Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lutego 2015

Pomarańczowy mus czekoladowy (miał być)

Jak to jest z tymi słodyczami?
Dzieci tak bardzo ich pragną.
Dorośli bardzo często też.
Większość dorosłych, których znam słodyczy pożąda.
Zwłaszcza mężczyźni.
A niby to kobiety takie slodyczowe, zwłaszcza raz w miesiącu.
Ja raz w miesiącu  po prostu więcej jem.
Rzadko mam atak ochoty na słodkie.
Z czego to wynika, że jedni wciągają je na potęgę, a inni wręcz patrzą z niechęcią?
Według jednych teorii to kwestia zapotrzebowania organizmu na smak słdki (nie mylić ze słodyczami).
Według innych teorii to kwestia miłości, a raczej jej braku w którymś okresie życia (niezłe, co?).


Może we wszystkim jest trochę prawdy?
I w tym, że to kwestia nawyków?
Nie pamiętam bym jako dziecko rzucała się na słodycze.
Pamiętam, że często ich w domu nie było, bo Ajwonka nie lubiła, więc nie kupowała. ;)
Jednak pamiętam, że dziwiłam się, jak można jeść gorzką czekoladę.
Teraz jest dla mnie bardzo słodka ;)
I taki deser jak dziś, jest dla mnie prawdziwą bombą słodkości.
Chciałam ją przełamać wyraźną nutą pomarańczy,
ale nuta była zbyt delikatna. ;)
Sam mus, musowo pyszny.
Taki akuratny zimowy deser.
Jeden w sezonie wystarczy? :)


Inspiracja: Lokata
Skład: 250 g gorzkiej czekolady, 4 jaja, 50 g cukru pudru, 50 g miękkiego masła, 200 g śmietany kremówki, 8 łyżek soku z pomarańczy;
  • czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy wraz z sokiem w kąpieli wodnej,
  • w tym czasie oddzielamy żółtka od białek,
  • białka ubijamy na sztywno wraz z cukrem,
  • kremówkę ubijamy,
  • rozpuszczoną czekoladę miksujemy z masłem na gładką masę,
  • dodajemy naprzemiennie ubitą pianę z białek i żółtka, delikatnie mieszamy,
  • na koniec dodajemy ubitą kremówkę i też delikatnie mieszamy,
  • przekładamy do szklaneczek i odstawiamy do lodówki, by mus się ściął.


A Wy co myślicie o tym pociągu do słodyczy?

czwartek, 21 listopada 2013

Torcik czekoladowy dla Niej

Chyba najbardziej lubię gotować sama.
Sama wszystko przygotować.
Sama próbować.
Sama jeść? Nigdy nie myślałam, że to coś strasznego.
Choć rzeczywiście, z kimś przyjemniej i zapewne weselej.
Gdy coś mi zasmakuje lubię danie powielić i zaserwować.
Nie tylko sobie.
Jednak jest garstka osób, dla których mogę gotować coś po raz pierwszy.
Z przyjemnością.

Tak było tym razem.
Przepis na to ciacho pojawił się w mojej głowie przy okazji gruszkowej akcji.
Pomysł odsunęłam na bok. Na chwilę.
Tylko po to, by zrealizować go w Jej urodziny.

Ona - jedna z naszej paczki.
Paczki, która trzyma się od lat. Niemalże podstawówkowych!
Paczki, która poszerzyła się o kilku dodatkowych członków. :)
Ona - uśmiechnięta, radosna, skryta.
Dbająca, myśląca i martwiąca się o innych.
Nigdy o siebie.

Droga K., tak byśmy chcieli byś czasem była egoistką.
Byś pomyślała o tym co dobre dla Ciebie.

Torcik. Mój pierwszy w życiu. Niekoniecznie ładny, choć dla mnie piękny. :) I pyszny. :)


Skład:
Biszkopt: 4 jaja, kubek cukru, kubek mąki, 4 łyżki oleju, łyżeczka proszku do pieczenia, kilka łyżek kakao;
  • białka oddzielamy od żółtek i ubijamy je na sztywną pianę, dodając pod koniec cukier,
  • do ubitej piany dodajemy na przemian żółtka i olej, ciągle miksujemy,
  • wsypujemy mąkę, proszek, kakao - miksujemy,
  • pieczemy przez 35-40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni;
Mus gruszkowy: 4 duże gruszki, odrobina wody, odrobina miodu i soku z cytryny;
  • gruszki obieramy, kroimy w małą kostkę,
  • gotujemy z dodatkiem wody do miękkości,
  • studzimy i traktujemy blenderem z dodatkiem miodu i soku z cytryny;
Polewa czekoladowa: 150 g gorzkiej czekolady, niespełna 100 g masła;
  • czekoladę i masło przerzucamy co garnuszka,
  • podgrzewamy na małym ogniu do całkowitego rozpuszczenia;

  • biszkopt przekrawamy na pół,
  • spód smarujemy musem,
  • przykrywamy górną częścią i całość smarujemy polewą,
  • u góry układamy orzechy;

Straciłam / zgubiłam część zdjęć. :(( Nie mam m.in. folderu z tym torcikiem.
Dobrze, że to jedno zdjęcie było w innym folderze, który nie zaginął...

piątek, 25 stycznia 2013

Bardzo PRZYJAZNE ciasto czekoladowo - pomarańczowe

Madzi na co dzień nie ma w Polsce.
Nie mamy codziennego kontaktu.
Przyjeżdża na chwilę. Zwykle nie wiem kiedy. Zwykle nie wiem, że była.
Dzwoni zawsze nagle. A ja zawsze witam ją "nie wierzę".
I zawsze też umawiamy się z dnia na dzień. Tylko po to, by przez kolejny rok, półtora nie mieć kontaktu. Żadnego.
Tak było i tym razem.
Zadzwoniła w dobrym momencie.
Podniosła mnie, bo od 1 stycznia chciało mi się nic.
Specjalnie dla niej zrobiłam to ciasto.


Jak Madzia to i Sandra. Sandra jest bardziej na co dzień.
Obie ze studiów. Obie bardzo bliskie.
Ostatnio wiele myślałam nad znajomościami wszelakimi.
I wyciągnęłam może dziwny wniosek.
Od osób ogromnie mi bliskich, ale poznanych stosunkowo niedawno "wymagam"*, oczekuję najmniej.
Albo i nic.
Mimo, że bliskie bardzo. Dziwne?
Też tak macie?

Zrobione z ogromną przyjemnością dla nich dwóch.
Czekoladowo - pomarańczowe**.

Skład: 150 g masła, 100 g gorzkiej czekolady, 175 g brązowego cukru (w oryginale muscovado lub zmielonego cukru kandyzowanego - dla mnie zdecydowanie za słodko ;)), 2 łyżki miodu, 150 g mąki, skórka starta z dwóch pomarańczy, sok wyciśnięty z dwóch niedużych pomarańczy, 2 jaja, 1 łyżeczka proszku do pieczenia;
  • czekoladę połamaną na kawałki wrzucamy do rondelka z masłem, miodem i wybranym przez siebie cukrem ;) - rozpuszczamy na małym ogniu,
  • odstawiamy z gazu,
  • mąkę, proszek do pieczenia, jaja, skórkę i sok z pomarańczy miksujemy na gładką masę,
  • ciągle miksując powoli dolewamy roztopioną czekoladę,
  • całość przelewamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia,
  • wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni,
  • pieczemy ok. 45 minut (w oryginale 45 - 60, u mnie maks. 45 - wszystko zależy od piekarnika i od upodobań - czy ma być wilgotne w środku czy troszkę mniej; ja proponuję, by było bardziej ;));  

Sandra nie dotarła. Nie szkodzi. Widzimy się jutro.
A ja czuję, że powinnam zrobić je znów. Dla innej bliskiej mi grupki.

*bardzo niefortunne określenie
**ukradzione od Anulki :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Mus czekoladowy

Czy Wy to widzicie? Czy to dzieje się naprawdę? 
Nie mogę w to uwierzyć! Kolejny, w tak krótkim czasie SŁODKI przepis. 
Co tam słodki! Znów czekoladowy!
Czy coś ze mną nie tak się dzieje?
Na swoje usprawiedliwienie tylko powiem, że w prezencie mikołajkowym Za Rzekę zawiozłam własnej roboty słoikową.  I nie dorzuciłam ani kawałka czekoladowego mikołaja! Ani troszeczkę.
I tę słoikową zaniosę jutro do pracy, bo kolega Roberbik zarzucił mi, iż na blogu nie piszę o schabowym!
Wybrnęłam z tej czekoladowej monotonii?!


Skład: 2 tabliczki czekolady (u mnie gorzka), 60g masła, 6 jaj, cukier puder;
  • czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej,
  • do rozpuszczonej czekolady dodajemy masło,
  • mieszamy, ściągamy z gazu,
  • żółtka oddzielamy od białek,
  • żółtka dodajemy do czekolady z masłem - dokładnie mieszamy,
  • ubijamy pianę z białek,
  • pod koniec ubijania dodajemy cukier puder (u mnie około 3 łyżki),
  • by piana nie osiadła pod wpływem czekolady, kopiastą jej łychę (lub więcej) przekładamy do masy czekoladowej, dokładnie mieszamy,
  • czekoladę delikatnie przerzucamy do białek, delikatnie mieszamy całość,
  • przekładamy do miseczek,
  • wkładamy na chwilę do lodówki;

Kolejny mus będzie na biało, a jeszcze kolejny na ostro. Spokojnie - nastąpi to kiedyś. Chyba... 

*przepis podpatrzony w programie Pyszne25

czwartek, 22 listopada 2012

Ciasto czekoladowo - czekoladowe

Po serii przepisów słonych i ostrych wypadałoby coś na słodko. Słodkolubni się ucieszą. Przepis jest od Kasi, która jest bardzo słodkolubna i pewnie się zawiedzie, że dla niej tu nic nowego nadal nie będzie ;)
Mam jednak nadzieję, że to coś nowego dla Was :).
A ciasto jest przepyszne. Najlepsze jeśli dość wilgotne w środku. 
I tu kilka moich uwag odnośnie piekarników, których nie potrafię rozgryźć.
Mam piekarnik elektryczny kilkumiesięczny. Ciasto piekłam we wskazanej temperaturze około 35 minut i było doskonałe w środku, czyli naprawdę mokro-czekoladowe.
Piekarnik Za Rzeką jest tej samej firmy, niemalże identyczny, około dwuletni. Ciasto piekłam około 20 minut i to już nie było to. Było odrobinę wilgotne, ale nie czekoladowo - wilgotne, a ciastowo...
Nie rozumiem tego. Teoretycznie to nowszy piekarnik powinien być mocniejszy. Nie jest tak.
I zauważyłam, że wszystkie ciasta w moim wychodzą inaczej.
Najłatwiejsze ciasto w świecie nie przyrumienia się zbytnio i na wierzchu robi się chrupiące, tworzy się beza. Było to ogromne zaskoczenie dla mnie - ciasto to robię od lat, a Ajwonka od jeszcze większej ilości lat, a tu proszę. Niespodzianka. Nie powiem - miła :).



Może macie jakieś sugestie albo ciekawe doświadczenia piekarnikowe? :)
I nie wiem co mam poradzić Wam, by ciasto było takie jak wychodzi u mnie :/
Z uwagi na mą niewiedzę mocno trzymam kciuki za pomyślne Wasze wypieki czekoladowe! :)

Skład: 2 tabliczki czekolady (ja użyłam deserowej), 5 jajek, 1/2 szklanki cukru, 1/2 szklanki mąki, 150 g masła, łyżeczka proszku do pieczenia
  • czekoladę i masło wrzucamy do garnka i roztapiamy na małym gazie,
  • żółtka ucieramy z cukrem (u siebie po prostu zmiksowałam je - minuta i po sprawie; Za Rzeką Ajwonka porządnie utarła w makutrze!),
  • do żółtek dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i roztopioną czekoladę - całość mieszamy,
  • białka ubijamy i dodajemy do masy - mieszamy,
  • przelewamy do foremki (średnica 26cm) wyłożonej papierem do pieczenia,
  • pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez co najmniej 20 minut - kontrolujcie sytuację wykałaczką - jak będzie na środku czekoladowo-wilgotna - wyciągajcie!

kilkudziesięcioletnia filiżanka z serwisu mojej babci
czasem lubię rozpuszczalną ze śmietanką
w filiżance
duża odmiana po codziennej sypanej z małą ilością mleka w kubasie
nigdy z cukrem   

Macie swoją ulubioną?
Kawę. Filiżankę. Kubas.

niedziela, 26 lutego 2012

Jaka jest zawartość czekolady w czekoladzie?


Nie wiem :). Jedząc moje wczorajsze babeczki, które czekolady w sobie miały sporo, skojarzył mi się tekst z filmu, który uwielbiam. Z filmu, który widziałam mnóstwo razy i jeszcze mi się nie znudził i sądzę, że nigdy się nie znudzi. Dla mnie to klasyka sama w sobie.

Czyli "ile jest cukru w cukrze?".

Nie sądzę, by filmowy pan profesor to zbadał. Tak jak ja, nie zbadam ile jest czekolady w czekoladzie ;). Tytuł posta może więc powinien brzmieć "ile jest czekolady w muffinkach czekoladowych?". W TYCH konkretnych czekolady są dwie. Hmm..., w zasadzie W jest jedna. A druga jest NA :).



W najbliższym czasie czeka mnie bardzo poważne babeczkowe (nie mylić z płcią żeńską) wyzwanie. Opowiem o nim w swoim czasie. Tak tak, tajemniczo tu ostatnio, ale na pewno do pewnego momentu :).

By owemu wyzwaniu sprostać, należało nabrać odrobiny doświadczenia, począwszy od kupna foremki odpowiedniej. Jest ona czerwona, więc idealna ;).
Pierwsze moje muffiny były kakaowe z przepisu goh. Kolejne z kawałkami czekolady i kokosem. A trzecie czekoladowo - czekoladowe. Łasuchy będą w 100% zadowolone :).
  • tabliczkę (90 g) gorzkiej czekolady rozpuszczamy wraz z łyżeczką masła w kąpieli wodnej*; odstawiamy do wystudzenia,
  • 200 g mąki mieszamy z 2 łyżeczkami proszku do pieczenia i 1 łyżką kakao;
  • 120 g masła ucieramy z 1/2 szklanki cukru pudru (dla fanów NIEsłodyczy proponuję cukru dać mniej),
  • do masła wrzucamy 2 jaja i czekoladę - miksujemy do momentu połączenia się składników,
  • wsypujemy suche składniki i znów mieszamy krótką chwilę,
  • całość nakładamy do foremek i pieczemy w piekarniku 20 minut (180 stopni).


    Ja mam ogromną słabość do muffinek z dużymi popękanymi czapeczkami :). To chyba przez "Gotowe na  wszystko", gdzie takie właśnie królują :). Dlatego też, ciasta nakładam trochę ponad brzeg, a nie tak jak zwykle radzą w przepisach - 2/3 lub 3/4 wysokości.

    Upieczone babeczki polewamy drugą tabliczką czekolady - też wykąpaną z masłem w kąpieli wodnej (ach jakie to łatwe i przyjemne! i ładne). Można posypać wiórkami kokosowymi lub potraktować cudną czapeczkę... wisienką (na torcie).


    * nie wiem jak dla Was, ale dla mnie KĄPIEL WODNA do wczoraj była czarną magią, czymś tak skomplikowanym, że bardziej chyba być nie mogło... Dla tych co tak jak nie roztapiali dotychczas czekolady mała instrukcja :). Do większego garnka wlewamy wodę - jak już jest wrząca to wkładamy garnek mniejszy, do którego wrzucamy łyżeczkę masła i połamaną czekoladę. Nie wyłączając gazu czekoladę mieszamy aż się rozpuści. Trwa to chwilkę i jest.... ogromnie proste!!

    niedziela, 29 stycznia 2012

    śniegowe ciacho


    A raczej myślałam, że takie będzie ;). I chciałam, by takie było. 
    Stukam w barometr, ciśnienie rośnie. Mróz, słońce. Tylko śniegu brak. Nie będę narzekać! Ważne, że na dworze rześko, miło i przyjemnie. I sucho. 
    Pogodzona z faktem braku białych akcentów za oknem, zrobiłam ciasto, które miało być białe, bo jest w nim moja najukochańsza czekolada. Biała czekolada. Przez wielu znawców uznana za czekoladę, która z tą prawdziwą ma mało wspólnego. Która ma najwięcej tłuszczu. Która jest zdrowa najmniej, a może i wcale. A ja mimo niewielkiego słodyczowego uwielbienia, tę lubię najbardziej! Nie jakąś z orzechami (ok ok, też jest pyszna), nie jakąś z nadzieniem (nie, nie jest pyszna) i nie deserową ze 100% zawartością kakao (jest w ogóle taka?) - najzdrowsza na świecie. Jest tak zdrowa, że znawcy pozwoliliby zjeść jej AŻ DWIE kostki dziennie! O, łaskawcy!
    Ciekawe co powiedzieliby widząc jak wciągam wielokrotność dwóch kostek BIAŁEJ NA RAZ? A co dopiero cała tabliczka w cieście...



    Nie omieszkam dodać, że najlepsza biała jest z prażonym ryżem, który fajnie trzaska w zębach. A na drugim miejscu jest... bąbolada. Sama nie wiem czemu aż tak ją lubię, skoro jest jej tak naprawdę mniej? Pewnie dlatego, że te bąble tak fajnie czuć w zębach (jak bąble powietrza można czuć?...).

    Już zróbmy lepiej do ciasto:

    • 200 g masła ucieramy z 200 g cukru (bardzo się tu przyda stary dobry drewniany tłuczek; nie mówiąc już o makutrze),
    • do gładkiej maślanej masy wrzucamy 4 jaja, 80 g mąki, 200 g mielonych migdałów i miksujemy na gładką masę (ja dałam migdały tarte - kupiłam takie w delikatesach; nie mając pojęcia, że jest takie coś w sprzedaży, już widziałam siebie trącą lub mielącą migdały w całości...; w każdym razie te tarte były chyba tarte z brązową skórką - i tu mamy winowajcę braku białości ciasta, której tak oczekiwałam ;) ),
    • wlewamy sok z 2 cytryn, skórkę z tychże dwóch i białą czekoladę połamaną na małe kawałeczki,
    • całość dokładnie mieszamy łyżką, przelewamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni.
    • pieczemy 40 - 45 minut; wierzch ciasta będzie złoty; nie przejmujcie się jeśli po 45 min. ciasto po bokach będzie bulgotać - jak włożycie wykałaczkę okaże się, że jest sucha :),
    • po wyjęciu, po wystygnięciu posypujemy całość cukrem pudrem.





    Ciasto jest kwaskowate, słodkawe i wilgotne. I bardzo sycące! Ja ledwo zjadłam taki jeden trójkąt ;). Aha, ja przetrzymałam je w piekarniku do momentu aż zbrązowieje - wówczas skórka była wspaniale chrupiąca...

      P.S. Książka pod talerzykiem podobno świetna. Ja tego jeszcze nie wiem, ale dowiem się niebawem. I Wam powiem :).

      P.S.2. Ciastowe źródło :).

      P.S.3. A Wy za jaką czekoladą optujecie? :)

      LinkWithin

      Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...