Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na deser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na deser. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 września 2016

Pudding z nasionami chia i musem malinowym


Odkąd pamiętam bardzo lubię budyń.
Kojarzy mi się z zimą,
zaparowanymi oknami,
chłodem, który czuć było przy starych poniemieckich oknach.
Na starym drewnianym parapecie
stawialiśmy z bratem gorący budyń.
By ostygł choć trochę.
I potem zajadałam się nim z rozkoszą.
Łyżeczką przekuwałam wierzchnią skorupkę
i docierałam do pysznego wnętrza.

Dziś rzadziej jem budyń,
ale właśnie zaczyna się pora roku,
która będzie sprzyjać jego konsumpcji. ;)
Doskonały budyń można zrobić z mąki jaglanej.


Za to późnym latem zajadaliśmy się puddingiem z tapioki lub z nasion chia.
Możecie poczytać wiele na temat właściwości obydwu,
ale ja nie dla nich je kupuję.
Jak wiecie, nie jestem fanką niepolskich produktów,
nie naszych,
nie sezonowych.

Jednak chia i tapioka są cudowne w konsystencji i obróbce.
Takie budyniowe właśnie.
Poza tym, są sycące i spokojnie mogą być naszym pierwszym, drugim lub trzecim śniadaniem. ;)

Wiem, że te desery od dawna krążą w necie, ale może ktoś z Was jeszcze ich nie zna?
A może ktoś się zastanawia czy warto?
Jeśli lubicie budyń, kisiel, to tak.
Tapioka jest bardziej neutralna w smaku, taka "ciepła".
Chia jest bardziej sianowata. ;)


Skład: 85 g nasion chia, 350 g mleka (krowie lub roślinne), dwie garście malin na mus plus maliny do dekoracji, brzoskwinia lub nektrynka, garść płatków migdałowych, łyżka miodu;
  • nasiona wsypujemy do słoika, zalewamy mlekiem i odstawiamy na noc do lodówki,
  • co jakiś czas dobrze jest je przemieszać, bo lubią się zbrylować na dnie (jeśli tak się stanie to porządnie je rozmieszajcie przed podaniem i jeszcze na chwilę włóżcie do lodówki),
  • maliny miksujemy z miodem na gładki mus,
  • pudding przekładamy do szklanek / słoiczków,
  • na wierzch wlewamy mus,
  • dekorujemy owocami i migdałami.


Oczywiście dodatki do tego deseru są dowolne. Można też użyć mleczka kokosowego. Co kto lubi. :) A zawsze wyjdzie smacznie i szybko!

Pięknej jesieni, Kochani! Niech będzie w takich kolorach jakie ma ten deser, z ciemnymi ciepłymi wieczorami. :)

wtorek, 31 maja 2016

Regionalne smaki - ruchanki kociewske / Zuchwałe życzenia!

Spokojną głowę mieć.
Tak jak niezmiennie spokojnie nasz balkon wygląda.
Dobre myśli mieć.
Jak dobre było śniadanie sobotniego poranka.
Nie bać się.
Jak się ciasto drożdżowe nie boi panoszyć po kuchni.



Wzrastać, iść do przodu, choć małymi kroczkami.
Choć w niewielkim stopniu
tak szybko
jak to ciasto rosło.
Jak głupie niemal.

Czuć słodycz życia.
Jak słodki był sos truskawkowy
bez dodatku cukru.
Wszak od nadmiaru słodyczy 
niedobrze się robi.

Uśmiechać się.
Z taką intensywnością
jak te placki rumieniły się na patelni.

Radować się prostotą życia i każdym dniem.
Jak wtedy gdy śmieją się do nas pierwsze truskawki.
Jak wtedy gdy nie mogłam powstrzymać emocji
gdy wieźliśmy do domu kawałek drzewa...


Tego wszystkiego
chcę zachłannie dla siebie.
Tak po prostu.
I tego Wam życzę.
Toż to jutro Dzień Dziecka. ;))

***********************

Racuchy, a dokładnie ruchanki kociewskie przygotowałam zgodnie z przepisem opublikowanym przez Renatę w ramach kolejnego poznawania naszych regionalnych smaków. Ruchanki kociewskie od dawna przygotowywane są na Kociewiu, położonym na Pomorzu Gdańskim.



Skład: 500 g mąki, 100 g masła, 3 jajka, 50 g drożdży, 1 szklanka mleka, 1 łyżka cukru, duża szczypta soli, laska wanilii (niekoniecznie, nie była wyczuwalna), olej do smażenia (użyłam kokosowego);
  • Drożdże wymieszać z cukrem i 5 łyżkami ciepłego mleka i odstawić do wyrośnięcia, aż drożdże zaczną pracować (10-15 minut),
  • Pozostałe mleko podgrzać, dodać masło. Gdy masło rozpuści się dodać wanilię, sól i dokładnie wymieszać,
  • Do dużej miski wsypać mąkę, zrobić w niej dołek wlać przestudzone mleko z masłem, zaczyn drożdżowy i  rozbite jajka,
  • Ciasto dokładnie wymieszać łyżką, przykryć ściereczką, pozostawić do wyrośnięcia (aż podwoi objętość - u mnie po około 20 minutach ciasto wyszło ponad miskę ;) ),
  • Wyrośnięte ciasto nakładać małymi porcjami na patelnię z rozgrzanym olejem,
  • Racuszki smażyć z obu stron na średnio rozgrzanej patelni (około 2 minuty z każdej strony),
  • Racuchy podać na ciepło z konfiturami lub posypane cukrem pudrem;


My racuchy jedliśmy z cukrem pudrem i sosem ze świeżych truskawek, które Pan Wu zdobył w sobotni poranek. Okazało się to nie lada wyczynem, bo sobota była sobotą długiego weekendu. ;)

piątek, 14 sierpnia 2015

Sałatka arbuzowa, z miętą, sezamem i serem norweskim

Lubię gotowane i pieczone dania,
bardzo lubię zupy,
wolę marchewkę gotowaną niż surową,
wybieram usmażone z cynamonem jabłka i gruszki.
Tak mam.
Tak lubię.
I po tym czuję się bardzo dobrze.



Surowizny jem naprawdę mało.
W tej chwili wyjątek stanowią pomidory i mizeria.
To jemy na potęgę. :)

W upały nie chłodzimy w lodówce wody,
co najwyżej białe wino. ;)
Nie szalejemy też na punkcie lodów.
W tym roku kilka razy byliśmy na ulubionych lodach.
W czerwono-białej budce przy dworcu.
Niezmiennie od 30 lat siedzi w niej to samo małżeństwo,
które samodzielnie produkuje pyszne śmietanowe lody.

Kilka razy, na kolejny letni miesiąc to wynik dość słaby. :)
Choć kilka dni temu zachciało mi się czegoś soczystego.
Padło na arbuza.
I sałatkę z nim w roli głównej.
To była ciekawa i smaczna kolacja.



Pamiętajmy jednak, że to co zjemy latem zaprocentuje zimą.
Albo w postaci przeziębień, albo w postaci zdrowia.
Wszystko co zimne nie sprzyja naszej odporności,
która będzie tak ważna za kilka miesięcy.

Skład: około 1 kg arbuza (waga przed obraniem), 5 łyżeczek sezamu, garść mięty, kawałek sera norweskiego, odrobina soku z cytryny;
  • arbuza kroimy w kawałki, siekamy miętę, odkrawamy kawałki sera,
  • całość mieszamy i skrapiamy cytryną,
  • schładzamy w lodówce;
  • najlepiej jeśli arbuz będzie słodki, jeśli nie to możemy pominąć cytrynę.
Ser norweski jest to tzw. brązowy ser o ciekawym lekko karmelowym smaku. Myślę, że ten ser może smakować dzieciom. :)


P.S. Wczoraj w pracy wypiłam dwa kubki gorącej wody. ;)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Cała prawda o przygotowaniach do imprezy / Mus truskawkowy z kaszą jaglaną


Powoli dochodzę do perfekcji.
W organizacji parapetówek ;))
Perfekcja osiągnęła takie stadium, że w dzień imprezy
nie biegam z rozwianym włosem,
z wypiekami na twarzy,
z szalonym wzrokiem
i natłokiem myśli, które graniczą z paniką.


Wszystko dzieje się spokojnie
i zgodnie z planem.
Nuda, co? ;)
Zdarzają się jednak sytuacje, które wyprowadzają mnie z równowagi.
Ostatnio była to pęknięta szklana miska (z Krosna, a więc porządna, polska i ładna).
Tym razem był to tatar z suszonych pomidorów, który z cudną gracją zsunął się z lodówkowej półki i pięknie trzasnął o płytki.
To wszystko wina lodówki!
No bo czyja? 
Przecież nie moja.
Ja tylko wyciągałam coś z tej lodówki, a że tatar był obok...
Głupia lodówka!


Czy muszę wspominać, że tatar był w pięknej szklanej miseczce?
W PIĘKNEJ!
On nawet zaproponował, że pojeździ po mieście w poszukiwaniu TAKIEJ SAMEJ PIĘKNEJ miseczki, bo przez łzy usłyszał, że innej pięknej i godnej tego tatara w domu nie ma!
"Poprosiłam", by udał się jedynie do pobliskiego lewiatana.
Taka byłam łaskawa! Ha!
Nawet wrócił z ładnym łupem, ale oczywiście nie nadającym się do tej przekąski.

Faceci czasem muszą mieć stalowe nerwy :D

A jak na spokojną i perfekcyjną organizatorkę parapetówy przystało,
konieczność wykonania kolejnego tatara
nie spowodowała, że goście ujrzeli obłęd w moich oczach...


Ale przepisu na tatara dziś nie będzie.
Nie doszłam jeszcze do takiej perfekcji,
by przed imprezą myśleć o zdjęciach :)

Na poimprezową osłodę i poimprezowy detoks, taki oto deser.

Skład: 700 g truskawek, 2 kubki ugotowanej kaszy jaglanej, 1 kubek mleka ryżowego, +/- 2 łyżki miodu (w zależności od słodkości truskawek i upodobań);
  • wszystkie składniki wrzucamy kielicha blendera i miksujemy na gładki mus,
  • jeśli konsystencja nam nie odpowiada, dodajemy kaszę lub mleko, jednak z tych proporcji wyszedł fajny gęsty mus :).
Opowiecie mi jakieś Wasze przedimprezowe smaczki? Albo takie związane z wystawianiem panów na próbę?:D

wtorek, 24 marca 2015

Duszone jabłka / gruszki z przyprawami i małe przypomnienie :)


Pozostaję w temacie sezonowości.
Powinnam ten i poprzednie post opublikować jakieś 2-3 miesiące temu,
ale nic nie poradzę, że taka jestem niepoprawna blogowo. :P
Chciałam nawet (wyjątkowo coś tematycznie przed świętami!) wrzucić przepis na żurek.
Jest tak pyszny, że robię go co chwilę, 
że robię go w połowę czasu wskazanego w przepisie oryginalnym, 
no i w ogóle robię go z zamkniętymi oczami. ;)
Jednak On stwierdził, że zdjęcie żurku nie oddaje tego jak jest pyszny.
I teraz nie wiem czy to zdjęcie jest tak kiepskie... :P
Z chłopami!

Zatem jabłka.
Nie wiem czy pamiętacie, ale raczej ich nie jadam w wersji surowej.
Choć ostatnio chyba coś się zmienia, bo czasem na takie się skuszę
(oczywiście musi być pokrojone w cząstki :P).
To chyba zasługa tego, że mój organizm zaczął dobrze znosić surowe owoce i warzywa. :D





Wracając do jabłek.
Jakiś czas temu znalazłam recepturę na prażone jabłka na stronie ABC gotowania według pięciu przemian.
I przepadłam bez reszty.
Przekąskę tę modyfikuję według potrzeb.
Dodaję gruszki, nie dodaję rodzynek, albo majeranku itp...
Bardzo często robię te owoce na trzecie śniadanie do pracy.
Polecam!

Skład: 3 duże jabłka, około 4 łyżeczki żurawiny suszonej, około 4 łyżeczki rodzynek, cynamon, kardamon, suszony majeranek (po 2 szczypty), imbir suszony (szczypta), około 100 ml wody;
  • jabłka kroimy na małe kawałki, wykrawając nasiona,
  • wrzucamy do garnka i stawiamy na gazie,
  • dodajemy żurawinę, rodzynki, cynamon, mieszamy,
  • dodajemy kardamon, imbir, majeranek, mieszamy,
  • dolewamy wodę i dusimy około 20 minut czasem mieszając;



***************

Kochani, przepraszam, że ostatnio trochę mnie mniej u Was.
Mam sporo na głowie. I w pracy i poza pracą.

Mam jednak nadzieję, że pamiętacie i chętnie weźmiecie udział w Akcji Wiosenna Opowieść.
Bardzo serdecznie Was zapraszam i mogę Wam zdradzić, że podsumowanie będzie dość zaskakujące i wesołe. :D Sądząc po tym co już otrzymałam. :))
Zatem do roboty! Również ci, którzy w ramach akcji są przemycić wcześniej opublikowany u siebie post. :P (Panterko :*)

czwartek, 5 lutego 2015

Pomarańczowy mus czekoladowy (miał być)

Jak to jest z tymi słodyczami?
Dzieci tak bardzo ich pragną.
Dorośli bardzo często też.
Większość dorosłych, których znam słodyczy pożąda.
Zwłaszcza mężczyźni.
A niby to kobiety takie slodyczowe, zwłaszcza raz w miesiącu.
Ja raz w miesiącu  po prostu więcej jem.
Rzadko mam atak ochoty na słodkie.
Z czego to wynika, że jedni wciągają je na potęgę, a inni wręcz patrzą z niechęcią?
Według jednych teorii to kwestia zapotrzebowania organizmu na smak słdki (nie mylić ze słodyczami).
Według innych teorii to kwestia miłości, a raczej jej braku w którymś okresie życia (niezłe, co?).


Może we wszystkim jest trochę prawdy?
I w tym, że to kwestia nawyków?
Nie pamiętam bym jako dziecko rzucała się na słodycze.
Pamiętam, że często ich w domu nie było, bo Ajwonka nie lubiła, więc nie kupowała. ;)
Jednak pamiętam, że dziwiłam się, jak można jeść gorzką czekoladę.
Teraz jest dla mnie bardzo słodka ;)
I taki deser jak dziś, jest dla mnie prawdziwą bombą słodkości.
Chciałam ją przełamać wyraźną nutą pomarańczy,
ale nuta była zbyt delikatna. ;)
Sam mus, musowo pyszny.
Taki akuratny zimowy deser.
Jeden w sezonie wystarczy? :)


Inspiracja: Lokata
Skład: 250 g gorzkiej czekolady, 4 jaja, 50 g cukru pudru, 50 g miękkiego masła, 200 g śmietany kremówki, 8 łyżek soku z pomarańczy;
  • czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy wraz z sokiem w kąpieli wodnej,
  • w tym czasie oddzielamy żółtka od białek,
  • białka ubijamy na sztywno wraz z cukrem,
  • kremówkę ubijamy,
  • rozpuszczoną czekoladę miksujemy z masłem na gładką masę,
  • dodajemy naprzemiennie ubitą pianę z białek i żółtka, delikatnie mieszamy,
  • na koniec dodajemy ubitą kremówkę i też delikatnie mieszamy,
  • przekładamy do szklaneczek i odstawiamy do lodówki, by mus się ściął.


A Wy co myślicie o tym pociągu do słodyczy?

piątek, 18 lipca 2014

Szybkie ciasto z morelami i kruszonką


Raczej nie należę do osób, które raz pomyślą i od razu działają.
Odkładam coś na później,
wydrukowane lub podesłane przepisy po czasie zapadają w niepamięć...
Nie zawsze lubię tę moją cechę.
Czasem dzieje się inaczej.
Wyjątki potwierdzające regułę?



Przepis na to ciasto zobaczyłam rano u Liski,
a upiekłam tego samego dnia po obiedzie.
Musiałam tylko kupić morele.
Tego dnia bardzo padało.
Na szczęście zaraz przed wyjściem z pracy przejaśniło się
i mogłam rowerem cofnąć się do warzywniaka.
W drodze do domu, na przydrożnym straganie dojrzałam truskawki.
Ostatnie w tym roku.
Przystanęłam, kupiłam do mrożenia.
Ruszyłam.
500 m przed domem zaczęło kropić,
a do domu weszłam cała ociekająca wodą!
Równie dobrze mogłabym wejść w ubraniu pod prysznic. ;)
Czy muszę mówić, że gdyby nie morele i truskawki byłabym sucha?
Czy warto więc działać pod wpływem impulsu? ;P
W przypadku tego ciasta było warto!
Jest przepyszne!



Skład: 180 g mąki pszennej, 100 g masła, pół łyżeczki proszku do pieczenia, 70 g cukru pudru;
  • piekarnik nagrzewamy do 200 stopni,
  • z podanych składników zagniatamy gładkie ciasto,
  • dzielimy je na pół - jedną częścią wyklejamy tortownicę (śr. nie więcej niż 20 cm), a z drugiej części robimy kulkę, zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki,
  • ciasto pieczemy 12 minut;
Skład: 300 g moreli, 40 cukru, mała szczypta suszonego tymianku, 20 g mąki ryżowej (wystarczy zmielić ziarna ryżu), 1 łyżka płatków migdałów;
  • morele myjemy i kroimy w kostkę,
  • mieszamy z resztą składników,
  • wykładamy na podpieczone ciasto,
  • na wierzchu kruszymy drugą część ciasta,
  • obsypujemy migdałowymi płatkami,
  • pieczemy 30-40 minut w 190 stopniach,
  • po wystudzeniu obsypujemy cukrem pudrem;



To co pieczecie w weekend? :) Ciasto wychodzi małe, więc proponują podwójną porcję. ;)

Gdy czytacie tego posta ja już zapewne jestem w trasie. :) Taka weekendowa wyprawa. Odpowiem na komentarze w niedzielę lub poniedziałek.

czwartek, 3 lipca 2014

Truskawki z prażonymi płatkami owsianymi


Najbardziej smakują mi zerwane prosto z krzaka,
takie które tylko się otrzepie z piachu,
zdmuchnie pył,
zerwie szypułkę, słysząc delikatny pusty dźwięk.
Wiem, że to nie do końca zdrowe.
Wiem, wiem, wiem.
Jednak umyte (nawet gdy szypułki oderwie się po umyciu) nie są AŻ tak słodkie.

Truskawki to jedne z niewielu owoców, które kupuję bardzo często
i jem z ogromną ochotą.
Te pierwsze jem same.
Kolejne przede wszystkim z cukrem i kwaśną śmietaną.
Smak dzieciństwa.
Ulubiony.


A Wasz jaki jest ulubiony truskawkowy smak?

Dziś ze śmietaną, ale słodką.
Ze zdrowymi płatkami owsianymi (pyszna odmiana!)
i prezentujący się całkiem ładnie deser.
Deser, który można zrobić wtedy gdy nagle dowiadujesz się, że ktoś zaraz wpadnie na kawę. :)
Deser znalazłam na pięknym blogu Agnieszki.
I będę do niego wracać nie raz. Zmieniając owocowe dodatki.

Skład: 400 g truskawek, 200 g śmietany 30%, 50 g płatków owsianych, łyżka miodu;
/4 porcje/
  • na suchej patelni prażymy płatki - do momentu aż będą złote, jasnobrązowe, 
  • umyte truskawki kroimy na ćwiartki,
  • śmietanę ubijamy z miodem - nie musi być całkiem sztywna,
  • do ubitej śmietany dodajemy połowę płatków i delikatnie mieszamy,
  • na dno szklanek / pucharków wkładamy porcję śmietany, truskawek, i znów śmietana i truskawki,
  • wierzch posypujemy resztą płatków;
 
 
 
Miłego weekendu! :)

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Strachy. Krem kokosowy do wyjadania łyżeczką :)

Źle się czułam. Bolało mnie gardło. Było mi gorąco.
Nie miałam siły iść pieszo do domu.
Powlekłam się na przystanek,
zadowolona, że aparat ortodontyczny podlega reklamacji.
Sprawdziłam, że autobus będzie za 4 minuty.
4 długie minuty! Nie cierpię czekać.


I wtedy podeszła ona.
Starsza Pani, w ładnej kwiecistej bluzce w kolory jesieni.
Niezgrabnie zaczęła coś mówić, pokazując wymiętą kartkę z kilkoma numerami telefonów.
Chciała skorzystać z mojej komórki.
"Ależ oczywiście, nie ma problemu".
Wystukałam numer wskazany palcem.
Przekazałam jej telefon i nagle pojawiły się irracjonalne myśli,
a jak zaraz ucieknie z moim telefonem?
a może chce wyłudzić mój numer?
Rany...

Starsza Pani tylko przekazała krótką informację, 
by osoba z drugiej strony nie przyjeżdżała.
Podziękowaniom nie było końca.
Dowiedziałam się, że we wrześniu ma imieniny,
z okazji których dzieci w końcu sprezentują jej komórkę.
W końcu, bo ciągle wzbraniała się przed tym cudem techniki.



Troszkę poczułam się głupio.
Co za durne myśli!
ale tyle się teraz słyszy... ;)

I nagle 4 minuty okazały się za krótkie!
Czasem warto czekać :)

Ciekawe czy smakowałby jej krem kokosowy. ;)
Już dawno miałam go opublikować dla Margo.

Skład: 100 g wiórków kokosowych, 5 łyżek ricotty, 1 łyżeczka miodu;
  • w blenderze miksujemy wiórki,
  • dodajemy miód i ricottę i miksujemy na gładką masę; 


Idealny dodatek do ciast, placków, naleśników. Idealny do wyjadania łyżeczką. :)
Przepis znalazłam na blogu Relish it.

********

Przypominam Wam o konkursie (klik)!
Na zgłoszenia czekam już tylko do środy, do końca dnia!
Dla tych co nie widzieli, wygrać można takie cudeńka:



Komu, komu? :)

piątek, 20 grudnia 2013

Ciastka dwa

Wiedziałam co chcę napisać.
Tylko tak sobie pomyślałam "zaraz, zaraz, czy nie pisałam już tego rok temu?".
Okazuje się, że nie!
Dziwne, bo co rok, a w zasadzie dwa razy w roku o tym myślę.
I dwa razy w roku, około miesiąc przed świętami nurtuje mnie pewne pytanie.
Czy blogerzy kulinarni na długo przed świętami robią te wszystkie świąteczne dania, by je w odpowiednim momencie wrzucić na bloga?
Czy może są tak zapobiegliwi, że rok wcześniej pomyślą o tym, by mieć co opublikować za rok właśnie?
Nie są to pytania z natury złośliwych! Co to to nie. :))


Ja po prostu zapobiegliwa nie jestem. 
Wybiegać myślami aż rok w przód?!
Ja nawet pół roku do przodu nie wybiegam. ;)
Carpe diem? Chyba trochę tak. ;)

Miesiąc przed świętami nie zrobię karpia, ryby po grecku, grzybowej z prawdziwków...
Przecież to są smaki, na które czekam do Wigilii.
Nie wyobrażam sobie posmakować wcześniej.



I właśnie dlatego przed świętami nie uświadczycie u mnie przepisów świątecznych.
W zasadzie po świętach chyba też nie...
Pamiętam, że po Wielkanocy (chyba tej ostatniej...) obiecałam szybko pokazać przepis na nasz domowy pasztet.
Do dziś tego nie zrobiłam. :/
Taka właśnie jestem zorganizowana!

Dobrze, że umówiłam się z Gosią na wspólne pieczenie ciasteczek.
Dobrze, że w empiku były foremki.
Dobrze, że mi się spodobały.
Dobrze, że miały fajną cenę.
I dobrze, że je kupiłam!

Tym sposobem mam dla Was AŻ DWA przepisy na ciasteczka.
Niezwykle łatwe i przepyszne.


Ciasteczka z migdałami

Skład: 175 g miękkiego masła, 200 g cukru, 2 jajka, 350 g mąki (u mnie 200 g żytniej i 150 g pszennej), 50 g zmielonych migdałów (fajnie jak są zmielone na grubo), 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 łyżeczka soli;
  •  masło ucieramy mikserem, stopniowo dodajemy cukier i jajka,
  • miksujemy, aż składniki się połączą,
  • osobno mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, mielone migdały i sól,
  • suche składniki stopniowo do masy maślano-jajecznej,
  • mieszamy delikatnie, lecz dokładnie,
  • jeśli ciasto będzie zbyt klejące, dodajemy troszkę więcej mąki,
  • z ciasta formujemy kulę i wkładamy do lodówki na godzinę,
  • rozwałkowujemy, wycinamy ciasteczka,
  • pieczemy 8-12 minut na papierze w temp. 180 stopni;



Amoniaczki

Skład: 0,5 kg mąki, kostka masła, 4 jaja, pół szklanki cukru, cukier waniliowy (mam własnej roboty, dałam ok. 2 łyżki), 0,25 szklanki mleka, 1 łyżka amoniaku spożywczego, cukier do posypania;
  • żółtka oddzielamy od białek
  • masło ucieramy z cukrem i żółtkami,
  • w ciepłym mleku rozpuszczamy amoniak,
  • mleko i resztę składników dodajemy do masła, miksujemy,
  • ciasto rozwałkowujemy, wycinamy kształty,
  • ciastka układamy na blaszce z papierem,
  • smarujemy białkiem (lub tak jak ja, pianą z białek - pomyliło mi się :P) i posypujemy cukrem,
  • pieczemy w temp. 180 stopni kilka minut - tyle, by ciasteczka się zrumieniły;


I jednych i drugich ciastek wyszło po około 3 blachy.

Przepis na amoniaczki od Marzeny.
Przepis na ciastka z migdałami na podstawie książki Nigelli Lawson "Nigella gryzie".

A tutaj znajdziecie ciasteczka z ubiegłego roku.
A tutaj przepis na podkówki orzechowe. Robimy je w domu od lat i jest to nasz świąteczny faworyt. Szczerze polecam! Tylko uwaga, podkówki bardzo wciągają! :))
O! Nawet mam przepis na pierniczki. :P

czwartek, 21 listopada 2013

Torcik czekoladowy dla Niej

Chyba najbardziej lubię gotować sama.
Sama wszystko przygotować.
Sama próbować.
Sama jeść? Nigdy nie myślałam, że to coś strasznego.
Choć rzeczywiście, z kimś przyjemniej i zapewne weselej.
Gdy coś mi zasmakuje lubię danie powielić i zaserwować.
Nie tylko sobie.
Jednak jest garstka osób, dla których mogę gotować coś po raz pierwszy.
Z przyjemnością.

Tak było tym razem.
Przepis na to ciacho pojawił się w mojej głowie przy okazji gruszkowej akcji.
Pomysł odsunęłam na bok. Na chwilę.
Tylko po to, by zrealizować go w Jej urodziny.

Ona - jedna z naszej paczki.
Paczki, która trzyma się od lat. Niemalże podstawówkowych!
Paczki, która poszerzyła się o kilku dodatkowych członków. :)
Ona - uśmiechnięta, radosna, skryta.
Dbająca, myśląca i martwiąca się o innych.
Nigdy o siebie.

Droga K., tak byśmy chcieli byś czasem była egoistką.
Byś pomyślała o tym co dobre dla Ciebie.

Torcik. Mój pierwszy w życiu. Niekoniecznie ładny, choć dla mnie piękny. :) I pyszny. :)


Skład:
Biszkopt: 4 jaja, kubek cukru, kubek mąki, 4 łyżki oleju, łyżeczka proszku do pieczenia, kilka łyżek kakao;
  • białka oddzielamy od żółtek i ubijamy je na sztywną pianę, dodając pod koniec cukier,
  • do ubitej piany dodajemy na przemian żółtka i olej, ciągle miksujemy,
  • wsypujemy mąkę, proszek, kakao - miksujemy,
  • pieczemy przez 35-40 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni;
Mus gruszkowy: 4 duże gruszki, odrobina wody, odrobina miodu i soku z cytryny;
  • gruszki obieramy, kroimy w małą kostkę,
  • gotujemy z dodatkiem wody do miękkości,
  • studzimy i traktujemy blenderem z dodatkiem miodu i soku z cytryny;
Polewa czekoladowa: 150 g gorzkiej czekolady, niespełna 100 g masła;
  • czekoladę i masło przerzucamy co garnuszka,
  • podgrzewamy na małym ogniu do całkowitego rozpuszczenia;

  • biszkopt przekrawamy na pół,
  • spód smarujemy musem,
  • przykrywamy górną częścią i całość smarujemy polewą,
  • u góry układamy orzechy;

Straciłam / zgubiłam część zdjęć. :(( Nie mam m.in. folderu z tym torcikiem.
Dobrze, że to jedno zdjęcie było w innym folderze, który nie zaginął...

piątek, 25 października 2013

Suflet gruszkowy

Ania rzuciła pomysł wspólnego wirtualnego kucharzenia.
Temat akcji: "Jak gruszki na wierzbie".
Tym razem, nie zastanawiałam się i szybko zgłosiłam swój udział.
Planowałam torcik czekoladowy z musem gruszkowym.
Nie wiem dlaczego zmieniłam zdanie.
Niepotrzebnie.
Ta niewinna kuchenna sytuacja pokazała, że pierwsza myśl najlepsza :).


Wybrałam śliczne gruszki w warzywniaku.
Obfotografowałam.
Doskonałe z nich modelki.
Po sesji obrałam, pokroiłam, poddusiłam z odrobiną cukru.
Przygotowałam cała resztę przepisu.
Napełnione kokilki wstawiłam do nagrzanego piekarnika.
Obserwowałam jak suflet pięknie wyskoczył w górę.
Jak pięknie się zrumienił.
Wyszłam na chwilę z kuchni.
Wróciłam.
A tam zupełnie opadnięte COŚ.

Podejście drugie okazało się być bardzo zachowawcze.
Kolana bolały mnie od kucania przy piekarniku.
Suflet trochę urósł, trochę się zrumienił.
Już nie tak spektakularnie jak ten pierwszy.
Bałam się czekać dłużej.



Smak poprawny.
Konsystencja delikatna, piankowa. Fajna.
Wygląd średni.

Skład: 1 średnia gruszka, 30 g cukru trzcinowego, 2-3 łyżki wody, białka z dwóch jaj (im większe, tym większy suflet), szczypta soli, kawałeczek masła do wysmarowania kokilek, cukier puder do obsypania tychże;
  • gruszkę myjemy, obieramy, wycinamy gniazda nasienne, kroimy w drobną kostkę,
  • pokrojoną gruszkę przekładamy do garnuszka, dodajemy wodę i cukier,
  • gotujemy do momentu aż gruszka zmięknie,
  • białka posypujemy solą i ubijamy na sztywną pianę,
  • do ubitej piany dodajemy gorące gruszki,
  • całość delikatnie mieszamy do momentu aż składniki się połączą,
  • masę przekładamy do wcześniej przygotowanych kokilek,
  • wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni,
  • pieczemy około 20 minut - do momentu aż suflet zarumieni się i urośnie,
  • pilnujemy, by nie opadł! :)

Gościom smakował. Ja podeszłam do niego dość krytycznie. Następny będzie czekoladowy :).

W gruszkowej akcji udział wzięły: 


Dziewczyny, bardzo dziękuję za kolejny wspólny czas :).

Korzystałam z tego przepisu.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...