poniedziałek, 11 stycznia 2016

Dwie noce w Pradze...


Mamy taki zwyczaj, że wszystkie monety wrzucamy do słoika. 
Wszystkie złotówkowe (1, 2 i 5). 
A później wydajemy na wyjazdy.
Z końcem roku, słoik "wyjazdowy" już się nie domykał.
Musieliśmy go opróżnić!
Tym razem, zebraną sumkę przeznaczyliśmy na wyjazd do Pragi z zahaczeniem o polskie góry.
Może Was to zdziwi, ale w Pradze nigdy nie byłam, a przecież daleko do niej nie mamy. Jakieś 4 godzinki autem. 
Nocleg zarezerwowaliśmy w hotelu na Wyszehradzie.
Na Stare Miasto szliśmy około 30 minut. Spacer przyjemny, między ogromnymi starymi kamienicami. Wszystkie odnowione. Zdziwiła mnie ich ilość, i to że nie występują w ścisłym centrum, w okolicy starego miasta. One są wszędzie! 






Pierwszy dzień naszego pobytu przypadł na święto Trzech Króli. Na praskim starym mieście było jeszcze bardzo świątecznie (następnego dnia już nie). Piękna, ogromna choinka, ze światełkami w kształcie ruchomych sopli. Cudo! Pełno bud z klobasą (zachwyciło mnie to słowo) i grzanym winem (pycha). 




Zanim trafiliśmy na Stare Miasto, wzdłuż i wszerz przeszliśmy Most Karola. Turystów tłum! Ja naiwnie wierzyłam, że w styczniu to prawie nikt… że w styczniu to tylko my . ;) 




Snując się po uliczkach wokół Starego Miasta, trafiliśmy do muzeum figur woskowych. Przyjemne miejsce. A Tina Turner jak żywa.

Drugiego dnia w drodze na Hradczany, odwiedziliśmy uroczych tancerzy. 
Fred Aster i Ginger Rogers.



Hradczany powalają swą wielkością, 



choć mnie najbardziej urzekła Złota uliczka. W jej domkach czas się zatrzymał.



 Trzeciego dnia dotarliśmy na wieżę telewizyjną, z której podziwialiśmy panoramę miasta. Pogoda tego dnia była piękna, więc mogliśmy oglądać, przyglądać się, szukać, odnajdywać…





Większość czasu spędziliśmy na łazęgowaniu. Lubię tak spędzać czas w obcym miejscu. 
Odnajdywać urocze uliczki



dostrzegać piękno w oczywistościach




podziwiać architekturę




natknąć się na pawie w pustym parku


zadumać się chwilę

Pomnik Ofiar Komunizmu

nocą wrócić na most...



a następnego dnia zauważyć za kutą bramą cmentarz żydowski.


W łazęgowaniu przeszkadzały oblodzone chodniki. W niewielu miejscach były czymkolwiek posypane.

W te chłodne zimowe dni rozgrzewaliśmy się grzanym winem. Najlepsze było z ulicznej budki. Smakowały nam też zupy, jednego dnia kapuśniak, drugiego pomidorowa. Miałam ochotę na czosnkową, ale nigdzie na taką nie trafiłam. A spoglądaliśmy na większość menu, wystawionych przed knajpkami. Nie mieliśmy szczęścia do dań drugich. Gulasz w chlebie był co najwyżej poprawny, choć wyglądał ładnie.


A smażony ser okazał się zamarzniętą porażką. Najbardziej smakował nam trdelnik (Wiki podaje: tradycyjne słodkie ciasto pochodzące ze Słowacji, z miasta Skalica. Jest wykonane z walcowanego ciasta, owijanego wokół kija, a następnie grillowanego i posypanego cukrem wymieszanym z orzechami oraz z cynamonem), wspomniane winko i ziemniaki na patyku. Czyli, uliczne żarcie górą! Trzeciego dnia, poszliśmy do włoskiej knajpy. ;) Nie mogę Wam niestety polecić miejsca gdzie na pewno zjecie super. 
Czytałam dobre opinie o Cafe Louvre, którą odwiedzał Franz Kafka i Albert Einstein. 

***************


Garść informacji praktycznych: noclegu szukaliśmy przez serwis booking.com. Za dwie noce ze śniadaniem i parkingiem zapłaciliśmy 280 zł. Hotel **** w okolicach centrum. Myślę, że to dobra cena, choć hotel nie był pierwszej świeżości. Poruszaliśmy się głównie pieszo. Raz tylko skorzystaliśmy z metra - w drodze powrotnej do hotelu (na tej trasie metro przez pewien odcinek jedzie nad ziemią). Bilety są w automatach przy zejściu do metra. Bilet 30-minutowy kosztował około 20 koron (3 zł). Za obiad dla dwóch osób – zupa, drugie, coś do picia (grzane wino) płaciliśmy średnio 500 koron. Winieta za przejazd czeskimi autostradami kosztowała 310 koron. Kupuje się ją na stacji benzynowej, pierwszej, którą zobaczycie w Czechach. Winieta jest ważna 10 dni (oczywiście można kupić winiety na dłuższy okres).
Pogoda w styczniu, wiadomo jaka. ;) Mgliście, ponuro, śnieżnie, ale i słońce nas uraczyło swą obecnością. :)

***************

Wracając z Pragi zatrzymaliśmy się w pewnym dworku w okolicach Świeradowa. O tym, następnym razem... :)

Byliście w Pradze? Jakie macie wspomnienia?
Odkładacie monety do skarbonki? :)

50 komentarzy:

  1. Mnie Praga zawsze zachwyca i było mi dane zjeść tam dobrze :)
    Po Waszej wspomince nabrałam znów ochoty by połazić sobie tam,
    po jedzonko nam zrobiłam, na wzór z "Cafe Louvre" właśnie (niedługo u mnie) :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cudowne miasto. Z ogromną chęcią wrócę tam zieloną porą roku :)
      Kamilka, nic tylko jechać!
      Ciekawa jestem tego jedzonka!
      Bużka :*

      Usuń
  2. w luty pojechalismy z mężem do Pragi z okazji jego okrągłych urodzin, sama mu zorganizowalam, dowiedziała się o tym dwa dni przed wyjazdem:)

    było cudnie. Spalismy w hotelu na barce na Wełtawie, w samym centrum.
    jeju, az mi się łezka sentymentalna zakręciła, to był jeden z najpiekniejszych wyjazdó w naszym zyciu małżenskim:))


    a dokąd jedziecie nastepnym razem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rybeńko, wspaniałą niespodziankę zrobiłaś mężowi! Ty jesteś mistrzynią niespodzianek. A spanie na barce to już szczyt szczytów ;)) (kiedyś to odgapię).
      Ja na razie chyba najmilej wspominam nasz wyjazd do Trójmiasta, rok temu w marcu. :)

      Następny wyjazd na wschód Polski - Podlasie, Mazury. :)))
      A Wy dokąd?

      Usuń
    2. zbliżają się moje okragłe urodziny i nie wiem:)))

      to tak naprawde był hotel normalny na barce
      też przez booking.com, to dobra strona bo mozna czesto w ostatniej chwili odwołac rezerwacje za darmo:)

      Usuń
    3. No to teraz będę niecierpliwie czekać do Twoich urodzin :D

      Bardzo dobra strona. Zwykle są bieżące oceny i komentarze. Nocleg w dworku też przez booking znaleźliśmy.

      Usuń
  3. Fajny pomysł z tymi złotówkami. Ja nie zbieram, i pewnie dlatego nie byłam nigdy w Pradze. :] A chciałabym! Hm, zacząć zbierać?

    Pozdrówka, Alu! I buźka w Helenę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jolu :*

      No na pewno dlatego w Pradze nie byłaś! Nadrabiaj zaległości i zapełniaj słoik ;) my wrzucamy 1, 2 i 5. Naprawdę ładną sumkę można uzbierać. Teraz starczyło nam na cały wyjazd (również na tę zahaczkę w dworku w górach), nic nie dokładaliśmy. :)

      Helena dostała dziś relaxa, omija go szerokim łukiem :/ nie zasługuje na buziaki ;))

      Usuń
    2. Alu, zmień jego ustawienie. Mam wrażenie, że to też jest ważne. U nas stoi na stoliku przy oknie, czyli na pewnej wysokości i co chwilę tam ktoś włazi, chyba że Bazyl zalegnie na dzień cały, co mu się czasem zdarza, i śpi w najlepsze, nikomu nie ustępując. Drugi szezlong stroi na stole bardziej w głębi pokoju, dalej od okna, i ten jest mniej obłożony - wejdzie tam czasem któryś kot, ale nie przesiaduje tam zbyt długo. I może spróbuj wsypać do niego troszkę kocimiętki z tej dołączonej celofanowej saszetki.
      A Heli tym bardziej daj buziaka, bo ona może się zestresowała tym nowo przybyłym obiektem. Wiadomo to, może ją zaatakuje znienacka? ;)

      Usuń
    3. Postawiłam pod stołem, tam gdzie często siedzi. To troszkę jej azyl, więc może rzeczywiście odebrała to jako niepożądanego stwora. Tym bardziej, że Pan Wu łaził z relaxem za nią :P
      Kocimiętkę wsypałam, ale ona na Helę nie działa. Wiesz co, Hela to w ogóle trochę inny kot. Nie lubi pudełek, kartonów, no chyba, że do obgryzania. Nie włazi, nie chowa się. Drapak zaczęła drapać dopiero na nowym mieszkaniu, gdy wystawiliśmy go na balkon. Także tego ;)

      Usuń
    4. Tak że tego, powiadasz? ;) To rzeczywiście nie kot musi być. :)
      A Pan Wu - nie mam słów, żeby tak się na Heli nie znać. Nie zdał podstawowego testu! Teraz to ten fotelik już tylko dla Pana Wu się chyba nada. ;)

      Uściski dla Was!

      Usuń
    5. Bo on Pańcię Heli chciał zadowolić, zachęcając kocicę do relaxu ;))
      Ale zasiadła wczoraj nie raz! Dziś już nie. Trzeba ją sadzać :P

      Buziaki!

      Usuń
  4. Nigdy nie bylam, czego niezmiernie zaluje, bo chcialabym zobaczyc, przezyc to miasto. Za wsze jednak bylo mi nie po drodze. Trudno, chyba juz Pragi nie zobacze, z tym wieksza przyjemnoscia zwiedzilam ja z Wami. (na szczescie bez chuchu, bo Czesi wiedza, czego nie serwowac) :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, kto wie, kto wie... A nuż, dostaniesz w prezencie weekend w Pradze dla dwóch osób :D nigdy nic nie wiadomo. Trzymam kciuki, byś Pragę zobaczyła! Albo zacznij monety odkładać :D
      "chuchową" zupę zjadłam w Świeradowie. Sztuczna była, niesmaczna. :/

      Usuń
  5. i ja nie byłam
    ale będę :)
    a zbieranie złotówek to doskonały pomysł. Ja nie zbieram, ale robi to moja mama... zawsze na wakacje ma sporą gotówkę do wydania na przyjemności... dzięki temu nigdy im przyjemności nie brakuje :)
    Całuski :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że będziesz!
      To odkładanie monet to super sprawa. Pojechaliśmy sobie na mini urlop bez uszczerbku na domowym budżecie. :) Albo tak jak Twoja mama - można mieć super przyjemności i nie żałować sobie niczego. :)
      Buziaczki, Emuś :***

      Usuń
  6. Żeby zbierać, trzeba by przestać płacić kartą... :)
    Pragę wspominam bardzo dobrze i chętnie bym się jeszcze tam wybrała. Zachwyciła mnie bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agaju, ja dlatego specjalnie kasę wypłacam. No i staram się nie płacić monetami 1, 2 i 5 - złotowymi. Czasem za jednym zamachem wrzucimy do słoika kilka dyszek ;))
      To takie miasto, do którego chce się wrócić. I takie, które się nie znudzi.
      Uściski!

      Usuń
  7. Uwielbiam Pragę, jest taka klimatyczna :) Kamienice są piękne; patrzę na twoje zdjęcia i aż się zachłystuję - tam przecież też byłam, właśnie tą uliczką szłam! :)
    Właśnie do Pragi pojechaliśmy z C. na nasze pierwsze wspólne wakacje, mam więc do niej dodatkowy sentyment :)

    No i zawsze byłam tam latem; marzy mi się wyjazd okołoświąteczny do Pragi właśnie i do Wiednia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w czasie pobytu w Pradze, wieczorkiem obejrzeliśmy film "Koneser", który ma praski wątek. Nie wiedzieliśmy o tym i tylko krzyczeliśmy do ekranu "tam szliśmy", "o, to ten krawężnik!" ;)))

      A ja dla odmiany odwiedzę Pragę latem właśnie. :) Albo wiosną.
      Wiedeń też mi się marzy. I Budapeszt.

      Usuń
  8. Przymierzam się do Pragi jak przysłowiowy pies do przysłowiowego jeża ;) mam rodzinę blisko granicy czeskiej, więc tym bardziej jest to niezrozumiałe :)))))
    Ale w końcu pojade, przy najbliższych odwiedzinach u babci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, to Ty przestań się przymierzać, tylko jedź! Nie ma co odwlekać ;)
      Koniecznie daj znać jak było :)

      Usuń
  9. Uwielbiam Pragę choć nigdy nie byłam tam zimą, marzy mi się wizyta w okresie świątecznym i chyba Wasza opcja była najlepsza - bo mimo wszystko już pewnie mniej tłumów było niż w grudniu :) Miło mi było "przejść się" po Pradze oglądając Twoje świetne foty - dziękuję! Trdelnik (kurtosz) też podbił nasze serca, choć udało nam się trafić na bardzo dobrą kaczkę. Ale to z 5 kolacji zjedzonych w Pradze tylko jedna trafiona, pozostałe też nie powaliły nas. Ale widoki wszystko nadrabiają! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, na pewno nie było tak tłoczno jak w grudniu.
      Trdelnik jest pyszny, a ja nie jestem fanką słodkości.
      Jedna trafiona kolacja na 5, to troszkę słaby wynik. Obie nie miałyśmy szczęścia do czeskich knajp. Następnym razem trzeba odwiedzić Cafe Louvre. :)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  10. Kocham Pragę, jest piękniejsza od Paryża i bardziej zadbana. A Złota Uliczka to och!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze w Paryżu nie byłam, ale wszystko przede mną ;))

      Usuń
  11. Moglabym skopiowac Hane. :) Kocham Prage (po Pradze Paryz byl zyciowym rozczarowaniem) chociaz chyba wole ja w wiosennym wydaniu. Co do trunkow to tam po raz pierwszy ale chyba nie ostatni pilam becherovke.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lolu, ciekawe czy i ja rozczaruję się Paryżem jak w końcu do niego trafię. Może PAryż jest po prostu przereklamowany?
      Becherowkę chyba kiedyś piłam, ale nie pamiętam smaku.
      Uściski noworoczne, Lolu! :)

      Usuń
  12. Dziękuję za tę wirtualną wycieczkę :)
    Nie byłam w Pradze. Wszystko przede mną!
    :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całą przyjemność po mojej stronie :)
      Będzie jeszcze wycieczka śnieżna!
      Pewnie,że przed Tobą :))
      Buziaki :*

      Usuń
  13. Byłam świadkiem zbierania wszystkich monet z opłat za autostrady (biedne panie w okienkach za każdym razem napotykały na banknoty celem rozmienienia;-))przez pana Wu :-)Ja na urodziny dostałam skarbonkę i monety ze słoika powędrowały do niej celem uniknięcia podbierania...Przyznaj się ile uzbieraliście?;-) Fajnie Praga wygląda zimą. Ja 19 lat temu byłam na weekendzie majowym. O matko jak dawno, teraz sobie to uświadomiłam, bo wtedy mojej Izy jeszcze nie było;-)Tak jak Ci wspominałam pamiętam rybną knajpę między mostami w parku i smak karpia grillowanego do dzisiaj pamiętam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :))) i tak właśnie się odbywa to zbieranie monet. ;) Nie ma zmiłuj :D
      My jakoś nie podbieramy tych monet. Czasem aż się dziwię ;)
      To teraz kolejna wizyta z Izą? :)

      Usuń
  14. kocham Pragę, była kilka razy, raz na 5 dniowej wycieczce z przewodnikiem
    kocham atmosferę tego europejskiego miasta
    zbieranie złotówek - fajny pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sonic, miło Cię widzieć :*
      Pragę znasz jak własną kieszeń ;)) no prawie ;)
      Zbieranie polecam!

      Usuń
  15. Nigdy nie bylam, ale mialam jechac juz nie raz - slyszalm, ze jest przepieknie i zdjecia powierdzają tą teorie ;P pozdrawiam i zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Katsuumi, kolejnym razem skorzystaj z okazji i jedź! :))
      Pozdrawiam Cię ciepło :)

      Usuń
  16. Tak, przyznaję się bez bicia - w Pradze mnie jeszcze nie było :-( Kto jednak wie - co przyniesie rozpoczęty dopiero Rok? Dzień dobry w styczniu! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie byłaś, bo widocznie z synem miałaś ją zobaczyć po raz pierwszy ;)
      Dzień dobry, Anulka! :*

      Usuń
  17. Byłam w Pradze w czasach podstawówki, pięknie było :) Chciałabym odwiedzić ją jeszcze raz.

    OdpowiedzUsuń
  18. O tak,Praga jest piękna:)chętnie bym tam wróciła,ale zdecydowanie latem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przerażają Cię letnie tłumy turystów? :)

      Usuń
  19. Wiedziałam, że Praga jest piękna! Ale po Twoich zdjęciach nabrałam na nią jeszcze większej ochoty.
    Czas zbierać drobniaki:*:*
    Pozdrawiam Cię cieplutko i ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gohaa, do dzieła! Zbieraj i niedługo jedziecie :))
      Buziaki!

      Usuń
  20. My też zbieramy, ale tylko piątki.;) Naprawdę można zebrać niezłą sumę. Kiedyś nawet nie udało nam się wszystkiego wydać podczas tygodniowego pobytu w naszych górach.;) Fajnie, że udało Wam trafić na nieco świątecznego klimatu. Pięknie to wygląda na zdjęciach.:) Z niecierpliwością czekam na relację z gór!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać, że łazęgowanie to moja ulubiona forma wypoczynku.;)

      Usuń
    2. Oooo, nawet Wam zostało! Nam się to nie zdarzyło ;))) ja na wyjazdach chyba rozrzutna jestem ;)
      Chociaż to też zależy gdzie się pojedzie...
      Właśnie zabieram się za selekcję górskich zdjęć :) dobrze, że nie ma ich za dużo.

      Tak, łazęgowanie jest najlepsze! Kiedyś byłam na objazdówce w Hiszpanii, lataliśmy po różnych zabytkach, kościołach, zawsze z przewodnikiem. Lubię przewodników, ale... nic nie pamiętam z tych ich opowieści. A łażenie uliczkami tak. No i jednak wolę słuchać o naszej historii. :)

      Usuń
  21. Pragę kocham miłością wielką, pewnie dlatego ilekroć jest okazja, wybywamy poszwendać się po wąskich uliczkach, zatłoczonym (jak widać, ZAWSZE) Moście Karola czy Placu Wacława. zawsze bywam tam latem... dlatego Twoje zdjęcia wywołały uśmiech na twarzy :)
    kilka obfotografowanych przez Ciebie miejsc gdzieś mi umknęło, dlatego znów tam wrócę ;)
    co do ceny lokum, to faktycznie daliście nie dużo, zważywszy na położenie. my zwykle śpimy gdzieś dalej centrum, ale w pobliżu metra. największą przygodę mieliśmy nocując w botelu, czyli statku na Wełtawie. pomijając fakt, że dostaliśmy 2 oddzielne łóżka przyspawane do ścian, przez co ruszyć ich nie można było, cały wypad należy zaliczyć do udanych ;)
    pozdrawiam noworocznie i wiele dobrego Ci życzę,
    monika

    OdpowiedzUsuń
  22. Na jedzenie tylko Cafe Louvre na Národní třídě. Przez poludnie tanio, smacznie i szybko. Studiowalam w Pradze. I kocham ja.
    Natalia

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za to, że tu jesteś i piszesz :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...