piątek, 13 grudnia 2013

Qrestaurant w Zielonej Górze

Nie raz wspominałam tutaj i nie tylko, że życie blogowe jest fajne. Bardzo fajne.
Mimo że mija kolejny rok mojego blogowania, zdania nie zmieniam. Wręcz przeciwnie.
Jasne, zabiera to całkiem sporo czasu. Zdjęcia, tekst, cała ta otoczka. To jednak przyjemne spędzenie czasu!
Jakie są plusy blogowania?
Wiele znacie z moich postów i z własnego doświadczenia.
Dziś opowiem Wam o kolejnym dużym plusie.


Będąc blogerką (m.in.) kulinarną, można wziąć udział w ogólnopolskiej akcji "Blogerzy smakują".
Można dostać zaproszenie od portalu Uroda i Zdrowie na testowanie dań do nowej restauracji w Zielonej Górze. Z zaproszenia można skorzystać, zaprosić kogoś fajnego do towarzystwa i bardzo miło, i bardzo smacznie, spędzić popołudnie po męczącym dniu w pracy! O! I kto mi powie, że to nie ogromny plus? :)

Na samym krańcu mojego miasta mieści się czterogwiazdkowy hotel.
Dotychczas kojarzył mi się przede wszystkim z kręglami i... reprezentacją naszych siatkarzy, którzy podczas ubiegłorocznego Memoriału Huberta Wagnera tu właśnie nocowali.
Teraz będzie kojarzył mi się przede wszystkim z dobrą kuchnią. 

Qrestaurant to nowa restauracja w hotelu DANA.
W swojej ofercie ma przede wszystkim dania mięsne. Począwszy od drobiu, przez wieprzowinę i wołowinę, po jagnięcinę. W menu znajdziemy również zupy, sałaty, makarony, ryby i desery.
Bardzo podobało mi się to, że menu jest niezwykle czytelne, nieprzeładowane, konkretne.
Masz ochotę na wołowinę? Wybierz z dwóch propozycji. Sałata, przystawka, ryba? Wybierz z trzech. I tak ze wszystkim. To w zupełności wystarczy! A i tak dumałam i dumałam, co wybrać... :)


W końcu na przystawkę wzięłam carpaccio wołowe z parmezanem, kaparami, suszonymi pomidorami, karczochami i oliwą z białych trufli. 
Marzena, która mi towarzyszyła, na przystawkę zjadła to samo. :)
Zgodnie stwierdziłyśmy, że danie było wyborne!
Produkty świeże, dobrej jakości, porcja niemała. :)
Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy kiedykolwiek jadłam lepsze carpaccio! 



Danie główne było pod znakiem ryb.
Ja spróbowałam dorady z marynaty limonkowo-imbirowej pieczoną w soli morskiej z pieczonymi ziemniakami i ostrymi sosami.
Ryba była soczysta, niezwykle delikatna. Sosy pyszne, choć bardziej smakowały mi do ziemniaczków. Do ryby wystarczyła po prostu cytryna. :)



Marzena zdecydowała się na filet z sandacza na warzywnym papardelle pod sosem kurkowym, z ziemniakami pieczonymi w ziołach.
Oczywiście spróbowałam kawałek, i byłam zachwycona smakiem i ryby i warzyw! Rewelacja. Muszę to spróbować odtworzyć w domu. Zwłaszcza warzywka. 

fot. Marzena

Kiedy zjadłyśmy danie główne, przyszedł do nas szef kuchni. Od niego dowiedziałyśmy się, że restauracja jest po świeżych zmianach, tak wizualnych, jak i kulinarnych. A to nie koniec. W menu pojawi się wołowina argentyńska, a slow food też nie jest szefowi obcy.


Qrestaurant bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W końcu różnie bywa z restauracjami hotelowymi.
A tu świeże, odpowiednio doprawione, wysokiej jakości potrawy.
Przyjemny, ciepły wystrój. Światło w niektórych miejscach ciemniejsze może sprzyjać bardziej kameralnym spotkaniom. Myślę też, że jest to idealne miejsce na rodzinną uroczystość.
Obsługa sympatyczna, nie narzucająca się. Dla mnie to bardzo ważne.
Z czystym sumieniem bardzo polecam tę restaurację! :)
Jedyny mały minusik za brak jakichkolwiek informacji w sieci na jej temat. Na stronie hotelu widnieje jeszcze dawna nazwa i zamieszczone są stare zdjęcia. Choć dzięki temu mogłam porównać wystrój. Aktualny podoba mi się bardziej. :)


Jeśli będziecie mieli ochotę zjeść coś sprawdzonego w Zielonej Górze, to już wiecie, gdzie możecie się udać. :) Myślę, że po moich urlopowych wspomnieniach (klik) z knajp wszelakich, dzisiejsza ocena jest tym bardziej wiarygodna. :)

DANA Hotel & SPA
al. Wojska Polskiego 79
Zielona Góra

http://urodaizdrowie.pl/akcja-kulinarna-blogerzy-smakuja
 

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wyniki zdrowego konkursu!

Nadszedł dzień ogłoszenia wyników! :)
Muszę przyznać, że wybór był niełatwy!
W pewnym momencie zaczęłam się stresować: "kogo wybrać, kogo wybrać..."
Poza komentarzami, w których uzasadnialiście chęć przygarnięcia książki, dostałam całkiem sporo mejli.
Te nie do końca typowe (za które podwójne brawa!) publikuję poniżej.
Poczytajcie! Naprawdę warto! Ubaw miałam przedni. :D

Post poprzeplatałam zdjęciami z jednego mojego pracowego dnia.
Wiedziałam, że to październikowe południe będzie tam piękne. :) 


Na pierwszy rzut wiersze:

Olga

List motywacyjny

Lepiej zdrowo się odżywiać,
Niż w przychodni wysiadywać!
Zatem chyłkiem, po kryjomu
wyrzucamy po kolei:
Wszystkie E i zagęstniki,
Konserwanty i barwniki,
Wypełniacze i garbniki,
Benzoesan i słodziki
I spulchniacze
i wzmacniacze,
Sztuczne wsady owocowe,
Glutaminian, cukier, sól
Chcemy być zwyczajnie cool!

Ale, ale, czemu chyłkiem?
Czemu nie z otwartym czołem?
Czemu jakoś tak pod stołem?
Przecież każdy już to wie!
U Aluchy Konkurs Zdrowy
Tu o sporach nie ma mowy
Pyszna książka jest w nagrodę
Jak żyć zdrowo, jak żyć pięknie:
„Zamień chemię na jedzenie”
Toż, to ważne jest szalenie!

Wyrzucamy więc świadomie.
I czytamy, książka w dłonie!
A ja też chcę zdrowo żyć
Wiotką i powabną być
Parę kilo muszę zrzucić
Z książki mogę się nauczyć
Jak to zrobić bardzo mądrze
Z chemią? Nigdy!
Z chemią? Skądże!
Książkę wygrać mam więc żądze
Czytać,
piec, gotować, zjadać
I przetwarzać i wekować,
Marynować i peklować,
Nie podsmażać lecz grilować
I przyprawiać i podawać,
Zdrowia sobie wciąż dodawać!
Nie chorować już tej zimy,
A jak będzie? Zobaczymy!

Czy Alutce się spodoba?
Czy autorce rękę poda
I podciągnie ją na podium?
Żeby książkę wygrywając
I zasady wszystkie znając,
Jadła smacznie i bez chemii,
Chroniąc także od glikemii
Swą rodzinkę odprężoną
Nie do końca też świadomą
Zagrożenia carcinomą!



Daria

Zamień chemię na jedzenie

Chemii w szkole nikt nie lubił
Wiele lat się na niej trudził
Trudne wzory i równania
Wśród uczniów nie miały brania
Teraz mamy nowsze czasy
Wycinają wszystkie lasy
Chemię sypią do jedzenia
Nie ma nic do powiedzenia
Hania, Staszek, Michał, Piotr
„Nasze żarcie to jest gniot!”
Co innego chemia w miłości..
Ona daje dużo radości
W życiu jest wręcz pożądana
Przyprawia skrzydła od samego rana
Uważaj więc co ukochanej podajesz
Żeby wszystkie „E” omijały jej talerz
Bo gdy się tylko zorientuje
Całą potrawę od razu wypluje!
Taki więc wniosek z tego wypłynął
Byś zapamiętał – dobrze by było..
Zamień chemię na jedzenie
A będziesz mieć większe powodzenie!

 
Viki 

Zdrowy jest  Nieład  Malutki
i  ten konkurs u Alutki
Kto ją poznał ten jest rady
znajdzie dobre  tu porady

Smarowidła , zapiekanki
śledzie, tarty, bakłażanki
jajka, ciasta, co do pracy
wszystko smaczne, wszystko cacy
 
Te przepisy ma sprawdzone
oczy cieszą utrudzone
motywują też do tego
byś się zmienił, mój kolego

Zacznij czytać etykiety,
piecz se mięso i kotlety
wyrzuć chemię, ulepszacze
wnet  poczujesz zdrową czaczę
 
Alutek zmotywował mnie do tego
żem bez Vegety już od lutego
Zamieniłam chemię na jedzenie
by mieć w zdrowiu powodzenie
  
Potrzebuję przepisu, nie jednego
 książki dobrej-nic wielkiego
bo zapału u mnie wiele
Dawaj książkę, mój Aniele ;P

Wszystkie wiersze wywołały ogromny uśmiech na mojej twarzy, a Viki to nawet mnie wzruszyła! :P
Co wybrać, co wybrać...

Na drugi rzut jedno jedyne zdjęcie ;)



GosiAnko, padłam!:D
Co wybrać, co wybrać...

Na trzeci rzut pewna wyliczanka. :)


Chciałabym książkę od Alutki, bo:
chcę się zdrowo odżywiać!

Chcę się zdrowo odżywiać, bo:
1. argumentacja higieniczno-sanepidowska:
- chcę by z mej buzi pachniało od rana, nawet gdy Colgate i Orbit wysprzedana
- chcę by me własne niekontrolowane bąki, przypominały zapach skoszonej łąki
- chcę by produkt końcowy spożycia mojego, nie sponiewierał nosa cudzego!

2. argumentacja matczyno-żonina:
- chcę Młodym na żer rzucać tylko zdrowe, a chipsami z coca-colą karmić tylko krowę
- chcę by Mężaty polubił warzywka, a schabowy i golonkę kochał mniej niż swoją żonkę
- chcę by krągły bakłażanek i smukły selerek, stanowiły dla nas wszystkich pożywny deserek
3. argumentacja polityczna:
- nie chcem ale muszem ?
Wróć!
- i chcem i muszem
– chcem bom znacznie mądrzejsza niż "sprzed boreliozy"
- muszem, bo nie chcem usłyszeć "candida" diagnozy
4. argumentacja psychologiczna:
- chcę, bo bez niej, tej okropnie mądrej książki, będę miała traumę, a czubek (ooops, ten od czubków chciałam powiedzieć :) pieniążki

No dobra mała!! Koniec srutu tutu, ciamciu ramciu. Przechodzimy do sedna!!!
MAMY TWOJEGO KOTA!!
ŻĄDANIA: DAWAJ KSIĄŻKĘ!!
TERMIN: DEAD LINE - 9.12.2013
MIEJSCE I FORMA PRZEKAZU: W MYŚL ZASADY: OBYWATELU! PAMIĘTAJ O SEGREGACJI ŚMIECI - KUBEŁ KOLORU ŻÓŁTEGO NA ROGU SZTOLNIOWEJ I MAŁACHOWSKIEGO!!
Z GÓRY UPRZEJMIE DZIĘKUJEMY!
MAMMA MIA... OOOPS... ZNACZY SIĘ BRUNON MARCHEWKA

Mamma rozłożyła mnie na łopatki. :D A Was? :))
Co wybrać, co wybrać...  



Były też osoby, które chcą książkę nie dla siebie.
I to, czwarty rzut:

Damian

Dlaczego to Ja powinienem wygrać tą cudowną książkę ???

A to dlatego ze zamierzam być "Tatą na pełen etat"

Tak się jakoś ułożyło ze po latach poszukiwań niczym Ted znalazłem żonę Co za tym idzie żyje z przeświadczeniem że sprowadzę na ten pokręcony świat potomstwo w niedługim czasie. Jako że moja spektakularna kariera zawodowa nie rozwija sie na razie tak jak sobie to założyłem będąc będąc kawalerem - zarabiam mniej niż małżonka. Starając sie być małżeństwem "partnerskim" ustaliliśmy ze w dużej części to ja wykorzystam urlop rodzicielski. I co będę na tymże urlopie robił - oczywiście gotował. A że z doświadczenia kuchennego wiem że większość jedzenia jakim nas sie karmi tudzież sami sie opychamy jest zwyczajnie wbijaniem sobie samemu gwoździa. Postanowiłem że na ile to możliwe oszczędzę tego swojemu potomstwu i postaram sie wpoić w nie zdrowe nawyki żywieniowe.

Reasumując powierzając takową książkę w moje ręce wesprzesz politykę prozdrowotną kraju że o polityce prorodzinnej nie wspomnę :)


Wpraszam się na konkurs jeśli można:-), bo bardzo podoba mi się nagroda:-). Chciałabym zrobić świateczny prezent mojej mamie i tacie, którzy powinni przeczytać właśnie tę książkę. Moi rodzice nie do końca zdają sobie sprawę z tego, że jesteśmy tym co jemy. Choć ciągle im tłumaczę, że w dzisiejszych czasach muszą czytać etykiety produktów, które kupują to oni wciąż o tym zapominają i znajduję u nich w lodówce np kiełbasę nafaszerowaną całą tablicą Mendelejewa lub śmietanę, która nie jest śmietaną. Albo kupują jogurt mojej 3 letniej córce z syropem glukozowym w składzie. Ta książka jest stworzona dla nich, oni muszą ją przeczytać. I jeśli nie wygram to i tak tę właśnie pozycę dostaną pod choinkę:-). Książkę sama również zamierzam przeczytać ( mam nadzieję, że rodzice pożyczą mi :-) ).

Byli też inni, którzy pomyśleli o swoich dzieciach. :)
Co wybrać, co wybrać...


***********

Do wyboru chciałam już zaangażować osoby trzecie (w tym Helę), ale ostatecznie decyzja jest moja. W końcu twardym trzeba być, a nie miętkim. ;))

Nagroda #1 wędruje do...
Olgi!
Za jej piękny wiersz. :)

Nagroda #2 wędruje do...
Olimpii! 
 Prezent dla rodziców przemawia do mnie bardziej niż prezent dla dzieci.
W końcu skoro Wy już jesteście świadomi, to i Wasze dzieci będą. :)

Nagroda #3 wędruje do... 
SITWY!*
czyli do Anulki (La Parapet) i Krysi (Opakowana) 
Dziewczyny w komentarzach umówiły się, że jeśli wygrają książkę, to jedna drugiej ją prześle. Krysia wspomniała nawet, że jak dostanie ją od Ani, to może prześle ją dalej. Może warto więc zacząć tworzyć komitet kolejkowy? :D
I czy ta sitwa nie jest dowodem na to, że w blogowym świecie dzieją się cuda? :))) 

Proszę Was o adresy. W tym tygodniu wysyłam nagrody! :)


Bardzo wszystkim dziękuje za udział w moim konkursie! :) Jesteście wspaniali. :)
Żałuję, że nie mam jeszcze więcej nagród. :( Jednak nie ma co marudzić. ;) Książki są AŻ trzy (dziękuję wydawnictwu Znak za przesłanie dwóch egzemplarzy!).

Na koniec chcę Was zaprosić do przeczytania przygody Lucyny, mojej cichej czytelniczki. Jej perypetie zdrowotne ewidentnie wskazują, jak ważną rolę odgrywa w naszym życiu jedzenie.
Dla leniwców zaznaczyłam ważniejsze kwestie. :)

"Witam serdecznie:) Jestem bardzo cichutką czytelniczką Pani bloga.Napisanie wiadomości zmotywował mnie tytuł zdrowy konkurs. Nie chodzi o to ,że chce uczestniczyć w konkursie. Mam okazję podzielić się wiadomością i braku wiedzy o zdrowej żywności.
Od paru lat to znaczy jeśli się nie mylę około 12 miałam bóle w różnych okolicach ,ale przeważnie okolice brzucha. Na początku byłam pewna ,że to wina nie regularnego jedzenia:( Postanowiłam jeść częściej i w mniejszych ilościach. Czasami bywało tak ,że przez około 3 miesiące nic nie dokuczało.Lata mijały ,a moja waga zaczynała spadać (mam 164wz. i 45kg) byłam załamana bo kochała jeść i jadłam wszystko. Po urodzeniu 3 dziecka, a było to 8 lat temu moje dolegliwości bólowe były coraz boleśniejsze i coraz to częstsze:(Był czas ,że bóle były okropne ,trwały nawet do dwóch tygodni :( Co najmniej raz w roku wylądowałam w szpitalu .Podali jakieś kroplówki ,zastrzyki - bóle mijały i po paru godzinach wypisali do domu. Chodziłam do lekarza zapisał lekarstwa i jak by były trafne bo bóle przeszły ,ale nie było wyjaśnione z jakiej przyczyny. Mijały kolejne lata .... Zmieniłam lekarza rodzinnego wreszcie Pani doktor zabrała się za porządne leczenie. (tak mi się wydawało) Badania ,różne prześwietlenia itp :( Kolejne tabletki,antybiotyki itp. Po dwóch latach leczenia przybierałam na wadze i to mnie ucieszyło wreszcie 50 kg :))))Tabletki itp mogłam odstawić bo ponoć byłam zdrowa :) W zeszłym roku znowu zaczął się koszmar i to taki straszny :( Jechałam autem do szkoły po córkę .Dostałam silny atak bólu w okolicy żołądka ...Po jakimś czasie ustępował.Musiałam chodzić do pracy czy bolało czy nie , o moich dolegliwościach i tak już wszyscy wiedzieli bo byłam blada, nie było możliwości iść prosto tylko lekko pochylona do przodu bo w takiej pozycji nie było strasznego bólu .Pewnego razu koleżanka z pracy powiedziała ,że jej córka chce wypróbować leczenia pijawkami bo ma problemy z miesiączkami itp . Zaciekawił mnie temat no i postanowiłam z moim mężem ,że to ostatnia moja deska ratunku ,a może się uda załagodzić bóle - nie do końca byłam przekonana ,ale nie miałam nic do stracenia jedynie pieniądze.Po rozmowie w Panem od pijawek byłam oszołomiona ,byłam zdenerwowana i już sama nie wiedziałam w co mam wierzyć :(Po pierwsze musiałam zrobić wszystkie badania ,krew prześwietlenia usg itp. Co się okazało miałam wrzody żołądka :(((((( Teraz było wiadomo jakie są przyczyny moich dolegliwości . Pan od pijawek powiedział tak ,,Pomogę Pani ,ale musi Pani mi w tym pomóc - po pierwsze ZDROWA ŻYWNOŚĆ,, i te słowa mnie zaszokowały kurcze pomyślałam sobie jaka zdrowa żywność przecież jem chyba zdrowo bo nie objadam się smażonymi rzeczami lecz tylko posiłki gotowane itp. Miałam 10 kuracji pijawkami od tego czasu starałam się przestrzegać diety ZDROWEJ ŻYWNOŚCI.Pijawki wspominam okropnie ból,krwawienie w okolicy gdzie pijawki wypijały krew itp. ale jestem szczęśliwa bo NIC NIE BOLI . Po jakimś czasie znowu pojawił się ból i to taki ,że wylądowałam w szpitalu co się okazało przepuklina pępkowa .Miałam od razu zabieg przy okazji wycieli ,torbiel koło jajnika i wyrostek robaczkowy:) Na obchodzie podszedł lekarz i zadał pytanie ,,Miała Pani leczenie pijawkami ,, odpowiedziałam tak ,,Właśnie zauważyłem ,że ma Pani piękne blizny po wrzodach,, lekko się uśmiechnęłam i byłam szczęśliwa bardzo szczęśliwa :) Powiedziałam tak ,,Panie doktorze dlaczego przez parę lat leczenia ,męki z bólami ,żaden lekarz nie powiedział tego ,abym zdrowo się odżywiała????????!!!!!!!!!!!,,
Wie Pani co nie udziele Pani na to odpowiedzi ,ale teraz jest Pani zdrowa i to w 100% bardzo doświadczoną pacjentką z bardzo wielkim tragarzem doświadczenia,wiec już sama Pani wie na czym polega życie z kochanym jedzeniem,, :)
To jest w skucie moje życie bez wiedzy zdrowej żywności .Nie zawsze przestrzegam diety bo mimo ,że jestem szczupła kocham jeść i to wszystko ,ale mam taki bardzo wielki żal do lekarzy dlaczego nie powiedzieli w prost ZDROWA ŻYWNOŚĆ bo to przyczyna Pani bóli wiem wiem wrzody żołądka to od nerwów ,ale wiem też ,że nie tylko bo też od jedzenia .Czy musiałam tyle cierpieć ,aby jakiś Pan od pijawek uświadomił mi co mam jeść i musiałam znosić te wstrętne pijawki ,aby zrozumieć błąd w żywieniu :(((((((Dlatego popieram głośne mówienie ,pisanie o zdrowej żywności i niech ludzie wprost mówią jakie mają dolegliwości z nie zdrową żywnością !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!To nie wstyd przyznać się do jedzenia nie zdrowej żywności wstyd to jest niewiedza ZDROWEJ ŻYWNOŚCI . Musze dodać ,że od czasu przestrzegania diety nie boli nic nawet jednej tabletki nie zjadłam :)
Mam nadzieje ,że nie zanudziłam ,ale jakoś musiała o tym napisać.
Pozdrawiam serdecznie .Lucyna :) a i jeszcze dołączę zdjęcia z początkiem mojej wiedzy o zdrowej żywności :)"

Lucynę bardzo serdecznie pozdrawiam i dziękuję za jej opowieść. Może komuś pomoże? :)



* Tu, w komentarzach, przeczytacie rozmowę dziewczyn. :)
P.S.1 Wszystkie cytowane opisy zawierają oryginalną piswonię. 
P.S.2 Czy ktoś wybiera się może w tym miesiącu do Ikei i coś by mi kupił? :)  Agaju, dziękuję :*

piątek, 6 grudnia 2013

Chleb kukurydziany


Gdy jeszcze kupowałam chleb, zachodziłam zwykle do tej samej piekarni. *
Moim zdaniem najlepszej w mieście.
Z historią sięgającą lat powojennych.
O jej historii, o jej wypiekach, opowiadał mi kiedyś dawny kolega z pracy T.
T. - wnuk pana Stanisława, założyciela tychże piekarni.
To stamtąd pierwszy raz zjadłam chleb orkiszowy.
Ładnych parę lat temu.
A teraz nie wiem, gdzie upychać w mej małej kuchni kolejne kilogramy tej mąki.

Gdy jeszcze kupowałam chleb, czasem przed pracą zachodziłam na Plac Pocztowy.
ściągałam zaparowane okulary i wypatrywałam żytnich margerytek albo kukurydzianych bułek.
Zwykle ich nie widziałam, bo mój wzrost, a wysoka lada... :)
Czasem jeszcze się piekły,
czasem były cieplutkie.
Kupowałam dla siebie i Gosi.
Zajadałyśmy ze smakiem na pracowe śniadanie.
Innym razem kupowałam chleb kukurydziany.
Ze słonecznikiem na spodzie
i kukurydzą na wierzchu.
Dlatego tak bardzo ucieszył mnie przepis do listopadowej piekarni.
Comiesięczna piekarnia tradycyjnie organizowana jest przez Amber.
Wypiek zaproponowała Margot, a przepis pochodzi stąd.



Chleb kukurydziany na poolish czyli polskim rozczynie drożdżowym wg Hamelmana 

Składniki na zaczyn „poolish”: 125g mąki pszennej 550, 125g wody, 0,5g drożdży świeżych (mniej niż ¼ łyżeczki drożdży instant);

  • W przeddzień pieczenia robimy zaczyn poolish,
  • mieszamy drożdże w wodzie, dodajemy mąkę i całość mieszamy,
  • przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy na 12-16 godzin w temp. pokojowej;

Skład na ciasto właściwe: 250g mąki 550, 125g mąki kukurydzianej, 190g wody, 1 łyżeczka soli, 7g drożdży świeżych (plaska łyżeczka instant), 1,5 łyżki oleju, 250g zaczynu jw.;

  • następnego dnia mąkę kukurydzianą mieszamy z drożdżami rozprowadzonymi w wodzie, odstawiamy na ok. 15 minut (W tym czasie mąka kukurydziana powinna trochę napęcznieć, co powinno ułatwić późniejsze wyrabianie ciasta),
  • dodajemy pozostałe składniki chleba i wyrabiamy mikserem ok. 3 minut – poziom 1 (ja wyrabiałam ręcznie, niezrażona komentarzem, że mąka kukurydziana nie jest łatwa do wyrabiania - wyrabiało mi się szybko i całkiem przyjemnie!),
  • w razie potrzeby dodajemy trochę mąki lub wody (ciasto powinno być luźne, gładkie i sprężyste, i dobrze trzymające formę),
  • wyrabiamy kolejne 3 minuty (mikser – poziom 2),
  • odstawiamy przykryte do wyrośnięcia na półtorej godziny,
  • po ok 45 min. wyjmujemy, lekko odgazowujemy (rozpłaszczamy i składamy na trzy, a następnie jeszcze raz na trzy), formujemy kulę i znowu odstawiamy,
  • wyjmujemy z miski, jeszcze raz odgazowujemy i formujemy z grubsza, przykrywamy i odstawiamy do odpoczęcia na 10-20 minut;
 
  • formujemy na blacie zgrabny bochenek z ładnie napiętą powierzchnią, na ile się da i układamy w koszyku do wyrastania (u mnie tradycyjnie jest to durszlak) na 1,5 godziny w temp. ok. 24 st. Chleb powinien w tym czasie podwoić objętość,
  • piekarnik nagrzewamy do 240 st. (następnym razem będę piekła najwyżej w 220 st.) z kamieniem lub blachą w środku,
  • bochenek przerzucamy z koszyka na gorącą blachę/kamień, szybko naciąć (ja zapomniałam), jednocześnie wlewając do formy ustawionej na dnie piekarnika pól szklanki wrzątku. (ja piekarnik spryskałam wodą),
  • gdy chleb zacznie się rumienić, otwieramy na chwilkę drzwiczki piekarnika, żeby usunąć nadmiar pary (i znów zapomniałam!),
  • pieczemy ok. 40 minut.

Bałam się tych drożdży, ale w ciepłym piekarniku chlebek urósł cudnie.
Musiałam go wyjąć na blat, by rozgrzać piekarnik.
To chyba mu troszkę zaszkodziło. W domu chłodno, więc wyszedł mi beret. ;)
Chleb najbardziej smakował mi podgrzany, jako grzanka. :)


Lista piekących:



* O tej piekarni możecie przeczytać tutaj. Warto choćby rzucić okiem na historię. :)
** Nie jest to post sponsorowany. :) Kolega T. nawet o nim nie wie, ale się dowie. :)

wtorek, 3 grudnia 2013

Blogowy miks, czyli podziękowania, wygrana, zapowiedzi i Hela :)

Jakiś czas temu na którymś z blogów (eNNko, Anko, chyba u Was?) napisałam w komentarzu, że trzeba uważać na swoje komentarze właśnie! :)

Pod jednym z postów Igi (a było to dawno) zachwycałam się jej pięknym dzbanuszkiem.
Pod innym postem tej samej Igi zachwycałam się słoiczkami na dżemory i inne powidła.
I na zachwytach by się skończyło, gdyby nie Iga właśnie. ;)
Któregoś pięknego dnia dostałam taką oto paczkę!




To było podziękowanie (zupełnie niepotrzebne, ale jakże radosne i jakaż to była niespodzianka dla mnie...) za słoiczek zakwasu.
Iguś, jeszcze raz dziękuję. :*

***********

Innym razem - też na blogu Igi! - przeczytałam o konkursie pt. "Stópki moje", który organizowała Iga wraz z Anią.
Obfotografowałam swe stopy od lewa do prawa i wysłałam zdjęcia.
Oczywiście więcej niż jedno, bo nie mogłam się zdecydować... ;)
Choć zasugerowałam, które CHYBA lubię najbardziej.
Stópki przyniosły mi szczęście i wygrały ów konkurs (tu znajdziecie wyniki wraz ze zdjęciem).
Najfajniejsze było to, że absolutnie nie wiedziałam, jaka będzie nagroda. :)



A nią okazała się przesyłka z Norwegii, w której znalazłam piękną metalową gwiazdę.
Prawda, że idealnie wpasowała się w klimat mojej sypialni? :)
Do tego zrobiona przez Anię papierowa girlanda.
Nie tylko mnie przypadła do gustu...



Muszę ją powiesić w miejscu naprawdę odpowiednim, by uniknąć krzyków: "oddawaj to!" ;))


Aniu, dziękuję. :*
***********

Kolejną niezwykle miłą niespodzianką była zakładka do książek od eNNki.
Swego czasu poprosiłam nieśmiało eNNkę, czy mogłabym wykorzystać jej hafciarski talent na upominek dla Siwego, fana FC Barcelony.
I oto co znalazłam w kopercie:

 zdjęcie ukradłam eNNce :)


eNNka postanowiła i mnie wyhaftować urodzinowy prezent! :)))
Uzdolniona kobieto, dzięki wielkie! :* Również za liścik. 
A zakładka jest w ciągłym użyciu. :))

***********

Pamiętacie, że trwa konkurs? Dla zapominalskich mam dobrą wiadomość!
Na wszystkie zgłoszenia czekam do końca 6 grudnia!
Tego dnia miały być wyniki, ale właśnie w piątek publikujemy post o kolejnym wspólnie upieczonym chlebie. A wyniki konkursowe zasługują na swój dzień. :)
Wyniki ogłoszę w poniedziałek 9 grudnia.
Post konkursowy zaktualizowałam o informację o dodatkowej nagrodzie od wydawnictwa Znak.

***********
A na koniec Heli gatki, o których pisałam kiedyś, ale nie pokazałam. :P

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...