Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania najłatwiejsze, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania najłatwiejsze, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2011

najłatwiejsze ciasto w świecie

Jak już chyba zdążyliście zauważyć, miłośniczką słodkości nie jestem. Mało tego - na dodatek żaden słodyczowy czy ciasteczkowy ze mnie specjalista (ani potwór). Amatorszczyzna w tym zakresie wręcz bije ;) więc oczekuję wyrozumiałości :) ale w opisywanym przypadku nie ma mowy o pomyłce czy jakimkolwiek niepowodzeniu! O nie! Nawet w moim przypadku. Tak więc albo jest to "ciasto dla debili" (cytat sąsiadki a propos wpisanej przez nią frazy w Google) albo jestem taka zdolna ;)
W takim razie zachęcam do zmierzenia się z przepisem:

  • ubijamy (ja oczywiście używam miksera) pianę z 4 białek, jak już będzie sztywna wsypujemy szklankę cukru (tym co wolą mniej słodki smak proponuję 3/4 szkl.) i ubijamy jeszcze chwilkę,
  • ciągle miksując wrzucamy na przemian 4 żółtka i 4 łyżki oleju,
  • dodajemy szklankę mąki i łyżeczkę proszku do pieczenia - dokładnie mieszamy łyżką,
powyższą mieszankę wylewamy na blaszkę wysmarowaną tłuszczem i posypaną bułką tartą (proporcje są na małą blaszkę - pasztetówkę lub okrągłą o średnicy ok. 22 cm).
Do tego wrzucamy owoce - ja wybrałam oczywiście rabarbar jako, że ścieli się w ogródku Za Rzeką :) ale jak tylko pojawią się truskawki zrobię ciasto ponownie.
Pieczemy w temperaturze 180 stopni około 30-40 minut. Po wyjęciu z piekarnika i ostudzeniu posypujemy cukrem pudrem.


Najłatwiejsze ciasto w świecie, może Wam ewentualnie sprawić problem w dwóch niżej wymienionych przypadkach:
  • nie znacie swojego piekarnika - może być zbyt słaby lub zbyt silny - wówczas mamy wypiek niedopieczony i ze złością przedłużamy czas pieczenia do nieskończoności lub wypiek jest spalony - ratunku brak,
  • macie kłopot z mikserem lub trzepaczką - wówczas zrobienie ciasta to nie jedyne 5 minut.

P.S. A pamiętacie tę piosenkę? :)

    niedziela, 27 maja 2012

    Kolejne najłatwiejsze w świecie ciasto


    Mając w pamięci post poprzedni pozostajemy przy produktach krajowych i bardzo sezonowych :).
    Też wykorzystujecie do maksimum sezonowe warzywa i owoce? Powoli kończy się sezon na rabarbar, ale za to zaczyna się na truskawki. Wczoraj zjadłam pierwsze Zza Rzekowego krzaka. To jest smak truskawki! A nie te z marketu sprzed miesiąca czy dwóch. 
    Na przepisy truskawkowe przyjdzie pora. Dziś jeszcze coś rabarbarowego. 
    W ubiegłym roku pokazywałam przepis na najłatwiejsze ciasto w świecie - banalnie proste do wykonania i tak samo łatwe do zapamiętania z uwagi na fajne proporcje :).

    Dziś kolejny prosty przepis. Bardzo takie lubię. Poza drożdżowym nigdy nie robiłam praco- i czasochłonnego ciasta. Nie lubię. Nie ubolewam nad tym ;).
    Do dzieła!



    Skład: 1/3 200g kostki masła, 1/3 szklanki mleka, 2 jaja, 1/2 szklanki cukru (dla wielbicieli słodkości więcej), 1 i 1/4 szklanki mąki, 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia, rabarbar (ilość wg uznania), cukier puder do posypania;
    • roztapiamy masło,
    • rabarbar obieramy i kroimy w kostkę,
    • jaja ubijamy z cukrem,
    • do jaj dodajemy roztopione masło, mleko i całość miksujemy,
    • do ww. dodajemy mąkę i proszek do pieczenia - miksujemy na gładką masę,
    • okrągłą foremkę wykładamy papierem do pieczenia lub smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą,
    • naszą masę wlewamy do formy,
    • na wierzchu układamy rabarbar,
    • wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni,
    • pieczemy ok. 35 minut,
    • po wystudzeniu ciasto obsypujemy cukrem pudrem;
     
     

    Sezonowy rabarbar wykorzystałam tak bardzo, że ciasto zrobiłam kilkakrotnie i przyznam, że ostatnim razem spiesząc się zapomniałam o proszku do pieczenia :D. Mimo to, moi koledzy z pracowego pokoju zjedli bez szemrania ;)).

    poniedziałek, 6 maja 2013

    Co do pracy? #6 Hummus

    Co można zrobić w ciągu pięciu wolnych dni?

    Skończyć jedną książkę.
    Przeczytać w połowie kolejną.
    Przeczytać spokojnie.
    Na przemian z artykułami z WO.
    Ekstra i tych nie-Ekstra.

    Można zjeść zupę szczawiową.
    Z jajkiem.
    I śmieciową zupę.
    Bez jajka.


    Można po raz enty ciasto najłatwiejsze w świecie upiec.
    I kakao dodać do niego.
    I wiśnie ze słoika przytarganego z piwnicy.

    Można też każdego dnia wsiąść na stary rower.
    Kupiony we Wro.
    Rower, który nie tylko wrocławską Odrę widział.

    Można bez końca rzucać Mai patyk.
    Do wody rzucać i gapić się ze zdziwieniem jak ona pływa!
    Przecież w tamtym roku nawet łapy nie chciała wsadzić do jeziora!

    Można też w pokera pograć.
    I wygrać co nieco.  

    Szczaw można zebrać.
    Jak i kaczeńce.
    Można jeszcze...*


    A po tych pięciu dniach do domu wrócić.
    Rozpakować się.
    Zamieszać mąkę.
    Chleb wstawić.  
    I pomyśleć nad śniadaniem do pracy :)

    Skład: puszka ciecierzycy (240 g po odsączeniu), 5 łyżek ziaren sezamu, duży ząbek czosnku, sok z połowy średniej cytryny, oliwa z oliwek (3-4 łyżki + 2 łyżki do sezamu), sól morska, świeżo mielony pieprz; 
    • sezam wrzucamy na rozgrzaną suchą patelnię - prażymy na małym ogniu do momentu aż delikatnie zbrązowieje (trwa to kilka krótkich minut),  
    • uprażony sezam wraz z oliwą traktujemy blenderem do momentu powstania w miarę zbitej pasty,  
    • wszystkie składniki wraz z sezamową pastą wrzucamy do pojemnika blendera,
    • miksujemy aż całość się porządnie połączy i powstanie jednolita pasta;
    Doskonale pasuje do grzanek z odrobiną dodatkowej soli. 
    Świetnym dodatkiem są jajka, ale nie tylko one :).

    *Co można jeszcze? Pytanie do Was - jak minęły Wam dni ostatnie? 

    czwartek, 22 listopada 2012

    Ciasto czekoladowo - czekoladowe

    Po serii przepisów słonych i ostrych wypadałoby coś na słodko. Słodkolubni się ucieszą. Przepis jest od Kasi, która jest bardzo słodkolubna i pewnie się zawiedzie, że dla niej tu nic nowego nadal nie będzie ;)
    Mam jednak nadzieję, że to coś nowego dla Was :).
    A ciasto jest przepyszne. Najlepsze jeśli dość wilgotne w środku. 
    I tu kilka moich uwag odnośnie piekarników, których nie potrafię rozgryźć.
    Mam piekarnik elektryczny kilkumiesięczny. Ciasto piekłam we wskazanej temperaturze około 35 minut i było doskonałe w środku, czyli naprawdę mokro-czekoladowe.
    Piekarnik Za Rzeką jest tej samej firmy, niemalże identyczny, około dwuletni. Ciasto piekłam około 20 minut i to już nie było to. Było odrobinę wilgotne, ale nie czekoladowo - wilgotne, a ciastowo...
    Nie rozumiem tego. Teoretycznie to nowszy piekarnik powinien być mocniejszy. Nie jest tak.
    I zauważyłam, że wszystkie ciasta w moim wychodzą inaczej.
    Najłatwiejsze ciasto w świecie nie przyrumienia się zbytnio i na wierzchu robi się chrupiące, tworzy się beza. Było to ogromne zaskoczenie dla mnie - ciasto to robię od lat, a Ajwonka od jeszcze większej ilości lat, a tu proszę. Niespodzianka. Nie powiem - miła :).



    Może macie jakieś sugestie albo ciekawe doświadczenia piekarnikowe? :)
    I nie wiem co mam poradzić Wam, by ciasto było takie jak wychodzi u mnie :/
    Z uwagi na mą niewiedzę mocno trzymam kciuki za pomyślne Wasze wypieki czekoladowe! :)

    Skład: 2 tabliczki czekolady (ja użyłam deserowej), 5 jajek, 1/2 szklanki cukru, 1/2 szklanki mąki, 150 g masła, łyżeczka proszku do pieczenia
    • czekoladę i masło wrzucamy do garnka i roztapiamy na małym gazie,
    • żółtka ucieramy z cukrem (u siebie po prostu zmiksowałam je - minuta i po sprawie; Za Rzeką Ajwonka porządnie utarła w makutrze!),
    • do żółtek dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i roztopioną czekoladę - całość mieszamy,
    • białka ubijamy i dodajemy do masy - mieszamy,
    • przelewamy do foremki (średnica 26cm) wyłożonej papierem do pieczenia,
    • pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez co najmniej 20 minut - kontrolujcie sytuację wykałaczką - jak będzie na środku czekoladowo-wilgotna - wyciągajcie!

    kilkudziesięcioletnia filiżanka z serwisu mojej babci
    czasem lubię rozpuszczalną ze śmietanką
    w filiżance
    duża odmiana po codziennej sypanej z małą ilością mleka w kubasie
    nigdy z cukrem   

    Macie swoją ulubioną?
    Kawę. Filiżankę. Kubas.

    LinkWithin

    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...