Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Słowo na koniec roku / Na kaca #5

Zatęskniło mi się za pisaniem.
Bardzo chciałabym robić to częściej
i pisać słowa,
które może choć jednemu czytelnikowi
najzwyczajniej w świecie się przydadzą.
Słowa, które może będą zaczątkiem czegoś dobrego.
Słowa, które sprawią, że a nuż coś się odmieni?






Dziś będą słowa o starym i nowym roku.
Stary się właśnie kończy.
Jaki był dla mnie?
Był rokiem bardzo ciekawym.
Spędziliśmy fantastyczny czas na Mazurach i Podlasiu,
kilka dni w Pradze, dwa razy byliśmy w górach.
W moje urodziny byłam księżniczką na Zamku Książ
i była to niesamowita niespodzianka od Pana Wu.
Inną niespodziewaną niespodzianką z jego strony
było małe przypieczętowanie naszego związku,
które odbyło się w sercu Puszczy Białowieskiej,
a ich świadkami były tylko nasze rowery,
natarczywe muchy i komary
i kanapki. :)
To takie nasze było.
Na początku roku urodziła się moja bratanica,
a ja znów zostałam ciocią.
Zrobiłam setki kilometrów na rowerze,
zaczęłam nieśmiało jeździć autem
i tylko kilka razy popływałam.
Pierwszy raz w życiu spędziłam wigilię poza rodzinnym domem.
Doświadczyłam wiele przykrości w życiu zawodowym,
przeszłam wiele stresów związanych pracą,
wystąpieniami publicznymi i nie tylko.
Miałam chwile smutku, złości, bezsilności.
I wiecie co zmieniłabym w moim 2016 roku?

N I C



Wszystko co mnie spotkało czegoś mnie nauczyło
i dla mnie to wszystko było...
DOBRYM zdarzeniem.
Z każdej sytuacji wyciągam wnioski i zawsze zastanawiam się
"po co to jest?"
"co mi to da?"
I, naprawdę zawsze znajduję odpowiedź.
Nawet w tym dlaczego ktoś był wobec mnie niemiły.
Co ten niemiły mi pokazał?
"Aha! To i to..."
Czemu ten niemiły tak się zachował?
"Aha! Dlatego..."



Czego oczekuję od roku 2017?
Niczego.
Po pierwsze, "oczekiwanie" to brzydkie słowo,
takie roszczeniowe.
Po drugie,
nie ma dla mnie znaczenia zmiana roku w kalendarzu.
Bo samo przyjście nowego roku niczego w Waszym życiu nie zmieni.
Serio.
N I C Z E G O.
W Waszym życiu coś się zmieni
jeśli to Wy będziecie je zmieniać.
Cyfra 7, ani żadna inna nie ma takiej mocy,
jaką Wy macie w sobie.

Dlatego dziś, życzę Wam (i sobie)
otwartości umysłu,
otwartości serca,
jak najmniej sztywności,
jak najmniej zacietrzewienia.

Wszystkiego dobrego, Kochani!
I ogromnie dziękuję Wam, że tu jesteście :*


*****************

Na ewentualnego kaca lub po prostu na Nowy Rok proponuję Wam szybki rosół na samej wołowinie.

Skład: 400-500 g wołowiny z kością, 3 duże marchewki, 2 średnie pietruszki, kawałek selera, 1 por (cały, jedynie bez zwiędniętych końcówek), 1 łodyga selera naciowego, 1 cebula, kawałek świeżego imbiru, ziarna pieprzu, sól, pieprz, pół łyżeczki kurkumy, pół łyżeczki bertramu (opcjonalnie);

  • cebulę obrać, przekroić na pół i podpiec na czarno na suchej patelni,
  • wołowinę umyć i zalać zimną wodą (około 2,5-3 litry),
  • zagotować, zebrać szumowiny,
  • wszystkie obrane i umyte warzywa oraz podpieczoną cebulę wrzucić do gotującego się mięsa,
  • marchewkę dobrze jest przekrajać wzdłuż, wówczas odda więcej słodyczy,
  • dodać wszystkie przyprawy,
  • gotować na bardzo małym ogniu przez około 3 godziny,
  • podawać z makaronem i dużą ilością natki pietruszki;

Przepis na rosół z kurczaka i wołowiny oraz rosół z domowym makaronem znajdziecie tutaj




Fajnego Sylwestra! Takiego po Waszemu :) :*

czwartek, 12 listopada 2015

Makaron na jesień, czyli rosół z domowym makaronem


- Na sobotę zrobię domowy makaron, do rosołu - oznajmiła z entuzjazmem, nie oczekując na odpowiedź. Wiedziała, że każdego uszczęśliwi.




*********



Z zapałem wrzuciła wszystkie składniki do misy miksera.
Wcisnęła magiczny przycisk, który miał tyle za nią zrobić.
Jakże się myliła!
Mikser tylko mieszał i mieszał, nic nie zagniatał.
Dorzuciła kolejne jajo, wlała odrobinę wody.
Uff, coś konkretnego zaczęło się dziać!
Stwierdziła jednak, że wałkowanie to za dużo na jej słabe ręce.
On, jak zwykle z delikatnym uśmieszkiem, przyszedł jej na pomoc.
Wałkował tak zacięcie, że musiał się rozbierać.
Ona w tym czasie leżała i pachniała. A jakże!
Za to oboje zastanawiali się, co myślą sąsiedzi słysząc hałasy wałka o stolnicę.




*********

Dwa dni później było piękne słońce.
Wybrali się we dwójkę na spacer.
Szli po pięknym dywanie liści.
Ona, jak zwykle zachwycała się tym co wokół nich.
On, jak zwykle przytakiwał.
W tych samych okolicznościach przyrody wracali,
ale już we czwórkę.
Wcale nie zmarznięci, ale głodni.
W domu czekał na nich pyszny domowy rosół
i makaron, robiony na cztery ręce. :)
Tak, tak uszczęśliwia się rodzinkę. ;)

Ciekawe jakim jesiennym makaronem uszczęśliwiały swych bliskich, Magda, Marzena, Małgosia i Kamila.


Makaron z natką pietruszki
Skład: 700 g mąki (użyłam 500 g pszennej typ 650 i 200 g orkiszowej typ 700), 5 jajek*, w razie konieczności odrobina wody, dwie duże garście natki pietruszki;
  • z podanych składników zagniatamy ciasto tak długo, aż powstanie kula; ja użyłam miksera planetarnego, a na koniec Pan Wu "dogniótł" ręcznie,
  • kulę dzielimy na kilka mniejszych i każdą część wałkujemy bardzo cienko na omączonym blacie,
  • wszystkie rozwałkowane placki kładziemy na około godzinę na ściereczkach - muszą trochę wyschnąć,
  • po tym czasie placki kroimy w paski (lub wkładamy do odpowiedniej maszynki),
  • pokrojony makaron układamy na obsypanej mąką ściereczce i zostawiamy do całkowitego wyschnięcia na 1-2 dni,
  • przekładamy do papierowych torebek.




Rosół
(przepis wg KPP-kuchni pięciu przemian, zatem ważna jest kolejność dodawania składników)
Skład: 400 g wołowiny z kością, 3 skrzydełka, 2 udka z kurczaka, 5 średnich marchewek, 2 średnie pietruszki, 1/3 niedużego selera, 1 średni por (biała i zielona część; obcinam tylko to co brzydkie), 1 średnia cebula obrana, przekrojona na 2 części i opalona nad gazem (lub podsmażona na suchej patelni), kawałek (wielkości dużego kciuka) świeżego imbiru, kilka dużych gałązek natki pietruszki, łyżeczka kurkumy, pieprz, sól, kilka ziarenek pieprzu, 2 małe liście laurowe, 3 ziela angielskie;
  • wszystkie warzywa obieramy, myjemy i kroimy na duże kawałki (marchewkę kroimy wzdłuż żeby oddała jak najwięcej słodkości; imbir na pół)
  • umytą wołowinę wkładamy do gara, przyprawiamy szczyptą pieprzu i zalewamy ok. 2,5 l zimnej wody, następnie dodajemy umytego kurczaka; zagotowujemy i zbieramy szumowiny,
  • po zebraniu wszystkich szumowin dodajemy kurkumę, następnie marchewkę, pietruszkę, seler i opaloną cebulę,
  • dodajemy imbir, por, ziarenka pieprzu i ziela, liść laurowy i doprawiamy pieprzem, a następnie solą,
  • na koniec dodajemy natkę pietruszki,
  • gotujemy na bardzo małym ogniu aż wszystko będzie miękkie - około 2-3 godziny.


No, a morał jest jeden, mężczyzna w kuchni być musi! ;)
Zajrzyjcie do dziewczyn i skorzystajcie z ich makaronowych pomysłów. :)

*Teraz już wiem, że najlepiej na 100g mąki dać jedno jajko.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Pikantny makaron z cukinią, czyli makaron na lato

Jak te koty, jestem trochę sybarytą.



W jeden z lipcowych weekendów,
wyrwaliśmy kawałek soboty i ruszyliśmy do stolicy Wielkopolski.
Cel był obrany od jakiegoś czasu.
Jednak jak to przy nowym mieszkaniu,
ciągle były ważniejsze wydatki.
W końcu się udało
i bez listy zakupów,
a z planem i wyobraźnią w głowie
pojechaliśmy po mały stolik, skrzynię i ściankę.
Na balkon.
Oczywiście kupiłam jeszcze parę pierdół.
Nic nie poradzę na to, że mam słabość do ikei.
Prostota formy i funkcjonalność mnie zachwycają.



Pan Wu z dnia na dzień ogarnął temat na balkonie i...
zasiedliśmy o zachodzie słońca!
(balkon wystawiony jest na zachód, co w kontekście upałów ma się średnio ;)
jesienią i zimą będzie cudnie)
- czemu nie kupiliśmy tego wcześniej?! - spytałam, zarzucając nogi na ścianę i czując ogromne uczucie błogości.
To była taka pierdółkowa chwila, z grupy tych, które trzeba kolekcjonować.
Podobnie, poczułam się kilka dni temu,
gdy Pan Wu pompował na działce nasz dmuchany basen.
Czułam się jak dziecko...
Czas mogłabym spędzać w tym basenie i na balkonie.

Bo tak jak te koty, jestem trochę sybarytą.

I z rozkoszą wszystkie posiłki zajadam na balkonie.
Tak jak letni makaron,
który robiłam z myślą o moich koleżankach.
Niektórych dawno nie widziałam.
Co one wyczarowały?
Małgosia, Marzena, Magda, Kamila.



Skład: 3 cukinie (ok. 850 g), 300 g makaronu wstążki, 6 dużych ząbków czosnku, papryczka pepperoni (kilkanaście plasterków), 3 łyżki oliwy z pestek winogron, 2 łyżki masła klarowanego, kawałek fety, ewentualnie pieprz i sól;
  • na głębokiej patelni lub w garnku rozgrzewamy oliwę i masło klarowane,
  • czosnek kroimy w kosteczkę, a papryczkę w plasterki,
  • dodajemy na rozgrzany tłuszcz i smażymy na małym ogniu 5-7 minut,
  • makaron gotujemy al dente z dodatkiem oliwy i soli,
  • cukinie przekrawamy na pół wzdłuż, wydrążamy gniazda nasienne i obieraczką ścinamy wzdłuż paski cukinii, w taki sposób, by jak najwięcej pasków miało skórkę,
  • dodajemy cukinię do czosnku, smażymy tak długo aż cukinia zmięknie, ale niech zostanie lekko chrupiąca,
  • odcedzony makaron dodajemy do cukinii, mieszamy dokładnie i wyłączamy gaz,
  • doprawiamy pieprzem i solą (ja nie czułam potrzeby doprawiania),
  • makaron posypujemy pokruszoną fetą;
  • zajadamy na dworze ;))

A teraz zapraszam Was na letni makaron do dziewczyn :)
Rzut oka na skrawek balkonu (klik). :)

czwartek, 21 maja 2015

Wiosenny makaron, czyli rzodkiewka w roli głównej


Lubię mieć wybór.

Nieopodal mojej pracy jest spory warzywniak.
W swojej ofercie ma nie tylko owoce i warzywa,
ale też wszystkie kasze, strączki, przeróżne soki, dodatki do dań.
Wiele z tych rzeczy jest tzw. bio,
nawet jest półka z eko warzywami.
Nie upieram się przy produktach eko, bio,
ale cieszy mnie, że jest taki wybór!
Że można kupić to co się chce.

A ja lubię mieć wybór.

Denerwuję się, gdy przeglądam sklepowe półki, na których tak wiele,
a nie ma tego, czego chcę.
A zwykle chcę coś prostego.
Na przykład chrzan, który w składzie ma chrzan i inne znane mi składniki, typu ocet, cukier, sól.
Tylko znane mi składniki.
Nie ma czegoś tak prostego w trzech sklepach w mojej okolicy.
W almie (delikatesy!) też nie ma.



Ale ja mam wybór.

Idę do warzywniaka, który nieopodal pracy.
Tam mają dla mnie to czego szukam.
Mają dla mnie tę prostotę. Ten chrzan.
Mają też okazałe pęczki rzodkiewki
z ładnymi liśćmi,
które gdy widzę uśmiecham się,
bo wiem co z nimi zrobię.
Zgarniam jeszcze ogromny szczypior,
wkładam do wiklinowego kosza z przodu kierownicy
i pedałuję do domu,
zastanawiając się co wyczarowały dziewczyny?
Małgosia, Marzena, Magda, Kamila.



Skład: makaron muszle (około 20 sztuk), 2 pęczki rzodkiewki (liście również), 4-5 łyżeczek prażonego słonecznika, 3 łyżeczki startego twardego sera, 2 ząbki czosnku, 3 łyżki oliwy z oliwek (+ trochę do sałatki z rzodkiewek), opcjonalnie dwie łyżeczki mascarpone, kilka szparagów, dymka, łyżka soku z cytryny, sól morska, pieprz, kawałek masła i trochę cukru do gotowania szparagów;
  • makaron gotujemy al dente,
  • szparagi gotujemy do miękkości,
  • liście rzodkiewki porządnie myjemy, obrywamy twarde i grube gałązki, a resztę wrzucamy do blendera,
  • do liści dodajemy słonecznik, czosnek, cytrynę, oliwę, pieprz, sól i miksujemy na pesto,
  • do tego dodajemy szparagi pokrojone w kostkę,
  • do połowy pesto dodałam mascarpone (to tak żeby był wybór ;)),
  • rzodkiewkowym pesto napełniamy muszle;
Sałatka z rzodkiewek:
  • rzodkiewki i dymkę (ja dałam 3 maleńkie) kroimy w plastry, mieszamy,
  • całość skrapiamy oliwą i doprawiamy pieprzem i solą;


Liście rzodkiewki są pysznie pikantne :)
Taki wiosenny makaron jedliśmy na zimno. To było idealne drugie śniadanie w pracy :) 

Zapraszam Was na wiosenne makarony do dziewczyn. Kliknijcie wyżej w imiona :)

wtorek, 24 lutego 2015

Cytrynowy makaron z jarmużem, czyli makaron na zimę / o sąsiadce

W niedzielę miałam (nie)przyjemność odwiedzić moją sąsiadkę.
To wyjątkowo męcząca sąsiadka.
Dobrze jednak, że nie odczuwam jej paskudnego charakteru w domowym zaciszu.



Musiałam do niej wpaść dosłownie na chwilę.
Czasem do niej zajdę, jednak staram się tego nie robić w weekend.
Tym razem mnie "wezwała".
Po raz kolejny przeżyłam szok.
Jak wiele osób lubi ją odwiedzać,
wręcz ubóstwiają ją.
Spędzają u niej cały dzień,
oglądają każdy jej kąt,
całymi rodzinami jedzą chemiczny obiad,
po którym ciągną małe dzieci na rurkę z kremem,
albo lody,
do tego zimny chemiczny napój,
a sami popijają ciepłą kawkę.
Przecież jest zima, trzeba coś ciepłego.
Dzieci nie muszą...

Przemykam chyłkiem, 
krokiem bardzo szybkim,
by jak najszybciej zakończyć wizytę.
Męczy mnie tłum, hałas i takie rodzinne weekendy.
Męczą i trochę smucą,
ale z drugiej strony, to nie mój problem!



My zjedliśmy pyszny zimowy makaron,
w domowym zaciszu,
nie u sąsiadki, której imię mogłoby brzmieć dostojnie.
Galeria.
Nazwisko jednak zdradza wszystko.
Handlowa.

*************

Dzisiejszy obiad otwiera kolejny rok, w którym wraz z MAKowymi dziewczynami ugotujemy dania na każdą porę roku. W ubiegłym, królowały pierogi. W tym, makarony!
Zapraszam do Magdy, Małgosi, Marzeny i Kamili.



Skład: 250 g makaronu (szerokie wstążki), jedna polędwiczka wieprzowa, 400 g jarmużu, 100 g mascarpone, sok z połowy cytryny, łyżka ciemnego sosu sojowego, łyżka masła klarowanego, 2 łyżki oleju rzepakowego, biały pieprz, sól, szczypta płatków chilli, skórka z cytryny;
  • umytą i osuszoną polędwiczkę nacieramy pieprzem i sosem sojowym, odstawiamy na godzinę do lodówki,
  • jarmuż myjemy, osuszamy, odkrawamy twarde końcówki, resztę kroimy i wrzucamy do blendera,
  • do jarmużu dodajemy sok z cytryny, olej rzepakowy i blendujemy,
  • piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni,
  • na patelni rozgrzewamy masło, na którym smażymy mięso, po dwie minuty z każdej strony,
  • mięso przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika na około 15 minut,
  • jarmuż przerzucamy na patelnię, na której smażyło się mięso, doprawiamy chilli, białym pieprzem, solą i kilka minut dusimy,
  • w między czasie wstawiamy wodę na makaron,
  • do jarmużu dodajemy mascarpone, dokładnie mieszamy i zostawiamy na małym ogniu,
  • ugotowany makaron odcedzamy, zostawiając 3 łyżki wody z gotowania, którą dodajemy do jarmużu wraz z makaronem, całość dokładnie mieszamy,
  • upieczone mięso kroimy w plastry, które układamy na jarmużowym makaronie,
  • na wierzch ścieramy skórkę z cytryny;




środa, 25 czerwca 2014

Szparagi z kurczakiem na nutę azjatycką

Obiad ten jadło trzech mężczyzn i ja.
Fajnie było, bo jednak zauważam, że wokół zwykle jest więcej pań niż panów.
Na imprezach rodzinnych,
na spotkaniach towarzyskich,
na spotkaniach ze znajomymi z liceum, studiów...
Czyli statystyki nie kłamią? :)

Najmłodszy mężczyzna, lat niespełna trzy, do stołu zasiadł,
a jakże!
Jednak bardziej interesująca dla jego podniebienia okazała się kromka suchego chleba.
Dobrze, że mężczyzna ów zna przede wszystkim domowy chleb. Bardzo razowy.
I od początku za nim przepada!



Mężczyznom starszym obiad smakował.
Jednemu tak po prostu,
a drugi był zachwycony.
Tak jak ja po kilku kęsach.
Mimo, że posmak głównie słodkawy.

Sezon na szparagi się kończy
i wcale nie namawiam Was byście lecieli je jeszcze kupić.
Pani Ela, o której pisałam tutaj,
mówi, że pole szparagowe trzeba zaorać najpóźniej w imieniny Jana.
Moja babcia wraz z początkiem czerwca przestaje szparagi kupować.
Przepis zalega mi od dłuższego czasu,
a muszę go wrzucić, bo jest przepyszny.
Za rok o nim zapomnę.
A szkoda by było. :)


Skład na sos: 10 łyżek jasnego sosu sojowego, 6 łyżek soku z cytryny, 6 łyżek wody, 4 łyżki cukru, łyżeczka mąki ziemniaczanej;
  • wszystkie składniki mieszamy;
Skład: 2 pęczki szparagów, 400 g piersi z kurczaka, 10-12 pieczarek, 250 g chińskiego makaronu (chow mein), 5 startych ząbków czosnku, 6 łyżek posiekanego szczypiorku, 1/2 łyżeczki białego pieprzu, 3 łyżki oleju (u mnie kokosowy), olej sezamowy do skropienia;
/dla 4 osób/
  • makaron gotujemy maks. 3 minuty, odcedzamy, opłukujemy zimną wodą,
  • odkrawamy zdrewniałe końcówki szparagów (białe obieramy), pozostałą część kroimy po skosie na grube plastry, a główki przekrawamy wzdłuż,
  • pierś kroimy w małą kosteczkę, doprawiamy solą, pieprzem, czosnkiem i 1 łyżką oleju kokosowego,
  • umyte pieczarki kroimy w plasterki,
  • w dużym garnku rozgrzewamy olej kokosowy (pozostałe 2 łyżki),
  • wrzucamy kurczaka, smażymy kilka minut,
  • dodajemy szparagi i pieczarki, smażymy kilka minut aż szparagi zaczną robić się miękkie,
  • dodajemy makaron i szczypior, mieszamy i chwilę smażymy,
  • wlewamy sos, zagotowujemy, w razie konieczności gotujemy chwilę,
  • skrapiamy olejem sezamowym.


Przypomnę Wam o tym daniu na początku kolejnego maja. :) 

Przepis pochodzi z Kwestii smaku.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Makaron z ciecierzycą i ulubione bezmięsne obiady :)

Bardzo zaniedbałam moje książkowe zbiory.
Te kulinarne oczywiście.
Bo pozostałe wręcz przeciwnie. :)
Niepokoi mnie tylko fakt, że regał zapełnia się w zastraszającym tempie,
a kupka "do przeczytania" coraz wyższa...
A ja wolno czytam.
Może na kurs szybkiego czytania się udać?
Ktoś był? :)


Póki co przeprosiłam kuchenne pozycje,
pomysłu na obiad poszukując.
Znalazłam dość szybko.
Myślę, że osoby, które nie jedzą mięsa ucieszą się z tej propozycji.
Mnie bardzo posmakowała.
Brak mięsa absolutnie mi nie przeszkadza.
Ja raczej z tych, którzy przez wiele dni mogą jeść jarski obiad.
Mało tego...
Moje ulubione obiady to pyry z gzikiem albo jajo (:P) w sosie koperkowym.
Mogę je jeść co kilka dni.
Niby nic nadzwyczajnego.
A jednak!

Skład: 1 duża papryka, 2 średnie cebule, 3 ząbki czosnku, papryczka pepperoni, puszka ciecierzycy, puszka pomidorów, tymianek, majeranek, szczypta kruszonego chilli, sól, pieprz, olej do smażenia, makaron;
porcja dla 2-3 osób
  • paprykę i cebulę kroimy w kostkę,
  • drobno siekamy czosnek i papryczkę,
  • wrzucamy wszystko na rozgrzany na patelni olej, dusimy do miękkości,
  • dodajemy odsączoną ciecierzycę i pomidory, doprawiamy
  • gotujemy ok. 20 min.,
  • podajemy z ulubionym makaronem;

A jaki jest Wasz ulubiony obiad? Może też bezmięsny?

Rewolucja na talerzu, Agata Ziemnicka, Olga Kwiecińska-Kaplińska

piątek, 13 września 2013

Makaron z pesto bazyliowo-pietruszkowym

Całkiem wczesną wiosną zasiałam w doniczkach zioła.
Bazylię, oregano, tymianek, szczypiorek.
Rosły niezwykle wolno, ale każdy zielony czubek cieszył ogromnie!
I wtedy przez uchylone okno do domu wleciało ptaszydło!
Najbardziej zasmakował mu tymianek,
na którym zależało mi najbardziej.
Nie zostawił mi ani gałązeczki.

Szczypiorek z nasionek to w ogóle porażka.
Rósł ładnie, ale takie to to liche, że bez sensu...
Lepiej starym sprawdzonym sposobem na łatwiznę pójść.
I cebulkę zalać wodą,
co by w ziemi się nie grzebać.


Nie mogąc patrzeć na lichą bazylię i oregano,
przeniosłam je do salonu,
w którym kilka godzin rano jest coś na kształt promieni słonecznych
(chcecie mieć jasne mieszkanie? nie wybierajcie tych na parterze!).
I udało się! Tego im było trzeba.
A może na pokojach lepiej się poczuły? :)

Bazylia w końcu zaczęła mieć coraz bardziej twarde listki
i to ja poczułam się lepiej.
Jedząc z niej pesto :)


Skład: bazylia (min. jedna sklepowa doniczka), garść natki pietruszki, 3 ząbki czosnku, garstka orzechów nerkowca, kawałeczek parmezanu, oliwa (tyle, by uzyskać pożądaną konsystencję - u mnie nie mało), sól morska, świeżo zmielony pieprz;
  • wszystkie składniki (oprócz oliwy) wrzucamy do miseczki i rozdrabniamy blenderem,
  • powoli dolewamy oliwę, aż osiągniemy odpowiednią rzadkość,
  • przekładamy pesto do słoiczka, polewamy oliwą i przechowujemy w lodówce;
Pesto pyszne jest choćby na grzankach, ale i makaron uwielbiam z tym dodatkiem.
Zatem: ulubiony makaron, pesto :), kulka mozzarelli, sól, pieprz, parmezan do posypania, odrobina oliwy z oliwek;
  • makaron gotujemy al dente,
  • na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy pesto, i podgrzewamy chwilkę,
  • mozzarellę kroimy w paski i wrzucamy na patelnię wraz z makaronem,
  • dokładnie mieszamy,
  • posypujemy serem;

Makaronowe obiady należą do moich ulubionych. Szybkie, łatwe, pyszne.

Życzę Wam dobrego weekendu :). Mój, myślę, że taki właśnie będzie. Hmm..., na pewno będzie ciekawy! Relacja niebawem :D

czwartek, 28 lutego 2013

Obiad na brak pomysłu; 'co dwa'

Nie mogąc wczoraj zasnąć...

... Też czujecie teraz permanentne zmęczenie?
W ciągu dnia chce się spać.
Poza tym nie chce się nic.
Wracając z pracy - już piechotką - po około 10 minutach ciągnęłam nogi za sobą jak ten umęczony psiak. 
A wieczorem...

Nie mogąc wczoraj zasnąć przypomniały mi się nagle zapachy z podstawówki.
Przypomniało mi się jak dyżurując na holu siedzieliśmy na schodach.
Schodach o stopniach tak niziutkich, że nawet ja wchodziłam co dwa.
Siedząc, nogi spuszczaliśmy co dwa.
Mam wrażenie, że to było tak niedawno.

Dwa lata temu założyłam sobie ustrojstwo na zęby. (zaraz po moim pierwszym poście tutaj)
Coby równe były.
Polubiłam ustrojstwo bardzo.
Bawiąc się kolorami gumek.
Bawiąc też tym innych.
Właśnie się dowiedziałam, że za dwa tygodnie ustrojstwa nie będzie.
Jak to za dwa?
Przecież dopiero co u mnie zagościło!
To było raptem dwa dniiii.... yyy... dwa lata temu!!
Mam wrażenie jakby to było wczoraj.

Na to wszystko wzięłam dwa dni urlopu.
Dziś jest ten drugi.
Nie czuję różnicy.

Obiad na czas, gdy pomysłu brak. Zawsze w takich momentach robię właśnie to. Tak już od dwóch (!) lat!


Skład: 1 podwójna pierś z kurczaka, 300 g pieczarek, średnia cebula, pęczek pietruszki, duży ząbek czosnku, 200 - 220 g śmietany kwaśnej, sól, pieprz, olej do smażenia, makaron lub ryż;
  • piersi myjemy, kroimy w niedużą kosteczkę, wrzucamy na rogrzany na patelni olej, możemy doprawić solą i pieprzem,
  • cebulę kroimy w kostkę, wrzucamy na drugą patelnię - szklimy,
  • do cebuli dorzucamy pokrojone na kawałki pieczarki,
  • po odparowaniu wody z obydwu patelni, łączymy składniki na jednej,
  • wlewamy śmietanę, mieszamy,
  • natkę pietruszki siekamy i wrzucamy do reszty,
  • nad patelnią ścieramy ząbek czosnku, doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy;
  • podajemy z ulubionym makaronem lub ryżem;

Przypominam o sukienkowej akcji - czekam na Wasze zdjęcia :)))
Moje hiacynty chyba widzą wiosnę - rozwinęły się cudnie (cieszą ojca takie dzieci). I one czekają więc na sukienki ;).

 /dopiero teraz na zdj.zobaczyłam, że się na dole malutki hiacyncik wykluwa :D/

P.S. Czy widzieliście gdzieś takie talerze jak ten wyżej, ale małe? W moim tesco już nie ma :(

środa, 9 stycznia 2013

Domowe makaronowe czary

Małą dziewczynką będąc lubiłam przez maszynkę przepuszczać jeden pasek, by wylazło pasków wiele.
Na okrągłym kuchennym stole (wygrzebanym przez Ajwonkę i Gie na strychu jednej z sąsiadek i kupionym za grosze), leżały ściereczki w kratkę.
Na ściereczkach wielkie (tak je dobierałam) okrągławe płaty ciasta.
Z płatów powstawały pasy, które z Siwym wkładaliśmy do owej maszynki.
Piękne wąskie paseczki wyłaziły.
Takie oto czary.



Jak Ajwonka rzekła miesiąc temu - makaron sklepowy wówczas były ohydny.
Jeśli w ogóle był.
W grudniu (13 grudnia chciałoby się rzec) zrobiłyśmy znów swój makaron - na święta.
Paski do makiełek i rosołu.
Łazanki do wigilijnej grzybowej.


W zasadzie skłamałam.
To Ajwonka robiła ten makaron.
Ja znów tylko tworzyłam paski. Nożem.
Czarująca maszynka - jak się dowiedziałam! - zepsuła się.
Szkoda. Ładna była. Niebieskawa.
Za to stół okrągły jak stał na środku kuchni, tak stoi nadal.

Skład: 4 jaja, +/- 700 g mąki;
  • składniki zagniatamy tak długo aż ciasto zrobi się twardawe,
  • gotowe ciasto dzielimy na 3 - 4 części,
  • każdą część rozwałkowujemy dopóki placek nie będzie cienki,
  • placki zostawiamy do wyschnięcia - na około 30 - 60 minut,
  • z wysuszonych placków wykrawamy pożądane kształty makaronu :),
  • gotowy makaron odkładamy na obsypaną mąką ściereczkę,
  • odstawiamy do całkowitego wyschnięcia (może to trwać dzień, dwa),
  • makaron przekładamy do papierowych torebek;
 
 
Dziwię się sama, że nie ma tu jeszcze przepisu na naszą domową grzybową. Będzie. Być musi!

sobota, 17 listopada 2012

Grzyby duszone w śmietanie z rozmarynem


Pamiętacie wpis o październiku? Pokazałam Wam wówczas piękne czerwone okazy grzybów. Według mnie wszystkie niejadalne. A tu proszę - Pan Informatyk ujrzał na mym pracowym pulpicie jednego takiego:


i rzekł, że to gąska jakaśtam i że jest ona jak najbardziej jadalna. I to więcej niż raz! Wierzyć mu czy nie wierzyć? Może coś on tam wie skoro sprawił, że z mojego monitora w końcu popłynęły dźwięki. Jakie - to już moja sprawka, ale ważne, że już mogłam cokolwiek sprawić ;)
Tylko co ma wspólnego jadalność / niejadalność owej gąski z dźwiękami? Ano właśnie nic! Panu Informatykowi, więc podziękujemy i skupimy się na czymś oczywistym i pewnym.
Na podgrzybkach, na kozakach (znalazłam wówczas sama sztuk dwie!!) i ... na maślakach. Bidulków prawie nikt nie zbiera, więc ja je przygarnęłam. I od razu więcej tego leśnego dobra miałam w wiaderku mym maleńkim.

Skład - dziś bez proporcji, wszystko zależy od tego ile znajdziecie grzybów: cebula, grzyby leśne, śmietana, makaron, świeży rozmaryn, świeżo mielony pieprz, sól morska, odrobina oleju;
  • grzyby oczyszczamy z tych różnych mchów, igieł, piachów, myjemy i kroimy w kotkę,
  • cebulę kroimy w kosteczkę i szklimy na rozgrzanym oleju,
  • dorzucamy grzyby,
  • jak woda zacznie odparowywać doprawiamy solą, pieprzem,
  • po odparowaniu dodajemy śmietanę i posiekany rozmaryn,
  • chwilę dusimy,
  • podajemy z ulubionym makaronem lub puree ziemniaczanym; 

Jeśli chodzi o grzyby to teraz jest okres na tzw. zielonki. Zapraszam Was na jeden z pierwszych moich postów
I zachęcam gorąco do skorzystania z przepisu, który tam znajdziecie. Ja zupę zielonkową - bo o niej mowa - jadłam w tym sezonie już kilka razy. Absolutnie nie znudziła mi się!

*****************************************

Wracając do poprzedniego wpisu. Wszyscy jak jeden mąż, byliście albo trochę albo bardzo na nie serwisowi wliczonemu do rachunku. Cieszy mnie niezmiernie fakt, iż nie jestem w tych poglądach osamotniona :). I dziękuję Wam za odzew! :)

Ajwonka jakoś dwa dni po moim poście podesłała mi ten link :)

Udanego weekendu Wam życzę! :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...