Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser brie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser brie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 grudnia 2013

Na kaca #2

Chciałam dziś troszkę melancholijnie.
O mojej paczce.
Przyjaciół rzecz jasna. 
Wczorajsze paczkowe rozmowy tylko utwierdziły mnie w tym, że post być musi.
Jednak nie dziś. :)
Inną razą. :)


Dziś więc po prostu przepis.
Na jutro.
I oczywiście na każdy inny dzień nowego roku.
Jak to mówią 'na kaca najlepsza praca'.
Wstańcie więc jutro rano (późno rano oczywiście!)
i popracujcie nie dłużej niż kwadrans nad śniadaniem.
Stawiającym na nogi.
Sprawdzone!



Skład na jedną osobę: 2 duże (lub 4 małe) kromki chleba, plasterki sera brie, szynka szwarcwaldzka, 2 łyżeczki musztardy Dijon, czubata łyżeczka miodu, 1 jajko, szczypta rozkruszonego ziela ang., masło;
  • musztardę mieszamy z miodem i smarujemy wszystkie kromki chleba od wewnątrz,
  • na kromkach układamy ser i szynkę, przykrywamy chlebem,
  • jajo mieszamy z zielem,
  • jajem smarujemy kromki z zewnątrz,
  • na patelni rozpuszczamy masło,
  • kanapki smażymy 1-2 minuty z każdej strony (do zrumienienia),
  • jemy gorące;
Do tego woda z cytryną. Dużą ilością cytryny. Albo mocna herbata z cytryną.
Na kaca #1 (klik)
Pomysł śniadania na podstawie przepisu Marty Gessler.


************

A tymczasem...

Bardzo dziękuję za każdą Waszą wizytę na moim blogu.
W tym roku wizyt było sporo, co niezwykle mnie cieszy
i motywuje do kolejnych postów. :)

W kolejnym roku życzę Wam zdrowia, radości i uśmiechu.
Niech najskrytsze Wasze marzenie się spełni,
a każdego dnia towarzyszy Wam spokój ducha.
Sobie też tego życzę i jeszcze jednego...
byście nadal do mnie wpadali. :)

czwartek, 28 lipca 2011

zapiekany kalafior


Po poprzednim tygodniu, w którym miałam siłę tylko na to, by wygodnie zasiadać przed kompem i oglądać Shameless US, nabrałam troszkę energii, by w końcu coś ugotować. I ugotowałam. O tym za moment, bo nawiążę jeszcze do serialu, który ostatnio opisywałam i zachęcałam, a zachęcam nadal. Wciągnęłam cały sezon i szkoda, że nie ma jeszcze następnego :) Na pewno nie będzie Wam się on podobał, jeśli nie uzbroicie się w zdrowy dystans (jak to mówi Nasz Dobromir na podsumowanie i skomentowanie WSZYSTKIEGO: "trzeba mieć dystans") i jeśli będziecie zadawać sobie pytania typu: "jak tak można?". Tak więc pamiętajcie: dystans, wyzbycie się moralizatorstwa i miło spędzicie czas :)
A co do kalafiora... Bardzo go lubię i przedkładam jego smak nad brokułami :) a na przepis trafiłam odwiedzając Kuchnię na wzgórzu. I co tam znalazłam? Ano to, co poniżej. Prawie, że identyczne to było :)

  • 1 większą papryczkę pepperoni kroimy w malutkie kawałeczki i smażymy chwilę na patelni,
  • do papryczki wrzucamy pokrojony w kostkę surowy wędzony boczek (20 dkg), smażymy kilka minut,
  • po chwili dodajemy pokrojoną w kostkę 1 cebulę i 2 duuuże ząbki czosnku (również pokrojone w kostkę, w kosteczkę wręcz!) - wszystko smażymy chwilę; nie zapominamy o mieszaniu (nie ciągłym) :),
  • ugotowany (ja gotowałam na parze) w tzw. międzyczasie 1 kalafior, wrzucamy na patelnię do reszty,
  • oczywiście wszystko mieszamy i smażymy kilka minut,
  • całość przekładamy do naczynia żaroodpornego,
  • na wierzchu układamy plastry camemberta (sztuk jeden - sztuk jeden camemberta, nie sztuk jeden plastra) i kilka małych plastrów żółtego sera,
  • posypujemy suszonym tymiankiem,
  • wstawiamy do piekarnika na 5-10 minut (180 stopni of kors).
Wiecie, że nawet nie sądziłam jak bardzo tymianek ów będzie pasował? Ale teraz już sądzę :) spróbujcie, mówię Wam ;)

A teraz pytanie za 100 punktów: szto eta? :)


P.S. Poligloctwem niby zajeżdża dziś tutaj? ;)

niedziela, 3 lipca 2011

szpinakowe penne

Siwy i Szpakers wybyli Za Rzekę, więc miało być o łososiu z marynowanym pieprzem.  Co z tym wspólnego mają S & Sz.? A to, że marudzą na wymyślne dania i chciałam wykorzystać moment jak ich nie będzie ;) No, ale o tym daniu niestety nie będzie - martwiłam się, że to właśnie z dostaniem pieprzu będzie problem, ale nie! W almie nie było filetów z łososia... Trudno.  Nie ma tego złego ;) zrobiłam coś z moimi ulubionymi składnikami, czyli ze szpinakiem i z czosnkiem (tylko ukochanego JAJA brak ;) ).
Przepis ów, znalazłam dawno temu na stronie.... jednego z hipermarketów ;) i co jakiś czas mi się on przypomina - przepis, nie market ;) dużym plusem tego dania jest fakt, iż można nim poczęstować wegetarian, bo nie ma tu nawet żelatyny (chyba;) ).

Do dzieła:
  • gotujemy al dente 300-400 g makaronu penne,
  • małą główkę czosnku kroimy drobno i wrzucamy na rozgrzaną odrobiną oleju, patelnię,
  • czosnek smażymy maks. minutę!
  • na patelnię wrzucamy szpinak (mrożony 450 g),
  • po wyparowaniu wody, dodajemy pokrojony camembert (ok. 200 g),
  • solimy i pieprzymy tyle ile lubimy,
  • chwilkę podgrzewamy, czasem mieszając,
  • jak ser jeszcze nie całkiem się roztopi, wlewamy 200 ml śmietany 12%,
  • mieszamy i czekamy aż sosik troszkę zgęstnieje,
  • na koniec wrzucamy makaron, mieszamy i jemy ;)


    Na talerzu można jeszcze dodać kilka kawałeczków sera, będzie się fajnie ciągnął :)

    Ogłoszenie parafialne #2 - na chwilę wybywam, jadę w siną dal :) najwyższa pora zresetować to i owo :) do 'zobaczyszka'! :)

    LinkWithin

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...