Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zupa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Słowo na koniec roku / Na kaca #5

Zatęskniło mi się za pisaniem.
Bardzo chciałabym robić to częściej
i pisać słowa,
które może choć jednemu czytelnikowi
najzwyczajniej w świecie się przydadzą.
Słowa, które może będą zaczątkiem czegoś dobrego.
Słowa, które sprawią, że a nuż coś się odmieni?






Dziś będą słowa o starym i nowym roku.
Stary się właśnie kończy.
Jaki był dla mnie?
Był rokiem bardzo ciekawym.
Spędziliśmy fantastyczny czas na Mazurach i Podlasiu,
kilka dni w Pradze, dwa razy byliśmy w górach.
W moje urodziny byłam księżniczką na Zamku Książ
i była to niesamowita niespodzianka od Pana Wu.
Inną niespodziewaną niespodzianką z jego strony
było małe przypieczętowanie naszego związku,
które odbyło się w sercu Puszczy Białowieskiej,
a ich świadkami były tylko nasze rowery,
natarczywe muchy i komary
i kanapki. :)
To takie nasze było.
Na początku roku urodziła się moja bratanica,
a ja znów zostałam ciocią.
Zrobiłam setki kilometrów na rowerze,
zaczęłam nieśmiało jeździć autem
i tylko kilka razy popływałam.
Pierwszy raz w życiu spędziłam wigilię poza rodzinnym domem.
Doświadczyłam wiele przykrości w życiu zawodowym,
przeszłam wiele stresów związanych pracą,
wystąpieniami publicznymi i nie tylko.
Miałam chwile smutku, złości, bezsilności.
I wiecie co zmieniłabym w moim 2016 roku?

N I C



Wszystko co mnie spotkało czegoś mnie nauczyło
i dla mnie to wszystko było...
DOBRYM zdarzeniem.
Z każdej sytuacji wyciągam wnioski i zawsze zastanawiam się
"po co to jest?"
"co mi to da?"
I, naprawdę zawsze znajduję odpowiedź.
Nawet w tym dlaczego ktoś był wobec mnie niemiły.
Co ten niemiły mi pokazał?
"Aha! To i to..."
Czemu ten niemiły tak się zachował?
"Aha! Dlatego..."



Czego oczekuję od roku 2017?
Niczego.
Po pierwsze, "oczekiwanie" to brzydkie słowo,
takie roszczeniowe.
Po drugie,
nie ma dla mnie znaczenia zmiana roku w kalendarzu.
Bo samo przyjście nowego roku niczego w Waszym życiu nie zmieni.
Serio.
N I C Z E G O.
W Waszym życiu coś się zmieni
jeśli to Wy będziecie je zmieniać.
Cyfra 7, ani żadna inna nie ma takiej mocy,
jaką Wy macie w sobie.

Dlatego dziś, życzę Wam (i sobie)
otwartości umysłu,
otwartości serca,
jak najmniej sztywności,
jak najmniej zacietrzewienia.

Wszystkiego dobrego, Kochani!
I ogromnie dziękuję Wam, że tu jesteście :*


*****************

Na ewentualnego kaca lub po prostu na Nowy Rok proponuję Wam szybki rosół na samej wołowinie.

Skład: 400-500 g wołowiny z kością, 3 duże marchewki, 2 średnie pietruszki, kawałek selera, 1 por (cały, jedynie bez zwiędniętych końcówek), 1 łodyga selera naciowego, 1 cebula, kawałek świeżego imbiru, ziarna pieprzu, sól, pieprz, pół łyżeczki kurkumy, pół łyżeczki bertramu (opcjonalnie);

  • cebulę obrać, przekroić na pół i podpiec na czarno na suchej patelni,
  • wołowinę umyć i zalać zimną wodą (około 2,5-3 litry),
  • zagotować, zebrać szumowiny,
  • wszystkie obrane i umyte warzywa oraz podpieczoną cebulę wrzucić do gotującego się mięsa,
  • marchewkę dobrze jest przekrajać wzdłuż, wówczas odda więcej słodyczy,
  • dodać wszystkie przyprawy,
  • gotować na bardzo małym ogniu przez około 3 godziny,
  • podawać z makaronem i dużą ilością natki pietruszki;

Przepis na rosół z kurczaka i wołowiny oraz rosół z domowym makaronem znajdziecie tutaj




Fajnego Sylwestra! Takiego po Waszemu :) :*

środa, 2 listopada 2016

Potrzeby własne, a schematy / Błyskawiczna zupa z suszonych grzybów, czyli zupa na jesień


Poszliśmy wczoraj na działkę.
Działka, jak już wiecie, jest po dziadku.
No to zamiast stroić się w futra, nowe kozaczki, nowe fryzury,
stać w korku, w duchu przeklinać, bać się czy przypadkiem w tym aucie nic nam się nie zdarzy...
Ubraliśmy się w dres i na tej działce zgrabiliśmy piękne liście,
zerwaliśmy ostatnie jabłka z jabłoni dziadka pamiętającej,
zamknęliśmy wszystkie kłódki
i wróciliśmy do domu na kawę i na zupę.
Na cmentarzu byliśmy w weekend i wczoraj po zmroku (pieszo).
I tak mi fajnie i lekko było. I miło.
A dziś czytam jak pewna starsza pani pisze, że Wszystkich Świętych jest raz w roku, a nie w weekend.
Czyli co, raz w roku odwiedzamy zmarłych?
Raz w roku o nich myślimy?
Kto jak uważa.
Kto jaką czuje potrzebę.


No właśnie.
Potrzebę.
Niech ona z serca płynie,
niech w głowie każdej pojedynczej urośnie,
niech osobista będzie,
taka własna.

Moją potrzebą 1 listopada było
odwiedzenie dziadka na działce,
spędzenie czasu w domu z Panem Wu,
ugotowanie zupy,
szydełkowanie
i spacer na jeden z piękniejszych cmentarzy w Polsce,
spacer gdy już ciemno było,
żeby najzwyczajniej w świecie nacieszyć oko mrowiem światełek.



Ktoś powie, że to nie takie te potrzeby,
że w kalendarz się nie wpisują,
a może i w schemat,
ale są moje.
Ja będę się tego trzymać.
A Ty?
Trzymasz się siebie czy życia innych?
Żyjesz według siebie czy według schematu?

I tak mi fajnie i lekko.
I miło.

*************

Idealna, na listopadową słotę jest zupa!
Zapraszam Was na banalnie prostą zupę grzybową.
Kiedyś znałam tylko taką, bo tylko taka była (i jest nadal) Za Rzeką.
Jest to nasza zupa wigilijna.
A jakie zupy proponują na jesień Magda, Marzena, Małgosia i Kamila?

Skład na 2 porcje: 2 garście suszonych grzybów (najlepiej podgrzybków), 1 litr bulionu, 3 łyżki kwaśnej śmietany, sól, pieprz;
Do podania: makaron łazanki lub domowe grzanki (chleb pokroić w kostkę i smażyć na maśle aż będzie rumiany);

  • grzyby zalać zimną wodą, odstawić na 30 minut, następnie wypłukać i przełożyć do garnka,
  • grzyby zalać niewielką ilością wody (tak by je zakryła) i gotować 40 minut,
  • po tym czasie grzyby wyjąć i pokroić na mniejsze kawałki, przełożyć do wywaru,
  • dolewać bulion do smaku (myślę, że nie więcej niż 1 litr, chyba, że wolicie zupę bardzo słabo esencjonalną),
  • zahartować śmietanę i powoli dodawać do zupy,
  • doprawić solą i pieprzem,
  • podawać z grzankami lub łazankami;



Zapraszam Was Kochani do moich koleżanek na zupy jesienne. :)
I napiszcie o Waszych potrzebach. :)

piątek, 5 sierpnia 2016

Co z tym życiem?! / Zupa z cukinią, kurkami i świeżymi pomidorami

Co z tym życiem?

Niedzielny poranek
- o nie, już niedziela... przecież dopiero był piątek...

Niedzielny wieczór
- i jutro znów poniedziałek...
- nie chcę iść do pracy,
- nie chce mi się.

Poniedziałek rano
- o Boże, cały tydzień przede mną,
- byle do piątku,
- byle do weekendu.

Piątek rano
- uff, ostatni dzień wstawania rano,
- no nareszcie piątek!
- jutro w końcu sobie pośpię,
- jeszcze tylko kilka godzin i wolność...



I tak w kółko. Tydzień w tydzień. Miesiąc za miesiącem. Rok za rokiem?! ....
Słyszę te zdania od wielu osób. Ba! Od siebie samej niektóre słyszę!
Ile można tak gadać? Czy tego właśnie chcemy?
Czy chcemy żyć tylko 2 dni w tygodniu? A nawet 1,5? Bo połowa piątku w strasznej robocie, a niedziela to już dramat, bo zaraz poniedziałek i znów koszmar się zacznie.
1,5 dnia na 7. To wychodzi 21% luzu, radości, wolności, czy czego tam jeszcze?

Coś tu nie gra.
Czy tego chcemy? Czy tak chcemy?
Inaczej się nie da - powiesz.
Na pewno?
Niektórzy żyją w 80% (może też i 100%) luzu, radości, wolności, czy czego tam jeszcze.
Skoro oni tak żyją to inni nie mogą? 
Jest na to jakiś limit ludzi?
Pula się wyczerpała?
Nie sądzę.



Co zrobisz w niedzielę wieczór?
Będziesz wściekły jak osa?
Drażliwy i niecierpliwy?
Czy może ucieszysz się z czasu dla siebie i / lub bliskich?

Co zrobisz w poniedziałek rano?
Będziesz kląć na budzik?
Czy może wstaniesz kilka minut szybciej żeby rozruszać kości?
Wejdziesz wkurzony do pracy czy może uśmiechniesz się do współpracowników?

Czy którejś środy docenisz w końcu swoją pracę i kasę, która regularnie wpływa na konto?
A może zamiast tego, w końcu zrobisz krok na przód i zaczniesz coś nowego?

Czy we wtorek po południu jak zwykle bezmyślnie włączysz tv i będziesz skakać po kanałach?
A może wsłuchasz się w ciszę i usłyszysz nieznane dotąd tony?



To co, spróbujesz się częściej uśmiechać?
Spróbujesz zmienić nastawienie?
Zrobisz krok do przodu?
Zastanowisz się nad tymi, które wiecznie ciągną w dół?
Nie będziesz prychać pod nosem na to co piszę? :)

Powodzenia!

A na spokojne letnie popołudnie (np. poniedziałkowe :P) przygotuj zupę.
Zupę na cztery pory roku - lato.
Tę, którą proponuję ja lub Marzena, Magda, Małgosia, Kamila.
I... po prostu zjedz z radością!

Wywar warzywny: 4 marchewki, nać z 5 marchewek, nać z jednego młodego selera, duża nać z jednej pietruszki, 1,5 l wody, 1 łyżka masła, kulki pieprzu, liść laurowy, szczypta nasion kopru włoskiego, pieprz, sól, bertram (opcjonalnie);
  • obrane i przekrojone wzdłuż marchewki wrzucamy do garnka,
  • dodajemy umytą zieleninę,
  • zalewamy wodą, doprawiamy, dodajemy masło i gotujemy na małym ogniu do miękkości;



Skład: 150 g kurek, 1 kg żółtej cukinii (waga przed wycięciem pestek), 1 kg pomidorów, 4 ząbki czosnku, 2 łyżki masła klarowanego, łyżeczka nasion kolendry, łyżeczka nasion kuminu, pół łyżeczki mielonej kurkumy, pieprz, sól, pół szklanki czarnej fasoli, natka pietruszki;
  • czarną fasolę należy namoczyć na 12 godzin, a po tym czasie opłukać i gotować około 50 minut,
  • kurki myjemy i kroimy na kawałki,
  • w moździerzu ucieramy kolendrę i kumin,
  • w dużym garnku rozgrzewamy masło,
  • dodajemy starty na tarce czosnek, a następnie kurki i wszystkie przyprawy,
  • z cukinii wykrawamy pestki i gąbczastą część, resztę ścieramy na tarce (część do plasterków),
  • gdy kurki trochę zmiękną, dodajemy cukinię, przesmażamy około 10 minut,
  • z pomidorów ściągamy skórkę,
  • 2 pomidory miksujemy w blenderze, a pozostałe kroimy w kostkę,
  • pokrojone pomidory dodajemy do cukinii, a zmiksowane do gotowego już wywaru,
  • warzywa dusimy aż puszczą soki i trochę odparują (nie do końca!),
  • podlewamy wywarem według uznania (ja dałam około 1l), zagotowujemy
  • podajemy z czarną fasolą i natka pietruszki;


Dobrego weekendu, a co najważniejsze, dobrego tygodnia, Kochani!
Jakie macie podejście do dni w środku tygodnia?

środa, 25 maja 2016

Zupa szparagowa na smacznym warzywnym wywarze / A bezdzietni głosu nie mają?




Hałas.
Nie lubię go.
Męczy mnie.
Czasem męczy szumiące w oddali radio.
Nie uznaję krzyczących kłótni,
nie rozumiem krzyku na drugą osobę.
Pan Wu. ma donośny głos
i potrafię powiedzieć "ale mów, proszę, ciszej". :)

Nie wiem
czy to ja mam tak wrażliwe ucho?
Może niedobory wzrokowe
dały mi nadmiary słuchowe? :)

Nie lubię uporczywego hałasu.
I nieważne czy jest to długotrwały dźwięk kosiarki,
piły,
okapu (!),
czy gromady dzieci krzyczących godzinami pod oknami naszego parterowego mieszkania.



A piszę o tym dlatego,
że o te dzieci toczy się spór w naszym bloku.
Wielu osobom to przeszkadza,
a innym nie.
I tak, usłyszałam od jednej z matek
"bo nie ma pani dzieci".

Hm,
no tak, nie mam,
ale czy to znaczy,
że nie mogę wyrazić swojego zdania?
Zdania w kontekście hałasu?
Nawet nie dzieci jako takich.
Choć gdybym miała na to ochotę,
to też nie mogę?
Bo NIE MAM DZIECI?

Póki co,
zamykam okna,
wyciszam radio,
wyłączam okap,
wentylację ustawiam na najniższy poziom,
nalewam zupę
i jem.
Jem i spokojnie rozmawiam z Panem Wu. 
A później, zastanawiam się, jakie wiosenne zupy zjadłabym u moich koleżanek.
Małgosi, Marzeny, Magdy i Kamili.





Zupa na cztery pory roku - wiosna!
Skład: 1,5 l wody, 3 średnie marchewki, 2 średnie pietruszki, pół małego selera, zielona część pora, kawałeczek imbiru, pęczek zielonych i pęczek białych szparagów, 2 spore gałązki lubczyki, 2 spore gałązki natki marchewki, łyżka masła, kulki kolorowego pieprzu, 2 kulki ziela ang., 1 liść laurowy, szczypta kurkumy, szczypta bertramu (opcjonalnie);
  • wodę zagotowujemy i dodajemy łyżkę masła,
  • warzywa korzeniowe obieramy i kroimy w duże kawałki,wrzucamy do wrzątku,
  • białe szparagi obieramy i kroimy na pół - dolną część (wraz ze zdrewniałymi końcówkami) dodajemy do wrzątku,
  • to samo robimy z zielonymi szparagami, ale nie obieramy ich,
  • do wrzątku dodajemy por, lubczyk, nać marchwi,
  • dodajemy przyprawy,
  • gotujemy na małym ogniu aż wszystkie warzywa będą miękkie;
  • z wywaru wyławiamy wszystko oprócz szparagów,
  • gdy wywar trochę ostygnie blendujemy całość na delikatny krem (nie będzie bardzo gęsty),
  • jeśli w zupie wyczujemy łyka przelewamy ją przez sito lub durszlak;


Następnie: 4 średnie ziemniaki, kawałeczek świeżej ostrej papryczki (ilość wedle upodobań), 50 ml śmietanki 30%, garść koperku
  • ziemniaki obieramy, myjemy, kroimy w kostkę,
  • pozostałe szparagi kroimy na kawałki, nie uszkadzając główek,
  • zupę zagotowujemy i dodajemy do niej ziemniaki, papryczkę i szparagi bez główek,
  • po 5 minutach dodajemy główki,
  • gotujemy około 15 minut, do pożądanej miękkości szparagów,
  • pod koniec gotowania dodajemy śmietanką i posiekany koperek,
  • w razie potrzeby doprawiamy;

Zupa, dzięki wywarowi jest bardzo smaczna.
A z warzyw wyciągniętych z wywaru i surowego pora zrobiłam sałatkę jarzynową. :) Dogotowałam jedynie ziemniaki i jaja. 
A teraz idę poczęstować się zupami dziewczyn. :)

czwartek, 11 lutego 2016

Pikantny kapuśniak z przecierem pomidorowym, czyli zupa na zimę


Pomyśleć, że kiedyś miałam długie zęby na zupy.
Owszem, niektóre jadłam,
ale bez większej radości.
Kilku zup absolutnie nie tykałam,
żurku, białego barszczu, grzybowej...
Kapuśniak jednak lubiłam.
Tak jak ogórkową.
I nie rozumiałam gdy niektórzy dorośli mówili, 
że oni kapuśniaku nie mogą.
Jak można czegoś nie móc skoro się lubi?
Jak może boleć brzuch?


Przekonałam się o tym wiele lat później.
Nie było to przyjemne doświadczenie.
Od kapuśniaku zaczęłam więc stronić.
I to ze smutkiem,
więc czasem go robiłam.
Chyba tylko po to, żeby przypomnieć sobie czemu go robię tak rzadko.

Aż w końcu przyszedł czas na zmianę.
Jakiś czas temu, w moje ręce wpadła kapusta kiszona, która składała się z kapusty, marchewki i soli.
Koniec.
Po kapuśniaku z tej kapusty
czułam się... normalnie!

Czy to była zasługa składu?
Myślę, że nie tylko,
ale to na pewno miało znaczenie!




Z przyjemnością zapraszam Was dziś na jedną z moich ulubionych zup.
Na kapuśniak, w nieco odmienionej formie.
Takiej na zimę,
gdy potrzebujemy się rozgrzać.

Jestem ciekawa jakie zimowe zupy wyczarowały moje koleżanki.


Skład: 5 dużych ziemniaków, 2 średnie marchewki, 750 g kapusty kiszonej, 300 g pikantnej kiełbasy (lub suchej usmażonej na patelni z ostrą papryczką - u mnie kawałeczek habanero), 2 średnie cebule, 400 ml przecieru pomidorowego, 2 litry wody, łyżka masła, łyżka masła klarowanego, 2 liście laurowe, 5 kulek ziela ang., pieprz, sól;
  • ziemniaki i marchewkę obieramy, myjemy, kroimy w kostkę; zalewamy wodą (2l), dodajemy łyżkę masła i gotujemy do miękkości,
  • kapustę kiszoną kroimy, przekładamy do osobnego garnka, zalewamy wodą (tyle, by delikatnie przykryło kapustę), dodajemy ziele i liście i gotujemy 30 minut,
  • kiełbasę kroimy w plastry, cebulę w kostkę,
  • na patelni rozgrzewamy masło klarowane, dodajemy drobno posiekaną papryczkę (jeśli używamy) i plastry kiełbasy; układamy je tak, by każdy plaster się usmażył na chrupiąco z każdej strony;
  • widelcem ściągamy gotową kiełbaskę na talerz, a na patelnię wrzucamy cebulę; smażymy tak długo aż będzie złota,
  • ugotowaną kapustę odcedzamy (wywaru nie wylewamy) i dodajemy do miękkich warzyw (nie wcześniej, bo warzywa nam się nie ugotują),
  • dodajemy cebulę i kiełbasę, oraz przecier,
  • zagotowujemy,
  • doprawiamy solą i pieprzem, oraz wywarem z kapusty jeśli zupa jest za mało kwaśna;


Dodatek habanero sprawia, że zupa jest naprawdę ostra. Jeśli nie jesteście fanami pikanterii, dodajcie np. papryczkę pepperoni.
Zupę tę zagryzaliśmy chałką domowej roboty :)

Macie jakieś doświadczenia z kapuśniakiem? :)

czwartek, 12 listopada 2015

Makaron na jesień, czyli rosół z domowym makaronem


- Na sobotę zrobię domowy makaron, do rosołu - oznajmiła z entuzjazmem, nie oczekując na odpowiedź. Wiedziała, że każdego uszczęśliwi.




*********



Z zapałem wrzuciła wszystkie składniki do misy miksera.
Wcisnęła magiczny przycisk, który miał tyle za nią zrobić.
Jakże się myliła!
Mikser tylko mieszał i mieszał, nic nie zagniatał.
Dorzuciła kolejne jajo, wlała odrobinę wody.
Uff, coś konkretnego zaczęło się dziać!
Stwierdziła jednak, że wałkowanie to za dużo na jej słabe ręce.
On, jak zwykle z delikatnym uśmieszkiem, przyszedł jej na pomoc.
Wałkował tak zacięcie, że musiał się rozbierać.
Ona w tym czasie leżała i pachniała. A jakże!
Za to oboje zastanawiali się, co myślą sąsiedzi słysząc hałasy wałka o stolnicę.




*********

Dwa dni później było piękne słońce.
Wybrali się we dwójkę na spacer.
Szli po pięknym dywanie liści.
Ona, jak zwykle zachwycała się tym co wokół nich.
On, jak zwykle przytakiwał.
W tych samych okolicznościach przyrody wracali,
ale już we czwórkę.
Wcale nie zmarznięci, ale głodni.
W domu czekał na nich pyszny domowy rosół
i makaron, robiony na cztery ręce. :)
Tak, tak uszczęśliwia się rodzinkę. ;)

Ciekawe jakim jesiennym makaronem uszczęśliwiały swych bliskich, Magda, Marzena, Małgosia i Kamila.


Makaron z natką pietruszki
Skład: 700 g mąki (użyłam 500 g pszennej typ 650 i 200 g orkiszowej typ 700), 5 jajek*, w razie konieczności odrobina wody, dwie duże garście natki pietruszki;
  • z podanych składników zagniatamy ciasto tak długo, aż powstanie kula; ja użyłam miksera planetarnego, a na koniec Pan Wu "dogniótł" ręcznie,
  • kulę dzielimy na kilka mniejszych i każdą część wałkujemy bardzo cienko na omączonym blacie,
  • wszystkie rozwałkowane placki kładziemy na około godzinę na ściereczkach - muszą trochę wyschnąć,
  • po tym czasie placki kroimy w paski (lub wkładamy do odpowiedniej maszynki),
  • pokrojony makaron układamy na obsypanej mąką ściereczce i zostawiamy do całkowitego wyschnięcia na 1-2 dni,
  • przekładamy do papierowych torebek.




Rosół
(przepis wg KPP-kuchni pięciu przemian, zatem ważna jest kolejność dodawania składników)
Skład: 400 g wołowiny z kością, 3 skrzydełka, 2 udka z kurczaka, 5 średnich marchewek, 2 średnie pietruszki, 1/3 niedużego selera, 1 średni por (biała i zielona część; obcinam tylko to co brzydkie), 1 średnia cebula obrana, przekrojona na 2 części i opalona nad gazem (lub podsmażona na suchej patelni), kawałek (wielkości dużego kciuka) świeżego imbiru, kilka dużych gałązek natki pietruszki, łyżeczka kurkumy, pieprz, sól, kilka ziarenek pieprzu, 2 małe liście laurowe, 3 ziela angielskie;
  • wszystkie warzywa obieramy, myjemy i kroimy na duże kawałki (marchewkę kroimy wzdłuż żeby oddała jak najwięcej słodkości; imbir na pół)
  • umytą wołowinę wkładamy do gara, przyprawiamy szczyptą pieprzu i zalewamy ok. 2,5 l zimnej wody, następnie dodajemy umytego kurczaka; zagotowujemy i zbieramy szumowiny,
  • po zebraniu wszystkich szumowin dodajemy kurkumę, następnie marchewkę, pietruszkę, seler i opaloną cebulę,
  • dodajemy imbir, por, ziarenka pieprzu i ziela, liść laurowy i doprawiamy pieprzem, a następnie solą,
  • na koniec dodajemy natkę pietruszki,
  • gotujemy na bardzo małym ogniu aż wszystko będzie miękkie - około 2-3 godziny.


No, a morał jest jeden, mężczyzna w kuchni być musi! ;)
Zajrzyjcie do dziewczyn i skorzystajcie z ich makaronowych pomysłów. :)

*Teraz już wiem, że najlepiej na 100g mąki dać jedno jajko.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Żurek na zamówienie :) z pieczoną kiełbasą

Za Waszą namową publikuję dziś przepis na żurek.
On jest wielbicielem żurku i powiedział, że lepszego nie jadł. :)
Za każdym razem gdy mamy okazję zjeść gdzieś żurek,
słyszę "Twój jest lepszy".
Ajwonka też się zachwycała
To chyba dobra rekomendacja? 
Myślę, że jest to żurek "na bogato"
i ta jego wersja nie należy do wersji chudych i lekkich.
Chyba jednak nie będziemy się tym przejmować? ;) 

Sama nie robiłam jeszcze zakwasu na żurek,
więc nie odeślę Was do przepisu.
Na szczęście w sklepach można kupić zakwas o normalnym, krótkim składzie.


Przepis Karola Okrasy

Skład: 500 g wędzonego boczku, 4-6 białych kiełbas parzonych, 500 ml zakwasu na żurek (kupuję na mące żytniej bez dodatkowych zbędnych składników), 3 cebule, 3 ząbki czosnku, słoiczek chrzanu, 4 jaja ugotowane na twardo, 5 średnich ziemniaków pokrojonych w kostkę, 3 łyżki kwaśnej śmietany, 2 liście laurowe, majeranek, olej rzepakowy, pieprz, sól;
  • boczek kroimy w plastry, zalewamy dwoma litrami wody, dodajemy liść laurowy, majeranek i 2 zmiażdżone ząbki czosnku, doprowadzamy do wrzenia i chwilę gotujemy,
  • 2 cebule obieramy, odkrawamy dwa spore kawałki, a resztę kroimy w kostkę,
  • dwa kawałki cebuli opalamy nad gazem lub na suchej patelni,
  • opaloną cebulę wrzucamy do wywaru i gotujemy 5 minut,
  • po tym czasie wyjmujemy cebulę (wyrzucamy) i boczek, a dodajemy ziemniaki,
  • boczek kroimy w kostkę,
  • na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy pokrojoną wcześniej cebulę i boczek, posypujemy majerankiem, 
  • gdy cebula i boczek będą rumiane wrzucamy je do wywaru,
  • gdy ziemniaki będą miękkie wlewamy zakwas (wcześniej porządnie nim potrząsamy), zagotowujemy,
  • z jaj wyciągamy żółtka, dodajemy do nich kilka łyżek wywaru i rozgniatamy, dodajemy śmietanę, mieszamy; dodajemy znów kilka łyżek wywaru (by ogrzać żółtka), mieszamy i całość dodajemy do zupy,
  • białka kroimy w kostkę i dodajemy do zupy,
  • na koniec dodajemy chrzan, majeranek, pieprz, sól i zagotowujemy,
  • podajemy z upieczoną kiełbasą.
Przygotowanie białej kiełbasy (w międzyczasie):
  • piekarnik nagrzewamy do 180 stopni (termoobieg),
  • 1 cebulę kroimy w kostkę i układamy ją w naczyniu żaroodpornym (dno smarujemy olejem), polewamy odrobiną oleju i posypujemy majerankiem,
  • białą kiełbasę nacinamy z jednej i drugiej strony, układamy na cebuli,
  • czosnek siekamy, układamy na kiełbasie, polewamy odrobiną oleju i wstawiamy do piekarnika na około 20 minut, lub do momentu zrumienienia;


Lolu, nie kupuj już żurku z torebki :)) 
(przepraszam za brak odpowiedzi pod ostatnim postem, ale wiecie... urlop rządzi się swoimi prawami ;) wiosenna akcja trwa - kto jeszcze chce przywitać prawdziwą wiosnę? nie ma jej jeszcze, a narzekanie jej nie sprowadzi i w niczym nie pomoże :P)

 ***********

Moi kochani Czytacze,
z okazji zbliżających się Świąt,
życzę Wam, by były one uśmiechnięte, spokojne
i smaczne!
Nie zapominajcie o długich spacerach :)

środa, 21 stycznia 2015

Kapuśniak bez mięsa z komosą ryżową i tęsknota za zimą


Wychodzę zwykle na ostatnią chwilę.
Maszeruję więc dość szybko,
z torebką przerzuconą przez ramię,
z siatką na ramieniu (termos z kawą, śniadanie drugie i trzecie),
ręce wciąż pozostają wolne.
Mogą więc przyspieszać ten chód.
W połowie drogi jest mi gorąco.
Ściągam czapkę,
luzuję szalik,
odpinam kurtkę.



W pracy od razu otwieram okno.
Odtajam :)
Nie jestem z tych co narzekają na pogodę,
nie denerwuje mnie deszcz,
widzę plusy płynące z tej ciepłej zimy,
ale ja po prostu tęsknię za mrozem!
Za zimnymi policzkami,
za śniegiem skrzypiącym pod butami...
i za tym, by zimowa zupa smakowała jeszcze bardziej!

Skład: 400 g kapusty kiszonej, 300 g posiekanej białej kapusty, 5 ziemniaków pokrojonych w kostkę, 1 duża marchewka pokrojona w kostkę, 100 g komosy ryżowej, kilka sztuk suszonych grzybów, kilka sztuk suszonych pomidorów, 1 łyżka masła, 1 łyżeczka miodu, liść laurowy, ziele angielskie, pieprz ziarnisty, pieprz mielony (ja dałam biały), po dużej szczypcie: lubczyku, szałwii, rozmarynu; sól, 3 łyżeczki sosu sojowego i ostra wędzona papryka;
  • do 3l wrzątku wrzucamy: masło, grzyby, komosę, ziemniaki, marchewkę, białą kapustę, miód, szałwię i lubczyk,
  • doprawiamy pieprzami, rozmarynem, wędzoną papryką (spora szczypta), solą i sosem sojowym,
  • gotujemy 40 minut po czym dodajemy pokrojoną kapustę kiszoną i pokrojone w paski suszone pomidory,
  • gotujemy 20 minut.


Tęsknicie za zimą? :)

Przepis wg Anny Czelej.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...