Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jabłko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jabłko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Przedświąteczny... spokój / Śledzie w sosie chrzanowym z kaparami


U sąsiadki, której nie lubi, wypatrzyła fajną sportową torbę,
idealną na basen.
Nie kupiła jej pod wpływem impulsu,
tylko kilka dni później zaciągnęła Jego za drzwi ich "ulubienicy".
Była to przedświąteczna sobota,
podczas której zjedli powolne śniadanie,
poczytali gazety,
zrobili wege burgery na obiad
i postanowili pójść popływać.
Wcześniej jednak zaszli po tę torbę.

Szoku nie przeżyli,
bo spodziewali się tłumów ludzi z szaleńczym wzrokiem,
obłędem w oczach i grymasem na twarzy.
Mimo to, poczuli się jakby weszli do paszczy lwa.
Zgarnęli torbę, skarpetki w kropki,
odstali swoje w kolejce
i dosłownie uciekli.
Tego dnia, tor pływacki miała tylko dla siebie.
Poczuła wdzięczność do siebie, za to, że o tej porze roku znalazła się w tym miejscu,
bez pośpiechu, bez paniki, bez zmęczenia i bez frustracji.
Poczuła spokój,
a jej ciało radość z tego, że mogło się poruszać.


**************

Przeczytałam niedawno świetny tekst Ewy Kozieł (autorki bloga Zielony zagonek).
Tekst o tym, że... "nieszczęśliwe święta to nasz wybór".
Polecam!

**************

A dziś zapraszam Was na smaczne śledzie,
do zrobienia których nie potrzeba nam wiele czasu :)
Przepis na śledzie znalazłam na blogu Pistachio.


Skład:
6 płatów matiasów 

marynata150 ml wody, 45 ml octu spirytusowego, 85 g cukru, 8 kulek ziela angielskiego, 2 liście laurowe
  • wszystkie składniki wkładamy do garnuszka, zagotowujemy,
  • odstawiamy do całkowitego wystudzenia,
  • śledzie płuczemy (ja godzinę moczyłam w wodzie), przekładamy do słoika i zalewamy zimną marynatą,
  • odstawiamy na noc do lodówki,
  • następnego dnia robimy sos:


sos: 1/2 jabłka, 2 łyżki tartego chrzanu, 2 łyżki kaparów, 120 g kwaśnej śmietany, 2-3 łyżki majonezu, 1/2 łyżeczki cukru, 1/4 łyżeczki mielonego białego pieprzu;
  • jabłko obieramy i kroimy w kostkę,
  • dodajemy pozostałe składniki sosu,
  • śledzie wyjmujemy z zalewy i kroimy w nieduże kawałki,
  • śledzie dodajemy do sosu, mieszamy,
  • całość przekładamy do słoika i odstawiamy na noc do lodówki,
  • następnego dnia możemy jeść,
  • śledzie są dobre przez około 3 dni.


A Wy jak spędzacie ten przedświąteczny czas?

poniedziałek, 12 października 2015

Miłośnie / Drożdżówki wytrawne



- Nie lubię jeść byle czego; pewnie dlatego sama piekę chleb - powiedziała na pierwszym spotkaniu,
- Ja też piekę. Na zakwasie - odpowiedział.
Zaniemówiła.
A kilka dni później zobaczyła na jego lodówce pognieciony, poplamiony przepis na chleb.

******

Kolejny rok piekę sama chleb.
Teraz, w naszym domu,
to Pan Wu. często piecze ten codzienny.
Rzadko zdarza nam się kupować pieczywo.
Zwykle w podbramkowych sytuacjach,
a i tak czuję się wtedy dziwnie. :)
Pewnie, że można kupić dobry chleb,
ale to nie takie łatwe.
Też i dlatego uzależniłam się od pieczenia.
I od comiesięcznej piekarni Amber.
Gdyby nie to uzależnienie,
nie poznałabym tylu chlebowych smaków.
I w kilka dni po urodzinach,
nie obchodziłabym moich kolejnych urodzin
- drugich w Tej piekarni. :)
I nie miałabym okazji, by wybrać przepis do naszego wspólnego pieczenia.










Zauroczona książką Liski "O chlebie",
wybrałam jej drożdżówki wytrawne.

Skład: 

15 g świeżych drożdży, 400 g mąki pszennej chlebowej (dałam pełnoziarnistą), 150 ml wody (ja dałam trochę więcej), 50 g serka wiejskiego lub śmietany, gęstego jogurtu, twarogu, 2 łyżeczki cukru, 2 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżeczka soli

Na wierzch: 
dodatki dowolne, np. gruszka, ser pleśniowy, sezam, rozmaryn; u mnie były to: 
- jabłka, cebula, tymianek,
- suszone przeze mnie pomidory (klik), czosnek, świeże oregano,
- uduszony na maśle jarmuż, zblenderowany z dodatkiem soku z cytryny. Dodatkowo: 1 jajko roztrzepane z 1 łyżką mleka do posmarowania
  • Drożdże zasyp cukrem, a kiedy się rozpuszczą, połącz z wodą, serkiem, solą i stopniowo wsypuj mąkę. 
  • Zgnieć gładkie ciasto, ręcznie lub mikserem (tu dałam więcej wody, bo ciasto było bardzo suche). 
  • Przełóż do miski wysmarowanej oliwą, przykryj folią spożywczą lub ściereczką i zostaw na godzinę do wyrośnięcia.
  • Podziel ciasto na 6-8 części (podzieliłam na mniejsze 12), uformuj kulki, przykryj ściereczką i zostaw na 15 minut.
  • Z kulek uformuj placuszki. Ciasto jest dosyć luźne i lepkie, ale nie podsypuj go mąką, wystarczy posmarować dłonie i wierzch ciasta oliwą lub olejem roślinnym.
  • Placuszki ułóż na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, pamiętając o kilkucentymetrowych odstępach. Na wierzchu ułóż ulubione dodatki. 
  • Zostaw do wyrośnięcia na 45 minut. 
  • Posmaruj roztrzepanym jajem wymieszanym z mlekiem i piecz 20-30 minut w 200ºC.


Bułeczki wyszły chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku. Bardzo mi urosły i dodatki jakoś się skurczyły ;) Jednak maczane w greckiej oliwie smakowały wybornie :)

Drożdżówki na blogach:

Codziennik kuchenny
Foodnotes
Konwalie w kuchni
Kuchnia Gucia
Kuchennymi drzwiami
Leśny Zakątek
Moje małe czarowanie
nie-ład mAlutki
Nie tylko na słodko
Ogrody Babilonu
Polska zupa
Smakowity chleb
Stare gary
W poszukiwaniu slowlife
Zacisze kuchenne

wtorek, 24 marca 2015

Duszone jabłka / gruszki z przyprawami i małe przypomnienie :)


Pozostaję w temacie sezonowości.
Powinnam ten i poprzednie post opublikować jakieś 2-3 miesiące temu,
ale nic nie poradzę, że taka jestem niepoprawna blogowo. :P
Chciałam nawet (wyjątkowo coś tematycznie przed świętami!) wrzucić przepis na żurek.
Jest tak pyszny, że robię go co chwilę, 
że robię go w połowę czasu wskazanego w przepisie oryginalnym, 
no i w ogóle robię go z zamkniętymi oczami. ;)
Jednak On stwierdził, że zdjęcie żurku nie oddaje tego jak jest pyszny.
I teraz nie wiem czy to zdjęcie jest tak kiepskie... :P
Z chłopami!

Zatem jabłka.
Nie wiem czy pamiętacie, ale raczej ich nie jadam w wersji surowej.
Choć ostatnio chyba coś się zmienia, bo czasem na takie się skuszę
(oczywiście musi być pokrojone w cząstki :P).
To chyba zasługa tego, że mój organizm zaczął dobrze znosić surowe owoce i warzywa. :D





Wracając do jabłek.
Jakiś czas temu znalazłam recepturę na prażone jabłka na stronie ABC gotowania według pięciu przemian.
I przepadłam bez reszty.
Przekąskę tę modyfikuję według potrzeb.
Dodaję gruszki, nie dodaję rodzynek, albo majeranku itp...
Bardzo często robię te owoce na trzecie śniadanie do pracy.
Polecam!

Skład: 3 duże jabłka, około 4 łyżeczki żurawiny suszonej, około 4 łyżeczki rodzynek, cynamon, kardamon, suszony majeranek (po 2 szczypty), imbir suszony (szczypta), około 100 ml wody;
  • jabłka kroimy na małe kawałki, wykrawając nasiona,
  • wrzucamy do garnka i stawiamy na gazie,
  • dodajemy żurawinę, rodzynki, cynamon, mieszamy,
  • dodajemy kardamon, imbir, majeranek, mieszamy,
  • dolewamy wodę i dusimy około 20 minut czasem mieszając;



***************

Kochani, przepraszam, że ostatnio trochę mnie mniej u Was.
Mam sporo na głowie. I w pracy i poza pracą.

Mam jednak nadzieję, że pamiętacie i chętnie weźmiecie udział w Akcji Wiosenna Opowieść.
Bardzo serdecznie Was zapraszam i mogę Wam zdradzić, że podsumowanie będzie dość zaskakujące i wesołe. :D Sądząc po tym co już otrzymałam. :))
Zatem do roboty! Również ci, którzy w ramach akcji są przemycić wcześniej opublikowany u siebie post. :P (Panterko :*)

czwartek, 25 września 2014

Rozmowy telefoniczne / Domowy keczup


Mój telefon jest stary jak świat.
Zdezelowany, porysowany i daleko mu do typu smart ;)
Spełnia swoje podstawowe funckje i to jest najważniejsze.
Tylko w zasadzie ja nie przepadam za jego podstawową funkcją...
Absolutnie nie jestem telefoniczną gadułą!
Poza kilkoma wyjątkami.
Dzwonię gdy muszę coś załatwić, albo ustalić.
Nie przedłużam rozmowy w nieskończoność,
na pytanie co u mnie, odpowiadam krótko,
albo rzucam "umówmy się", "pogadamy na żywo".

Te kilka wyjątków to Ajwonka, dawno nie widziana koleżanka ze studiów czy liceum.
Choć z nimi też wolę i staram się umówić.
Rozmowy telefoniczne mnie męczą i chyba też nużą, bo po chwili mam wrażenie, że nic nie robię.
A słuchawka między ramieniem, a uchem to też nie jest dobra pozycja. ;)


Gdy jechałam niedawno pociągiem, w moim przedziale siedział młody facet.
Podróż była kilkkugodzinna i zdziwiłam się, że facet nie ma gazety czy książki.
Za to miał telefon!
Przez większą część trasy stał za drzwiami przedziału i gadał...
Mimo zamkniętych drzwi, słyszałam wszystko.
Każda rozmowa (tak, rozmów było wiele) zaczynała się od pytania "no i co tam działacie?", "działacie?". I każda kończyła się przez kilka minut, powtarzanym "no to nie przeszkadzam".
Nie wiem czy rozmówcom ów pan przeszkadzał, ale mnie w czytaniu książki na pewno.
Poza tym skoro myślał, że przeszkadza, to po co dzwonił? :P
Najciekawsza okazała się rozmowa z synem.
"No cześć. Jest mama? A gdzie jest? Aha. A lekcje zrobiłeś? Aha. No dobra, to powiedz mamie, że później zadzwonię".
Mam nadzieję, że pan chciał z synem porozmawiać... po prostu na żywo...

Dziś przepis na domowy keczup. Idealny dla dzieci i dorosłych. :)
Przepis z Jadłonomii.


Skład: 3 kg pomidorów, 1 kg papryki czerwonej, 350 g cebuli obranej i pokrojonej w kostkę, 500 g jabłek obranych i pokrojonych w kostkę, 100 g selera naciowego (pokrojonego w plastry), 2 posiekane papryczki pepperoni, 2 ząbki czosnku, 6 ziaren ziela ang., 2 liście laurowe, łyżeczka gorczycy, łyżeczka cynamonu, 3 łyżki octu, 3 łyżki cukru, kawałek świeżego imbiru (obrany, pokrojony w kosteczkę), olej, sól, pieprz;
  • pomidory przekrawamy na pół i wykrajamy gniazda nasienne, 
  • piekarnik włączamy na 200 stopni,
  • w dużym garze (około 5l) rozgrzewamy kilka łyżek oleju, 
  • wrzucamy cebulę, zielę, liść, gorczycę, czosnek, imbir, papryczkę - mieszamy,
  • dodajemy seler naciowy i jabłka - dusimy kilka minut,
  • dodajemy pomidory ze szczyptą soli - przykrywamy garnek i dusimy ok. godzinę,
  • do nagrzanego piekarnika wkładamy całe papryki - pieczemy 15 minut, po czym obracamy je i pieczemy kolejne 15 minut; poczerniałe papryki wyciągamy do foliowego worka, szczelnie zamykamy i odstawiamy na 20 minut; po tym czasie ściągamy z nich skórę, kroimy i wrzucamy do gara z pomidorami; całość mieszamy,
  • dusimy przez około 2 godziny (garnek odkryty), czasem mieszamy,
  • po tym czasie keczup blendujemy (wyławiamy kulki przypraw i ziele),
  • keczup przecieramy przez sito lub durszlak i jeszcze raz blendujemy,
  • przelewamy do garnka, dodajemy cukier, ocet, sól, cynamon i/lub inne przyprawy,
  • dusimy przez kilka godzin; im dłużej tym keczup będzie bardziej gęsty,
  • gotowy keczup przekładamy do wyparzonych słoików i pasteryzujemy (można pasteryzować w piekarniku - słoiki do góry dnem ustawiamy na blaszce, wkładamy do zimnego piekarnika, ustawiamy temp. na 120 stopni i od tego czasu liczymy 25 minut; piekarnik wyłączamy, a słoiki wyjmujemy gdy będą zimne).


Keczup jest bardzo dobry. Myślę, że nie pogardzi nim żaden keczupowy miłośnik. ;) Mój wyszedł delikatny w smaku, a wolę pikantne, wyszedł też odrobinę za rzadki, ale to nic. Jest mój, bez zbędnych polepszaczy! :)

A jak jest z Waszymi rozmowami przez telefon? ;)

Uwaga! Weryfikacja obrazkowa w komentarzach :)

środa, 17 września 2014

Gdy bardzo na czymś zależy... / Normandzki chleb jabłkowy

Zauważyliście pewną prawidłowość, zgodnie z którą nie tak łatwo osiągnąć coś na czym bardzo nam zależy?
Coś nad czym intensywnie myślimy lub marzymy.
Coś na co poświęcamy całą swoją uwagę, lub jej większą część.
Nieważne czy są to sprawy błahe, czy też sprawy rangi najwyższej!
Często przychodzi moment, że odpuszczamy, zapominamy, 
lub najzwyczajniej w świecie nabieramy do danej sprawy całą masę luzu. 
A może też pojawia się coś co zaprząta naszą głowę jeszcze bardziej.


I wtedy przychodzi TEN moment, w którym osiągamy to czego tak bardzo chcieliśmy.
Wtedy kiedy się tego nie spodziewamy, a może zapominamy, że tak nam zależało?

Ja wielokrotnie doświadczyłam tego typu uczuć.
Ostatnio, nie tak dawno, bo w sobotę. :)
Zaplanowałam na nią kilka zadań, a najważniejsze były pierogi ruskie!
Zawsze robiłam je z Ajwonką, tym razem sama i było to dla mnie wyzwanie. ;)
Chleb z wrześniowej piekarni, który wybrała dla nas Kamila, robił się sam.
Coś tam czasem dosypałam, coś zamieszałam, nie pilnowałam (jak zawsze!) zegara, nie składałam chleba, nie przejęłam się, że ciasto średnio chciało się formować w bochenki.
Pełen luz.
I co?



Chleb okazał się chyba najlepszym jaki piekłam!
Nie miałam się do czego przyczepić (mam na myśli swoją pracę nad danym wypiekiem), jak to często bywało przy innych piekarniczych akcjach.
Nie jestem fanką słodkich dodatków do pieczywa, więc następnym razem pominę jabłka,
jednak cała reszta była dla nas idealna.
Nie ukrywam, że idealny jest też nakład pracy. ;)
Z całą pewnością, ten chleb wejdzie na stałe do naszego menu. :)

Dziękuję Amber za kolejne wspólne wypiekanie.
I Magdzie, bo to dzięki niej biorę udział w tych piekarniach już od roku. :)

Skład na zaczyna: 30 g zakwasu, 160 g mąki chlebowej, 100 g wody;
  • wszystkie składniki dokładnie mieszamy,
  • odstawiamy na 12 godzin na kuchennym blacie;
 

Skład: 650 g mąki chlebowej, 90 g mąki pszennej pełnoziarnistej, 210 g wody, 310 g cydru jabłkowego, 20 g soli, 140 g suszonych jabłek, 5 g drożdży instant, zaczyn;
  • jabłka kroimy w drobną kostkę,
  • wszystkie składniki oprócz jabłek mieszamy 6 minut,
  • dodajemy pokrojone jabłka i wyrabiamy aż równomiernie się rozmieszczą,
  • chleb odstawiamy do wyrośnięcia na 1-2 godziny; jeśli fermentacja wstępna będzie trwała 2 godziny, ciasto należy złożyć po pierwszej godzinie (moje ciasto rosło ponad godzinę, nie składałam),
  • ciasto dzielimy na dwa bochenki lub na bułki i formujemy pożądany kształt (ja ciasto przerzuciłam do koszyka i durszlaka wyłożonych ściereczkami, które obsypałam mąką), przykrywamy i odstawiamy na 1-1,5 godziny,
  • piekarnik nagrzewamy do 230 st.C, bochenki przekładamy na gorącą blachę, pieczemy 15 minut (przez 3 pierwsze minuty spryskiwałam piekarnik wodą), po czym zmniejszamy temperaturę do 225 st.C i pieczemy jeszcze przez 25 minut.
Gorąco polecam ten bochenek! Kto jeszcze nie ma zakwasu? ;)

Wrześniowe wypieki na blogach: Akacjowy blogBea w kuchniBajkoradaBy było przyjemniejFabryka kulinarnych inspiracjiForks’N’CanvasGrahamka,kajzerka i wekaKonwalie w kuchniKuchnia AlicjiKuchnia GuciaKuchennymi drzwiamiKulinarne przygody GatityLeśny zakątekLubię to… gotowanie!Ogrody BabilonuProste potrawySmak mojego domuSmakowity chlebW poszukiwaniu slow lifeZakalce mojego życiaZ kartoflanego pola

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Co do pracy? #5 Sałatka z kaszą gryczaną


Wyrzuciłam wczoraj przedostatni wałek.
Przykręciłam prawie wszystkie fronty.
Wyszorowałam już pół podłogi.
Za chwilę nie będzie ani jednej białej ciapki.
A to wszystko z czerwienią na ustach,
która trzymała się dłużej niż chwilę...
O tym jednak nie dziś :P

Dziś - zmęczona cieszę się.
Akcja kuchnia powoli dobiega końca.
Zaczyna się akcja wymiana pionów.
I zacieranie dowodów zbrodni.
Zalaniowej zbrodni.
Równowaga w naturze być musi, czyż nie?
********************



Pewna koleżanka blogowianka spytała mnie ostatnio o to co jeść, by zrzucić co nieco.
Nie czuję się specem w tej kwestii, ale... napisałam owej koleżance całkiem długiego maila!
Wspomniałam o kaszy, która jest doskonałym lekiem na wzdęcia i na problemy z trawieniem.
Jakże często po obiedzie zostaje pół, albo i cały woreczek kaszy. I tak zalega w lodówce na talerzyku. A wystarczy dać kaszy szansę i zabrać do pracy. Z czym? Z tym co w lodówce! :)

Skład: woreczek ugotowanej kaszy gryczanej, 2/3 ogórka węża, garść pietruszki, małe jabłko, 2-3 łyżki oliwy z oliwek, sól, pieprz;
  • ogórka obieramy, kroimy w półplasterki,
  • natkę pietruszki siekamy,
  • jabłko obieramy, kroimy w małe kawałki,
  • wszystkie składniki mieszamy, dodajemy oliwę i przyprawy;
 


poniedziałek, 29 października 2012

Dżemory


Jak już wspominałam - nie jem / nie jadam jabłek. Tych surowych.
Sąsiedni poniemiecki dom Za Rzeką stoi pusty od 1,5 roku. Jest na sprzedaż. Razem z dużym podwórkiem, ogrodem i starymi drzewami owocowymi. Nie mogło tam zabraknąć jabłoni, których gałęzie całkiem śmiało pochylają się przez płot na ogród Ajwonki i Gie. Zaraz zaraz, na nasz ogród! ;)
Strasznie żal mi się tych pięknych jabłek zrobiło. Całe stosy zatargałam do Miasta. Załadowałam nimi lodówkę - niech grzecznie czekają na zainteresowanie. Tylko moje! A nie tych przeokropnych owocówek.
I wtedy Siwy przytargał mi kolejną porządną porcję tychże PYSZNYCH :P owoców z naszej podziadkowej miastowej działki.
Nie mam wielkiego gara, nie mam brytfanki. Na wiele, więc rat, w ciągu kilku dni smażyłam dżemy, zbierałam słoiki, a do tych jabłek wrzucałam co było pod ręką.

Dżem jabłkowo - gruszkowy:

Skład: 1kg owoców - już obranych i pokrojonych w kostkę - u mnie 4 sztuki maleńkich gruszek, a reszta to jabłka, 100 g cukru*, sok z cytryny do smaku - +/- z połowy cytryny;
  • jabłka i gruszki obieramy, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy w niedużą kostkę,
  • całość wrzucamy do gara, skrapiamy cytryną i zasypujemy cukrem - mieszamy i wstawiamy na mały gaz,
  • co jakiś czas wszystko mieszamy,
  • gdy większość owoców się rozpaćka i odniesiemy wrażenie, że już zbyt często musimy mieszać ;) dżem w zasadzie jest gotowy,
  • w zasadzie, bo można go tu jeszcze doprawić - cukrem i/lub cytryną,
  • gorący dżem przekładamy do wyparzonych słoiczków i odwracamy do góry dnem lub tradycyjnie pasteryzujemy (gotujemy w garze na ściereczce przez około 15 minut);
 



Dżem jabłkowo - dyniowy z dodatkiem gruszek:

Skład: 900g owoców - już obranych i pokrojonych w kostkę (w tym jabłka i 3 maleńkie gruszki); puree z dyni - 2 kubki o pojemności 200 ml, max 100 g cukru**, szczypta cynamonu;
  • do puree dyniowego natchnęła mnie Gośka - jestem w szoku, że jest tak pyszne - smakuje jak bardzo słodziutka ugotowana marchewka, którą lubię przeogromnie; 
  • zgodnie z "dyspozycją" Gośki, pokrojoną w kostkę dynię (ze skórą, bez miąższu i pestek) układamy na blaszce, przykrywamy papierem do pieczenia i zapiekamy około 30 minut w temperaturze 180 stopni - do momentu aż dynia zacznie puszczać soki; po wyjęciu z piekarnika, ściągamy skórkę, a miąższ blenderujemy,
  • ja byłam tą farciarą, że dostałam w prezencie pudełko pokrojonej w kostkę i obranej dyni! (Daro dziękuję) - taką też kostkę włożyłam do piekarnika i postąpiłam z ww. opisem,
  • z jabłkami i gruszkami obchodzimy się tak samo jak w poprzednim przepisie - pokrojone zasypujemy cukrem, cynamonem, mieszamy i smażymy,
  • gdy owoce będą prawie gotowe dodajemy puree dyniowe, mieszamy i smażymy jeszcze przez kilka minut,
  • gorący dżem przekładamy do wyparzonych słoiczków i odwracamy do góry dnem lub tradycyjnie pasteryzujemy (jak wyżej);
 


*dla wielu z Was może to być mało, dlatego ilość cukru wedle upodobań :)
** i znów - według mnie MAX :) - jednak trzeba pamiętać, puree z dyni jest bardzo słodkie!

środa, 22 sierpnia 2012

Nie jem jabłek


Miało być "nie lubię jabłek", ale w zasadzie są smaczne. A ja ich nie jem. W sklepie omijam, wręcz nie zauważam. 
Z drzewa nie zrywam. Z ziemi nie zbieram, by pospiesznie zjeść.

Kilka razy w roku pojawi się surowe na biurku w pracy - jakimś cudem. Ale ja nie lubię GO JEŚĆ. 
Chyba chodzi o formę jedzenia. Musi być pokrojone w cząstki. Wtedy pochłonę. Ze smakiem! Na pewno za rzadko, ale  nie wiem czy kiedyś będę o nich pamiętać. 
Czy pojawi się ich KILKA w moim domu - tak bez celu, bez planu przerobienia. Nie wiem.

Za to uwielbiam te z kompotu. Takiego na szybko, bo za dużo było spadów. Do tego cytryna, goździki, odrobina cukru. Wyjadam takie miękkie ze szklanki.

Uwielbiam jabłecznik. Tylko też jakoś mi nie po drodze, by go robić. To się zmieni. Na pewno!


By przetrzeć jabłkowe szlaki, dziś te przerobione, moje ulubione, mięciutkie.
Z moim bardzo nieulubionym (!) ciastem francuskim. Używam go niezmiernie rzadko, choć chyba bardziej niż kiedyś jestem do niego przekonana.

To połączenie to wręcz niebo w gębie! Trochę banalne, proste... Ale czy nie o to właśnie chodzi?


Skład: jabłka, ciasto francuskie sklepowe (a co! idziemy na łatwiznę; spieszy się nam), cukier waniliowy, cynamon, jajo;
  • Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni,
  • jabłka obieramy i kroimy na cząstki
  • ciasto francuskie kroimy np. na kwadraty,
  • na środku kwadratu układamy kawałek jabłka, posypujemy cynamonem,
  • rogi kwadratów łączymy ze sobą i skręcamy,
  • gotowe sakiewki smarujemy rozbełtanym jajem i posypujemy cukrem waniliowym,
  • układamy na blaszce (niczym nie wysmarowanej) i wstawiamy do piekarnika na około 12 minut (najlepiej zasugerować się czasem i temperaturą z opakowania naszego ciastowego gotowca).


Niezwykle proste, niezwykle szybkie i... niezwykle smaczne!

Ogłoszenie parafialne:
Woodstockowy aparat nie wrócił do mnie. Drugi w naprawie - czyli jest progres :) i jest nadzieja :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...