Muszę kupić jakąś tanią maszynkę do mielenia kawy. :))

      Usuń
  10. Jestem za. Nigdy nie używałam kostek / robię sama taką/ , pieczemy mięsa, mamy zaprzyjaźnionego rzeźnika, który wędzi nam mięsko. Nie kupuję żadnych gotowców typu zupek, sosów i zawsze kiedy widzę jak to coś ktoś kupuje to zastanawiam się dlaczego się truje ? Po co sypać vegetę skoro mamy mnóstwo gotowych ziół suszonych, które daja niezwykły aromat, czosnek.
    Ale i też nie rezygnuję np. od czasu do czasu z kupowanych wędlin, dla odmiany chociażby. Albo jednego ulubionego przez mojego niejadka jogurtu.
    A jeśli chorujemy to wprowadzam nie antybiotyk ale inhalacje, nebulizacje, czosnek itp. Do tego basen, nawet z katarem.
    Jest wiele sposobów na zdrowe życie ale niestety do końca nie unikniemy chemii, to konsekwencja cywilizacji.
    Bardzo uświadamiającym programem o tym co jemy, jest program WIEM CO JEM Bosackiej, otwiera oczy na wiele produktów, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alu, zazdroszczę Wam tego rzeźnika! Jakkolwiek dziwnie to brzmi. ;)
      Ja czasem patrzę na półki z gotowcami - zupki, gorące kubki, inne dania w proszku. Tego jest całe mnóstwo! I tylko myślę sobie, kto to kupuje?? A jednak...

      To, że czasem zjesz kupną wędlinę czy jogurt, nie znaczy, że nie jesz zdrowo. Raz na jakiś czas nie znaczy codziennie. Ważna jest świadomość.

      Oczywiście, że nie unikniemy już chemii całkowicie. Nie ma takiej opcji. Możemy jednak minimalizować ryzyko. :)

      "Wiem co jem" oglądam od samego początku! Chyba od wtedy zaczęłam bardziej na wszystko zwracać uwagę.

      Pozdrawiam ciepło! :)

      Usuń
  11. Ja też jestem za! Nie będę się powtarzać, bo przedmówcy powiedzieli już sporo na ten temat. Chemii mówimy zdecydowane nie! Dobrze, że poruszyłaś ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olgo, cieszę się, że jesteś z nami przedmówcami. ;)))
      Temat poruszany jest coraz częściej w różnych miejscach. Jestem tylko ciekawa czy argumenty do ludzi trafiają czy nie... Sama widzisz, że wszyscy komentujący ten post są świadomi od dawna. Nie ma osoby, która napisze "hmm, może rzeczywiście coś w tym jest, może czas coś zmienić"...

      Usuń
    2. Mnóstwo ludzi jest nieświadomych, upartych, albo po prostu leniwych. Nie zmienią swoich przyzwyczajeń.
      Mam kilka znajomych osób, które nigdy się nie wyrzekną kostek rosołowych, przypraw pełnych benzoesanu sodu, konserw i innych świństw, twierdzą, że to im smakuje, a na coś trzeba umrzeć.
      Nawet nie wiesz, jak mnie drażni takie gadanie, nic do nich nie trafia, są głusi na wszelkie argumenty.

      Usuń
    3. O to to, Olgo! Mnie też drażni takie gadanie, ale staram się uodparniać. Nic na siłę. Nie zbawimy świata. ;)
      Pewnie, że na coś trzeba umrzeć, ale szanujmy swoje ciało i swoje zdrowie - na to akurat mamy wpływ! :))
      Osoby, które regularnie jedzą kostki i inne wzmacniacze smaku są tak przyzwyczajone do tych smaków, że ciężko im się przerzucić dania bez tych dodatków. Jednak wystarczy troszkę cierpliwości albo po prostu duża ilość przypraw i ziół. :)

      Usuń
  12. Myślę ze zakladka ZDROWIE będzie cieszy la się olbrzymim zainteresowaniem. Świadomość zywieniowa bardzo się zmienia i ludzie zaczynają szukać wlasnie takich przepisów. Ja nie mogę się doczekać :-)
    Buziole :*********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się Emuś! :)))
      W sieci jest całe mnóstwo zdrowych przepisów, mogę się powtarzać, ale a nuż ktoś skorzysta z moich wpisów. ;)) Zwłaszcza czytacze moi, którym może nie chce się buszować po sieci. ;)))
      Buziaczki :***

      Usuń
  13. Poczytam spokojnie wieczorkiem, teraz wpadłam tylko Ci pomachać i lecę dalej...
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odmachuję! Do zobaczenia :)

      Usuń
    2. Alu, czytałam, czytałam już wczoraj, ale mam taki zły okres, że nawet nie mogę tego skomentować. Odżywiam się skandalicznie, tyję i wpadam w depresję. :( Zawsze tak mam po stresach. Przejdzie mi, ale teraz mam alergię na zdrowe jedzenie i Twój wpis to wyrzut mojego sumienia :))

      Usuń
    3. Anulka... Każdy inaczej reaguje na stres i inaczej sobie z nim radzi. Mam nadzieję, że ten okres jak najszybciej się skończy! A może przy kolejnej nerwówce po prostu zrób sobie sama ciacho? Może dodatkowo pomoże wyżycie się w kuchni? Albo najedz się chleba z miodem zamiast kupnych słodyczy? Choć czasem...
      Poza tym sam fakt, że nie jesz mięsa znaczy, ze nie odżywiasz się skandalicznie. :)) Oczywiście mięso mięsu nie równe, ale... ;)

      Usuń
  14. U mnie w domu też zdrowe odżywianie jest od dłuższego czasu na tapecie. Problemy ze zdrowiem spowodowały przemyślenie tego i iowego. Póżniej okazało się, że problemy mają podłoże inne, ale zdrowsza dieta już została na stałe. Teraz podstawą mojej kuchni są kasze, soczewica, grochy i warzywa. Z nabiału głównie ser biały i kozi, czasami zółty. Unikam jak ognia serków topionych i innych dziwnych wynalazków pt: smarowidła na kanapki. Jogurty owocowe to tylko w wydaniu domowym, czyli naturalny plus świeże owoce. Dużo nasionek i orzechów wprowadziłam do diety. Wędliny odstawiłam. Mięso ograniczyłam do jednej lub dwóch porcja na tydzień i są to świeże ryby i czasami mięso z indyka. Pieczywo też w mniejszych ilościach wcinam i głównie swojej roboty, chociaż czasami robię zakupy w lokalnej piekarni. Słodyczy kupnych nie jem, słodkie domowe wypieki ograniczyłam do minimum, bo mam cukrzyka w rodzinie i to jak cukier potrafi zrujnować zdrowie mnie przeraziło. Kombinuję z zdrowszymi wypiekami. Ostatnio kupiłam cukier kokosowy, podobno zdrowszy jest niż ten zywkły biały, ale to też cukier, więc z jego ilością też nie wolno przesadzać. Jeszcze nie próbowałam go, ale czasami jak mnie najdzie na jakieś domowe ciasto to go wykorzystam. Drogi trochę, ale rzadko cukier jest w robocie, więc warto wydać trochę więcej. Czasami skuszę się na wypiek domowych drożdżówek, uwielbiam piec cebularze i bułki, ale też staram się nie przesadzać z dostawą mąki do organizmu. Z mąki używam orkiszowej białej, albo razowej, gryczanej i żytniej. Co jeszcze? Aaaa jak mnie ciągnie do słodkiego to kiwi wcinam, albo suszoną figę spałaszuję. Kiedyś uwielbiałam ptasie mleczko, ostatnio będąc w sklepie miałam w planach jego zakup na smutki, ale przejrzałam skład i zrezygnowałam, kupiłam sobie 80% gorzką czekoladę. :D Trochę mi zajęło czasu w życiu na świadomość w podejmowaniu żywieniowych wyborów. Przeglądam blogi kulinarne młodych osób i miło, że jednak coraz więcej osób interesuje się zdrowszym odżywianiem. Makaron też odstawiłam bez żalu, bo zawsze po nim czułam się ciężko na żołądku. Ryżowy czasami wcinam i chcę spróbować makaronu z orkiszowej, bo zwykle po wypiekach orkiszowych nie mam wzdęcia i uczucia klocka w brzuchu jak miałąm po zwykłek białej.
    Co do antybiotyków to sporo ich kiedyś brałam, leczono mnie na anginę, a po kilku latach okazało się, że to alergia, leki ziołowe pomogły i zakaz jedzenia lodów i miodu. Kilkanaście lat temu trafiłam w koncu na mądrego lekarza. :-)
    W kwestii antybiotyków to rodzice dzieci czasami sami naciskają lekarzy na ich stosowanie. Na wyspie kilka lat temu robiono kampanie w ośrodkach, plakaty w języku polskim, że na zwykłe przeziębienie nie stosuje się antybiotyków. Ciągle słyszę oburzonych rodaków, że nie dostają antybiotyków, że w Polsce lekarze są lepsi, a mnie to trochę osobiście dziwi, bo zawsze dostanę pomoc jak należy. Jak mnie dopadła druga ropna angina w życiu to bez problemu dostałam antybiotyk i nakaz wygrzewania się pod kołdrą przez tydzień.
    Się rozpisałam. :x
    Miłego! :***

    Ps. Książkę planuję kupić będąc w Polsce. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drui,koniecznie spróbuj orkiszowego makaronu,jest pyszny i faktycznie lżej na żołądku po jego zjedzeniu:)
      Dzisiaj serwowałam go an obiad,z sosem pomidorowym,własnej roboty oczywiście:) ,brokułami i mozzarellą:)
      Do koziego sera,nie umiem się przekonać:(

      Usuń
    2. a ja kozi ser bardzo lubię Margo. Ale wiem, że niektórzy nie zjedzą... jak zrobiłam sałatkę z kozim serem, moja szwagierka od razu wyczuła i powiedziała, że śmierdzi jej capem i że fuj :::)))
      co do cukru, polecam Ksylitol, ma 14 krotnie niższy indeks glikemiczny niż zwykły cukier. Ja czasami, jak mi się baaaardzo zachce słodkiego, to robię leniwe z mąki orkiszowej, polewam masłem i posypuję ksylitolem :)

      Usuń
    3. Margo, z chęcią wypróbuję orkiszowy makaron, bo czasem tęskni mi się za kluchami z pesto. :-)
      Mamma Mia co do ksylitolu to czytałam podzielone opinie o nim, że jednak proces jego wytworzenia jest mocno chemiczny. Więc narazie dałam sobie z nim spokój. Zobaczę co dalej z nim będzie. To tak jak kiedyś z syropem z agavy, używałam bo myślałam że zdrowy, naturalny itd, a póżniej wyszło szydło z worka, że chemicznie przetworzony i wcale nie jest taką dobrą alternatywą dla cukru. Kiedyś wypróbowałam stevię w proszku, smak dla mnie okropny a po przeczytaniu skałdu okazało się, że stevi to jest w tym 5% a reszta to bulking agent. :( Niestety nie mogę niegdzie kupić stevi-suszonych listków. A wyrastają Ci drożdże na ksylitolu? Gdzieś czytałam, że do wypieków drożdżowych to się podobno nie nadaje.

      Usuń
    4. Drui! Masz dziś pierwsze miejsce (póki co) w długości komentarza! :D Super!

      Ja od początku tego roku zaczęłam mieć problemy jelitowe. Czasem ból był ogromny. Lekarz stwierdził nadwrażliwość, której raczej nie da się wyleczyć całkowicie. Zaczęłam więc zwracać uwagę po czym mam problemy. Jak już napisałam wyżej - po słodyczach kupnych. Na szczęście nie jestem fanką słodkości i nie tak ciężko przychodzi mi z nich zrezygnować. Mam na nie ochotę czasem. Jem wówczas kanapkę z miodem, dżemem albo gorzką czekoladę (podstawa - cukier w składzie na innym miejscu niż pierwsze).
      Podobne reakcje miałam po jogurcie naturalnym i kupnym twarogu. Okazuje się, że twaróg swojski mogę jeść w nieograniczonych ilościach....

      Ser kozi jadłam często kilka lat temu. Za Rzeką, jedna pani miała kózki i robiła w domu. Był pyszny. Niestety to źródełko już się skończyło.
      Serki topione i inne do smarowania - bardzo lubiłam swego czasu! Mogłam jeść tylko to. Teraz staram się unikać. Twaróg można przerobić na smarowidło.
      Ostatnio robiłam sama żółty ser. Pycha! Wrzucę przepis za jakiś czas.

      Drui, przypomniałaś mi o cukrze! Miałam o nim napisać w poście. Autorka zupełnie odrzuciła biały cukier. Wystarczy zastąpić go nierafinowanym brązowym lub miodem lub syropem z agawy itd...
      O cukrze kokosowym nie słyszałam! Sama kupuję brązowy, ale to i tak raczej dla gości głównie, bo ja nic nie słodzę. Nie lubię na szczęście. Chyba, że jakieś ciacho robię...

      Co do makaronu, to tak jak pisze Margo - spróbuj orkiszowego. A na razowy też tak reagujesz?
      Ja makarony uwielbiam. W książce przeczytamy też o pszenicy. Lepiej kupować makarony inne niż pszenne. :)

      Antybiotyki... Nie sądziłam, że jest aż tak jak piszesz. :/ Sama spotykam się raczej z bezsilnością rodziców "znowu antybiotyk :(". Sama z przeziębieniem nie chodzę do lekarza, ale z dziećmi to już zapewne nie tak łatwo....

      Margo, pyszny obiadek miałaś! :)))

      Mammo, a zanim zrobisz leniwe to nie mija Ci ochota na słodkie? :P

      Buziaki dziewczynki :***

      Usuń
    5. A właśnie... Nie wiem czy ksylitol nie jest skrytykowany w tej książce... Na pewno są, wszystkie słodziki. Chemia i tyle.
      Drui, nie wiedziałam tego o syropie z agawy. A klonowy?

      Usuń
    6. alucha, ja tego ksylitolu max trzy łyżeczki na te leniwe więc chyba sienie otruję ;;)))
      u mnie w domu prawie w ogóle nie używa się cukru, czasami tylko do pieczenia ciasteczek
      Drui, nie piekłam nic z ksylitolem więc trudno mi powiedzieć czy rośnie ;)
      acha, jeszcze jedno Alu, jaki jogurt naturalny kupujesz? bo ja Zott, jest pyszny ale niestety jest tam mleko w proszku... i nie umiem sobie przypomnieć czy w ogóle trafiłam kiedyś na jakiś jogurt bez tego składnika :(

      Usuń
    7. Drui koniecznie wypróbuj jeszcze razowy jak pisze Alutka,jesli nie próbowałaś oczywiście:) Napisałaś o pesto,które tez uwielbiam z makaronem i robię je sama żeby nie było:))) albo z bazylii albo z rukoli w sumie z wszystkiego zielonego co mi wpadnie w ręce:)))

      Mia,mi tak samo jak jak Twojej szwagierce capi ten ser:P
      Kiedyś w sałatce u znajomych od razu wyczułam,aż mnie dźwignęło :))))

      Alutka pyszny był,to fakt:))))

      Usuń
    8. Zapomniałam o cukrze:P
      mało go używam,kilogram brązowego to mam.... hohohhoho:))) z czego prawie wszystko to ciasteczek i mufinek świątecznych idzie:P

      Usuń
    9. Eeee, trze łyżeczki na te leniwe to luuuuuz ;))))
      Ha! To wcale nie takie proste z tym jogurtem :/. Kupuję małe kubeczki bakomy: http://www.bakoma.pl/pl/naturalne/jogurt_naturalny_lagodny_smak i z tego co kojarzę to ten piątnicy też nie ma mleka w proszku http://piatnica.com.pl/p/pl/jogurt-naturalny-2--150g.html
      Chyyyyba nie mają go też jogurty greckie w lidlu, ale nie pamiętam czy bakomy czy pilosa... Jak będę w lidlu to sprawdzę. Ja dodatkowo lubię jak produkt jest polski, więc zott odpada ;)))

      Usuń
    10. A brązowy jakiś konkretny kupujecie? Ja ostatnio wypatrzyłam w lidlu nasz polski brązowy nierafinowany. Całkiem fajna cena!

      Usuń
    11. No ja własnie ten z Lidla nabywam,jest niedrogi i przyzwoicie wygląda:)))

      Usuń
    12. a brązowy to na pewno zdrowszy...bo różne opinie czytałam ...
      zresztą czasami to mi się mózg przegrzewa od przetwarzania tych wszystkich informacji co zdrowe, a co nie tak do końca...
      niby łosoś taki zdrowy, ale okazuje się, że tylko dziki, bo reszta to z hodowli zamkniętych, gdzie faszerują ryby hormonami i antybiotykami....
      warzywa - jeść, ale takie ze sprawdzonego ogródka, bo w innych - nie wiadomo w jakiej glebie uprawianych, czym podlewanych - to pestycydy i inne metale ciężkie....
      dzisiaj kupiłam córce batona "Góralki" ale jak poczytałam co wchodzi w skład tego batonika to mi się odechciało...Zresztą skosztowałam i smakował ohydnie!!! Nie pozostaje nic innego jak kupić zwykłe andruty, zrobić masę kakaową, dodać trochę orzechów :)

      Usuń
    13. alucha klonowy syrop jest ok. Do tej pory też stosowałam nektar z agawy, ale ma on bardzo duże stężenie fruktozy, a ta w nadmiarze też nie jest dobra dla zdrowia. Własnie co do tej fruktozy są pewne "ale" że ciągle firmy stosują chemicznie uzyskaną fruktozę w składzie syropu z agawy, ale ile w tym prawdy to czeski film. Teraz spróbuję tego kokosowego. Zauważyłam, że teraz maka kokosowa jest na tapecie, że zdrowa, bez glutenu i ogólnie fiu fiu, cenę też ma fiu fiu, widziałam w sklepie 500g za ponad 5 funtów.
      Po razowym makaronie też mnie puszy. Dziś kupiłam orkiszowy, jutro będzie włoski obiad. :D Mam nadzieję, że bez kloca w brzuchu. :D
      Mamma Mia dokladnie, zgłupieć można od czytania zdań za i przeciw. Cukier brązowy jest tak samo robiony jak ten biały tylko zabarwiany melasą. Proces produkcji trzcinowego różni się od białego, ale efekt koncowy w obu przypadkach to sacharoza. Nierafinowany jest uznany za zdrowszy, bo nie przetwarza się go tak jak biały, czyli nie usuwa melasy, no i ma sladowe ilości minerałów, ale jednak ciągle to cukier. Czy to biały, czy brazowy, czy kokosowy to grunt, żeby w nadmiarze tego nie spozywać. :]

      Usuń
    14. A co do ryb to faktycznie łososia z farm nie ma co kupować, chyba że tylko z tych ekologicznych. Kupuję takiego z pobliskiej eko farmy. Ogólnie z rybami też jest mały problem, bo w ich miesie jest sporo zanieczyszczeń pochodzących z wody. Eko uprawy roślin też nie dają w 100% wolnych od chemii warzyc i owoców. Pewne środki grzybobójcze są dozwolone w razie jakiś chorób, żeby rolnik nie stracił całych zbiorów. Jednak fakt, faktem że produktu z takich upraw są dużo zdrowsze. Od jakiegoś czasu kupuję ogorki, pomidory i szpinak z eko upraw. Jabłka też wchłaniają dużo pestycydów, jednak cena tych eko jest niestety za wysoka jak dla mnie.

      Usuń
    15. Mammo, przeczytałam Twój komentarz w pracy i się uśmiałam... Nic tylko kupić andruty... :D
      Tak naprawdę, jeśli mielibyśmy wszystko dokładnie przeanalizować to nie pozostałoby nam nic do jedzenia. ;)
      Myślę, że najważniejsze to unikać największego zła. :)

      Drui, w takim razie kupuję klonowy. :)
      Daj koniecznie znać, jak się czułaś po orkiszowym!
      No właśnie, najważniejsze, by nie przeginać z cukrem. Dobrze to podsumowałaś. :)

      Jabłka w tej książce zostały skrytykowane bardzo. Nie martwi mnie to, bo prawie ich nie jem. Nie przepadam. ;)

      Usuń
    16. a ja uwielbiam jabłka:(
      własnie zjadłam.......

      Usuń
    17. Oj tam, uważasz na inne produkty :*

      Usuń
  15. No to widzę, że jesteś kolejną wielbicielką tej książki. Ja podobnie nie zwracałam uwagi na nabiał, teraz kupuję tylko jogurty naturalne, serki, twarożki, nawet śmietanę, bez zbędnych składników (w tym mleka w proszku). Im krótszy skład tym lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim kupiłam tę książkę, to trafiłam na Twoją recenzję. :))
      No właśnie - nabiał nabiałowi nierówny!

      Usuń
    2. z serków najlepszy Bieluch!!! skład to tylko mleko pasteryzowane, czyste kultury mleczarskie :)

      Usuń
    3. A dostanę go w almie lub lidlu? :D

      Usuń
    4. w almie nie wiem ale w lidlu nie ma :P
      chyba jest w biedronce a w auchan na pewno dostaniesz:))))

      Usuń
    5. Za daleko! :D
      Na szczęście, póki co mam dostęp do twarogu swojskiego i różne rzeczy z niego robię :)

      Usuń
  16. Dziękuję za ten wpis! Przeczytałam z zainteresowaniem, podobnie, jak wszystkie Wasze komentarze.
    Ja jestem na samym początku tej drogi, nie tak dawno temu zainteresowałam się zdrowym odżywianiem i próbuję cośtam zmieniać, piekę chleb, zrezygnowaliśmy prawie całkowicie z wędlin, wprowadzam do codziennego menu kasze i nasiona, niestety mój ukochany jest fanem sztucznych świństw - zupek chińskich i czipsów (kojarzą mu się z latami studenckimi ;). Książkę chętnie kupię skoro, jak sama piszesz, zawiera także przepisy, zależy mi na połączeniu teorii z praktyką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, cieszę się bardzo, że zaczynasz coś zmieniać. :))
      Książka będzie do wygrania w konkursie. :))
      A może spróbuj ukochanemu zrobić domowe chipsy? Myślę, że jakby nie było to z czasem przestaną mu smakować te świństwa. Zacznie zauważać różnicę, a te zupki i im podobne będą dla niego za słone i za chemiczne. :)

      Usuń
    2. w jakim konkursie????????? chętnie o nią powalczę ;)

      Usuń
    3. CZecia linijka od dołu w moim poście :P

      Usuń
    4. Domowe chipsy? A wiesz, że to może być strzał w dziesiątkę! Natchnęłaś mnie, zgoogluję temat i może już w weekend...? :)

      Usuń
    5. ooo, to ja już staję w szranki ;)

      Usuń
    6. Gosiu, daj znać jak reakcja ukochanego na domowe przekąski!

      Mammo, stawaj, tym bardziej, że prezentów będzie więcej niż planowałam... :D

      Usuń
  17. polecam stewie zamiast cukru:))

    zawsze staralam sie zdrowo odzywiac
    a jeszcze mi sie bardziej zrobilo tak, jak zaszlam w 3 ciążę

    no i jak zachorowalam, to jeszcze wzmacniam te strone mojego zycia
    cukier w ogole wyeliminowalam

    ale i przed choroba zywilam sie zdrowo i nie chorowalam, jakkolwiek to brzmi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybciu, Ty mi się tak zdrowo kojarzysz. :)

      Stewię poleca sporo osób. :) Ja póki co używam miodu (nie ze sklepu;)) i brązowego cukru. :)

      Usuń
    2. z calym szacunkiem, ale brazowy cukier to cukier, tyle, że brązowy

      ale jak mozesz to uzywaj
      ja sie bardzo ciesze, bo kupilam w aptece gume do zucia miętową z xylitolem, i bardzo sie ciesze, bo gumy mi brakowalo czasem

      Usuń
    3. jest sporo słodyczy z ksylitolem rybenko, ja czasami kupuję jakieś dropsy, landrynki
      a z tym brązowym cukrem, to właśnie tak myślałam

      Usuń
    4. Rybciu, ja ten brązowy to w zasadzie tylko do wypieków, które robię niezwykle rzadko. Nic nie słodzę. Czaaaasem herbatę, ale tylko miodem. :)) Tak więc luz ;))

      Usuń
    5. to fakt,cukier to cukier,nie może być inaczej;)
      niby ma mniej odrobinę kalorii,po za tym wyższa cena sprawia,że działa na psychikę tak,że niby zdrowszy:))))
      ja miodem słodzę,herbate z cytryną jak jestem przeziębiona :P

      Usuń
    6. Margo, taką samą herbatę pijemy więc ;)))
      A kupując brązowy, to i tak mniejsze zło wybieramy, co nie? :D

      Usuń
  18. Słyszałam o tej książce,teraz to na pewno ja kupię:)
    O antybiotykach dużo nie napisze,może z 3 razy w życiu brałam.Zawsze leczę się czosnkiem i syropem z cebuli
    Białego cukru nie używam.Przetwory słodzę fruktozą,syrop z agawy też używam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iguś, jutro będzie konkurs - a nuż Ci się poszczęści ;))
      Haha, ja też tak się leczę! :D Jeszcze miód,cytrynka, moczę stopy w gorącej wodzie. ;)

      Usuń
    2. Jak Ja z gorącej wody:)i tak robiłam zakupy w księgarni wiec dodałam pozycje i książka już leci do mnie:)

      Usuń
    3. Iguś, podziel się wrażeniami jaki przeczytasz! :)

      Usuń
  19. ech, ja chyba powinnam zmienić moje (wy)żywienie... niestety nie zawsze zważam na zdrowie, eko itp.
    tym niemniej pozdrawiam jak nie wiem co :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty się nie zastanawiaj, tylko zmieniaj! I to już! :)))
      Pozdrawiam serdecznie :)))

      Usuń
  20. W fabryce mam miłośniczki chińskich zupek.. Ale one cieszą sie zdrowiem. Nie ma reguł nie mniej czekam na szczegółowe instrukcje:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy zawsze będą cieszyć się zdrowiem? Nigdy nie wiadomo...
      No właśnie, reguł nie ma. A jak było z Grzegorzem Ciechowskim, zdrowy tryb życia i nagle pach...

      Usuń
  21. Alutko mam pewien problam źdrowotny...bardźo utrudnia miźycie...lecźe go od....od...ło matko od 12 lat!!!!!...bywa źalećźony...potem wraca ..potrafi sie prźyssac i nie opusźcźać prźex 3 lata....aby dac spokój na rok...dwa...Kiedyś biorąc argumenty źa i prźeciw spytałam się wprost lekarki...cźy aby temu nie sprźyja źłe odźywianie...a choroba nie jest jelitowa....spojrźała na mnie jak na wariatke...ale ja ma jakieś wewnetrźne prźeświadcźenie,źe mam rację...jak nie wygram to chyba sobie kuopie tem ksiąźke...bo choróbsko źnów sie skrada....a ja sie go boje jak ognia...prźeprasźam źa literówki...ale kompuerek nowy w drodźe:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Qrko, ja myślę, że jedzenie ma ogromny wpływ na nasze dolegliwości. Sama po sobie widzę jak mój organizm reaguje na to czy na tamto. Trzeba tylko naprawdę zacząć obserwować i nawet zapisywać jakie reakcje występują i po czym. Może to potrwać dłuższą chwilę, ale może się też opłacić. :)
      Qrko, gdybyś chciała, mam bardzo fajny i sprawdzony przepis na śniadanie z kaszy jaglanej. Działa zbawiennie na wszelkie jelitowe akcje.

      Usuń
  22. Dawaj te przepisy! :)) nigdy za wiele dobrych. .
    co do odzywiania to raczej wiem co jem, wiem co jest dodawane jak cos jest zabierane (tluszcz<-> cukry), ale nie popadam w skrajnosci ascezy. ALE w sumie dobrze miec taka ksiazke, ktora pokaze wiecej i od podszewki. Przed chwila dokonczylam...malego arbuza, ktory byl tak zwawy (rzwawy), ze dwa razy mi sie wypsnal i turlal przez pol sklepu. Dziad byl soczysty i sodki. W listopadzie, ale gdzies sezon na nie musi byc...i w ten sposob w perzyne poszlo moje postanowienie nie kupowania rzeczy, ktore przylecialy z najdalszych zakatkow swiata..a tak sie staram! Bo w sumie to tez jest wazne.
    Zakwasu nie umiem robic, karmic ni uzywac :(((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepisy będą, a jakże! :)
      Napisałaś mądrą rzecz. Zamiana tłuszczu na cukry. Dlatego szerokim łukiem omijam wszelkie produkty light, 0% tłuszczu itd... Wolę zwykłą, normalną śmietaną lub jogurt niż te wszystkie produkty fit ze zwiększoną ilością cukru. Troszkę mnie śmieszy jak te produkty są polecane osobom na diecie.

      Książka dla mnie jest taką pigułką podstawowej wiedzy z rozsądnym podejściem do tematu. :)

      Podoba mi się Twoja zasada, by nie kupować tego co z daleka.
      Ja staram się zwracać uwagę na produkty polskie, choć to już inny temat niż zdrowe jedzenie. Kiedyś pisałam o tym post. :)

      Krysiu, zakwasu nie robiłam. Dostałam już gotowy. Chętnie się nim dzielę, gdybyś chciała. Nie trzeba się go bać! :)))

      Usuń
  23. a taki zakwas wytrzyma podroz samolotem?
    Ja robie czasem namiastke jakby takiego chleba, ale z drozdzami - to ten slynny juz chleb bez wyrabiania, wychodzi bardzo smacznie dziury i kwaskiem zalatuje ;)
    no i jeszcze ten chleb, co zycie ratuje :))) dobre, trwale i ma smaczne rzeczy w sobie.
    Co do kupowania lokalnego, to mi strasznie brakuje bazarkow i warzyw, owocow, jajek, serow prosto z krzaka, jakie mozna dostac u baby (badz dziada) gdziekolwiek w ojczyznie...tu wyszukiwalam dzialkowiczow i proponowalam kombinacje typu - ja kupie nasiona, Ty sadz, bo ja to wylko wiem, ktorym koncem sie rosline do ziemi wsadza w sumie, a potem chce co tydzien pudelko od butow pelne tego, co wyroslo i zaplace £5...i nikogo nie znalazlam...pppffftttt zdana jestem na koperek z Rwandy (teraz Izraela, czasem UK) i natke z Hiszpanii!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama zakwas bez żadnego dokarmiana może stać w lodówce 2 tygodnie. Pod przykrywką nie zakręconą. Wysłałam już nie jeden pocztą, ale to tak kwestia 3 dni była. Ile do Ciebie by szedł? Albo kiedy będziesz w PL? To może tu bym Ci wysłała i potem weźmiesz go do samolotu? Powinien dać radę.
      Też robiłam początkowo na drożdżach. Zachwycałam się bardzo! Teraz jednak już tylko na zakwasie. :))

      No, ale dlaczego nikt nie poszedł z Tobą w ten interes? :PPP
      Teraz dopiero widzę, że jednam my tu dobrze mamy - wszystkie te natki i wiele innych to z PL...

      Usuń
  24. Bede w PL ale w glupim czasie wzgledem poczty i listonoszy, bo przylece 19go Jakby co to mozesz wyslac 18go, jesli mozesz :)
    No i bede potrzebowac instrukcji obslugi zakwasu i jakiej maki uzywac i gdzie ja kupic (np w kazdym supermarkecie czy nie. Najchetniej po przyjezdzie to ja lubie pojechac RAZ do auchana i almy i reszte we wsiowym sklepie kupic - bo bedzie nieortodoksyjna wigilia dla nas a potem angielski obiad swiateczny dla krewnych i znajomych krolika. do tego jeden wegetarianin na stanie bedzie, wiec miecho bedzie bardziej jako dekoracja i dodatek. Ja JUZ robie liste zakupow co stad mam przywiezc a co kupic na miejscu. Co roku robie dokladnie tak samo i co roku usiluje sie wykrecic i nie walczyc z garami, ale rodzina mnie terroryzuje! sama sie wiele lat temu w to wrobilam, rhehrehre. Dwa lata temu bylam na kolacji w Wigilie, na ktorej bylo raclette! strasznie mi sie spodobal pomysl, ale rok temu rodzina sztorcem stanela :)))

    nie wiem dlaczego nikt w inetersa ze mna nie poszedl. ja bym poszla!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, wysyłam więc za równy miesiąc. :)
      W wolnej chwili odezwij się do mnie na maila to wszystko opiszę i napiszę jakich mąk używam. Głównie właśnie w almie kupuję lub w sklepach ze zdrową żywnością.

      Krysiu, ja coś czuję, że Ty jednak lubisz te gary :P
      Lubię raclette! Dawno nie jadłam.

      Usuń
    2. Toz ja przez pare lat bylam o dluuugi pysk do frontu przed wszystkimi na grupie newsowej prk - kuchnia. zdaje sie, z eludzie mnie mieli za stuknieta kobite i nawet postrach grupy, perfekcjonista i purysta Wladyslaw chyba bal sie podskoczyc :P
      Lubie gary, ale jak dzieci z domu szly precz i starosc sie zagniezdza to ide na prostote i minimalizm. Dzis na obiad kanapka z boczkiem (w pewnym sensie angielska specjalnosc bo i chleb musi byc chrupiacy i bialy i grubo krojony a i boczek tutejszy) oraz zupa krem kalafiorowa z odrobina curry. banalne szybkie a jakie smaczne :))
      Chleba rencyma temi wyrabiac niemoge bo po dwoch - trzech minutach nadgarskti mi krzycza glosna do ucha :(((

      a wogle to dziekuje :)) odezwe sie, moze z adresem, bo na opakowana, Cute Henry moze nie dojsc ;))))

      Usuń
    3. Starość się zagnieździła :PP
      A ja też bardzo lubię proste obiady. :)
      Przepis na chleb, który Ci podeślę na szczęście nie wymaga zagniatania. Tylko trzeba zamieszać. :)))

      Odezwij, odezwij. Się ;))

      Usuń
  25. Z doświadczeń życiowych wiem, że życie zgodne z naturą i zdrowe , naturalne odżywianie wymagają sporo samokontroli, samozaparcia, konsekwencji i wiedzy :) / sporo tego , wiem :) / I nie zawsze łatwo jest temu wszystkiemu sprostać mieszkając w wielkim mieście. Tu pułapki i pokusy na każdym rogu czyhają :)
    Takie kompendium wiedzy na temat ograniczenia ilości "chemii" w żywności - bezcenne się wydaje.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, zgadza się. Myślę też, że jeśli zdrowe odżywianie wejdzie nam w nawyk to wydaje się już znacznie prostsze i bardziej oczywiste. :)
      Pułapek i pokus jest całe mnóstwo, ale jeden grzeszek RAZ KIEDYŚ to też nie koniec świata. Tak myślę :)
      A to kompendium jest naprawdę bezcenne! Zgłaszaj się do konkursu! :))

      Uściski!

      Usuń
  26. Byłam! :) Ale zajrzę jeszcze, bo koniecznie muszę poczytać też komentarze. Teraz nie mam czasu, a widzę, ze sporo można z nich naczerpać - z pożytkiem dla zdrowie zresztą. :)

    Pozdrawiam Cię, Alutko. I wszystkie odwiedzające Cię dbające o zdrowie osoby. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywołana do tablicy! :D

      Jolu, poczytaj! Te komentarze to skarbnica wiedzy! :))
      Buziaki :)

      Usuń
  27. Zatrzymałem się na tym poście na dłuzej. I na komentarzach! My God! Ciężko było przebrnać - trochę przewijałem. Czy ty mi o tej książce coś mówiłaś, cyz tylko myślałaś że mówiłaś, czy uznałaś że przeciez nie jest nic ukrywane i mogę sobie przeczytać.
    Moja droga do zdrowego żywienia jak wiesz nei jest usłana różami. Niby zachęcająco brzmiały dla mnie fajne materiały jak o 180 % zmienić się na zdrowy lifestyle. Ale to nie działało na dłuższą metę. Za dużo rzeczy naraz. A przecież wiadomo, że czasem nie ma czasu żeby zupka chińska ostygła i taką gorącą prosto do przełyku lejemy, prawda? Albo sam makaron wyjadamy z tej zupki chińskiej, albo cos jeszcze.
    Mi się zaczeło udawać kiedy zacząłem stopniowo patrzec na kazdy element. Najpierw była akcja: pieczywo. Na jakiś czas wyrzucone z diety. Potem wróciło, ale już rzadko jako biały chleb. Bardzo rzadko.
    Potem była akcja ograniczmy ilość tam gdzie możemy i starajmy się nie jeść wieczorem.
    Potem któregoś dnia w porze śniadaniowej wyświetliłem sobie wartości kaloryczne poszczególnych produktów. I zacząłem zwracac uwagę na te mniej kaloryczne.
    Dopiero kiedy to sie udało zaczęły się sztuczki ze zdrową żywnością. Niuansiki, które wprowadzam kroczek po kroczku. Czasem robię tez krok w tył.
    Są tacy, którzy uważają że najlepsze jest podejście holistyczne. Nic bardziej mylnego! Robią poważny błąd katując się (chyba że lubią sie katować to wtedy osiagają przyjemność z katowania się - taki tam masochizm). Jak ja mam wieczorem coś zjeść to po prostu jem /zdarza się to może raz na tydzień - czemu mam sobie nie pozwolić?/ Jak mam ochotę na kebab to też po prostu go jem. Nie żałuję sobie wtedy niczego najbardzije niezdrowego. Od czasu do czasu zjedzenie czegoś niezdrowego raczej nie powinno zaszkodzić. Ważniejsze są nawyki i przyzwyczajenia.
    Z tych komentarzy tez coś sobie wybiorę. Na razie najbardziej przekanuje mnie pieczenie mięsa zamiast wędlin. Fajna sprawa. Mam nadzieję że wdroże.
    Podziwiam piekarzy chlebowych bo dla mne jeszcze za wczesnie na coś takiego. Może kiedyś. Poza tym zwykły razowiec z piekarni też nie jest najgorszym rozwiązaniem. Miłego eksperymentowania ze zdrowymi zbilansowanymi produktami!

    OdpowiedzUsuń
  28. Przez długi czas myślałam, że jem zdrowy jogurcik bo naturalny, bez cukru i chemicznych owoców. A z książki dowiedziałam się, że dodane do jogurtu mleko w proszku, jest niezdrowe.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za to, że tu jesteś i piszesz :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...