Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 sierpnia 2017

Jarski obiad na lato - pieczone pomidory z kalafiorem i soczewicą / O podróży...


Tęsknię za podróżą.
Zachłannie oglądam zdjęcia wyjazdowe na IG.
Nie zazdroszczę,
tylko chcę być tam, tam i tam.
Pan Wu. z racji swojej pracy nie może wziąć długiego urlopu latem
i śmieje się do mnie
"przecież była Teneryfa w styczniu,
w tym roku urlop zaliczony".
Później tez było kilka krótszych wyjazdów,
ale ja tęsknię za podróżą...
Śmiało mogę stwierdzić,
że im więcej jeździmy, zwiedzamy,
tym bardziej tego chcę.
Tym chcę nie rzadziej,
lecz właśnie częściej!

Mimo, że cudnie czuję się w naszym domu...
To tęsknię za przygodą,
nie czymś ekstremalnym,
ale jest we mnie ogromna chęć poznawania
i kolejnego mierzenia się z jakimiś swoimi blokadami.
W podróży ogarnia mnie błogość,
ogromna radość
i takie uczucie wzruszenia nad pięknem, które wokół.
Zawsze znajdzie się coś co zachwyci mnie do łez.
Raz będzie to widok maków na łące,
raz widok gór na horyzoncie,
a kiedy indziej bezkres morza czy oceanu.


Jak więc nie jeździć?
Nie poznawać?
Może wyszarpiemy kilka dni wolnego we wrześniu,
pojedziemy gdzieś w Polskę.
I będzie pięknie,
i na pewno jak zwykle wrócę z radością do domu,
by za chwilę znów zacząć tęsknić i marzyć. :)
I czekać na spełnienie tych marzeń. :)))

A dzisiejszym daniem przenoszę się na Kretę,
gdzie jedliśmy na śniadanie plastry pieczonych pomidorów.
Doprawiłam je smakami Azji, którą na razie poznaję w ten sposób,
na odległość.

Ciekawa jestem czy w letniej odsłonie dań dla jaroszy,
moje koleżanki też przeniosły się w inne rejony świata?
Magda, Marzena, Małgosia, Kamila - idę do Was. :)


Skład: 11 większych pomidorów, 150g czarnej soczewicy, 1 kalafior (do farszu zużyłam około połowę dużego), 1 duża cebula, 3 ząbki czosnku, mała garść natki pietruszki, olej rzepakowy tłoczony na zimno* (naprawdę to inny smak, bardziej orzechowy, złocisty), 2 łyżeczki garam masali, pieprz i sól;

Dodatkowo: główka sałaty lodowej, miąższ z pomidorów, sok z 1/2 cytryny, 4 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno*, 2 łyżeczki mieszanki przypraw - zioła tajskie;
  • soczewicę płuczemy na sicie i gotujemy trochę krócej niż wskazują na opakowaniu (gotowałam 20 min.),
  • kalafiora myjemy, dzielimy na małe różyczki i gotujemy w osolonej wodzie ok. 6 minut (tak by był al dente) - ja ugotowałam całego kalafiora i później dobrałam odpowiednią ilość do farszu,
  • cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na oleju z łyżeczką garam masali,
  • od pomidorów odkrajamy główki (nie wyrzucamy), wydrążamy środek, który przyda nam się do sałatki,
  • pomidory pieprzymy i solimy,
  • w misce łączymy soczewicę, drobno posiekanego kalafiora, cebulę, starte ząbki czosnku, natkę pietruszki,
  • dodajemy 3 łyżki oleju, łyżeczkę garam masali, doprawiamy solą, pieprzem do smaku,
  • pomidory faszerujemy i układamy w naczyniu żaroodpornym (natłuścić je olejem), obok układamy główki,
  • pieczemy 40 min. bez przykrycia w 190 stopniach;
Sałatka:
  • sałatę myjemy, suszymy i rwiemy na małe kawałki,
  • dodajemy miąższ z pomidorów (sok niekoniecznie, ten warto odlać do słoika i wykorzystać np. do zupy) i resztę składników,
  • w ziołach tajskich, które mam w składzie jest: czosnek, kolendra, liście kolendry, chilli, trawa cytrynowa, imbir, kozieradka, kurkuma, kumin.
* oczywiście można użyć zwykłego oleju rzepakowego (i do pomidorów i do sałatki).


Jeśli szukacie pomysłów na bezmięsny obiad, zapraszam Was do moich koleżanek. :)

piątek, 5 sierpnia 2016

Co z tym życiem?! / Zupa z cukinią, kurkami i świeżymi pomidorami

Co z tym życiem?

Niedzielny poranek
- o nie, już niedziela... przecież dopiero był piątek...

Niedzielny wieczór
- i jutro znów poniedziałek...
- nie chcę iść do pracy,
- nie chce mi się.

Poniedziałek rano
- o Boże, cały tydzień przede mną,
- byle do piątku,
- byle do weekendu.

Piątek rano
- uff, ostatni dzień wstawania rano,
- no nareszcie piątek!
- jutro w końcu sobie pośpię,
- jeszcze tylko kilka godzin i wolność...



I tak w kółko. Tydzień w tydzień. Miesiąc za miesiącem. Rok za rokiem?! ....
Słyszę te zdania od wielu osób. Ba! Od siebie samej niektóre słyszę!
Ile można tak gadać? Czy tego właśnie chcemy?
Czy chcemy żyć tylko 2 dni w tygodniu? A nawet 1,5? Bo połowa piątku w strasznej robocie, a niedziela to już dramat, bo zaraz poniedziałek i znów koszmar się zacznie.
1,5 dnia na 7. To wychodzi 21% luzu, radości, wolności, czy czego tam jeszcze?

Coś tu nie gra.
Czy tego chcemy? Czy tak chcemy?
Inaczej się nie da - powiesz.
Na pewno?
Niektórzy żyją w 80% (może też i 100%) luzu, radości, wolności, czy czego tam jeszcze.
Skoro oni tak żyją to inni nie mogą? 
Jest na to jakiś limit ludzi?
Pula się wyczerpała?
Nie sądzę.



Co zrobisz w niedzielę wieczór?
Będziesz wściekły jak osa?
Drażliwy i niecierpliwy?
Czy może ucieszysz się z czasu dla siebie i / lub bliskich?

Co zrobisz w poniedziałek rano?
Będziesz kląć na budzik?
Czy może wstaniesz kilka minut szybciej żeby rozruszać kości?
Wejdziesz wkurzony do pracy czy może uśmiechniesz się do współpracowników?

Czy którejś środy docenisz w końcu swoją pracę i kasę, która regularnie wpływa na konto?
A może zamiast tego, w końcu zrobisz krok na przód i zaczniesz coś nowego?

Czy we wtorek po południu jak zwykle bezmyślnie włączysz tv i będziesz skakać po kanałach?
A może wsłuchasz się w ciszę i usłyszysz nieznane dotąd tony?



To co, spróbujesz się częściej uśmiechać?
Spróbujesz zmienić nastawienie?
Zrobisz krok do przodu?
Zastanowisz się nad tymi, które wiecznie ciągną w dół?
Nie będziesz prychać pod nosem na to co piszę? :)

Powodzenia!

A na spokojne letnie popołudnie (np. poniedziałkowe :P) przygotuj zupę.
Zupę na cztery pory roku - lato.
Tę, którą proponuję ja lub Marzena, Magda, Małgosia, Kamila.
I... po prostu zjedz z radością!

Wywar warzywny: 4 marchewki, nać z 5 marchewek, nać z jednego młodego selera, duża nać z jednej pietruszki, 1,5 l wody, 1 łyżka masła, kulki pieprzu, liść laurowy, szczypta nasion kopru włoskiego, pieprz, sól, bertram (opcjonalnie);
  • obrane i przekrojone wzdłuż marchewki wrzucamy do garnka,
  • dodajemy umytą zieleninę,
  • zalewamy wodą, doprawiamy, dodajemy masło i gotujemy na małym ogniu do miękkości;



Skład: 150 g kurek, 1 kg żółtej cukinii (waga przed wycięciem pestek), 1 kg pomidorów, 4 ząbki czosnku, 2 łyżki masła klarowanego, łyżeczka nasion kolendry, łyżeczka nasion kuminu, pół łyżeczki mielonej kurkumy, pieprz, sól, pół szklanki czarnej fasoli, natka pietruszki;
  • czarną fasolę należy namoczyć na 12 godzin, a po tym czasie opłukać i gotować około 50 minut,
  • kurki myjemy i kroimy na kawałki,
  • w moździerzu ucieramy kolendrę i kumin,
  • w dużym garnku rozgrzewamy masło,
  • dodajemy starty na tarce czosnek, a następnie kurki i wszystkie przyprawy,
  • z cukinii wykrawamy pestki i gąbczastą część, resztę ścieramy na tarce (część do plasterków),
  • gdy kurki trochę zmiękną, dodajemy cukinię, przesmażamy około 10 minut,
  • z pomidorów ściągamy skórkę,
  • 2 pomidory miksujemy w blenderze, a pozostałe kroimy w kostkę,
  • pokrojone pomidory dodajemy do cukinii, a zmiksowane do gotowego już wywaru,
  • warzywa dusimy aż puszczą soki i trochę odparują (nie do końca!),
  • podlewamy wywarem według uznania (ja dałam około 1l), zagotowujemy
  • podajemy z czarną fasolą i natka pietruszki;


Dobrego weekendu, a co najważniejsze, dobrego tygodnia, Kochani!
Jakie macie podejście do dni w środku tygodnia?

wtorek, 11 sierpnia 2015

Chleb Toskański i pyszne pieczone pomidory


Ostatnie pięć tygodni byłam głównie poza domem.
I to wcale nie był urlop.
Wracając na trzy dni do domu nie wiedziałam co mam robić.
Czy może pyszny obiad, czy posprzątać,
czy może odwiedzić rodzinę,
albo po prostu pobyć we dwoje.
Było różnie,
ale to nie był łatwy czas.
Jednak teraz wiem,
że życie na walizkach nie jest dla mnie.
Doceniłam też swoje podniebienie. ;)
Hotelowe posiłki nie zawsze należą do najlepszych.
I tym razem tak było.
Wyczułam wiele chemii,
wiele zbędnych dodatków.



Odzwyczaiłam się jednak od gotowania!
Nie ukrywajmy,
mimo odczuwania przyjemności z gotowania,
miło jest jak ktoś posiłek poda pod nos. ;)
Mimo wszystko, w sobotę z ochotą poszłam do kuchni,
choć z tyłu głowy wisiała nade mną magiczna data.
Data egzaminu po tych szkoleniach.
Uczyć się, czy gotować?
Gotować się, czy uczyć?
I tak jeszcze przez dwa tygodnie...

W weekend zapadła decyzja kuchenna.
Dzięki niej, powstał pyszny toskański chleb,
a do niego rewelacyjne pieczone pomidory.
Idealny obiad na upalne dni.
A świeży, ciepły i chrupiący chleb maczany w soku z pomidorów połączonych z oliwą, poezja!



Chleb toskański
przepis do Sierpniowej Piekarni wybrała Amber
Skład: 1 kg mąki pszennej typ 00 (nie miałam czasu jej szukać, więc użyłam typ 450), 700 ml lekko ciepłej wody, 50 ml oliwy, 2 łyżeczki cukru, 4,5 łyżeczki suszonych drożdży;
  • drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie,
  • do mąki powoli dodajemy wodę z drożdżami, a następnie wszystkie pozostałe składniki,
  • wyrabiamy ciasto min. 10 minut,
  • ciasto przekładamy do miski, przykrywamy wilgotną ściereczką i pozostawiamy do wyrośnięcia (ma podwoić objętość) na min. 2 godziny,
  • wyrośnięte ciasto przekładamy na omączony blat, a następnie dzielimy na 2-3 części i formujemy je w bochenki,
  • przykrywamy wilgotną ściereczką i pozwalamy odpocząć przez godzinę,
  • piekarnik nagrzewamy wraz z blachą i naczyniem z wodą umieszczonym na dnie do 230 stopni,
  • bochenki przekładamy na blachę i pieczemy 20 minut,
  • po tym czasie zmniejszamy temp. do 200 stopni, wyciągamy naczynie, a chleb pieczemy jeszcze przez 20 minut,
  • studzimy na kratce;
Chleb powinien być bardzo miękki w środku (dlatego w przepisie jest tak dużo wody) i chrupiący na zewnątrz. Chleb toskański nie zawiera soli! Jeśli Wam to przeszkadza to pamiętajcie o dodaniu soli do ciasta.




Pieczone pomidory
na podstawie przepisu z magazynu "Sielskie życie"
Skład: 6 dużych pomidorów (ja wybrałam malinowe), 3 fileciki anchois,1-2 łyżeczki ziaren kopru włoskiego, 1-2 łyżeczki ziaren kolendry, pół dużej papryczki pepperoni, 3 listki laurowe, szczypta brązowego cukru, 5 łyżek oliwy z oliwek, 3 ząbki czosnku obrane i 3 w skorupach, sok z cytryny do skropienia, gruboziarnista sól morska;
  • pomidory myjemy, kroimy w ćwiartki, wycinamy gniazda od szypułek i układamy na blaszce lub w naczyniu żaroodp. skórką do dołu,
  • fileciki anchois kroimy drobno i dodajemy do pomidorów,
  • papryczkę kroimy w plasterki, możemy usunąć pestki, ja jednak tego nie robiłam, bo lubię pikantne dania; plasterki układamy na pomidorach,
  • wszystkie ząbki czosnku miażdżymy nożem i przekładamy do pomidorów,
  • oliwę łączymy w miseczce razem z koprem włoskim, kolendrą, cukrem i zalewamy nią pomidory,
  • całość skrapiamy sokiem z cytryny, obsypujemy solą i dodajemy pokruszone listki laurowe,
  • pieczemy około 45 minut w 180 stopniach, 
  • od czasu do czasu pomidory podlewamy sokiem, który się wytworzył w czasie pieczenia;

czwartek, 25 września 2014

Rozmowy telefoniczne / Domowy keczup


Mój telefon jest stary jak świat.
Zdezelowany, porysowany i daleko mu do typu smart ;)
Spełnia swoje podstawowe funckje i to jest najważniejsze.
Tylko w zasadzie ja nie przepadam za jego podstawową funkcją...
Absolutnie nie jestem telefoniczną gadułą!
Poza kilkoma wyjątkami.
Dzwonię gdy muszę coś załatwić, albo ustalić.
Nie przedłużam rozmowy w nieskończoność,
na pytanie co u mnie, odpowiadam krótko,
albo rzucam "umówmy się", "pogadamy na żywo".

Te kilka wyjątków to Ajwonka, dawno nie widziana koleżanka ze studiów czy liceum.
Choć z nimi też wolę i staram się umówić.
Rozmowy telefoniczne mnie męczą i chyba też nużą, bo po chwili mam wrażenie, że nic nie robię.
A słuchawka między ramieniem, a uchem to też nie jest dobra pozycja. ;)


Gdy jechałam niedawno pociągiem, w moim przedziale siedział młody facet.
Podróż była kilkkugodzinna i zdziwiłam się, że facet nie ma gazety czy książki.
Za to miał telefon!
Przez większą część trasy stał za drzwiami przedziału i gadał...
Mimo zamkniętych drzwi, słyszałam wszystko.
Każda rozmowa (tak, rozmów było wiele) zaczynała się od pytania "no i co tam działacie?", "działacie?". I każda kończyła się przez kilka minut, powtarzanym "no to nie przeszkadzam".
Nie wiem czy rozmówcom ów pan przeszkadzał, ale mnie w czytaniu książki na pewno.
Poza tym skoro myślał, że przeszkadza, to po co dzwonił? :P
Najciekawsza okazała się rozmowa z synem.
"No cześć. Jest mama? A gdzie jest? Aha. A lekcje zrobiłeś? Aha. No dobra, to powiedz mamie, że później zadzwonię".
Mam nadzieję, że pan chciał z synem porozmawiać... po prostu na żywo...

Dziś przepis na domowy keczup. Idealny dla dzieci i dorosłych. :)
Przepis z Jadłonomii.


Skład: 3 kg pomidorów, 1 kg papryki czerwonej, 350 g cebuli obranej i pokrojonej w kostkę, 500 g jabłek obranych i pokrojonych w kostkę, 100 g selera naciowego (pokrojonego w plastry), 2 posiekane papryczki pepperoni, 2 ząbki czosnku, 6 ziaren ziela ang., 2 liście laurowe, łyżeczka gorczycy, łyżeczka cynamonu, 3 łyżki octu, 3 łyżki cukru, kawałek świeżego imbiru (obrany, pokrojony w kosteczkę), olej, sól, pieprz;
  • pomidory przekrawamy na pół i wykrajamy gniazda nasienne, 
  • piekarnik włączamy na 200 stopni,
  • w dużym garze (około 5l) rozgrzewamy kilka łyżek oleju, 
  • wrzucamy cebulę, zielę, liść, gorczycę, czosnek, imbir, papryczkę - mieszamy,
  • dodajemy seler naciowy i jabłka - dusimy kilka minut,
  • dodajemy pomidory ze szczyptą soli - przykrywamy garnek i dusimy ok. godzinę,
  • do nagrzanego piekarnika wkładamy całe papryki - pieczemy 15 minut, po czym obracamy je i pieczemy kolejne 15 minut; poczerniałe papryki wyciągamy do foliowego worka, szczelnie zamykamy i odstawiamy na 20 minut; po tym czasie ściągamy z nich skórę, kroimy i wrzucamy do gara z pomidorami; całość mieszamy,
  • dusimy przez około 2 godziny (garnek odkryty), czasem mieszamy,
  • po tym czasie keczup blendujemy (wyławiamy kulki przypraw i ziele),
  • keczup przecieramy przez sito lub durszlak i jeszcze raz blendujemy,
  • przelewamy do garnka, dodajemy cukier, ocet, sól, cynamon i/lub inne przyprawy,
  • dusimy przez kilka godzin; im dłużej tym keczup będzie bardziej gęsty,
  • gotowy keczup przekładamy do wyparzonych słoików i pasteryzujemy (można pasteryzować w piekarniku - słoiki do góry dnem ustawiamy na blaszce, wkładamy do zimnego piekarnika, ustawiamy temp. na 120 stopni i od tego czasu liczymy 25 minut; piekarnik wyłączamy, a słoiki wyjmujemy gdy będą zimne).


Keczup jest bardzo dobry. Myślę, że nie pogardzi nim żaden keczupowy miłośnik. ;) Mój wyszedł delikatny w smaku, a wolę pikantne, wyszedł też odrobinę za rzadki, ale to nic. Jest mój, bez zbędnych polepszaczy! :)

A jak jest z Waszymi rozmowami przez telefon? ;)

Uwaga! Weryfikacja obrazkowa w komentarzach :)

środa, 16 kwietnia 2014

Pomidorowy chleb orkiszowy z czarnym sezamem

Ostatnio złapałam się na tym, że muszę odpowiednio zaplanować weekend,
gdy tradycyjnie co miesiąc pieczemy wspólnie.
Wirtualnie, każdy w swojej kuchni,
ale wspólnie.

Gdy zapoznam się z przepisem odliczam ile godzin na co.
I mniej lub bardziej świadomie,
pod przygotowanie zaczynu, surowego ciasta i pod pieczenie, układam resztę dnia.
Lub dni.



Tak było i tym razem.
Piątkowy wieczór spędzony w czeskiej knajpie.
Przed wyjściem zamieszane składniki na zaczyn.
Sobotni (późny) poranek pod znakiem mieszania, zagniatania, składania...
I tak, koło nosa przeleciała mi krótka wycieczka na budowę drogi. :P

Wczesne popołudnie, czyli pieczenie.
Potem szybkie zdjęcia,
bo o 15 miałam być u Gosi na obiedzie...
Już rano wiedziałam, że nie zdążę, więc obiad zjedliśmy o 17. :)

Za to próg mieszkania Gosi przekroczyłam z połową gorącego bochenka,
który okazał się być idealną  przekąską do późniejszej gry w remika. :)




Tradycyjnie temat ogarnęła Amber, a pomysł na ten chleb zaproponowała Dana

Skład:
Na zaczyn: 55g aktywnego zakwasu z mąki żytniej razowej (mój zakwas jest mieszany), 200g mąki orkiszowej białej, typ 630 lub 700, 200g wody, 1 jabłko, starte na tarce jarzynowej;
  • Wszystkie składniki mieszamy w misce, przykrywamy folią i pozostawiamy na minimum 12 godzin.
Ciasto właściwe: Cały zaczyn, około 500g, 400g zmiksowanych, krojonych, pomidorów z puszki, 350g mąki orkiszowej białej, typ 630 lub 700 (u mnie 200g typ 700 i 100g typ 2000), 300g mąki pszennej chlebowej, typ 750 (u mnie typ 550), 1 łyżka miodu, sezam czarny, w/g uznania, sól morska, około 15g, dodatkowo, mąka do podsypywania, w trakcie przekładania i formowania ciasta;
  •  Do zaczynu dodajemy zmiksowane pomidory, sól, miód, sezam,
  •  następnie stopniowo, zmieszane i przesiane mąki, orkiszową i pszenną chlebową,
  •  wyrabiamy ciasto ręcznie, od połączenia składników, co najmniej 10 minut, mikserem, o połowę krócej,
  • pozostawiamy ciasto przykryte, na około 3 godziny;


W czasie tych 3 godzin: 
  • Po godzinie wyjmujemy ciasto z miski na omączony blat, rozklepujemy, składamy i ponownie wkładamy do miski (sposób składania znajdziecie u Dany w Leśnym zakątku),
  • po następnej godzinie, postępujemy identycznie,
  • w trzeciej godzinie formujemy ciasto w okrągły lub podłużny bochenek,
  • uformowane ciasto wkładamy do koszyczka (durszlaka), łączeniem do góry; pozostawiamy delikatnie przykryte, do ostatecznego wyrośnięcia,
  • pieczemy w początkowej temp.250st, przez 15 minut, rzucając na blachę 2-3 kostki lodu, następnie w opadającej, około 30 minut (ja zmniejszyłam do 200 stopni, a później jeszcze do 170, bo chleb zbyt szybko ściemniał), 
  • ciasto przed włożeniem do piekarnika, nacinamy ostrym nożem.


Mój chleb wyszedł ogromny - zajął całą piekarnikową blachę i jeszcze bardzo urósł. :) 
Smak był cudowny! Tak jak i miąższ. Zachęcam wszystkich do tego wypieku. Ja wrócę do tego przepisu, ale następnym razem dam jeszcze więcej sezamu. Zwłaszcza na wierzch. :)

Chleb piekli:
Aciri Bajkorada
Mimbla Ruskie raz
Renata S forksncanvas

czwartek, 27 lutego 2014

Tłusty czwartek, czyli jajo zapiekane z pomidorami, pieczarkami i mozzarellą

Przykro mi, bo zapomniałam!*
Zapomniałam o tłustym czwartku!
Przypomniał mi o tym pracowniczy mejl sprzed dwóch dni, zatytułowany "czwartkowy obowiązek":
Chyba warto pomyśleć o jakimś hurtowym zakupie pączków?!
Odpisałam, że tak, że czemu nie.
Choć jak wiadomo, ze słodyczy to ja najbardziej śledzie...
Pomyślałam wtedy, że nigdy nie robiłam pączków.
Że pewnie nigdy ich nie zrobię.
Że jem je tylko raz w roku.
I wtedy mnie olśniło!
Przecież blog!
Przecież post z okazji tłustego czwartku!
Post inny niż większość tego dnia.
Zaginąć można w tej ilości pączkowo-faworkowych postów. ;))


Wiedziałam, że nie mam za wiele czasu na przygotowanie czegoś szczególnego.
Na obiad planowałam dorsza,
już nawet miał się tu dziś pojawić jako marna imitacja czegoś przynajmniej z pozoru tłustego...
I wtedy wpadł mi do głowy śledź!
Potem zapiekane jajko... :P


Skład: 2 jaja, 2 plastry szynki parmeńskiej, 2 duże pieczarki, 5 pomidorków koktajlowych, ząbek czosnku, pół czerwonej cebuli, łyżka śmietany, mozzarella i szczypiorek do posypania, kawałeczek masła, olej, sól, pieprz;
/1 porcja/
  • piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni,
  • szynkę kroimy w paski i smażymy na rozgrzanym oleju,
  • po chwili dodajemy pokrojoną drobno cebulkę,
  • gdy cebulka się zeszkli dodajemy posiekany czosnek,
  • po chwili dodajemy pomidorki pokrojone w ćwiartki i pieczarki pokrojone w plasterki,
  • doprawiamy solą i pieprzem,
  • smażymy kilka minut aż pomidory zmiękną,
 
  • do nagrzanego piekarnika wstawiamy na minutę naczynie, w którym będziemy zapiekać nasze danie,
  • wyciągamy i wrzucamy do niego masło, a następnie mieszankę z patelni,
  • białka oddzielamy od żółtek,
  • białka mieszamy ze śmietaną i zalewamy warzywa,
  • na wierzchu układamy żółtka,
  • posypujemy startym serem i szczypiorkiem,
  • doprawiamy solą i pieprzem,
  • pieczemy 10-15 minut;
Dodatek grzanek usmażonych na maśle - niezbędny! Zwłaszcza dziś. :)


Moje poprzednie tłuste czwartki: 2012 i 2013. Podobają się Wam? ;))

* jednak nie ;)
korzystałam z przepisu Marty
*************

Pamiętacie zeszłoroczną Sukienkową akcję? Tu znajdziecie tamto zaproszenie (klik), a tu finał akcji.
Chcecie powtórkę? :)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Makaron z ciecierzycą i ulubione bezmięsne obiady :)

Bardzo zaniedbałam moje książkowe zbiory.
Te kulinarne oczywiście.
Bo pozostałe wręcz przeciwnie. :)
Niepokoi mnie tylko fakt, że regał zapełnia się w zastraszającym tempie,
a kupka "do przeczytania" coraz wyższa...
A ja wolno czytam.
Może na kurs szybkiego czytania się udać?
Ktoś był? :)


Póki co przeprosiłam kuchenne pozycje,
pomysłu na obiad poszukując.
Znalazłam dość szybko.
Myślę, że osoby, które nie jedzą mięsa ucieszą się z tej propozycji.
Mnie bardzo posmakowała.
Brak mięsa absolutnie mi nie przeszkadza.
Ja raczej z tych, którzy przez wiele dni mogą jeść jarski obiad.
Mało tego...
Moje ulubione obiady to pyry z gzikiem albo jajo (:P) w sosie koperkowym.
Mogę je jeść co kilka dni.
Niby nic nadzwyczajnego.
A jednak!

Skład: 1 duża papryka, 2 średnie cebule, 3 ząbki czosnku, papryczka pepperoni, puszka ciecierzycy, puszka pomidorów, tymianek, majeranek, szczypta kruszonego chilli, sól, pieprz, olej do smażenia, makaron;
porcja dla 2-3 osób
  • paprykę i cebulę kroimy w kostkę,
  • drobno siekamy czosnek i papryczkę,
  • wrzucamy wszystko na rozgrzany na patelni olej, dusimy do miękkości,
  • dodajemy odsączoną ciecierzycę i pomidory, doprawiamy
  • gotujemy ok. 20 min.,
  • podajemy z ulubionym makaronem;

A jaki jest Wasz ulubiony obiad? Może też bezmięsny?

Rewolucja na talerzu, Agata Ziemnicka, Olga Kwiecińska-Kaplińska

poniedziałek, 21 października 2013

Lekcja historii, lekcja polskiego

Podstawówka.
Lekcje historii z Michałem. Przyjacielem domu, do którego już jako dziecko mówiłam "Ty".
W szkole był Panem. Panem od doskonałego przekazywania historycznych opowieści.
Ja tego nie pamiętam. Nie pamiętam też czy słuchałam uważnie. Możliwe, że nie.
Nie lubiłam historii. W liceum było z tym jeszcze gorzej, ale wtedy nie było nikogo kto zmieniłby moje podejście do tego przedmiotu.
Nie było już Michała, który odszedł zbyt wcześnie. Zbyt nagle.
Szkoda, bo do pewnych tematów dojrzewa się znacznie później.
Pewne tematy chciałoby się poznać długo długo po podstawówce.

Z lekcji zapamiętałam co innego. Poza notkami spisywanymi z encyklopedii PWN. I poza kilkoma datami.
Zapamiętałam, że nie można na końcu linijki zostawić spójnika. Ile to razy, gdy ktoś kto zrobił taki lub inny błąd pisząc na tablicy, słyszał koło swojego ucha trzask kluczy o tablicę.
Przerażające wspomnienie? Absolutnie nie!
Zapamiętałam pytania uczniów: "co tam pisze?" wskazując na tablicę. "Maszyna pisze!" odpowiadał Michał zniecierpliwiony, dodając "mówi się: co tam jest napisane!".


Dlaczego o tym piszę?
Zauważam wokół siebie coraz więcej błędów.
Zauważam coraz większą ignorancję języka ojczystego.
Moje uszy powoli robią się coraz bardziej zmęczone.
Gdy słyszę kolejną językową durnotę ogarnia mnie zdenerwowanie, poirytowanie i nie wiem...
Nie wiem czy zwracać uwagę?!
Nie chcę być przemądrzała, czy złośliwa.
Tylko żal, gdy osoby po studiach nagminnie mówią "pisze".
W trakcie poważnych służbowych rozmów używają w zdecydowanym nadmiarze "co nie?", "tak?" i o zgrozo! "nooo"! albo "żeście zrobili".
O roku "dwutysięcznym trzynastym" nie wspomnę...
"Wzięłem", "pogłoś", "wyłanczam", "włanczam"...
Kiedy można to można. Kiedy żartujemy to żartujemy, ale...

Cóż znaczą studia w dzisiejszych czasach? Nic.
Już dawno przestały być wyznacznikiem inteligencji, a może raczej dobrych chęci.
Mało komu chce się poprawić swój błąd. Ileż to osób z irytacją reaguje na moje coraz rzadsze uwagi...
Przestaje mi się chcieć.
Mało komu chce się sięgnąć po dobrą jakąkolwiek książkę. Jedną, drugą, piątą, po których może sami zaczniemy zwracać uwagę na to, co i jak mówimy.


Mnie pozostaje cieszyć się z tego, że zostało mi kilka wspomnień z lekcji historii, która nauczyła mnie miłości do języka polskiego.
Pozostaje mi cieszyć się z tego, że odkąd w podstawówce przeczytałam "Anię z zielonego wzgórza", nie wyobrażam sobie życia bez książek. W końcu kto czyta, ten żyje wiele razy!
Pozostaje mi cieszyć się z tego, że jest Ajwonka i Lee, z którymi zawsze o książkach mogę podyskutować :).

Michał, co niedzielę przychodził do nas na rosół. Zawsze jadł najpierw rosołową "wodę". Makaron zostawiał na koniec :). Myślę, że ze smakiem zjadłby moje rosołowe mięso.

Skład: 2 nieduże białe papryki, 1 bakłażan, 2 pomidory, 2 nieduże marchewki, mięso z rosołu (u mnie 2 udka i ćwiartka), 1 duża cebula, 1 duża marchewka, czubata łyżka drobno posiekanej papryczki jalapeno , ryż, sól, pieprz, oliwa z oliwek;
  • piekarnik nagrzewamy do 180 stopni,
  • bakłażana kroimy w plasterki,
  • papryki przekrawamy na pół i oczyszczamy z gniazd nasiennych,
  • pomidory przekrawamy na pół,
  • wszystkie ww. warzywa układamy na blaszce do pieczenia, skrapiamy oliwą, solimy, pieprzymy,
  • pieczemy w piekarniku przez ok. 40 minut,
  • w tym czasie kroimy w kostkę cebulę,
  • marchewkę obieramy, ścieramy na tarce,
  • na rozgrzany na patelni olej wrzucamy cebulę - jak będzie szklista dodajemy marchewkę i papryczkę - dusimy kilka minut,
  • upieczonego bakłażana kroimy w dużą kostkę, paprykę w paski,
  • pomidory rozdrabniamy blenderem na krem,
  • wszystko wrzucamy na patelnię, doprawiamy do smaku, dusimy kilka minut,
  • dobrym dodatkiem jest brązowy ryż;

A Wy zwracacie uwagę na to, w jaki sposób mówią Wasi rozmówcy?


* Rozwiewając ewentualne wątpliwości. Lubię gdy ktoś zwróci mi uwagę, że coś powiedziałam źle. Nie oburzam się, nie obrażam, tylko biorę do serca każdą taką uwagę i postanawiam poprawę :). 

** Lubię tę piosenkę, która obok :).

poniedziałek, 9 września 2013

Co do pracy? #7 Sałatka z pęczakiem

Już dawno nie miałam tylu postów do opublikowania!
Fajne to uczucie, kiedy czeka tyle wersji roboczych :).
A, że wśród nich nazbierało się już kilka dań pracowych,
nieśmiało wracam do mojego cyklu "Co do pracy?".
To nawet dobry moment,
wszak skończyły się wakacje.
Choć moje, dopiero za trzy dni! :D
Zazdrościcie? :P


Lubię urlop wrześniową porą.
Nieważne gdzie,
nieważne czy gdziekolwiek.
W końcu jakie to ma znaczenie?
Znaczenie ma to, że słońce nie pali,
a w końcu cieszy.
Że powoli kolorowo się robi.
Że jest czym oddychać rano!
Że można kocem się przykryć wieczorem,
gdy przyjemny chłód nadejdzie.
Lubię urlop gdy nadchodzi jesień.
Moja ukochana :).


Pod tę zbliżającą się jesień, coś zdrowego, coś pysznego. Kasza.
Nie od dziś wiadomo, że kasze wszelakie są źródłem wielu witamin, minerałów i jakże ważnego błonnika.
Pęczak, czyli najmniej rozdrobniona kasza jęczmienna, zawiera niacynę, która poprawia wygląd skóry, obniża poziom cholesterolu we krwi. Pęczak zapobiega bólom brzucha i wzdęciom. Wskazany dla osób chorujących na serce.

Niech kasza nie kojarzy nam się tylko z krupnikiem i bitkami wołowymi! :)
A pęczak, niech nie kojarzy się (tak jak moim kolegom z pracy) z dobrą przynętą na ryby :P


Skład: szklanka (nieugotowanej) kaszy pęczak, kilka ogórków konserwowych, 2 pomidory, szczypiorek, garstka listków bazylii, sól morska, świeżo zmielony pieprz, oliwa z oliwek;
  • pęczak ugotować w 2 szkl. wody, z odrobiną soli, ew. kawałeczkiem masła,
  • kasza będzie dobra jak wchłonie całą wodę,
  • warzywa pokroić w kawałki,
  • posiekać szczypior, bazylię porwać,
  • wszystkie składniki połączyć, doprawić i dodać trochę oliwy - dla lepszego połączenia składników;
 

A Wy, którą kaszę lubicie najbardziej?

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...