Rok możemy dzielić na różne etapy,
choćby na pory roku,
na urlop i pracę.
Ja mogę rok podzielić na dwie części.
Część rowerowa i nierowerowa.
W części rowerowej
zapominam jak się chodzi.
Wszędzie chcę podjechać rowerem,
bo wygodniej,
bo przyjemniej,
bo szybciej.
Nawet na pocztę nim jadę.
A poczta to 500 m od domu jest....
Jak kiedyś powiedziałam Panu Wu,
że ja do warzywniaka jadę
to oczy wielkie zrobił.
Tak, opłaca mi się wytaszczyć rower z domu
i jechać 500 m. :)
A 3 km do pracy to już ogromna odległość,
której w czasie rowerowym NIE DA SIĘ przejść. ;)
A gdy czas rowerowy płynnie przechodzi w czas nierowerowy,
ciemnym wieczorem wychodzę w zimne powietrze,
zaciągam się tą rześkością
i idę okrężną drogą do sklepu...
Rano wstaję wcześniej,
by szybkim marszem przejść te 3 km do pracy.
Po pracy znów maszeruję
zwykle różnymi drogami,
żeby zahaczyć o różne miejsca, sklepiki...
W niedzielne popołudnie Pan Wu zapyta
"gdzieś byśmy pochodzili"
zamiast
"obczaję nam trasę na rower".
I jak tak sobie maszeruję
to nawet pomyślę
"jak ja na ten rower wsiądę po zimie?" ;)
Pewnie, że wsiądę, jak co roku.
I pomyślę wtedy
"jak fajnie, jak szybko, jak wiatr mnie opływa"....
I tak to się plotą te dwa czasy...
A każdy z nich jest dobry na domowe pieczywo. :)
W Listopadowej Piekarni królowały pyszne i bajecznie łatwe bułeczki marchewkowe na zaczynie drożdżowym. Przepis wybrała Kasia czerpiąc z King Arthur Flour.
Zaczyn: 3/4 szklanki* wody, 1,25 szkl. mąki pełnoziarnistej pszennej, 5 g świeżych drożdży;
- 5 g drożdży rozpuścić w wodzie, dodać mąkę pszenną pełnoziarnistą i wymieszać. Przykryć folią aluminiową i zostawić na blacie kuchennym na 12 do 18 godzin.
Ciasto właściwe: 15 g świeżych drożdży, 3 średniej wielkości marchewki ugotowane na parze (lub w wodzie, lecz dobrze odparowane)**, 2 szkl. mąki pszennej 650 (ewentualnie 1/4 szkl. mąki więcej), 1 kopiasta łyżka brązowego cukru, 1 niepełna łyżeczka soli; oraz: ciepła woda do posmarowania bułeczek, opcjonalnie – ziarna do posypania bułeczek (u mnie słonecznik i czarny sezam).
- Marchewkę ugotować na parze lub w wodzie (gdy gotujemy w wodzie, marchewkę trzeba dobrze odparować, aby nie była zbyt wilgotna). Zmiksować blenderem na gładkie puree i wystudzić,
- Do zaczynu dodać pokruszone drożdże, marchewkę, 2 szklanki mąki pszennej 650, cukier brązowy i sól,
- Wszystko dobrze wyrobić. Jeśli okaże się, że ciasto jest zbyt luźne, dodać trochę więcej mąki. Ciasto po wyrobieniu jest gładkie i odchodzi od ręki,
- Zagnieść z ciasta kulę i włożyć do miski wysmarowanej olejem. Odstawić do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na około 1 godz., aż ciasto podwoi objętość,
- Wyrośnięte ciasto podzielić na 12 kawałków, z każdego uformować bułeczkę,,
- Bułeczki ułożyć na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryć ściereczką i zostawić na 20 minut do wyrośnięcia,
- W międzyczasie nastawić piekarnik na 180°C,
- Wyrośnięte bułeczki posmarować wodą i – jeśli chcemy – posypać ulubionymi ziarnami,
- Włożyć do gorącego piekarnika i piec 20 minut.
* szklanka w tym przepisie, to 250 ml
** autorka użyła 3/4 szklanki puree z marchewki
** autorka użyła 3/4 szklanki puree z marchewki
A Wy, macie jakieś czasowe podziały? Może takie nawet nieuświadomione? :)
Fajnie jest mieć swój rytm i dostrzegać jego zalety. :)
*********************
Piękne bułki na blogach:
Ja mam swój rytm dnia i jego wyznacza pies, bo ma zegarek w pupie i oszukać się go nie da hihihi
OdpowiedzUsuńA teraz to zdecydowanie czas bez roweru :)
Pięknie Ci się upiekły te bułeczki! Smakują zawsze, w każdym czasie!
Ha ha. Ja mam to samo z moim kotem. Nawet do pracy nie da się zaspać, bo taki mam budzik co sam drzwi otwiera do sypialni :)
UsuńHaha, no tak! Zwierzaki to zupełnie inna historia ;))
UsuńJa co rano muszę pomiziać moją Helkę po kilka razy ;)
Śliczne!
OdpowiedzUsuńI idealne na listopadpwy czas.
Pysznie sprawdzają się ze wszystkim.
Dziękuję Alu za marchewkowe chwile w Piekarni!
Dziękuję, Aniu!
UsuńBułeczki wniosły dużo słońca i smaku :)
Słońce zamknięte w bułkach! Śliczne!:)
OdpowiedzUsuńJa też dzielę czas na część rowerową i... komunikacji miejskiej.
Podczas tej drugiej części nadrabiam czytelnicze zaległości.
Bułki upiekłam, ale nie zdążyłam zdjęć zrobić, więc wpisu nie będzie, chyba że innym razem. ;)
Chwilami zazdroszczę Ci tych autobusów, ze względu na książki właśnie :)
UsuńSzkoda, że zdjęć nie udało Ci się zrobić, bo to wdzięczne modelki i pięknie byś je sfotografowała :)
Jesienne wypieki. Urocze. Fajnie było z Tobą wypiekać te pysznosci. Pozdrawiam Dorota
OdpowiedzUsuńMiło mi, dziękuję!
UsuńOj tak! u mnie też czas rowerowy nierowerowy ale mam te czas samochodowy i niesamochodowy:P :))))
OdpowiedzUsuńBułeczki aż się usmiechają. Popełnię je w weekend:)
Buziaczki Alutko:*
U mnie ciągle brak czasu samochodowego i nie. Ale wszystko przede mną!
UsuńDaj znać jak smakowały!
Buziaki, kochana :*
smakowały!!!
Usuńpyszne Alus:*
Smakowite. I takie ładne zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńTylko kiedy się za nie wziąć? No niestety :(
Dziękuję, Agaju!
UsuńAkurat te bułeczki nie są pracochłonne :)
Jakie piękne bułeczki!!
OdpowiedzUsuńA jakie dobre! :D
UsuńA u mnie tylko czas samochodowy:D
OdpowiedzUsuńDziękuję za wspólne pieczenie!
I tak może być ;)
UsuńDziękuję i ja!
Ja teraz jestem w takim niedoczasie, że hej ;-) I tym sposobem nie zdążyłam ich upiec ;-( A wyglądają cudnie, tak słonecznie:-) Mój czas dzielę w zależności od pasji i hobby, od zmian w życiu. Nie jestem w stanie tak dokładnie go podzielić :-) A Twój rowerowy podoba mi się :-)
OdpowiedzUsuńMarzenko, mi się u Ciebie podoba to, że znajdujesz czas na różne wymarzone wyjazdy! :D
UsuńBułeczki kiedyś upieczesz, teraz masz inne sprawy na głowie ;)))
U mnie hmmm a ja tam czasu specjalnie nie "dzielę" w taki sposob :) no moze na "praca", "silownia" i "odpoczynek" :) pozdrawiam i zapraszam :)
OdpowiedzUsuńBo tego typu dzielenie to wychodzi zwykle nieświadomie ;)
UsuńPozdrawiam!
Piękne bułki w pięknym kolorze :)
OdpowiedzUsuńJeździłam kiedyś synem na rowerze. Najdłuższa wycieczka - 10 km. Po, nie czułam pewnej części ciała.
OdpowiedzUsuńOn przeniósł się na auto, ja zrobiłam to samo.
Mój czas w mieście był podzielony na pracę zawodową i pracę zawodową i wolne weekendy. Jak będzie teraz? Od wiosny do jesieni na ogród, zima na odpoczynek i zajadanie się przetworami.
Mnie na początku sezonu rowerowego zawsze tyłek boli ;)
UsuńGraszko, teraz Twój czas wyznacza natura i mimo, że to nie jest lekkie to jest piękne! :*
ja lubie i pieszo, i rowerem, i autobusem
OdpowiedzUsuńi kocham swoje auto:)))
ja autobusem to tak bez emocji, ale pociągiem to i owszem.
UsuńRybciu, a ja powoooli oswajam się z autem, ale pokonuję kolejne wyzwania!
Bardzo apetyczne bułeczki. U mnie też czas nierowerowy, chociaż kiedyś nawet zimą jeździłem do pracy. Dziękuję za wspólne pieczenie :)
OdpowiedzUsuńJa w tamtym roku jeździłam jeszcze w grudniu ;)
UsuńI ja dziękuję!
A ja na piechotę. Często biegiem, chociaż rower też lubię, ale na trasy przynajmniej kilkunastokilometrowe. Krótsze na nogach. Zdecydowanie.
OdpowiedzUsuńDziękuję za wspólne pieczenie
W sezonie rowerowym u mnie wszystkie trasy, a rekord to 60km :)
UsuńTeraz doceniam marsz :)
Pozdrawiam!
Nieźle wyrośnięte, widać że są puszyste :o) dziękuję za wspólne, między - blogowe pieczenie. Pozdrawiam. Ala
OdpowiedzUsuńU mnie ciągle czas mieszany, nie da się podzielić nijak, najwyżej na rok szkolny i wakacje:-). A bułki przepiękne i pełne słońca. Dziękuję za wspólne pieczenie.
OdpowiedzUsuńPiękna rowerowa opowieść, ja też tak czasami mam :-) no do warzywniaka z rowerem :-) Dziękuję za wspólny czas :-)
OdpowiedzUsuńMój czas się ostatnio na nic nie dzieli... Wciąż jest taki sam, i to jest straszne!
OdpowiedzUsuńZa dużo domu, za mało bułek...
Pięknie napisałaś, Alu.
Czas to zmienić!!!!
UsuńBułki zrób, to chwila moment, a zawsze miła odmiana ;)
Dziękuję, Gosiu :*
Bardzo apetycznie upieczone :) Dzięki za wspólne, listopadowe piekarzenie :)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że ten mój czas nierowerowy tutaj rozciągnie się na wiele dłużej. Tu nie pada tak śnieg, raczej bywa deszczowo, ale nie ciągle leje. Obym się tylko rozkopała do końca z kartonów, będę mogła rozpocząć normalne życie. :)
OdpowiedzUsuńIWonko, życzę Ci byś jak najszybciej odnalazła się w nowym swoim miejscu :))
UsuńWycieczki rowerowe krotkie i dlugie sa wspaniale. Dla mnie juz tylko we wspomnieniach i uwielbiam ogladac koncowe sceny z filmu Amelie, czasami po kilka razy, mam ustawione DVD na tej scenie i tak patrzac ciesze sie razem z nimi, oni sa cudni na tym rowerze i jeszcze ta muzyka. Teresa
OdpowiedzUsuńależ one mają piękny kolor ;)
OdpowiedzUsuń