wtorek, 31 grudnia 2013

Na kaca #2

Chciałam dziś troszkę melancholijnie.
O mojej paczce.
Przyjaciół rzecz jasna. 
Wczorajsze paczkowe rozmowy tylko utwierdziły mnie w tym, że post być musi.
Jednak nie dziś. :)
Inną razą. :)


Dziś więc po prostu przepis.
Na jutro.
I oczywiście na każdy inny dzień nowego roku.
Jak to mówią 'na kaca najlepsza praca'.
Wstańcie więc jutro rano (późno rano oczywiście!)
i popracujcie nie dłużej niż kwadrans nad śniadaniem.
Stawiającym na nogi.
Sprawdzone!



Skład na jedną osobę: 2 duże (lub 4 małe) kromki chleba, plasterki sera brie, szynka szwarcwaldzka, 2 łyżeczki musztardy Dijon, czubata łyżeczka miodu, 1 jajko, szczypta rozkruszonego ziela ang., masło;
  • musztardę mieszamy z miodem i smarujemy wszystkie kromki chleba od wewnątrz,
  • na kromkach układamy ser i szynkę, przykrywamy chlebem,
  • jajo mieszamy z zielem,
  • jajem smarujemy kromki z zewnątrz,
  • na patelni rozpuszczamy masło,
  • kanapki smażymy 1-2 minuty z każdej strony (do zrumienienia),
  • jemy gorące;
Do tego woda z cytryną. Dużą ilością cytryny. Albo mocna herbata z cytryną.
Na kaca #1 (klik)
Pomysł śniadania na podstawie przepisu Marty Gessler.


************

A tymczasem...

Bardzo dziękuję za każdą Waszą wizytę na moim blogu.
W tym roku wizyt było sporo, co niezwykle mnie cieszy
i motywuje do kolejnych postów. :)

W kolejnym roku życzę Wam zdrowia, radości i uśmiechu.
Niech najskrytsze Wasze marzenie się spełni,
a każdego dnia towarzyszy Wam spokój ducha.
Sobie też tego życzę i jeszcze jednego...
byście nadal do mnie wpadali. :)

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Życzenia przyjmijcie!


Przedświąteczny czas ciekawie się zaczął.
Dziwne choróbsko zwaliło mnie z nóg.
Jak ja nie jem to wiedz, że coś się dzieje! :)
Hela dwa razy odwiedziła Za Rzekową piwnicę.
Tak, tak, pomieszczenia z węglem też zaliczyła.
Kocur dał się pocałować przez Helkę,
a Maja o jedno i drugie kocisko zazdrosna.
Zwierzaki biegają po całym domu
atakując krzestnego syna,
który tylko krzyczy "Mija nie, Mija nie!"
To nie są warunki do chorowania!

Zatem bułka z masłem zjedzona.
Łosoś zrobiony.
Zdjęcie łysej jeszcze choinki pstryknięte.
Podkówki, sałatka, sernik...
w planach na dziś. :)
A międzyczasie namawianie Heli, by się umyła.
Patrzy na mnie jak na durnia.
Czcze gadanie.
Lepiej złożę WAM życzenia!

 
Życzę Wam Świąt zdrowych, radosnych i spokojnych,
  by obfitowały w pyszne potrawy,
nieokraszone nawet szczyptą wyrzutów sumienia spowodowanych obżarstwem!
  By obfitowały w wiele godzin spędzonych na spacerach z ulubieńcami.
By nigdzie nie zabrakło ciepło.

Życzenia dla tych, którzy święta obchodzą
i dla tych, dla których to kilka wolnych dni -
wykorzystajcie je na odpoczynek przed nowym DOBRYM rokiem! :)

 
Dziękuję, że mnie odwiedzacie i pamiętacie. :*

piątek, 20 grudnia 2013

Ciastka dwa

Wiedziałam co chcę napisać.
Tylko tak sobie pomyślałam "zaraz, zaraz, czy nie pisałam już tego rok temu?".
Okazuje się, że nie!
Dziwne, bo co rok, a w zasadzie dwa razy w roku o tym myślę.
I dwa razy w roku, około miesiąc przed świętami nurtuje mnie pewne pytanie.
Czy blogerzy kulinarni na długo przed świętami robią te wszystkie świąteczne dania, by je w odpowiednim momencie wrzucić na bloga?
Czy może są tak zapobiegliwi, że rok wcześniej pomyślą o tym, by mieć co opublikować za rok właśnie?
Nie są to pytania z natury złośliwych! Co to to nie. :))


Ja po prostu zapobiegliwa nie jestem. 
Wybiegać myślami aż rok w przód?!
Ja nawet pół roku do przodu nie wybiegam. ;)
Carpe diem? Chyba trochę tak. ;)

Miesiąc przed świętami nie zrobię karpia, ryby po grecku, grzybowej z prawdziwków...
Przecież to są smaki, na które czekam do Wigilii.
Nie wyobrażam sobie posmakować wcześniej.



I właśnie dlatego przed świętami nie uświadczycie u mnie przepisów świątecznych.
W zasadzie po świętach chyba też nie...
Pamiętam, że po Wielkanocy (chyba tej ostatniej...) obiecałam szybko pokazać przepis na nasz domowy pasztet.
Do dziś tego nie zrobiłam. :/
Taka właśnie jestem zorganizowana!

Dobrze, że umówiłam się z Gosią na wspólne pieczenie ciasteczek.
Dobrze, że w empiku były foremki.
Dobrze, że mi się spodobały.
Dobrze, że miały fajną cenę.
I dobrze, że je kupiłam!

Tym sposobem mam dla Was AŻ DWA przepisy na ciasteczka.
Niezwykle łatwe i przepyszne.


Ciasteczka z migdałami

Skład: 175 g miękkiego masła, 200 g cukru, 2 jajka, 350 g mąki (u mnie 200 g żytniej i 150 g pszennej), 50 g zmielonych migdałów (fajnie jak są zmielone na grubo), 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1 łyżeczka soli;
  •  masło ucieramy mikserem, stopniowo dodajemy cukier i jajka,
  • miksujemy, aż składniki się połączą,
  • osobno mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, mielone migdały i sól,
  • suche składniki stopniowo do masy maślano-jajecznej,
  • mieszamy delikatnie, lecz dokładnie,
  • jeśli ciasto będzie zbyt klejące, dodajemy troszkę więcej mąki,
  • z ciasta formujemy kulę i wkładamy do lodówki na godzinę,
  • rozwałkowujemy, wycinamy ciasteczka,
  • pieczemy 8-12 minut na papierze w temp. 180 stopni;



Amoniaczki

Skład: 0,5 kg mąki, kostka masła, 4 jaja, pół szklanki cukru, cukier waniliowy (mam własnej roboty, dałam ok. 2 łyżki), 0,25 szklanki mleka, 1 łyżka amoniaku spożywczego, cukier do posypania;
  • żółtka oddzielamy od białek
  • masło ucieramy z cukrem i żółtkami,
  • w ciepłym mleku rozpuszczamy amoniak,
  • mleko i resztę składników dodajemy do masła, miksujemy,
  • ciasto rozwałkowujemy, wycinamy kształty,
  • ciastka układamy na blaszce z papierem,
  • smarujemy białkiem (lub tak jak ja, pianą z białek - pomyliło mi się :P) i posypujemy cukrem,
  • pieczemy w temp. 180 stopni kilka minut - tyle, by ciasteczka się zrumieniły;


I jednych i drugich ciastek wyszło po około 3 blachy.

Przepis na amoniaczki od Marzeny.
Przepis na ciastka z migdałami na podstawie książki Nigelli Lawson "Nigella gryzie".

A tutaj znajdziecie ciasteczka z ubiegłego roku.
A tutaj przepis na podkówki orzechowe. Robimy je w domu od lat i jest to nasz świąteczny faworyt. Szczerze polecam! Tylko uwaga, podkówki bardzo wciągają! :))
O! Nawet mam przepis na pierniczki. :P

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Wdzięczność

eNNka pisała jakiś czas temu o wdzięczności.
Czy umiemy.
Czy doceniamy.
Każdy szczegół.
Drobnostkę każą pozytywną.
Czy też obojętnie przechodzimy.
Zauważając za to wszystko co nie tak.
Wszystko co nie po naszej myśli.
(Tak na marginesie - kto powiedział, że to co po naszej myśli jest dla nas dobre?)
Dzieląc włos na czworo.
Z igły robić widły.
Czy rzeczywiście pomoże w czymkolwiek przesyt negatywnych emocji?


******
Od dziecka regularnie pojawiam się w pewnej klinice.
Zawsze, skoro świt, wsiadałam w pociąg i późnym rankiem byłam na miejscu.
W tym roku pociąg ten zajeżdżał na miejsce w południe. Za późno!
Uratowała mnie Magda z Cz.
Odebrali wieczorem z dworca.
Ugościli tak, że dech zapiera.
Pyszna pikantna zupa.
Sałatki. Z jajem. :)
Lokalne piwo.
Pasta kanapkowa na śniadanie. Jajeczna. :)
Kanapki i nie tylko, na drogę.
Odstawili mnie pod bramę kliniki, w której tłum ujrzałam niesamowity.
Na pociąg powrotny zdążyłam ledwo.
Dzięki uprzejmości jednej z pacjentek:
Niech pani wejdzie przede mną. Ja pojadę następnym pociągiem.
A na peron wpadła Magda:
Zapomniałam dać Ci widelec do sałatki!



I siedząc w przepełnionym, dusznym pociągu, przypomniałam sobie eNNkowy post.
Jak nie czuć wdzięczności?
Jak się nie cieszyć?
Tylko takie jedno niewygodne pytanie się czasem nasuwa (pewnie wszystkim)
- dlaczego mnie to spotyka? :)


P.S. W dzień wyjazdu odkryłam cieknący grzejnik w łazience (a raczej Hela odkryła).
Szybki telefon do sąsiada. Szybkie wrzucenie moich kluczy do jego skrzynki.
By przypilnował. By mokro nie było.
Wracam. W łazience sucho. Grzejnik nie przecieka. Naprawione.
Dlaczego... Po co się zastanawiać? ;)

Dziękuję! :)


P.S.3 Wolicie posty do porannej kawki czy wieczornej herbatki? Na komentarze odpowiadam zawsze z wielką chęcią, ale mogę dopiero wczesnym wieczorem. :)

piątek, 13 grudnia 2013

Qrestaurant w Zielonej Górze

Nie raz wspominałam tutaj i nie tylko, że życie blogowe jest fajne. Bardzo fajne.
Mimo że mija kolejny rok mojego blogowania, zdania nie zmieniam. Wręcz przeciwnie.
Jasne, zabiera to całkiem sporo czasu. Zdjęcia, tekst, cała ta otoczka. To jednak przyjemne spędzenie czasu!
Jakie są plusy blogowania?
Wiele znacie z moich postów i z własnego doświadczenia.
Dziś opowiem Wam o kolejnym dużym plusie.


Będąc blogerką (m.in.) kulinarną, można wziąć udział w ogólnopolskiej akcji "Blogerzy smakują".
Można dostać zaproszenie od portalu Uroda i Zdrowie na testowanie dań do nowej restauracji w Zielonej Górze. Z zaproszenia można skorzystać, zaprosić kogoś fajnego do towarzystwa i bardzo miło, i bardzo smacznie, spędzić popołudnie po męczącym dniu w pracy! O! I kto mi powie, że to nie ogromny plus? :)

Na samym krańcu mojego miasta mieści się czterogwiazdkowy hotel.
Dotychczas kojarzył mi się przede wszystkim z kręglami i... reprezentacją naszych siatkarzy, którzy podczas ubiegłorocznego Memoriału Huberta Wagnera tu właśnie nocowali.
Teraz będzie kojarzył mi się przede wszystkim z dobrą kuchnią. 

Qrestaurant to nowa restauracja w hotelu DANA.
W swojej ofercie ma przede wszystkim dania mięsne. Począwszy od drobiu, przez wieprzowinę i wołowinę, po jagnięcinę. W menu znajdziemy również zupy, sałaty, makarony, ryby i desery.
Bardzo podobało mi się to, że menu jest niezwykle czytelne, nieprzeładowane, konkretne.
Masz ochotę na wołowinę? Wybierz z dwóch propozycji. Sałata, przystawka, ryba? Wybierz z trzech. I tak ze wszystkim. To w zupełności wystarczy! A i tak dumałam i dumałam, co wybrać... :)


W końcu na przystawkę wzięłam carpaccio wołowe z parmezanem, kaparami, suszonymi pomidorami, karczochami i oliwą z białych trufli
Marzena, która mi towarzyszyła, na przystawkę zjadła to samo. :)
Zgodnie stwierdziłyśmy, że danie było wyborne!
Produkty świeże, dobrej jakości, porcja niemała. :)
Szczerze mówiąc, to nie wiem, czy kiedykolwiek jadłam lepsze carpaccio! 



Danie główne było pod znakiem ryb.
Ja spróbowałam dorady z marynaty limonkowo-imbirowej pieczoną w soli morskiej z pieczonymi ziemniakami i ostrymi sosami.
Ryba była soczysta, niezwykle delikatna. Sosy pyszne, choć bardziej smakowały mi do ziemniaczków. Do ryby wystarczyła po prostu cytryna. :)



Marzena zdecydowała się na filet z sandacza na warzywnym papardelle pod sosem kurkowym, z ziemniakami pieczonymi w ziołach.
Oczywiście spróbowałam kawałek, i byłam zachwycona smakiem i ryby i warzyw! Rewelacja. Muszę to spróbować odtworzyć w domu. Zwłaszcza warzywka. 

fot. Marzena

Kiedy zjadłyśmy danie główne, przyszedł do nas szef kuchni. Od niego dowiedziałyśmy się, że restauracja jest po świeżych zmianach, tak wizualnych, jak i kulinarnych. A to nie koniec. W menu pojawi się wołowina argentyńska, a slow food też nie jest szefowi obcy.


Qrestaurant bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. W końcu różnie bywa z restauracjami hotelowymi.
A tu świeże, odpowiednio doprawione, wysokiej jakości potrawy.
Przyjemny, ciepły wystrój. Światło w niektórych miejscach ciemniejsze może sprzyjać bardziej kameralnym spotkaniom. Myślę też, że jest to idealne miejsce na rodzinną uroczystość.
Obsługa sympatyczna, nie narzucająca się. Dla mnie to bardzo ważne.
Z czystym sumieniem bardzo polecam tę restaurację! :)
Jedyny mały minusik za brak jakichkolwiek informacji w sieci na jej temat. Na stronie hotelu widnieje jeszcze dawna nazwa i zamieszczone są stare zdjęcia. Choć dzięki temu mogłam porównać wystrój. Aktualny podoba mi się bardziej. :)


Jeśli będziecie mieli ochotę zjeść coś sprawdzonego w Zielonej Górze, to już wiecie, gdzie możecie się udać. :) Myślę, że po moich urlopowych wspomnieniach (klik) z knajp wszelakich, dzisiejsza ocena jest tym bardziej wiarygodna. :)

DANA Hotel & SPA
al. Wojska Polskiego 79
Zielona Góra

http://urodaizdrowie.pl/akcja-kulinarna-blogerzy-smakuja
 

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...