Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lipca 2014

Szybkie ciasto z morelami i kruszonką


Raczej nie należę do osób, które raz pomyślą i od razu działają.
Odkładam coś na później,
wydrukowane lub podesłane przepisy po czasie zapadają w niepamięć...
Nie zawsze lubię tę moją cechę.
Czasem dzieje się inaczej.
Wyjątki potwierdzające regułę?



Przepis na to ciasto zobaczyłam rano u Liski,
a upiekłam tego samego dnia po obiedzie.
Musiałam tylko kupić morele.
Tego dnia bardzo padało.
Na szczęście zaraz przed wyjściem z pracy przejaśniło się
i mogłam rowerem cofnąć się do warzywniaka.
W drodze do domu, na przydrożnym straganie dojrzałam truskawki.
Ostatnie w tym roku.
Przystanęłam, kupiłam do mrożenia.
Ruszyłam.
500 m przed domem zaczęło kropić,
a do domu weszłam cała ociekająca wodą!
Równie dobrze mogłabym wejść w ubraniu pod prysznic. ;)
Czy muszę mówić, że gdyby nie morele i truskawki byłabym sucha?
Czy warto więc działać pod wpływem impulsu? ;P
W przypadku tego ciasta było warto!
Jest przepyszne!



Skład: 180 g mąki pszennej, 100 g masła, pół łyżeczki proszku do pieczenia, 70 g cukru pudru;
  • piekarnik nagrzewamy do 200 stopni,
  • z podanych składników zagniatamy gładkie ciasto,
  • dzielimy je na pół - jedną częścią wyklejamy tortownicę (śr. nie więcej niż 20 cm), a z drugiej części robimy kulkę, zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki,
  • ciasto pieczemy 12 minut;
Skład: 300 g moreli, 40 cukru, mała szczypta suszonego tymianku, 20 g mąki ryżowej (wystarczy zmielić ziarna ryżu), 1 łyżka płatków migdałów;
  • morele myjemy i kroimy w kostkę,
  • mieszamy z resztą składników,
  • wykładamy na podpieczone ciasto,
  • na wierzchu kruszymy drugą część ciasta,
  • obsypujemy migdałowymi płatkami,
  • pieczemy 30-40 minut w 190 stopniach,
  • po wystudzeniu obsypujemy cukrem pudrem;



To co pieczecie w weekend? :) Ciasto wychodzi małe, więc proponują podwójną porcję. ;)

Gdy czytacie tego posta ja już zapewne jestem w trasie. :) Taka weekendowa wyprawa. Odpowiem na komentarze w niedzielę lub poniedziałek.

piątek, 8 marca 2013

Dumna Pavlova miała być!

Miała być osławiona Pavlova.
Wyszło, hmm...
Po kolei :)
Jak zobaczyłam a Anki Wr. (:P) ten przepis postanowiłam wykorzystać go z okazji urodzin Ajwonki.

Dzień przed należało kupić co trzeba.
Bazylię między innymi.

Podejście nr 1 - biedra - brak.
Podejście nr 2 - sklepik osiedlowy* - brak.
Podejście nr 3 - ulubiony zagon** - brak.

Świeżych truskawek też nie było.
W zasadzie nie zależało mi na nich.
Jak miało zależeć skoro w zamrażalniku pełno własnych ogródkowych z lata?
I jagody też tam znajdę.
I węgierki.
I koperek :P.

Poza bazylią - beza wg Ankowego przepisu.
No bez octu winnego też.
Za to ze zwykłym  ;).

Jednak to nie brak bazylii sprawił,że okazała Pavlova nie powstała!
Czytajcie dalej jeśliście ciekawi mego upadku...


Skład: 6 białek, 350 g cukru pudru, 1 łyżeczka octu, 2 łyżeczki mąki kukurydzianej, skórka z limonki, 1 łyżeczka soku z limonki;
Dodatkowo: min. 200 g kremówki, ewentualnie fix, ulubione owoce;
  • białka ubijamy dosypując połowę cukru pudru do momentu aż całość będzie błyszczeć,
  • do ubitych białek dodajemy drugą połowę cukru i resztę składników - mieszamy drewnianą łyżką,
  • piekarnik nagrzewamy do 180 stopni,
  • blaszlę wykładamy papierem do pieczenia, na którym rysujemy okrąg o średnicy 25 cm,
  • masę białkową wylewamy w okrąg ów,
  • moja masa wyszła zbyt rzadka, rozlała się poza brzegi okręgu ;) i absolutnie nie było mowy o formowaniach wszelakich jak to zrobiła Anka; myślę, że powodem tego było zbyt szybkie dosypanie cukru - zawsze robię to gdy białka są już prawie ubite i nie wiem czemu teraz wrzuciłam ten cukier szybciej...,
  • tak jak wyszło wstawiamy do piekarnika,
  • po 5 minutach zmniejszamy temperaturę do 140 stopni,
  • pieczemy godzinę, wyłączamy piekarnik pozostawiając w nim bezę na 6 godzin lub na noc;
Jako, że mi beza się rozlała na prawie całą blachę postanowiłam uratować tort małymi torcikami. Udało się! I przyznam, że cieszę się, że tak wyszło...

  • z bezy wykrawamy kółeczka szklanką i przekładamy do foremek,
  • kremówkę ubijamy z fixem,
  • bezę przed samym podaniem dekorujemy ubitą śmietaną i owocami - przyjemność tę możemy po prostu zostawić gościom;
Małe torciki ucieszyły mnie dlatego, że każdy zjadł tyle ile chciał, a to co zostało nie zmarnowało się, bo beza nie zmiękła od śmietany. Śmietanę spokojnie można przechować w lodówce na następny dzień, owoce również, a pozostałe beziki wystarczy przykryć ściereczką :).
Poza różnymi przygodami beza była bardzo chrupiąca z zewnątrz i mięciutka i delikatna w środku.
Dodatek limonki uważam za doskonały!

P.S. Zdjęcia jakie są - każdy widzi... Pośpiech i goście (:P) - w tym syn krzestny lat 1,5 - nie są dobrymi sprzymierzeńcami ;).
P.S.2. Do końca sukienkowej akcji zostało 1,5 tygodnia!

*alma umieszczona u sąsiadki - galerii handlowej :)
**lidl (sąsiad) - zagonem określony przez JolkęM :)

piątek, 25 stycznia 2013

Bardzo PRZYJAZNE ciasto czekoladowo - pomarańczowe

Madzi na co dzień nie ma w Polsce.
Nie mamy codziennego kontaktu.
Przyjeżdża na chwilę. Zwykle nie wiem kiedy. Zwykle nie wiem, że była.
Dzwoni zawsze nagle. A ja zawsze witam ją "nie wierzę".
I zawsze też umawiamy się z dnia na dzień. Tylko po to, by przez kolejny rok, półtora nie mieć kontaktu. Żadnego.
Tak było i tym razem.
Zadzwoniła w dobrym momencie.
Podniosła mnie, bo od 1 stycznia chciało mi się nic.
Specjalnie dla niej zrobiłam to ciasto.


Jak Madzia to i Sandra. Sandra jest bardziej na co dzień.
Obie ze studiów. Obie bardzo bliskie.
Ostatnio wiele myślałam nad znajomościami wszelakimi.
I wyciągnęłam może dziwny wniosek.
Od osób ogromnie mi bliskich, ale poznanych stosunkowo niedawno "wymagam"*, oczekuję najmniej.
Albo i nic.
Mimo, że bliskie bardzo. Dziwne?
Też tak macie?

Zrobione z ogromną przyjemnością dla nich dwóch.
Czekoladowo - pomarańczowe**.

Skład: 150 g masła, 100 g gorzkiej czekolady, 175 g brązowego cukru (w oryginale muscovado lub zmielonego cukru kandyzowanego - dla mnie zdecydowanie za słodko ;)), 2 łyżki miodu, 150 g mąki, skórka starta z dwóch pomarańczy, sok wyciśnięty z dwóch niedużych pomarańczy, 2 jaja, 1 łyżeczka proszku do pieczenia;
  • czekoladę połamaną na kawałki wrzucamy do rondelka z masłem, miodem i wybranym przez siebie cukrem ;) - rozpuszczamy na małym ogniu,
  • odstawiamy z gazu,
  • mąkę, proszek do pieczenia, jaja, skórkę i sok z pomarańczy miksujemy na gładką masę,
  • ciągle miksując powoli dolewamy roztopioną czekoladę,
  • całość przelewamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia,
  • wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni,
  • pieczemy ok. 45 minut (w oryginale 45 - 60, u mnie maks. 45 - wszystko zależy od piekarnika i od upodobań - czy ma być wilgotne w środku czy troszkę mniej; ja proponuję, by było bardziej ;));  

Sandra nie dotarła. Nie szkodzi. Widzimy się jutro.
A ja czuję, że powinnam zrobić je znów. Dla innej bliskiej mi grupki.

*bardzo niefortunne określenie
**ukradzione od Anulki :)

czwartek, 22 listopada 2012

Ciasto czekoladowo - czekoladowe

Po serii przepisów słonych i ostrych wypadałoby coś na słodko. Słodkolubni się ucieszą. Przepis jest od Kasi, która jest bardzo słodkolubna i pewnie się zawiedzie, że dla niej tu nic nowego nadal nie będzie ;)
Mam jednak nadzieję, że to coś nowego dla Was :).
A ciasto jest przepyszne. Najlepsze jeśli dość wilgotne w środku. 
I tu kilka moich uwag odnośnie piekarników, których nie potrafię rozgryźć.
Mam piekarnik elektryczny kilkumiesięczny. Ciasto piekłam we wskazanej temperaturze około 35 minut i było doskonałe w środku, czyli naprawdę mokro-czekoladowe.
Piekarnik Za Rzeką jest tej samej firmy, niemalże identyczny, około dwuletni. Ciasto piekłam około 20 minut i to już nie było to. Było odrobinę wilgotne, ale nie czekoladowo - wilgotne, a ciastowo...
Nie rozumiem tego. Teoretycznie to nowszy piekarnik powinien być mocniejszy. Nie jest tak.
I zauważyłam, że wszystkie ciasta w moim wychodzą inaczej.
Najłatwiejsze ciasto w świecie nie przyrumienia się zbytnio i na wierzchu robi się chrupiące, tworzy się beza. Było to ogromne zaskoczenie dla mnie - ciasto to robię od lat, a Ajwonka od jeszcze większej ilości lat, a tu proszę. Niespodzianka. Nie powiem - miła :).



Może macie jakieś sugestie albo ciekawe doświadczenia piekarnikowe? :)
I nie wiem co mam poradzić Wam, by ciasto było takie jak wychodzi u mnie :/
Z uwagi na mą niewiedzę mocno trzymam kciuki za pomyślne Wasze wypieki czekoladowe! :)

Skład: 2 tabliczki czekolady (ja użyłam deserowej), 5 jajek, 1/2 szklanki cukru, 1/2 szklanki mąki, 150 g masła, łyżeczka proszku do pieczenia
  • czekoladę i masło wrzucamy do garnka i roztapiamy na małym gazie,
  • żółtka ucieramy z cukrem (u siebie po prostu zmiksowałam je - minuta i po sprawie; Za Rzeką Ajwonka porządnie utarła w makutrze!),
  • do żółtek dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i roztopioną czekoladę - całość mieszamy,
  • białka ubijamy i dodajemy do masy - mieszamy,
  • przelewamy do foremki (średnica 26cm) wyłożonej papierem do pieczenia,
  • pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez co najmniej 20 minut - kontrolujcie sytuację wykałaczką - jak będzie na środku czekoladowo-wilgotna - wyciągajcie!

kilkudziesięcioletnia filiżanka z serwisu mojej babci
czasem lubię rozpuszczalną ze śmietanką
w filiżance
duża odmiana po codziennej sypanej z małą ilością mleka w kubasie
nigdy z cukrem   

Macie swoją ulubioną?
Kawę. Filiżankę. Kubas.

niedziela, 27 maja 2012

Kolejne najłatwiejsze w świecie ciasto


Mając w pamięci post poprzedni pozostajemy przy produktach krajowych i bardzo sezonowych :).
Też wykorzystujecie do maksimum sezonowe warzywa i owoce? Powoli kończy się sezon na rabarbar, ale za to zaczyna się na truskawki. Wczoraj zjadłam pierwsze Zza Rzekowego krzaka. To jest smak truskawki! A nie te z marketu sprzed miesiąca czy dwóch. 
Na przepisy truskawkowe przyjdzie pora. Dziś jeszcze coś rabarbarowego. 
W ubiegłym roku pokazywałam przepis na najłatwiejsze ciasto w świecie - banalnie proste do wykonania i tak samo łatwe do zapamiętania z uwagi na fajne proporcje :).

Dziś kolejny prosty przepis. Bardzo takie lubię. Poza drożdżowym nigdy nie robiłam praco- i czasochłonnego ciasta. Nie lubię. Nie ubolewam nad tym ;).
Do dzieła!



Skład: 1/3 200g kostki masła, 1/3 szklanki mleka, 2 jaja, 1/2 szklanki cukru (dla wielbicieli słodkości więcej), 1 i 1/4 szklanki mąki, 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia, rabarbar (ilość wg uznania), cukier puder do posypania;
  • roztapiamy masło,
  • rabarbar obieramy i kroimy w kostkę,
  • jaja ubijamy z cukrem,
  • do jaj dodajemy roztopione masło, mleko i całość miksujemy,
  • do ww. dodajemy mąkę i proszek do pieczenia - miksujemy na gładką masę,
  • okrągłą foremkę wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą,
  • naszą masę wlewamy do formy,
  • na wierzchu układamy rabarbar,
  • wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni,
  • pieczemy ok. 35 minut,
  • po wystudzeniu ciasto obsypujemy cukrem pudrem;
 
 

Sezonowy rabarbar wykorzystałam tak bardzo, że ciasto zrobiłam kilkakrotnie i przyznam, że ostatnim razem spiesząc się zapomniałam o proszku do pieczenia :D. Mimo to, moi koledzy z pracowego pokoju zjedli bez szemrania ;)).

wtorek, 27 marca 2012

Ekspresowe drożdżowe


Nie jestem wielką fanką ciast drożdżowych. Nie lubię jak są bardzo wyrośnięte. Robienie tego ciasta jest dla mnie żmudne. Dlatego sceptycznie podeszłam do przepisu, który Ajwonka dorwała od podróżniczych koleżanek. Jak to nic się nie zagniata? Jak to prawie nic się nie robi? Przecież to niemożliwe! A jednak...
Okazuje się, że nawet drożdżowe ciacho może być dziecinnie łatwe, może nie absorbować za bardzo.

Proporcję podaję takie jak w przepisie. Ja na swój własny użytek, czyli żeby nie było wysokie - podzieliłam proporcje na pół i ciasto zrobiłam w piekarnikowej płaskiej blaszce ;).
Pewnie wiele z Was uzna mnie za drożdżowego profana, bo chodzi właśnie o to by wyrooooooooosło jak najwyższe i żeby ten cały drożdżowy wysoki dół maczać w czymś do miękkości... 
Ja nie lubię jakiegokolwiek maczania, a tym bardziej nie lubię cieszyć się tylko smakiem wierzchu ciasta czyli kruszonką i owocami ;).



To, dla mnie było idealnie niskie ;). Przyznaję się bez bicia, proporcje podzieliłam, ale czasu pieczenia już nie zmniejszyłam zbytnio, więc spód niestety się zjarał ;). Trudno, następnym razem będzie idealne :).

Do miski wsypujemy wszystkie poniższe składniki, zachowując poniższą kolejność:
  • 1 kostka drożdży,
  • 1 lub 1 i 1/2 szklanki cukru,
  • 1 cukier waniliowy,
  • 6 całych jaj,
  • 1 szklanka oleju,
  • 1 szklanka mleka,
  • 5 szklanek mąki;
Składników nie mieszać, nie ruszać! Przykryć ściereczką i odstawić na 3 godziny. Po tym czasie dobrze wymieszać ręką, wylać ciasto na blaszkę wysmarowaną olejem. Na wierzch ciasta wyłożyć owoce (u mnie odmrożone truskawki - nawet kupne mrożone są pyszne w porównaniu do tych świeżych mutantów ze sklepowych półek) i kruszonkę. Przepis na kruszonkę znajdziecie tutaj. Tutaj też znajdziecie przepis na przepyszne drożdżowe z rabarbarem, takie... z prawdziwego zdarzenia :).

Ciasto piec 30 - 40 min w temp. 180 stopni. Mój płaszczak powinien siedzieć w piekarniku maks. 30 minut :)

niedziela, 29 stycznia 2012

śniegowe ciacho


A raczej myślałam, że takie będzie ;). I chciałam, by takie było. 
Stukam w barometr, ciśnienie rośnie. Mróz, słońce. Tylko śniegu brak. Nie będę narzekać! Ważne, że na dworze rześko, miło i przyjemnie. I sucho. 
Pogodzona z faktem braku białych akcentów za oknem, zrobiłam ciasto, które miało być białe, bo jest w nim moja najukochańsza czekolada. Biała czekolada. Przez wielu znawców uznana za czekoladę, która z tą prawdziwą ma mało wspólnego. Która ma najwięcej tłuszczu. Która jest zdrowa najmniej, a może i wcale. A ja mimo niewielkiego słodyczowego uwielbienia, tę lubię najbardziej! Nie jakąś z orzechami (ok ok, też jest pyszna), nie jakąś z nadzieniem (nie, nie jest pyszna) i nie deserową ze 100% zawartością kakao (jest w ogóle taka?) - najzdrowsza na świecie. Jest tak zdrowa, że znawcy pozwoliliby zjeść jej AŻ DWIE kostki dziennie! O, łaskawcy!
Ciekawe co powiedzieliby widząc jak wciągam wielokrotność dwóch kostek BIAŁEJ NA RAZ? A co dopiero cała tabliczka w cieście...



Nie omieszkam dodać, że najlepsza biała jest z prażonym ryżem, który fajnie trzaska w zębach. A na drugim miejscu jest... bąbolada. Sama nie wiem czemu aż tak ją lubię, skoro jest jej tak naprawdę mniej? Pewnie dlatego, że te bąble tak fajnie czuć w zębach (jak bąble powietrza można czuć?...).

Już zróbmy lepiej do ciasto:

  • 200 g masła ucieramy z 200 g cukru (bardzo się tu przyda stary dobry drewniany tłuczek; nie mówiąc już o makutrze),
  • do gładkiej maślanej masy wrzucamy 4 jaja, 80 g mąki, 200 g mielonych migdałów i miksujemy na gładką masę (ja dałam migdały tarte - kupiłam takie w delikatesach; nie mając pojęcia, że jest takie coś w sprzedaży, już widziałam siebie trącą lub mielącą migdały w całości...; w każdym razie te tarte były chyba tarte z brązową skórką - i tu mamy winowajcę braku białości ciasta, której tak oczekiwałam ;) ),
  • wlewamy sok z 2 cytryn, skórkę z tychże dwóch i białą czekoladę połamaną na małe kawałeczki,
  • całość dokładnie mieszamy łyżką, przelewamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni.
  • pieczemy 40 - 45 minut; wierzch ciasta będzie złoty; nie przejmujcie się jeśli po 45 min. ciasto po bokach będzie bulgotać - jak włożycie wykałaczkę okaże się, że jest sucha :),
  • po wyjęciu, po wystygnięciu posypujemy całość cukrem pudrem.





Ciasto jest kwaskowate, słodkawe i wilgotne. I bardzo sycące! Ja ledwo zjadłam taki jeden trójkąt ;). Aha, ja przetrzymałam je w piekarniku do momentu aż zbrązowieje - wówczas skórka była wspaniale chrupiąca...

    P.S. Książka pod talerzykiem podobno świetna. Ja tego jeszcze nie wiem, ale dowiem się niebawem. I Wam powiem :).

    P.S.2. Ciastowe źródło :).

    P.S.3. A Wy za jaką czekoladą optujecie? :)

    piątek, 11 listopada 2011

    jesteśmy w Polsce (?)


    Trafiłam niedawno na świetną książkę - ni to kucharska, ni to powieść... O niej samej napiszę osobny post, ale dopiero jak skończę ją czytać :). A już teraz zareklamuję, że przepisy w niej zawarte zachwycają prostotą i niewielką ilością składników. A co najważniejsze, chyba większość składników (a może wszystkie) nie jest mi obca ;). 
    Zauważyłam, że od pewnego czasu panuje pewien trend. Wiele przepisów zawiera dziwnie brzmiące nazwy, np. farfalle (dlaczego nie kokardki? mowa tu o makaronie), tagliatelle lub pappardelle (czyż nie są to grube i grubsze wstążki?), fusilli (dlaczego nie świderki? mowa tu o makaronie po raz trzeci). Rozumiem, że trzeba podać oryginalną nazwę makaronu, bo coraz częściej tylko taka jest na opakowaniach, ale żeby tylko takich nazw używać? Dlaczego nie piszemy naleśniki tylko pancake? A pumpkin zamiast dynia? Albo apple pie - a szarlotka to takie urocze słowo. No i ten nieszczęsny DIP - dlaczego nie sos, sosik, a nawet sosio? 

    Hmmm... Dlaczego zapominamy o naszych pięknych polskich słowach? Nie wiem czy tylko mnie to drażni? Mam wrażenie, że coraz mniej osób zwraca uwagę na to jak mówi i co mówi - po polsku rzecz jasna. A ja lubię bardzo nasz język i prawidłowe odmiany i formy. I tego będę się trzymać :).


    A na osłodę zrobię pyszne jogurtowe ciasto z polskimi gruszkami. A nie jakieś pear cake :).
    • 1 szklankę pełnotłustego jogurtu mieszamy z 1 szklanką cukru, szczyptą soli morskiej i 1 łyżeczką zapachu waniliowego (ja nie miałam, więc dałam trochę cukru waniliowego),
    • po wymieszaniu, powoli wlewamy 1/3 szklanki oleju (ciągle mieszamy),
    • dodajemy 2 surowe jaja - najpierw jedno, a po dokładnym wymieszaniu drugie (i znów dokładnie mieszamy - nic prostszego!;) ),
    • w osobnym naczyniu mieszamy 1 i 2/3 szklanki mąki (przesianej przez sito), 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia i 1 łyżeczkę sody oczyszczonej,
    • do masy płynnej dodajemy masę sypką oraz skórkę z jednej cytryny - wszystko oczywiście dokładnie mieszamy - bo cóż innego? ;),
    • formę o średnicy 25 cm lub pasztetówkę smarujemy tłuszczem i wykładamy papierem do pieczenia, a następnie wylewamy nasze surowe ciacho,
    • na wierzchu układamy obrane i pokrojone w plasterki 3 - 4 gruszki, które posypujemy cukrem trzcinowym,
    • ciasto pieczemy 45 minut (piekarnik nagrzany do 175 stopni),
    • po wyjęciu z piekarnika, ciasto wyciągamy z formy ciągnąc z kilku stron za papier - niech stygnie poza blaszką;


      Jak ciasto ostygnie wystarczy je przykryć folią  aluminiową. Pamiętajcie, by nie wkładać go do plastikowego pojemnika, bo za bardzo zmięknie.
      A zamiast gruszek można dać inne owoce - choćby z puszki ;).

      P.S. Książka, o której wspominałam to Lunch w Paryżu Elizabeth Bard.

        piątek, 30 września 2011

        marchewkowe, marchewkowe ciasto


        Ci co mnie znają, dobrze wiedzą, że chętniej sięgnę po ruskie pierogi niż po coś słodkiego ;). Podczas jednej z takich rozmów, Gosia stwierdziła, że pewnie bardzo posmakuje mi ciasto marchewkowe, Przyjęłam jej sugestię do wiadomości i temat się jakoś urwał. Nie na długo jednak, bo magda k. przedstawiła niedawno przepis na takowe ciasto ;).
        I nadarzyła się okazja, by je w końcu wypróbować. Nie ukrywam, że baaaardzo zachęciła mnie prostota wykonania.
        • 300g obranej marchewki ścieramy na drobnych oczkach tarki (lub wrzucamy do maszynki - ja chciałam właśnie pójść na łatwiznę, ale nie nie wiem gdzie zapodziały się moje końcówki do warzyw!),
        • do marchewki wrzucamy 200g wiórków kokosowych (idealnie pasują),
        • wsypujemy 180g cukru trzcinowego,
        • wbijamy 3 jaja,
        • wsypujemy 3 łyżki mąki oraz 1 łyżeczkę proszku do pieczenia,
        • wszystko mieszamy widelcem,
        • wstawiamy do piekarnika na 40 minut (200 stopni);

        Powyższe proporcje są na okrągłą blaszkę, ja to zrobiłam w okrągłym naczyniu żaroodpornym o śr. ok. 23 cm. Ciasto jest pyszne - opinię tę podzieliły koleżanki z pracy (PP stwierdziła, że jest lepsze niż sernik) i spoza niej. W związku z tym, szczerze polecam!

        P.S. By tarka wybaczyła mi tę chwilę słabości, gdy chciałam związać się z maszynką, uwieczniłam tareczkę na zdjęciach:D.

        P.S.2 A to, skojarzyło mi się w momencie pisania tytułu tego posta:

        piątek, 26 sierpnia 2011

        półkruche

        Niestety, ale muszę przyznać, iż nie grzeszę miłością do owoców. Rzadko mnie do nich ciągnie, a już prawie nigdy do jabłek. No już jakoś tak jest, że wolę konkretniejsze smaki :)
        Jednak nigdy nie odmówię sobie zjedzenia nawet sporej ilości śliwek, a już zwłaszcza węgierek. A już zwłaszcza kwaśnych. Od zawsze lubię kwaskowate smaki. Jak byłam mała to uwielbiałam kwaśny zielony agrest :) na samą myśl ślinka cieknie.
        Wykorzystując fakt, iż tegoroczne węgierki są przepyszne i jakoś podejrzanie mało robaczywe, zrobiłam z nimi kruche ciasto. A raczej - jak "mówi" Kuchnia Polska (wydanie z 1968 r.) - półkruche.


        A zrobiłam je tak:
        • na stolnicę przesiewamy 500g mąki,
        • do mąki dosypujemy 150g cukru pudru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, cały cukier waniliowy,
        • wszystko mieszamy,
        • dodajemy 200g masła, kroimy nożem i mieszamy z resztą składników,
        • dodajemy całe 2 jaja i jedno żółtko, 6 łyżek śmietany,
        • całość mieszamy nożem,
        • po wymieszaniu zagniatamy na jednolitą kulę (jeśli za bardzo Wam się klei to dosypcie trochę mąki),
        • odkładamy do lodówki na 10 minut,
        • blachę wykładamy papierem do pieczenia,
        • na papier ciasto, w które wciskamy śliwki (lub inne owoce),
        • posypujemy kruszonką, na którą przepis znajdziecie tutaj (kruszonkę tym razem robiłam paluchami i wyszła wspaniała),
        • wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni,
        • po 15 minutach zmniejszamy do 180 stopni i pieczemy jeszcze około 25 minut;


        Dziś z Lee rozmawiałyśmy, chyba nawet dość sentymentalnie, o wszelkiego rodzaju grach towarzyskich. Czy to tylko w naszym gronie takowe rozrywki coś zanikają? Dla mnie wielka szkoda, bo wszelakie gry - od planszowych, przez twistery i inne darty i bilardy po wymagające myślenia i pamięci - uwielbiam. No nic, mam nadzieję, że jednak "duch w narodzie nie ginie" :) my, jak widać, staramy się go podtrzymać :)

        P.S. Jeśli wolicie niższe ciasta to zmniejszcie proporcje (mąki wówczas 300g, a jajo tylko jedno, bez dodatkowego żółtka). 

        niedziela, 19 czerwca 2011

        białe ciasto na upał - bez pieczenia

        Gie uwielbia słodycze. I absolutnie nie rozumiem  ostatnich, często zadawanych przez niego pytań. Takiej o to maści: "czy będzie jakieś ciasto?", "jakie ciasto zrobicie?". Ale, że o co chodzi? Że niby prowadzę bloga, na którego wrzucam jakieś tam jedzonko to jest to tożsame z pieczeniem? No nic z tego nie rozumiem ;) przecież Gie dobrze wie, że za pieczeniem nie przepadam, Ajwonka tymbardziej. 
        Jednak pewnego razu - a było to ładnych kilka dni temu - udało nam się pójść na kompromis. Odwiedziłam Magdę K. i żywcem zgapiłam przepis na biało - kolorowy deser. Bez pieczenia! Na zimno! Na upał :)

        • na samym wstępie musimy zrobić dwie galaretki (takie na jakie macie ochotę, byle były owocowe) - jak stężeją kroimy je w kostkę,
        • 1 szklankę mleka 3,2% zagotować wraz z 80g cukru,
        • osobno zagotować 1/2 kubka wody, odstawić z ognia i do wrzącej wsypać 2 łyżki żelatyny, szybko rozmieszać, by się rozpuściła (tym zajęła się Ajwonka, gdyż dla mnie to na razie wyższa szkoła jazdy),
        • 400 ml śmietany 18% połączyć z 200 ml śmietany 30% i z powyższą żelatyną (może być ciepła) - wymieszać i dodać ostudzone mleko z cukrem - wymieszać ponownie,
        • tortownicę o średnicy min. 22 cm wykładamy papierem do pieczenia,
        • na dnie układamy biszkopty,
        • na biszkopty wrzucamy połowę obydwu galaretek i połowę owoców (u mnie były to truskawki),
        • zalewamy połową naszej masy,
        • znów powtarzamy czynność z galaretkami i owocami,
        • znów wlewamy masę - tym razem całą, która nam została - czyli drugie pół ;),
        • na kilka godzin wstawiamy do lodówki, by stężało;

        Jako profan słodkości, nie ośmieliłam się czegokolwiek modyfikować. Jednak po fakcie, stwierdzam, iż zrobiłabym drugą warstwę biszkoptów - tam na pierwszych galaretkach. Tylko chyba by zmiękły, co? Hmmm.... Rzeczywiście profan ze mnie ;)

        P.S. Najważniejsze, że się udało! Gie zadowolony. Niespodziewani goście, tacy jak Kret, Lee i Daro również okazali entuzjazm - zwłaszcza Daro. A niby to baby tak się obżerają słodyczami... :)

        P.S.2 A tak dziś było Za Rzeką


        Podwójna, w 100% naturalna radość przyrody ;)

        niedziela, 8 maja 2011

        rabarbar, kruszonka i ...

        ... i drożdże = drożdżowe ciacho z rabarbarem ;)
        Jak wiecie, miłośniczką słodyczy nie jestem, ale... No właśnie, zawsze musi być jakieś ale :) Otóż, całkiem niedawno, poczęstowana zostałam tym ciastem - domowej roboty rzecz jasna. I pochłonęłam kilka kawałków. 
        Drożdżowe kojarzyło mi się dotąd z ciastem suchym i wyrośniętym - co tę suchość tylko pogłębiało. 
        A tu proszę, ciasto niziutkie (raz, że pieczone na blaszce dużej, płaskiej, kwadratowej; a dwa, że było w nim spooooro owoców), soczyste, kwaskowate i delikatnie słodkie dzięki kruszonce... ach! Przepis został skrzętnie spisany, Za Rzeką rabarbar ścieli się w ogródku... I tak oto, dziś był wielki dzień - MÓJ PIERWSZY RAZ z ciastem drożdżowym!


        Rozczyn: szklankę mleka podgrzać, wrzucić 1-2 łyżeczki cukru, 30g drożdży - odstawić w ciepłe miejsce na ok. 30 minut;
        Ciasto: 3 jajka z 1/2 szklanki cukru roztrzepać na puszysto. Do jajek wrzucać porcjami 1/2 kg mąki na zmianę z rozczynem, a pod koniec dodać roztopioną łyżkę smalcu. Wszystko mieszać. Jak zrobi się gęste należy wyrobić ciasto - ugniatać do momentu pojawienia się pęcherzyków powietrza;


        Kruszonka: 1/2 kostki masła, szklanka mąki, szklanka cukru, cukier waniliowy - "podziabać" nożem i połączyć składniki palcami. Odstawić do lodówki na ok. 30 minut;


        Rabarbar: obrać, pokroić w kostkę, zasypać 2 łyżkami cukru, wymieszać. Odstawić na min. 30 minut. Odcedzić, gdyż puści soki;


        Blachę (powyższe proporcje są na wspomnianą dużą kwadratową, płaską blachę; moja niestety nie ma brzegów więc wykorzystałam dwie: tradycyjną do sernika i pasztetówkę - na tych obydwu ciasto będzie nieco wyższe niż na tej pierwszej).
        Blachę wysmarować masłem, oprószyć mąką. Wyłożyć ciasto (przy wykładaniu, baaaardzo pomocne będzie maczanie dłoni w roztopionym maśle bądź margarynie), przykryć ściereczką, odstawić na chwilę, aby trochę wyrosło.
        Wyłożyć rabarbar, posypać kruszonką. I teraz najprzyjemniejsza czynność - wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 30 - 40 minut - do momentu aż się zrumieni. 
        Można ciepłe wyjąć z piekarnika :)

        P.S. Łatwo nie było, pomocne - osoby trzecie ;) niektórzy marudzili, że kruszonka za drobna, że spód zbyt mocno spieczony, ale nikt nie mówił, że od razu za pierwszym razem będzie idealnie! O! :)

        czwartek, 3 marca 2011

        Murzynek a'la Grzes



        Wcale nie pod wpływem tłustego czwartku zabrałam się za ciacho! Zaznaczam, iż rzadko można mnie ujrzeć przy mikserach, mąkach, proszkach do pieczenia etc. :)
        Przepis zdobyłam od Grzesia, ten od mamy, ta od swojej mamy.... Czyli? Stare, dobre, typowe, normalne ciasto! Zachęcam gorąco do spróbowania - naprawdę udaje się nawet amatorom.

        Kostkę margaryny wrzucamy do gara wraz z 1/2 szklanki mleka i 2 szklankami cukru - rozpuszczamy na małym ogniu mieszając. Odstawiamy do ostudzenia.

        3 łyżki kakao mieszamy z 5 żółtkami, 2 - 3 szklankami mąki i 2 łyżeczkami proszku do pieczenia. Dodać ostudzoną margarynę.

        Na koniec dodajemy ubitą pianę z białek. Wszystko ładnie mieszamy.

        Pieczemy w 180 stopniach ok. 40 minut. Pamiętajcie, iż czas pieczenia to indywidualna sprawa piekarnika ;)

        Jak nasze murzyniątko wystygnie, przekładamy CZYMŚ ;) ja uwielbiam powidła śliwkowe, ale pasuje inny dżem lub jakiś krem - wedle uznania.
        Wierzch polewam czekoladą - tą gotową z torebki, podgrzewaną we wrzątku :)

        Mniam

        P.S. Ciekawa jestem czy odgadniecie, które żółtka są sklepowe, a które wiejskie ;>

        LinkWithin

        Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...