Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 sierpnia 2017

Jarski obiad na lato - pieczone pomidory z kalafiorem i soczewicą / O podróży...


Tęsknię za podróżą.
Zachłannie oglądam zdjęcia wyjazdowe na IG.
Nie zazdroszczę,
tylko chcę być tam, tam i tam.
Pan Wu. z racji swojej pracy nie może wziąć długiego urlopu latem
i śmieje się do mnie
"przecież była Teneryfa w styczniu,
w tym roku urlop zaliczony".
Później tez było kilka krótszych wyjazdów,
ale ja tęsknię za podróżą...
Śmiało mogę stwierdzić,
że im więcej jeździmy, zwiedzamy,
tym bardziej tego chcę.
Tym chcę nie rzadziej,
lecz właśnie częściej!

Mimo, że cudnie czuję się w naszym domu...
To tęsknię za przygodą,
nie czymś ekstremalnym,
ale jest we mnie ogromna chęć poznawania
i kolejnego mierzenia się z jakimiś swoimi blokadami.
W podróży ogarnia mnie błogość,
ogromna radość
i takie uczucie wzruszenia nad pięknem, które wokół.
Zawsze znajdzie się coś co zachwyci mnie do łez.
Raz będzie to widok maków na łące,
raz widok gór na horyzoncie,
a kiedy indziej bezkres morza czy oceanu.


Jak więc nie jeździć?
Nie poznawać?
Może wyszarpiemy kilka dni wolnego we wrześniu,
pojedziemy gdzieś w Polskę.
I będzie pięknie,
i na pewno jak zwykle wrócę z radością do domu,
by za chwilę znów zacząć tęsknić i marzyć. :)
I czekać na spełnienie tych marzeń. :)))

A dzisiejszym daniem przenoszę się na Kretę,
gdzie jedliśmy na śniadanie plastry pieczonych pomidorów.
Doprawiłam je smakami Azji, którą na razie poznaję w ten sposób,
na odległość.

Ciekawa jestem czy w letniej odsłonie dań dla jaroszy,
moje koleżanki też przeniosły się w inne rejony świata?
Magda, Marzena, Małgosia, Kamila - idę do Was. :)


Skład: 11 większych pomidorów, 150g czarnej soczewicy, 1 kalafior (do farszu zużyłam około połowę dużego), 1 duża cebula, 3 ząbki czosnku, mała garść natki pietruszki, olej rzepakowy tłoczony na zimno* (naprawdę to inny smak, bardziej orzechowy, złocisty), 2 łyżeczki garam masali, pieprz i sól;

Dodatkowo: główka sałaty lodowej, miąższ z pomidorów, sok z 1/2 cytryny, 4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno*, 2 łyżeczki mieszanki przypraw - zioła tajskie;
  • soczewicę płuczemy na sicie i gotujemy trochę krócej niż wskazują na opakowaniu (gotowałam 20 min.),
  • kalafiora myjemy, dzielimy na małe różyczki i gotujemy w osolonej wodzie ok. 6 minut (tak by był al dente) - ja ugotowałam całego kalafiora i później dobrałam odpowiednią ilość do farszu,
  • cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oleju z łyżeczką garam masali,
  • od pomidorów odkrajamy główki (nie wyrzucamy), wydrążamy środek, który przyda nam się do sałatki,
  • pomidory pieprzymy i solimy,
  • w misce łączymy soczewicę, drobno posiekanego kalafiora, cebulę, starte ząbki czosnku, natkę pietruszki,
  • dodajemy 3 łyżki oleju, łyżeczkę garam masali, doprawiamy solą, pieprzem do smaku,
  • pomidory faszerujemy i układamy w naczyniu żaroodpornym (natłuścić je olejem), obok układamy główki,
  • pieczemy 40 min. bez przykrycia w 190 stopniach;
Sałatka:
  • sałatę myjemy, suszymy i rwiemy na małe kawałki,
  • dodajemy miąższ z pomidorów (sok niekoniecznie, ten warto odlać do słoika i wykorzystać np. do zupy) i resztę składników,
  • w ziołach tajskich, które mam w składzie jest: czosnek, kolendra, liście kolendry, chilli, trawa cytrynowa, imbir, kozieradka, kurkuma, kumin.
* oczywiście można użyć zwykłego oleju rzepakowego (i do pomidorów i do sałatki).


Jeśli szukacie pomysłów na bezmięsny obiad, zapraszam Was do moich koleżanek. :)

piątek, 29 stycznia 2016

Hekele, czyli śląska sałatka śledziowa i o dziecięcych (nie)smakach

Nie zmuszajmy dzieci do jedzenia.
Pokazujmy co dobre, ale nie zmuszajmy.


******************

Jako dziecko młodsze i trochę starsze 
nie lubiłam całej masy rzeczy.
W czasie Wigilii jadłam tylko sałatkę jarzynową.
Karp? Śledzie? Grzybowa? Pierogi z grzybami?!
Absolutnie!

Podobał mi się zapach smażonej wątróbki,
ale nie ruszyłam jej.
Tęsknym wzrokiem wpatrywałam się w piwną pianę
i gdy w końcu udało mi się jej spróbować
poczułam ogromny zawód.
Jak taka piękna pianka może być gorzka?



Nie znosiłam zapachu topionej słoniny
i nie rozumiałam czemu dorośli TO białe coś jedzą z zachwytem.
Gdy na obiad miały być śledzie z pyrami w mundurkach,
dla mnie był gzik.
Na każdą zupę kręciłam nosem,
a na barszcz i żurek przede wszystkim.

Kasza jęczmienna?
Nieee, wolę gryczaną.
Banany?
Przecież to mdła papka!
Ciemny chleb?
Jak tata może to jeść?

Pewnie mogłabym tak jeszcze wymieniać i wymieniać...
ale jest ważniejsza rzecz.
Nie pamiętam, by ktokolwiek zmuszał mnie do jedzenia czegokolwiek.
Nie pamiętam nakazów i zakazów jedzeniowych.
Poza jednym.
Babcia zmuszała mnie do zjedzenia zupy owocowej.
Chciało mi się płakać i było mi niedobrze.
Do dziś nie tknę!
Za to jem wszystko co wymieniłam wyżej.


Nie ma nic lepszego niż zupa, zwłaszcza w chłodne dni.
I można jej nagotować na dwa dni i mieć spokój.
Wątróbkę pokochałam, grzyby również,
a ze śledziami się zaprzyjaźniłam.
O miłości do chleba pisać nie muszę.
Na banany może nie patrzę już aż tak krytycznie,
ale w zasadzie prawie ich nie jadam.

Jestem przekonana,
że jem to wszystko,
bo rodzice mnie nie zmuszali.
Bo jedzenie kojarzy mi się z czymś dobrym.
Jak może być inaczej skoro zawsze jadłam moje ulubione smaki?
Jak może być inaczej skoro nigdy nie czułam stresu związanego z jedzeniem?

Nie zmuszajmy dzieci do jedzenia.
Pokazujmy co dobre, ale nie zmuszajmy.


******************

A dziś, dorosła, z ochotą wzięłam udział w akcji Regionalne Smaki, organizowanej przez Renatę. W ramach styczniowego wydania Renata zaproponowała śląską sałatkę śledziową o wdzięcznej nazwie - Hekele. Więcej informacji o tradycji przygotowania tej sałatki znajdziecie tutaj.



Skład: 3 solone płaty śledziowe (dałam 4), szczypiorek z dymką, 1 jajo ugotowane na twardo (dałam 1,5), 2 ogórki kiszone, garść koperku, 2 łyżeczki musztardy francuskiej, 2 łyżeczki musztardy miodowej, pieprz;
  • śledzie moczymy, do momentu gdy uznamy, że nie są dla nas za słone,
  • śledzie, jajo, ogórki kroimy w kostkę,
  • siekamy szczypiorek, dymkę i koperek,
  • wszystkie składniki mieszamy,
  • dodajemy wymieszane wcześniej musztardy,
  • doprawiamy pieprzem,
  • odstawiamy do lodówki na godzinę;
Osobiście dodałabym do tej sałatki więcej jajek. :)

Napiszcie czego nie jedliście w dzieciństwie. Jecie to dziś? 
Czy może macie jakąś jedzeniową traumę, jak ta moja zupa owocowa?

******************

Hekele na blogach:

czwartek, 19 marca 2015

Co do pracy? #11 kasza orkiszowa z warzywami na ostro

Staram się jeść sezonowe produkty.
Myślę, że wielu z nas tak je - intuicyjnie.
Jecie zimą pomidory, albo świeże ogórki?
Pewnie nie :)
Zimą nie sięgam też np. po sałaty, cukinie, bakłażany, rzodkiewki, kalafiory i inne...
Nie jest to trudne, ale pewnie, że nie trzymam się restrykcyjnie tej zasady.
Zdarzyło mi się kupić paprykę, albo brokuła.
Nie ma co się usztywniać. ;)
Jednak wychodzę z założenia, że to co od wieków matka natura daje nam w danym okresie, w danym klimacie, najlepiej nam służy.



Wiecie, że nawet twaróg ma swój czas?
Kupuję domowy twaróg od rodziców Gosi.
Późną jesienią produkcja się zakończyła i nadal nie ruszyła.
By twaróg był smaczny krowa musi wyjść na słońce. :)
Gosia przyniosła mi kawałeczek w grudniu, i to naprawdę nie było TO.
Dodatkowo dopadł mnie po nim katar
(twaróg wychładza organizm).
Dlatego też, zimą jedliśmy naprawdę dużo warzyw korzeniowych
(gotowana marchewka na przekąskę do pracy - pycha!).
Do pracy często zabierałam zupy, jaja ;)
duszone jabłka (muszę je tu pokazać!)
albo takie sałatki jak ta dzisiejsza. :)
Wszystko doprawione odpowiednimi rozgrzewającymi przyprawami.



Skład: 3 marchewki, 1 nieduży por, niepełny kubek suchej kaszy orkiszowej, 2 kubki zimnej wody, 1 łyżka masła klarowanego, 3 krople tabasco, 4 łyżeczki octu ryżowego, imbir mielony, sól;
  • do zimnej wody wsypujemy opłukaną kaszę i gotujemy do momentu wyparowania wody (lub do miękkości jeśli się okaże, że wody było za dużo),
  • marchewki obieramy, wrzucamy do wrzącej wody i gotujemy chwilę, tak by były nie do końca miękkie,
  • pora kroimy w kostkę,
  • na rozgrzaną patelnię wrzucamy masło klarowane,
  • na stopione masło dodajemy marchewkę, następnie por,
  • doprawiamy tabasco i imbirem mielonym, mieszamy,
  • doprawiamy solą i krótką chwilkę dusimy,
  • dodajemy kaszę i ocet ryżowy, mieszamy i po minucie wyłączamy;


A Wy zwracacie uwagę na sezonowość produktów?
Tu jest bardzo fajny kalendarz sezonowości. :)

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Pomidorowe śledzie i co na świątecznym stole gości?

Święta były już miesiąc temu,
ale czy to znaczy, że nie można o nich pogadać? :)
Można.
Tym bardziej, że mam zaległy przepis świąteczny,
który idealnie nada się na wciąż trwający karnawał.
Sałatka śledziowa pomidorowa.



Odkąd sięgam pamięcią na naszym ZaRzekowym stole wigilijnym były te same dania.
Zupa grzybowa, pierogi z kapustą i grzybami, karp smażony,
śledzie w oleju i osobno w occie, sałatka jarzynowa, śledziowa z burakiem, makiełki...
Czasem ktoś próbował przemycić coś nowego.
A to inną rybę, a to śledzia w innym wydaniu.
Chyba nic z nowości nie powróciło na stół w kolejnych latach.
Zastępowały je kolejne dania.
Na chwilę.
W tym roku nowością u nas był... barszcz (!)
tradycyjnie zawsze grzybowa,
tym razem były dwie zupy.
Kolejną nowością były dzisiejsze śledzie.
Pyszne.
Przepis do powtórzenia.
Czy znów pojawią się na wigilijnym stole?
Okaże się za rok. :)
Barszcz i grzybowa będą na pewno!



Skład: 500 g filetów śledziowych, 300 g koncentratu pomidorowego, 2 średnie cebule, 2-3 ząbki czosnku, 100 ml oleju rzepakowego, kilka kropli tabasco, łyżeczka cukru, łyżeczka octu ryżowego, liść laurowy, pieprz i sól;
  • filety moczymy 1-2 godziny lub do momentu uzyskania odpowiedniej ich słoności,
  • cebulę obieramy i kroimy w kostkę, szklimy ją na odrobinie oleju rozgrzanego na patelni,
  • czosnek drobno siekamy,
  • koncentrat, tabasco, olej, ocet i cukier; dokładnie mieszamy,
  • do marynaty dodajemy śledzie (pokrojone w paski), czosnek, liść laurowy i cebulę,
  • całość mieszamy i odstawiamy do przegryzienia się;


Śledzie wypatrzyłam u Berniki.
A jak to wygląda u Was ze świątecznymi daniami?
Tylko tradycja? Są nowości, które zagościły na dobre? :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Co do pracy? #10 Sałatka z młodych ziemniaków, bobu i rzodkiewki


Nie mam z Nim zbyt wielu wspomnień.
Wydaje mi się, że widziałam Go tylko raz,
podczas pobytu u Niego, po drugiej stronie kraju. 
To dzięki tej wizycie przejechałam się trolejbusem. :)

Pamiętam, że miał duży ogród,
a w nim czerwone porzeczki.
Były też jakieś drzewka owocowe,
na które łatwo było wejść i zasiąść.
Na którąś kolację podał coś brzydkiego.
Ciepłe szare kulki, prosto z ogrodu.
Do tego masło i sól.


Mimo, że byłam wtedy dzieckiem
(ok, starszym dzieckiem)
bardzo posmakowało mi coś co nie wyglądało.
I do dziś w tej formie najbardziej lubię bób. :)
W innej, obranej i pięknie zielonej smakuje równie dobrze.

Skład: 6 niedużych młodych ziemniaków, pół paczki świeżego bobu, 3 duże rzodkiewki (6 normalnych; trafił mi się wyjątkowo okazały pęczek), pół czerwonej cebuli, olej lniany, sok z cytryny (mniej więcej z ćwiartki), sól, pieprz;
  • ziemniaki gotujemy w mundurkach, a ugotowane obieramy,
  • bób gotujemy 4-5 minut w osolonej wodzie (można dodać ziele ang. i liść laurowy), po czym przelewamy go zimną wodą,
  • cebulę kroimy w cienkie piórka, ziemniaki w połówki lub ćwiartki, rzodkiewkę w plastry,
  • bób obieramy,
  • wszystkie składniki mieszamy polewający olejem, skrapiając cytryną i doprawiamy;


   
A Wy lubicie te kulki? :)

poniedziałek, 9 września 2013

Co do pracy? #7 Sałatka z pęczakiem

Już dawno nie miałam tylu postów do opublikowania!
Fajne to uczucie, kiedy czeka tyle wersji roboczych :).
A, że wśród nich nazbierało się już kilka dań pracowych,
nieśmiało wracam do mojego cyklu "Co do pracy?".
To nawet dobry moment,
wszak skończyły się wakacje.
Choć moje, dopiero za trzy dni! :D
Zazdrościcie? :P


Lubię urlop wrześniową porą.
Nieważne gdzie,
nieważne czy gdziekolwiek.
W końcu jakie to ma znaczenie?
Znaczenie ma to, że słońce nie pali,
a w końcu cieszy.
Że powoli kolorowo się robi.
Że jest czym oddychać rano!
Że można kocem się przykryć wieczorem,
gdy przyjemny chłód nadejdzie.
Lubię urlop gdy nadchodzi jesień.
Moja ukochana :).


Pod tę zbliżającą się jesień, coś zdrowego, coś pysznego. Kasza.
Nie od dziś wiadomo, że kasze wszelakie są źródłem wielu witamin, minerałów i jakże ważnego błonnika.
Pęczak, czyli najmniej rozdrobniona kasza jęczmienna, zawiera niacynę, która poprawia wygląd skóry, obniża poziom cholesterolu we krwi. Pęczak zapobiega bólom brzucha i wzdęciom. Wskazany dla osób chorujących na serce.

Niech kasza nie kojarzy nam się tylko z krupnikiem i bitkami wołowymi! :)
A pęczak, niech nie kojarzy się (tak jak moim kolegom z pracy) z dobrą przynętą na ryby :P


Skład: szklanka (nieugotowanej) kaszy pęczak, kilka ogórków konserwowych, 2 pomidory, szczypiorek, garstka listków bazylii, sól morska, świeżo zmielony pieprz, oliwa z oliwek;
  • pęczak ugotować w 2 szkl. wody, z odrobiną soli, ew. kawałeczkiem masła,
  • kasza będzie dobra jak wchłonie całą wodę,
  • warzywa pokroić w kawałki,
  • posiekać szczypior, bazylię porwać,
  • wszystkie składniki połączyć, doprawić i dodać trochę oliwy - dla lepszego połączenia składników;
 

A Wy, którą kaszę lubicie najbardziej?

poniedziałek, 20 maja 2013

Co do pracy? #7 Pieczony łosoś z sałatką szczawiowo - szparagową


Jeden z polityków o szczawiu ostatnio wspomniał.
Kogoś szczawiem nazwał?
Siebie nazwał?
Że on jadł czy nie jadł?
Czy musiał jeść?
Czy to ważne?!



Ja szczawiem będąc, listki zbierałam.
Niezmuszana przez nikogo.
Listek do listka.
Jeden na drugi.
Największy na zewnątrz.
Składałam na pół.
I była pyszna szczawiowa kanapeczka! 
Teraz też bieramy.
Po 200 listków :)




Szparagi za to zawsze białe były,
bo i źródło zaprzyjaźnione
prosto z pola.
Często same główeczki się trafiały.

Źródełka od tego roku już nie ma.
Pierwszy raz, nie mając pysznych, świeżych białych,
kupiłam zielone.


Skład: filet z łososia (200 - 250 g), pęczek zielonych szparagów, kilka garści szczawiu, 2 ząbki czosnku, cytryna, oliwa z oliwek, sól, pieprz cytrynowy, pieprz czarny;
  • z łososia ściągamy skórę (wystarczy na kilka sekund zalać wrzątkiem - pięknie odchodzi), układamy na folii aluminiowej, skrapiamy oliwą i sokiem z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem, wyciskamy czosnek,
  • łososia zawijamy szczelnie folią i (jeśli mamy czas) odkładamy do lodówki na jakiś czas do przegryzienia się,
  • szparagi myjemy i obcinamy zdrewniałe końcówki,
  • piekarnik nagrzewamy do 200 stopni,
  • na blaszce układamy szparagi - obficie skrapiamy oliwą, doprawiamy solą i czarnym pieprzem,
  • obok szparagów układamy łososia (w folii),
  • całość pieczemy 15-20 minut,
  • upieczone szparagi kroimy na kilka części i łączymy z umytym szczawiem - skrapiamy oliwą, doprawiamy solą i pieprzem,
  • łososia wyciągamy z folii i zajadamy z zieloną sałatką;
Ja jadłam w pracy na zimno :). 

 

A Wy jedliście, jecie szczaw?
Które szparagi wolicie? Ja jednak te białe :)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Co do pracy? #5 Sałatka z kaszą gryczaną


Wyrzuciłam wczoraj przedostatni wałek.
Przykręciłam prawie wszystkie fronty.
Wyszorowałam już pół podłogi.
Za chwilę nie będzie ani jednej białej ciapki.
A to wszystko z czerwienią na ustach,
która trzymała się dłużej niż chwilę...
O tym jednak nie dziś :P

Dziś - zmęczona cieszę się.
Akcja kuchnia powoli dobiega końca.
Zaczyna się akcja wymiana pionów.
I zacieranie dowodów zbrodni.
Zalaniowej zbrodni.
Równowaga w naturze być musi, czyż nie?
********************



Pewna koleżanka blogowianka spytała mnie ostatnio o to co jeść, by zrzucić co nieco.
Nie czuję się specem w tej kwestii, ale... napisałam owej koleżance całkiem długiego maila!
Wspomniałam o kaszy, która jest doskonałym lekiem na wzdęcia i na problemy z trawieniem.
Jakże często po obiedzie zostaje pół, albo i cały woreczek kaszy. I tak zalega w lodówce na talerzyku. A wystarczy dać kaszy szansę i zabrać do pracy. Z czym? Z tym co w lodówce! :)

Skład: woreczek ugotowanej kaszy gryczanej, 2/3 ogórka węża, garść pietruszki, małe jabłko, 2-3 łyżki oliwy z oliwek, sól, pieprz;
  • ogórka obieramy, kroimy w półplasterki,
  • natkę pietruszki siekamy,
  • jabłko obieramy, kroimy w małe kawałki,
  • wszystkie składniki mieszamy, dodajemy oliwę i przyprawy;
 


poniedziałek, 4 marca 2013

Co do pracy?#2 sałatka niezwykle wiosenna

Pozostając odrobinkę w klimacie poprzedniego 'dwójkowego' posta, dziś dwa słowa o dwóch dodatkach.
O soli.
O oliwie z oliwek.
Jakiej soli używacie?

Ja od jakiegoś już czasu tylko morskiej. Podobno jest zdrowsza. Lecz nie w tym rzecz, ta sól po prostu mi smakuje ;). Nie solę dużo. Wyjątek stanowi jajecznica i twarożek. 
A dosypując tę sól do oliwy dobrej jakości i maczając w tym chleb... Uwielbiam.
Oliwę kiedyś kupowałam pierwszą z brzegu, tańszą. Latem dostałam kilka litrów Monini prosto z Włoch. Od tego czasu wiem co znaczy dobra oliwa (według mnie). Jeśli tylko możecie kupić taką to to po prostu zróbcie! :) Myślę, że nie warto kupować byle jakiej. To nie ten smak. To smak po prostu niesmaczny! I dodatkowo szkoda kasy.
Dzisiejsza sałatka oliwy zawiera sporo - teraz wiecie dlaczego ;).



Skład: 5-6 średnich ziemniaków, 4 jaja, jedna mała cebula czerwona, puszka tuńczyka w sosie własnym, kilka sztuk suszonych pomidorów, duża garść rukoli, jeszcze większa garść ulubionej sałaty, mała papryczka pepperoni, oliwa z oliwek, sól morska, świeżo zmielony pieprz, kilka ziarenek ziela angielskiego i pieprzu, dwa liście laurowe;
  • ziemniaki obieramy, gotujemy w osolonej wodzie z kulkami i listkami lautowymi,
  • jaja gotujemy na twardo,
  • ugotowane ziemniaki kroimy na kilka części,
  • cebulę kroimy w piórka, wrzucamy do ziemniaków,
  • tuńczyka odsączamy i dodajemy do reszty,
  • całość polewamy dość obficie oliwą, doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy,
  • posypujemy sałatą i rukolą,
  • ugotowane jaja kroimy w ćwiartki, układamy na wierzchu,
  • pomidory kroimy w paski i układamy na jajach,
  • całość możemy jeszcze doprawić solą i pieprzem i polać oliwą;


Początkowo sałatka miała być według pomysłu Magdy. W zasadzie jest, ale nie do końca ;)).
Oczywiście z powyższych proporcji to śniadanie pracowe, może być na więcej niż raz ;)

piątek, 19 października 2012

Złote pieczarki i seler, czyli sałatka imprezowa

Albo "pracowa".
Magda K. jednym ze swoich ostatnich przepisów przypomniała mi o selerze marynowanym.
Do sałatek nadaje się idealnie. Zrobiłam ją na ostatnią imprezę (a raczej spotkanie robocze) u Lee.
A pomyśleć, że do niedawna nie znosiłam selera. Dalej nie pałam do niego miłością - zwłaszcza do zwykłego gotowanego. Nadal nie dodaję go do sałatki jarzynowe.
Marynowany ma zupełnie inny smak.


Innym dodatkiem jest... wiadomo co :)
To co ostatnio króluje w moich postach.
Wybaczcie tę monotematyczność.
Nie jest celowa. Chyba ;)) 



Skład: słoiczek selera marynowanego, puszka kukurydzy, 4 jaja, 10 średnich pieczarek, ok. 150 g sera żółtego, 2 łyżki majonezu, 3-4 łyżki śmietany 12% lub jogurtu naturalnego, sól morska, świeżo mielony pieprz, łyżka masła.
  • pieczarki myjemy, jeśli to konieczne obieramy, kroimy w grube plastry,
  • masło wrzucamy na rozgrzaną patelnię, jak się roztopi dorzucamy pieczarki,
  • pieczarki solimy, pieprzymy, po odparowaniu wody smażymy je na złoty kolor (uwielbiam!),
  • po usmażeniu odsączamy z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku,
  • jaja gotujemy na twardo i kroimy w kostkę,
  • mieszamy seler, kukurydzę, jaja, starty żółty ser,
  • majonez łączymy ze śmietaną, przyprawami i dodajemy do naszych składników,
  • pieczarki układamy na wierzchu sałatki.

wtorek, 22 listopada 2011

feta nie feta

Już dawno miałam o tej całe fecie pisać. Powiem krótko. Miłośniczką tego słonego sera nie jestem absolutnie, a co za tym idzie, rzadko jem wszelkie sałatki z greckim przymiotnikiem w nazwie. Smak za słony. Zdecydowanie za słony. I nie jest w stanie go zabić żaden dodatek ze słonością mający tyle wspólnego co nic. Tylko teraz ważne pytanie - jak smakuje prawdziwa feta? Nie wiem. W Grecji nie byłam, prawdziwego greckiego sera nie miałam okazji jeść, a te sklepowe to niby które są te prawdziwe?


Kolega Pietka, przy okazji letniego grilla i.... sałatki greckiej (!) zakomunikował, iż najbardziej zbliżony do greckiej fety jest ser typu bałkańskiego z Lidla. W zasadzie uwierzyłam, bo czemu by nie, skoro Pietka w Grecji był nie raz i próbował jak co smakuje. No chyba, że ściemnia, że próbował? ;)
Ów ser, zakupiony został do rzeczonej sałatki. Pokrojony został w warunkach prawie polowych, w temperaturze bardziej ciepłej niż pokojowa i co? I absolutnie się nie maział! Moje dotychczasowe doświadczenie z fetopodobnymi było takie, że jak nie włożyłam pudełeczka do zamrażalnika to absolutnie nie było ładnych kosteczek, a nawet jak czasem takie wyszły to w sałatce się maziały. No i to rozcinanie tego kartonika wzdłuż i wszerz... Samo to zniechęcało mnie bardzo.
A tu proszę, nie ma kartonika do rozcinania i jakie kosteczki ładne są! I co najważniejsze? Nie ma tyle słoności i smak naprawdę mnie bardzo zadowala :). Zmieniłam stosunek do fety (nie fety?) zdecydowanie :). No i do sałatek greckich :).

Ostatnio, wspomniany ser wykorzystałam tak:


  • 1 opakowanie sera typu bałkańskiego (firma Pilos - wiem, reklamuję :), trudno się mówi ;) ), który kroimy w kostkę,
  • 1 paprykę (u mnie trafiła się żółto - zielona) kroimy w sporej wielkości kostkę,
  • kilka pomidorków koktajlowych kroimy w ćwiartki,
  • dorzucamy trochę makaronu "z wczoraj" ;), albo i nie dorzucamy jeśli nie mamy ;),
  • do tego świeża bazylia - kilka sporych listków,
  • całość mieszamy i doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem,
  • ja doprawiłam jeszcze mieszanką przypraw do sałatek (kamis, mały słoiczek - znów reklama, ale przyprawy te dostałam od Lee i chętnie korzystam),
  • na koniec dodałam troszkę jogurtu naturalnego - tyle, by składniki się połączyły;


A Wy co wiecie i powiecie o fecie i fetopodobnych? 

niedziela, 6 listopada 2011

na zielono


Zauważyłam, że dużym (a raczej ogromnym) powodzeniem na moim blogu cieszy się sałatka z łososiem. A niedaleko za nią zapiekanka z brokułami. No to zróbmy połączenie tych dwóch - zapiekanka z łososiem czy sałatka z brokułami? Skoro na zielono to sałatka z brokułami :). Poza tym zielony to jeden z moich ulubionych kolorów :). A jeszcze dodatkowe poza tym, jestem z zielonego miasta (dosłownie), więc wszystko dziś pasuje :). No i za oknem prawie tak wiosennie, że aż prawie zielono ;)). I pomińmy fakt, że prawie robi dużą różnicę :).

  • 400 g brokułów gotujemy (najlepiej na parze) do momentu aż będą w połowie miękkie (nie lubię rozpaćkanych brokułów),
  • puszkę groszku mieszamy z brokułami,
  • dodajemy niedużego, pokrojonego w półplasterki ogórka gruntowego,
  • siekamy sporo szczypiorku i wrzucamy do reszty,
  • całość doprawiamy solą i pieprzem oraz skrapiamy cytryną (ilość 'na oko'),
  • dodajemy 2-3 łyżki jogurtu naturalnego i wszystko mieszamy;

Dodałam jeszcze dwa brązowe akcenty - niech już będzie trochę jesiennie ;)

  • małą garstkę uprażonego siemienia lnianego mieszamy z sałatką,
  • całość posypujemy uprażonym słonecznikiem;


To teraz będę musiała wymyślić zapiekankę z łososiem? A może wystarczy makaron z łososiem? Pisałam o nim tutaj i jeszcze raz go bardzo polecam - jest przepyszny :).

Dodatkowo, przepis dodaję do akcji Tęcza, którą wymyśliła Panti :)

poniedziałek, 12 września 2011

bobowy bób


Ajwonka posiała Za Rzeką bób. Posiała go z myślą o mnie, bo pozostali jakoś za nim nie przepadają. Dziwne. Nie kumam tego, bo bób jest taaaaki dobry :). Niestety, ale bobu posiano mało, a jeszcze mniej wyrosło. A ja sama jestem gapa, bo zupełnie o nim zapomniałam siejąc warzywka na działce, ale przecież początkujący ze mnie działkowiec ;). W każdym razie, to chyba będę musiała pocieszyć się mrożonym, by zjeść go w czystej postaci. Co to ta czysta bobowa postać? Wg mnie, to ugotowany bób z dodatkiem masła i soli. I każdy sam wyciąga go sobie ze skorupki....
A dziś, bób z większą ilością dodatków niż te, wymienione powyżej.
  • dwie garście bobu gotujemy do miękkości - około 15 minut, po ugotowaniu obieramy z łupinek,
  • do bobu dodajemy puszkę tuńczyka w sosie własnym,
  • 2 jaja na twardo kroimy w plastry,
  • 1 duży pomidor - też oczywiście kroimy w coś - np. w kostkę dużą :)
  • siekamy szczypiorek (ilość wedle uznania),
  • całość mieszamy,
  • doprawiamy solą i pieprzem,
  • myślę, że jakikolwiek sosik jest tu zbędny, zwłaszcza majonezowy - zabiłoby to smak bobu :), ja skropiłam wszystko cytryną - ilość na oko :)


Sałatunia pyszna i co ważne, bardzo sycąca :)

wtorek, 9 sierpnia 2011

sałatka z tuńczykiem i fasolą

Ogłoszenie parafialne #4 - Bardzo dziękuję JaCe za nominację do One Lovely Blog Award oraz do Make Up Blogger Award :) łamię zasady tych zabaw, gdyż wiele o mnie znajdziecie w moich postach :) poza tym, nominuję moich ulubieńców, którzy są po prawej stronie, w tym oczwyiście JaKę ;) nie wiem czemu nie można nominować tych, którzy nominowali nas ;D

Jakiś czas temu wszystkim wokół zawładnęła dieta Dukana. Na jakieś dwa dni zawładnęła również i mną - nie wnikajmy czy była potrzeba czy nie ;) była to jedna jedyna dieta w moim życiu - o ile taką dwudniową można nazwać dietą. W każdym razie, zanabyłam wówczas kilka puszek tuńczyka w sosie własnym i już po drugiej puszce (niejedzonej pod rząd) miałam serdecznie dość tego smaku! I z tego co się orientuję większość osób odczuwało to samo. To był bardzo dobry pretekst, by już nigdy nie stosować żadnej diety, bo dlaczego ma mi coś zbrzydnąć? Ale to wszystko było dawno temu i tuńczyk wrócił do łask. Na przykład w takiej postaci:

  • pucha tuńczyka w sosie własnym, odcedzona, wrzucona do miski,
  • pucha fasoli czerwonej, odcedzona, wrzucona do miski (tej samej co tuńczyk),
  • 3 ogórki kiszone, pokrojone w kostkę, wrzucone do tej samej miski,
  • pęczek szczypiorku, pokrojony w kostkę, wrzucony doooo... do reszty składników,
  • 2 łyżki jogurtu,
  • 2 łyżki majonezu,
  • sól, pieprz,
  • wszystko mieszanym cuzamen do kupy i jemy :)
Jakbyście chcieli, by było ładniej to możecie użyć fasoli białej i czerwonej. A jakbyście chcieli, by było ostrzej to dodajcie cebulę.

Ogłoszenie parafialne #5 - znów na chwilę wybywam; tym razem nie, by zresetować to i owo, a zreperować. A może przy okazji uda mi się zregenerować? :) do zobaczenie niedługo :) 

 
P.S. Wracając do zabaw wskazanych w Ogłoszeniu #4 to zasady są następujące (zasady są po to by je łamać?):
- podziękuj i wklej link blogera, który przyznał Ci tę nagrodę;
- skopiuj i wklej logo konkursu na swoim blogu;
- napisz o sobie siedem rzeczy (
- napisz 7 makijażowych faktów o sobie)
- nominuj szesnaście innych cudownych blogerów (nie można nominować blogera, który Wam przyznał nagrodę);
- napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji.




P.S.2. O, to już 50 post... ależ się rozpisałam ;)

wtorek, 12 lipca 2011

grill #2

Tytułem wstępu - wróciłam na domowe łono :) jednak zanim wróciłam, zobaczyłam to i owo, coś tam zresetowałam, a coś nie ;) i na dodatek poznałam różne ciekawe smaki i nie tylko smaki, ale też i opowieści :) coś na pewno wykorzystam do przyszłych postów.
Póki co, pozostanę przy swojskich klimatach. Raz już wspominałam, bez czego nie wyobrażam sobie grilla. Wówczas skupiłam się na tym co czosnkowe. A nie opowiedziałam o dwóch sztandarowych sałatkach! Nadrabiam więc zaległości ;) obie, towarzyszą mi odkąd sięgam pamięcią :) i lądują na stole raczej tylko w sezonie, gdy najważniejsze składniki pojawią się w ogródku :)
Pierwszą, wiosenno - letnią sałatką jest ta, którą robiła wiele lat temu moja Babcia. O dziwo, jeszcze nie spotkałam nikogo kto znałby ten przepis:

  • kilka jaj gotujemy na twardo, a po ostudzeniu i obraniu, kroimy w kosteczkę,
  • dodajemy pokrojone w kostkę rzodkiewki,
  • spory pęczek szczypioru kroimy i wrzucamy do reszty,
  • całość zalewamy śmietaną (nie jogurtem!),
  • solimy,
  • jakie proporcje? hmmm... na oko... np. 4 jaja, min. 10 rzodkiewek i około 8 porządnych, dorodnych szczypiorów; sałatkę robię tak często, że nie zastanawiam się czego ile, ważne, by żaden ze składników nie górował nad innymi i by warzywka nie pływały w śmietanie ;) czyli na przykładowe proporcje dajemy min. 200 ml śmietany :)
Drugą z nich - pewnie wielu z Was dobrze znaną - są pomidory ze śmietaną i cebulą. Jak pomidory smakują jak pomidory, mogę to jeść każdego wieczoru na kolację, tym bardziej, iż wykonanie jest szybkie i banalnie proste, czyli:

  • pomidory kroimy w kawałki (można je uprzednio naciąć z obydwu stron na krzyż, sparzyć i zdjąć skórkę, ale ja lubię ze skórką),
  • cebulę kroimy w kostkę,
  • powyższe łączymy i dodajemy śmietanę / jogurt,
  • solimy i pieprzymy,
  • proporcje dowolne, wg uznania :) dodam tylko, że ja lubię jak jest sporo cebuli i pieprzu,

Moim grillom zawsze towarzyszą powyższe, banalnie proste, ale jakże smaczne smaczki :) i nie tylko w trakcie grilla one królują. Dziś jadłam pomidory - tak się za nimi stęskniłam przez tę chwilę, kiedy to mnie nie było ;)

P.S. Myślę, że za jakiś czas pojawi się kolejny grillowy odcinek ;)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...