niedziela, 7 października 2012

Pokaż mi swój kalendarz...

... a powiem Ci kim jesteś :D
 
Przywiązujecie jakąkolwiek wagę do kalendarzy? Czy bierzecie jak leci? Albo nie bierzecie wcale? :)
Ja lubię mieć ładne. Takie, które ciekawią. Ciekawią tym co na następnej karcie, a dzięki temu pomagają choć na moment zapomnieć o pędzącym czasie.

W tym roku mam wymarzony kalendarz. Oczywiście zdobyty przypadkowo. Zdobyty dosłownie :).
Pierwsze pół roku (nawet więcej) przeleżał na regale czekając na swoje miejsce.
Miejsce ma idealne. Idealnie wtapia się z ciemną zielenią ścian w przedpokoju i ze starymi drewnianymi drzwiami.
Żałuję, że dopiero pokazuję Wam październik, ale może w następnym roku będzie jeszcze lepszy następca? :)
A może Wy macie coś fajnego, ciekawego albo idealnie zwyczajnego? Chętnie popatrzę, opublikuję jeśli coś od Was dostanę :)

Październik w moim kalendarzu




Kto zmierzy się z przepisem?

środa, 3 października 2012

Awantury według Lema

Schodząc po schodach, ojciec zajrzał kiedyś do pokoju szwagierki, a widząc w nim tylko starego, ślepego jamnika Beja, zgasił światło.
- Zgasiłem u Ciebie światło - mówił po chwili - bo niepotrzebnie się paliło.
- To szkoda, bo tam był Bej - odparła szwagierka.
- A po co mu światło?
- On sobie wieczorami lubi czasem poczytać.
- Poczytać? - zdumiał się ojciec. - Jak to poczytać? Przecież on jest ślepy!!

Lubicie czytać książki? Dla niektórych może to pytanie wydać się dziwne, ale ileż osób wokół mnie ich nie czyta! Nie wiedzą co tracą. 
Ogromna przyjemność. Odstresowanie się. Oderwanie od rzeczywistości.
Czasem wesołe. Innym razem pouczające. A jeszcze innym wzruszające.
A do tego wszystkiego nie do końca świadome pomnażanie swego słownictwa, stylu pisania (no tak, jak niewiele osób wokół mnie PISZE!!!), a co najważniejsze wysławiania się.
Przyjemne z pożytecznym.

A co przeczytać w czasie urlopu? Zdecydowanie coś na luzie, ale czy musi to być kolejny kryminał albo romansidło? Nie musi!
Może to być biografia Stanisława Lema (tak, tak, TEGO Lema). Biografia nie byle jaka, bo spisana przez syna głównego zainteresowanego Tomasza Lema.
"Awantury na tle powszechnego ciążenia" to bardzo zgrabna opowieść podzielona na rozdziały tematyczne (np. Okupacja, Potyczki z motoryzacją, Dyktanda, PRL, Zdrowie). 
Każdy rozdział ma swój klimat, swoje anegdoty, których naprawdę nie brakuje. Dla czytelnika historie o tym jak Tata Lem szarżował autem albo jak Tata Lem koniecznie chciał swemu synowi pomóc w pracy na swój temat, są przezabawne, ale chyba takie nie były dla najbliższych :).

– Dziwię ci się – rzekł na to ojciec. – Ja w twoim wieku po prostu zakładałem sobie, że z naprzeciwka nic nie nadjedzie. – Milczał przez chwilę, po czym dodał z satysfakcją: 
– I wiesz co? Miałem rację.

Ogromnym atutem książki jest to, że autor nie przedstawia swego ojca w samych superlatywach, nie wynosi go na piedestał. Po prostu szczerze (takie odnoszę wrażenie) opowiada jak było. Jak czasem trudny był ojciec, jak dziwaczny. Dla mnie, na pewno uroczo, zabawnie i nieszkodliwie dziwaczny.



Książka na pewno nie jest skierowana tylko dla fanów Lema. Nie przeczytałam ani jednej jego książki. Nie mój klimat. Choć teraz nie wiem czy się w końcu nie skuszę. Choćby po to, by utwierdzić się w przekonaniu, że to nie mój klimat.
A może miło się zaskoczyć?

Książka jest dla wszystkich tych, którzy chcą poznać od kuchni życie cholernie inteligentnego człowieka. Poznać w sposób bardzo przyjemny, bo tak właśnie książka jest napisana. Bardzo ciepło i przyjemnie, a nawet z dystansem.
Z dystansem do bohatera jak i samego autora.
Ja ją połknęłam, nie chciało mi się od niej odrywać, a wiele cytatów musiałam przeczytać na głos, by się z kimś nimi podzielić i pośmiać.

Jak dla mnie nota może być jedna - 10/10 :)

Kolejną urlopową pozycją były "Podróże małe i duże" Manna i Materny. O nich następnym razem, ale uprzedzam, dychy nie będzie! Póki co, zapraszam do udziału w konkursie :)

* Dialogi: Tomasz Lem "Awantury na tle powszechnego ciążenia", Wydawnictwo Literackie 2009

czwartek, 27 września 2012

Pasta z paluszków krabowych


Lubicie pasty kanapkowe? Ja je kocham. Tylko te domowe. Zdarzało mi się kupować, ale ta ilość octu jest naprawdę zniechęcająca...
A dobra pasta może być najlepszym dodatkiem do chleba. Dlatego też, minimum jedna znajduje się na imprezach przeze mnie organizowanych :). Pewnie w jakimś stopniu wynika to też z tego, że uwielbiam te kokilki z niebieskim wykończeniem :).
Zwykle do past staram się zrobić chleb, ale jeśli mam na głowie wiele innych dań jest bagietka. Ze sklepu ;).

Na moją pierwszą oficjalną parapetówę zrobiłam tę z paluszków krabowych. Na jedno z wcześniejszych "spotkań roboczych" zorganizowanych at hoc poczyniłam taką z białej fasoli.
Dziś przepis na tę pierwszą, gdyż cieszyła się dużym wzięciem. Zdecydowanie większym ;)


Skład: opakowanie paluszków krabowych / surimi, średnia cebula, mały pęczek szczypiorku, majonez, sól, pieprz;
  • cebulę obieramy i siekamy bardzo drobno; ja poszłam na łatwiznę i wrzuciłam ją do blendera - kilka sekund i pożądany efekt gotowy,
  • paluszki blendujemy na wiórki,
  • szczypiorek siekamy i łączymy z paluszkami, cebulą i majonezem (ja dałam kilka łyżek, nawet nie tyle, by masa była super zwarta - lubię majonez, ale nie lubię jak góruje nad innymi smakami),
  • doprawiamy solą morską i świeżo zmielonym pieprzem;

A skoro mowa była o parapetówie ... :)

Pamiętajcie o konkursie śniadaniowym!

niedziela, 23 września 2012

Konkurs :)


Jeszcze nie było u mnie konkursu i szczerze mówiąc nie planowałam takowego ogłosić.
Pomysł jednak w głowie się pojawił nagle i niespodziewanie pod wpływem... mojego urlopu.
Pierwszy jego tydzień spędziłam U SIEBIE. Głównie nadzorując montaż mojej pierwszej ogromnej - prawie 3-metrowej szafy - przy moim 1,5 m będzie ciekawie :D. Wbrew pozorom to wcale nie taka prosta i szybka sprawa.
Każdego ranka, leniwie zwlekając się z łóżka, włączając radio, zerkając na termometr (czy już jest naprawdę jesiennie chłodno?) myślałam powoli o śniadaniu.
Dziwnym trafem prawie codziennie wyglądało ono tak samo. Zakochałam się w nim miłością myślę wieczną ;)

Pytanie konkursowe brzmi: co było na śniadanie?

Pytanie bardzo ogólne, ale myślę, że wielu z Was poznało choć w niewielkim stopniu moje smakowe upodobania :)

Zasady zabawy:
  1. Pomysły wpisujcie w komentarzach; jeśli nie chcecie, by został opublikowany przed rozwiązaniem konkursu - napiszcie to :)
  2. Miło mi będzie jeśli dołączysz do obserwatorów mojego bloga,
  3. Również miło mi będzie jeśli zamieścisz u siebie odnośnik do konkursu :),
  4. Wygra osoba, która będzie najbliżej prawdy; jeśli kilka osób strzeli w 10-tkę zrobię losowanie lub nagrodzę więcej niż jedną osobę,
  5. Nagrodę - wzorem Anki Wrocławianki - dobiorę do konkretnej osoby; mam nadzieję, że podołam :)
  6. Konkurs trwa do 7 października do północy,
  7. Wyniki postaram się ogłosić 9 października - w dniu jakże dla mnie ważnym :)
Zapraszam wszystkich do zabawy! :)

A przed jutrzejszym pierwszym pourlopowym budzikiem, kilka wakacyjnych wspomnień.


 

 
 

sobota, 15 września 2012

Przeszłość


Mam aparat!
Mam też urlop. Połowa już za mną. Niestety ;)
Jakoś mam wrażenie, że ten urlop to powrót do korzeni. Do przeszłości.
Niespodziewane spotkania z osobami od lat niewidzianymi.
Nieoczekiwane rozmowy z osobami najmniej o takowe podejrzanymi.
Planowane spotkanie z typu tych, których nikt nie chciałby mieć. Te bardzo trudne. 


 
Szwendanie się po mieście z racji jego święta. Winobranie. Nie przepadam za nim, mimo, że przyciąga tłumy. A może właśnie dlatego. Jednak w tym roku zabrakło mi tego cholernego aparatu. Chciałam Wam pokazać ten klimat. Z obrazka urzekłby Was :)
Może za rok się uda.


A dziś Za Rzeką "stare" dobre kopytka i bigos z młodej kapustki. Pasuje? Nieważne :)

    
A wieczorem zupełnie nieplanowane wesele w wiejskiej ZaRzekowej remizie. Z przyjacielem podstawówkowym.
W remizie, która jeszcze w czasach liceum, a nawet na początku studiów była świadkiem naszych wspólnych, naprawdę wielu niezłych imprez. Nawet nie zabaw. Imprez :)
Lubię to ;)
Powrót do przeszłości.

A w niedalekiej przyszłości zapraszam Was wszystkich do udziału w całkowicie spontanicznym konkursie! Moim, tylko moim ;) i prawie tylko o mnie...
Ogłoszę go jak wrócę znad morza, nad którym ostatnio byłam... w przeszłości!

Buziaki.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...